Krajobraz po wyborach

Mamy nowy Sejm i rząd – co to oznacza dla „przewodnickich wolnościowców”? Z pewnością możemy sobie pogratulować usunięcia z parlamentu formacji która jako jedyna oficjalnie i otwartym tekstem opowiadała się za odebraniem nam wolności i przywróceniem licencji na PRL-owską modłę. Pod tym względem stwierdzenia o dekomunizacji Sejmu są jak najbardziej na miejscu.

Żeby nie popadać w nadmierny hurraoptymizm – do Sejmu dostał się też niestety poznański poseł Dziuba który podczas głosowań w 2013 roku usiłował – z szerokim poparciem PiS-u (ale sprzeciwem Ruchu Palikota – to jedyna pożyteczna rzecz którą zrobili) przywrócić licencje w miastach. Tak że rządzący PiS nie jest pod tym względem taki święty. Na szczęście oglądając wczorajsze ministerialne nominacje można póki co odetchnąć – resorty gospodarcze przejęli liberałowie twardo opowiadający się za deregulacją. No i sam Gowin jest w rządzie, co daje nadzieję – że jego ambicje i wpływy nie pozwolą uwalić sztandarowej reformy, którą firmował własną twarzą.

Trzecia (Kukiz) i czwarta (.Nowoczesna) siła w parlamencie to też ugrupowania pod względem gospodarczym wolnościowe i liberalne. I tutaj trafiła nam się pewna sympatyczna niespodzianka, ale o tym napiszę osobną notkę. Na razie poczekajmy na dalszy rozwój wydarzeń.

Zjednoczona Lewica chce zamknąć dostęp do otwartych zawodów!

Pracujesz w finansach, nieruchomościach, turystyce, branży prawniczej itp? Uważaj bo jak Zjednoczona Lewica wejdzie do Sejmu, możesz stracić prawo wykonywania zawodu.

W ferworze kampanii wyborczej, dyskutując o tematach głośnych i budzących emocje (np. imigranci) łatwo przeoczyć te mniej efektowne, ale dotyczące niewspółmiernie większej grupy obywateli. Tych, którzy pracują lub będą pracować w którymś ze 150 zawodów, do których dostęp otworzono bądź ułatwiono w trakcie niedawnych trzech transzy deregulacji. Była to naprawdę niezła robota parlamentu mijającej kadencji, projekt ponadpolityczny, który się udał dzięki zgodnej współpracy rządu z PiS-owską opozycją. Jedna tylko partia usiłowała go torpedować – towarzysze z SLD o czym pisałem już w 2012 roku. Przygotowywali nawet kampanię billboardową przeciw deregulacji z głupkowatymi obrazkami, która kompletnie nie wypaliła. I teraz drodzy państwo, nowe wcielenie postkomuny czyli „Zjednoczona Lewica” nadal upiera się przy swoich obłędnych ciągotach przywrócenia urzędniczych absurdów i barier, które dopiero co z mozołem udało się zlikwidować.

Na niszowym portalu „Wasza Turystyka” można znaleźć oficjalne stanowisko ZL w sprawie zawodu przewodnika turystycznego. Proszę oczywiście pamiętać, że przewodnik był tylko jednym z ponad setki zawodów uwolnionych w trakcie deregulacji więc nie jest to wyłącznie problem jednej branży.

W tej kwestii Zjednoczona Lewica jest bardziej stanowcza. Uważa, że powinna zostać przywrócona regulacja w przypadku przewodników miejskich ( tak jest w większości miast Europy). Lewica podkreśla, że otwarcie zawodu miało przynieść korzyści dla młodych adeptów pilotażu/przewodnictwa a stało się odwrotnie. Otworzono rynek dla zagranicznych przewodników i pilotów.

To samo znajdziemy na portalu dziennikturystyczny.pl Czy autor wypowiedzi – Bartosz  Machalica – ma pojęcie ile bzdur zawarł w tej wypowiedzi? Pominę absurd o zagranicznych przewodnikach – od kiedy to lewicowcy dyskryminują cudzoziemców? W „większości miast Europy” – nie ma żadnych regulacji, są takowe w mniejszości krajów targanych kryzysem klientelizmu  (np. Grecja). Doświadczenia 2 lat deregulacji pokazują, że każdy z dotychczasowych fachowców ma się dobrze. Na rynku radzi sobie świetnie 1500 nowych.  Kiedy ZL dojedzie do władzy – mają stracić prawo wykonywania zawodu?  Co z pośrednikami nieruchomości, księgowymi, notariuszami? A może ZL chce postawić bariery i zamknąć kolejne zawody ?

Czy kandydujący z list ZL osoby wydawałoby się inteligentne i kulturalne jak np. Kazimiera Szczuka zdają sobie sprawę pod jakimi kretyństwami się podpisują? Na ulice Krakowa i innych miast mają wrócić patrole inwigilujące turystów i wlepiające mandaty każdemu, kto pokaże znajomym Sukiennice? A co z zawodami dziennikarza, aktora, kabereciarza – też zakaz pracy bez „państwowej licencji”?

Kuriozum polega też na tym, że owa cechowo-feudalna reglamentacja zawodów nie jest żadnym elementem ideologii nowoczesnej zachodniej lewicy. Tak uwielbiane przez lewaków kraje skandynawskie mają najmniejszą liczbę regulowanych profesji!  Pisałem też o tym, jak nasi „czerwoni regulatorzy” są rozbieżni ze swoimi kolegami z niemieckiej SPD. Drakońskie bariery dostępu do zawodu pilota i przewodnika uchwalili SLD-owcy w 1997 r. pod dyktando dawnych PRL-owskich funkcjonariuszy, którym kiepsko szło na wolnym rynku. Forsowanie takich koszmarów dziś, w roku 2015 świadczy o tym że Zjednoczona Lewica pod cienką tapetą pudru kryje wciąż tę samą wredną, opresyjną gębę aparatczyka z komunistycznej nomenklatury.

Mam nadzieję, że jeśli ktoś inteligentny i rozsądny nabrał się na chwytliwe hasełka ZLewu, daruje sobie głosowanie na nich. Może wreszcie po 25 latach doczekamy się prawdziwej dekomunizacji.

Pozytywnie o deregulacji

Z kronikarskiego obowiązku muszę odnotować, że w ostatnich dniach znów można sporo przeczytać w mediach, np na stronie Polskiego Radia, o deregulacji. Więcej linków na fanpage. Rządząca ekipa nie zaspała gruszek w popiele i Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało obszerny raport, był on referowany na posiedzeniu komisji sejmowej  8 października. Pełen zapis przebiegu posiedzenia znajdziemy pod tym linkiem. O przewodnikach znajdziecie na stronie 8 dokumentu. M.in. o 12% wzrosła liczba przewodników w pierwszym roku deregulacji. Zamyka to gębę wszystkim krzykaczom twierdzącym, że zmiany nie stworzą nowych miejsc pracy.

Tymczasem kolejne wybory już za tydzień i wiemy przynajmniej to, że jedna z partii otwarcie deklaruję chęć ukatrupienia przewodnickiej wolności. O tym już wkrótce…

Hydra podnosi łeb. Gdzie są politycy Platformy?

Nie myślcie państwo że nasza wolność jest dana raz na zawsze. Za pośrednictwem bloga kadry turystyki możecie sobie przeczytać fragment tzw. białej księgi ustawy o usługach turystycznych opracowanej przez (sic!) Ministerstwo Sportu i Turystyki. Jest to rodzaj memorandum z propozycjami nowelizacji Ustawy o Usługach Turystycznych. Jak łatwo przeczytać, znajdują się tam postulaty powtórnej regulacji zawodów pilota i przewodnika, niekiedy na zasadach znacznie bardziej drakońskich niż miało to miejsce do końca 2013 r. Gołym okiem widać że ustępy te redagowano pod dyktando znanej grupki frustratów, którzy nie mogą sobie znaleźć miejsca  na współczesnym rynku i usiłują zagrodzić innym drogę do uprawiania zawodu. Roi się tam od bzdur, absurdów i zwyczajnych kłamstw. Skąd na przykład teorie o rzekomym „braku zainteresowania usługami polskich przewodników” (na rynku widzę zgoła co innego) – były robione jakiekolwiek badania, ankiety wśród zagranicznych touroperatorów? Czy tylko „jedna pani, stara przewodniczka nie mająca brania” tak powiedziała? No i oczywiście kretyńskie uwagi u cenzurze wypowiadanych treści, jak zwykle ktoś zapomniał że nie do tego służy ustawa turystyczna, a konstytucja gwarantuje wolność słowa. W litanii tematów które mają być objęte państwowo-urzędniczą kontrolą brakuje jeszcze tylko „mordu smoleńskiego”.

To że takie postulaty są i będą wysuwane przez korporacje nieudaczników nie dziwi mnie, natomiast rzeczą kuriozalną jest, że ów dokument wyszedł oficjalnie z Ministerstwa, które rzekomo jeszcze jest pod kuratelą wciąż rządzącej Platformy Obywatelskiej. Czy sztandarowy projekt rządzącej koalicji, czyli deregulacja zawodów i likwidacja absurdalnych barier nagle ma się okazać gigantycznym blefem, i to na parę miesięcy przed wyborami??? Skoro urzędnicy tejże samej ekipy, która z pompą zawody otwierała, w tej samej kadencji piszą projekty ich jeszcze mocniejszego zamknięcia? Przywrócenia ulicznych łapanek i szykanowania każdego, kto publicznie będzie opowiadał innym coś na ulicy?  Czy autorzy tego neo-bolszewickiego koszmarka nie wiedzą, że „środowisko pilotów i przewodników” to tysiące ludzi którzy dzięki deregulacji zdobyli zawód, zrobili kariery na rynku, mogą go wreszcie uprawiać w normalny, swobodny sposób, po spełnieniu się zapisów „białej księgi” (cóż za upiorna nazwa)  stracą to prawo, zmuszeni do płacenia haraczu korporacjom albo zostaną postawieni przed jakimiś anachronicznymi komisjami z poprzedniej epoki? Coś tu chyba mocno nie zagrało. Apeluję do mediów i opinii publicznej aby nagłaśniać tego rodzaju afery – to jest problem arogancji władzy, a nie  jakieś zegarki czy ośmiorniczki. A do wszystkich którzy uprawiają wolne zawody zagrożone zakazem ich wykonywania – jeżeli się w jakiś sensowny sposób nie zbierzemy, nie stworzymy reprezentacji to na skutek takich „białych ksiąg” wszyscy pewnego razu  znajdziecie się w czarnej d.pie!

Kiedy koniec awanturnictwa w TPN?

Podobnie jak w maju kwitną bzy, raz o tej porze roku muszą gdzieś zakwitnąć wypociny dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego, wygrażającego nauczycielom i innym opiekunom grup młodzieżowych, że nie wolno im wejść na teren parku bez „licencjonowanego przewodnika”. I tej wiosny właśnie doczekaliśmy się, przedwczoraj portale Onet i Wirtualna Polska wkleiły do swojego serwisu treść PAP-owskiej depeszy podyktowanej przez Ziobrowskiego. Po raz kolejny znajdują się w niej moje ulubione kretyństwa w stylu „wycieczki mają obowiązek”, co jest oczywiście absurdem bo ani „grupa” ani „wycieczka”  nie jest jakimkolwiek podmiotem prawa. Zobowiązać możnaby do czegoś organizatora imprezy, ale żadne przepisy – ani ustawy turystycznej, ani rozporządzeń MEN do wynajmowania przewodnika nie zmuszają.

A propos „Na pytanie, dlaczego grupa znajduje się pod opieką przewodnika, Straż Parku najczęściej słyszy odpowiedź…” itd.  Oczywiście – o tym niestety wielu często nie pamięta, turysta nie ma obowiązku odpowiadać na takie pytania, informować straży parku o tym czy jest w jakiejś grupie, wycieczce, czy się uczy w jakiejś szkole itp – to są informacje prywatne których służby parku nie mają prawa żądać. Myślę zresztą, co Ziobrowski sprytnie przemilczał, strażnik równie często słyszy taką właśnie odpowiedź – wędrujemy bez przewodnika, bo zarządzenie TPN jest bezprawne. Kilka lat edukacji na tym blogu, moje odpowiedzi na liczne listy i telefony od nauczycieli – zrobiły swoje.

Wybierającym się w Tatry polecam mój wpis na forumprawne.org w którym jeszcze raz zebrałem w jednym miejscu wszystkie informacje oraz linki do ustaw i rozporządzeń z których jasno wynika że parkowcy nie mają prawa narzucać „obowiązku przewodnickiego” ani kontrolować turystów z tego tytułu.

Trzeba przyznać, że Ziobrowski spuścił nieco z tonu bo już nie wygraża „mandatami” albo „sądami grodzkimi” jak wcześniej, natomiast wciąż czytamy jakoby straż „zawracała wycieczki…”. Nic nie wiem o takim przypadku, jeżeli strażnik usiłowałby pod argumentem „nieposiadania przewodnika” zabronić przejścia szlakiem osobie która ma ważny bilet wstępu i nie łamie przepisów ochrony przyrody – postąpiłby nielegalnie, to raz. A dwa – pokrzywdzona osoba mogłaby pozwać instytucję TPN o odszkodowanie z tytułu naruszenia dóbr osobistych.  Prawdą natomiast jest, że w tej bezpardonowej walce o kasę dochodzi do chamskich awantur i przepychanek, jedną z nich opisałem w czerwcu zeszłego roku. Całe to zjawisko przypomina nieco głośne afery z męczeniem koni na drodze do Morskiego Oka – również i w tej kwestii dyrektor jest zakładnikiem grupy prywaciarzy-cwaniaków, którzy uwłaszczyli się ze swoim monopolem transportowym na odcinku publicznej drogi. Z tym że – o ile zaprzęganie koni do fasiągów jest legalne, wymuszanie „przewodnickiego haraczu” – nie.

Zastanawiam się tylko, jak tym razem zareagują media, bo na razie na portalach w tym także niestety na stronie krakowskiej Wyborczej mamy tylko bezmyślne przekopiowanie PAP-owskich dyrdymałów Ziobrowskiego. Spróbuję zareagować w tej sprawie.

Pani Ogórek – dla SLD wisielczy sznurek

Miło mi się ogląda i słucha występy pięknej kandydatki na prezydenta z ramienia SLD. Ileż tam liberalnych treści, frazesów o ułatwieniach dla młodych przedsiębiorców itp. To coś  diametralnie innego od linii prezentowanej przez jej mocodawców podczas mijającej kadencji parlamentu. Wtedy to, cały SLD najostrzej sprzeciwiał się gowinowskiej deregulacji i oczywiście gremialnie głosował przeciw.  Towarzyszyło temu propagandowe zadęcie, które na blogu wyśmiewałem wielokrotnie – przypominam  wpisy: O deregulacji według neokomuchów, o antyspołecznym amoku, o niezrozumieniu roli współczesnej europejskiej lewicy i wreszcie sarkastycznie o łzach Dariusza Jońskiego.

SLD-owcy byli oczywiście autorami regulacji przewodnictwa i pilotażu załatwionej w 1997 roku dla swoich oddanych towarzyszy – esbeckich funkcjonariuszy pełniących w PRL-u rolę kontrolerów zagranicznego ruchu turystycznego. Regulacji załatwionej przy wódce w gabinetach na Rozbrat, bez żadnych społecznych konsultacji.

W grudniu 2012 towarzysze tak dalece ulegli swojemu zarozumialstwu, że  próbowali zdobyć punkty w społeczeństwie atakując deregulację głupawą kampanią obrazkową. Ktoś to pamięta? W sieci można jeszcze znaleźć jeszcze archiwalny news na tvp.info. Jak srodze się przeliczyli można przeczytać w komentarzach na niszowym lewicowym portaliku, nawet tam zorientowano się, że „niech SLD nie dyskutuje bo to własnie oni wprowadzili setki licencji by ich koledzy mieli przywileje…” itp. Jeden z aktywnych wtedy blogerów fajnie przerobił ich obrazeczek.

Jeśli miałbym wskazać na największe zagrożenie naszej przewodnickiej wolności, byłby to powrót SLD do władzy, np w nowej, powyborczej koalicji. Wtedy znów doszli by do głosu owi „koledzy” próbując zniweczyć reformę i przywrócić zakaz uprawiania zawodu. ‚Ogórkowy’ cyrk wokół wyborów prezydenckich i dołowanie SLD w sondażach groźbę  tę na szczęście oddala. Chociaż ciekaw jestem, czy może jednak do działaczy tej partii doszło, że atakując deregulację też się wystawili na pośmiewisko.

Nocne Wilki kontra dzienne ratlerki

Histeria rozpętana wokół planowanego rajdu rosyjskich „Nocnych Wilków” budzi niepokój o stan państwa. Nie to jest bowiem problemem czy zostanie przez nich przewieziony jakiś portret Stalina, tylko to że stalinowską mentalność i stalinowskie metody stosują wobec turystów nasze władze. Raz już widziałem skandaliczną akcję wyrzucenia ukraińskich kolarzy (o tym szczegółowo niżej), ciekaw jestem co będzie teraz.

tych „To na pewno nie jest inicjatywa turystyczna, motocyklowa, tylko polityczna”

- Powiedział Pan Prezydent Komorowski. Pouczę więc Pana Prezydenta że jedno nie wyklucza drugiego. Turystą z definicji jest każdy, kto krótkoterminowo odwiedza nasz kraj w celu innym niż zarobkowy. Z kolei artykuł 37 Konstytucji RP i regulacje pokrewne gwarantują cudzoziemcom legalnie przebywającym w Polsce taką samą wolność głoszenia swoich poglądów politycznych, poruszania się po kraju itp. jak Polakom. Obficie korzystają z tego np. pielgrzymki izraelskie, defilujące pod swoimi flagami. Oczywiście w społeczeństwie nie brakuje tych, co mają zamordystyczne ciągoty. Niedawno sesji Rady Miasta Krakowa przewodnicy podnosili larum że wycieczki z Rosji spacerują „śladami Armii Czerwonej” i należy tego zabronić. A co, zapytuję, czy ja nie mogę spacerować po Kremlu śladami Żółkiewskiego? Tym bardziej że organizatorzy motocyklowego przejazdu, chociaż w mediach nazywa się ich nie inaczej jak „gangiem” nie deklarują niczego, co łamało by polskie prawo. Ba, nawet w Muzeum Auschwitz grzecznie zamówili miejscowego przewodnika-edukatora.

Podobnie niczego bezprawnego nie deklarowali w sierpniu 2009 roku ukraińscy organizatorzy rowerowego rajdu, a mimo to urzędujący wtedy na stanowisku ministra MSWiA Grzegorz Schetyna, nie słuchając rozsądnych głosów – jak np. Księdza Bonieckiego, nie pozwolił im wjechać do Polski, prezentując zaiste stalinowską postawę „dajcie mi człowieka a znajdę na niego paragraf”. Chociaż trudno tu mówić nawet o jakimkolwiek paragrafie, to była właśnie gangsterka. O zdarzeniu wciąż można przeczytać w internetowych archiwach polskich mediów, wielu publicystów porównuje obecną sytuację do tamtej. Chciałbym przy tej okazji wyjaśnić parę niedomówień i przekłamań.

Tak się składa że akurat w latem 2009 roku byłem we Lwowie i też prowadziłem rajdy rowerowe, tylko jadące w drugą stronę. Byłem więc żywo zainteresowany, czy np. strona ukraińska tytułem retorsji nie wpuści moich imprez, narażając moją firmę na poważne straty. konferencja 11 sierpnia zjawiłem się na skromnej konferencji prasowej,  zorganizowanej w tej sprawie przez poszkodowanych – stowarzyszenie „Eko-miłosierdzie”.

odmowaDziś pokazuję kopie dokumentów – zobaczcie państwo jak Schetyna i polskie media kłamały w tej sprawie, pisząc o rzekomym „wyłudzeniu wiz”. wizaWiza była wydana – jak czytamy – w celu udziału w imprezach sportowych. Była to wiza wielokrotna ważna do końca września 2009. Na czym miałoby niby polegać więc to wyłudzenie? Ze patron rajdu był niewłaściwy???  Żenujące ujadanie rachitycznego ratlerka, wyłapywanie z tłumu przemytników w Medyce, przetrzymywanie w zamknięciu strasznie groźnych wrogów Polski – kilku gości w lycrowych koszulkach na kolarkach. I jasny sygnał – tysiące Ukraińców czy Ukrainek przyjeżdża na turystycznych wizach. Wszystko w porządku jeśli handlują tanimi papierosami, pracują na czarno w budownictwie, sprzątają nowobogackie domy albo są prostytutkami w agencjach. Na to przymykamy oczy, nie widzimy żadnego wyłudzania. Ale jeśli przyjeżdżają poznać historię – won. Szokujące dla kogoś kto zajmuje się międzynarodową turystyką i nagle słyszy, że czyjeś prywatne poglądy mogą być powodem odmowy wjazdu i odwołania imprezy. Zwłaszcza kiedy są jakieś historyczne zaszłości i animozje. Przecież to właśnie turystyka, imprezy sportowe, wymiana młodzieży były np. jednym z głównych motorów pojednania francusko-niemieckiego po 1963 r. Wstyd z takimi politykami w europejskiej rodzinie.

Teraz znów, ten sam Schetyna już jako Minister Spraw Zagranicznych opowiada – np. tutaj czy tutaj, że

„Polska jest państwem prawa i to straż graniczna, służby celne będę decydować, czy ci, czy też inni uczestnicy takiego, czy innego rajdu zostaną do Polski wpuszczeni”.

Prawo się nie zmieniło od 2009 r. Czy więc pan Minister się go douczył? Czy coś kombinuje i znów będziemy świadkami totalitarnej żenady w wykonaniu służb granicznych? A może wszyscy, którzy organizują turystykę przyjazdową Rosjan do Polski będą musieli teraz pytać swoich klientów o poglądy polityczne?

Pochwalam dociekliwość „Wyborczej”

Proszę, proszę, pan redaktor Gurgul dalej drąży temat. Tym razem wziął na spytki Beatę Chomątowską, tę samą którą w styczniu mocno zjechałem za jej niegdysiejszy tekst w Tygodniku Powszechnym. Widać że moja akcja edukacyjna przyniosła efekty, bo interlokutorka sama przyznała, że powrót do dawnych praktyk byłby próbą cenzury a w gadaniu o „historyczną poprawność” tak naprawdę chodzi o obawę przed lepszą konkurencją. Tak trzymać, ciekaw jestem dalszych odsłon tej trochę spóźnionej, ale wciąż potrzebnej debaty.

Ale co części artykułu poświęconej ogólnie turystyce przyjazdowej do Krakowa – to niestety dyletanckie powtarzanie banałów. Wypada się o to zapytać kogoś kto rzeczywiście pracuje w branży.

Kwiatki z PPN

Zostałem zaalarmowany przez fanów Akcji (dziękuję) że na stronach różnych kuratoriów oświaty, na przykład tutaj widnieje pismo – okólnik dyrektora Pienińskiego Parku Narodowego Michała Sokołowskiego. Swoim uduchowieniem i kwiecistością przerasta wszystko co w tej dziedzinie czytałem, a czytałem sporo. Dziś wysłałem odpowiedź:

Szanowny Panie Dyrektorze,

w marcu do kuratoriów oświaty w całym kraju rozesłał Pan pisma dotyczące odwiedzin Parku przez grupy turystyczne. Zarówno w tym piśmie, jak i na oficjalnej stronie internetowej PPN, w dziale „Przewodnictwo górskie” ilość przekłamań,  błędnych sformułowań i fałszywych interpretacji prawa przekracza wszelkie normy, które zwykłem obserwować w twórczości służb parkowych przez ostatnie 7 lat prowadzenia Akcji Społecznej Wolne Przewodnictwo. Czuję się w obowiązku poinformować, i pouczyć, że:

1. Cytując wyrywkowo fragmenty Ustawy o Usługach Turystycznych zapomina Pan, że zgodnie z artykułem 1. tej Ustawy dotyczy ona wyłącznie działalności przedsiębiorców zarejestrowanych w Polsce. Reguluje zasady komercyjnego świadczenia usług, a nie zjawiska turystyki jako całości (stąd też nazwa – ustawa „o usługach” a nie „o turystyce”).  Jako zarządca terenu nie ma Pan uprawnień do tego aby sprawdzać i kontrolować treści prywatnych umów zawartych przez turystów wchodzących na teren Parku. Wszelkiego rodzaju turystyka organizowana przez szkoły, organizacje społeczne, biura zagraniczne itp. przepisom wspomnianej ustawy nie podlega. Nawet jeśli jednak przyjąć ją za wykładnię  – zapomina Pan o Art. 30.1. tej ustawy oraz zapisach rozdziału 3 (ochrona klienta). Organizator ma obowiązek zapewnić  jedynie „opiekę osoby reprezentującej go”, z zachowaniem dowolności i dobrowolności zawierania umów. Nie istnieje żaden, – jak to napisano „obowiązek zwiedzania parku pod opieką przewodnika” Powoływanie się na Ustawę u Usł. Turystycznych w regulaminie parku narodowego jest więc całkowicie nieuprawnione.

2. Na podobnej zasadzie, wszelkie cytowane przez Pana fragmenty z ustaw dotyczących przewodników górskich, mają zastosowanie jedynie w przypadku komercyjnego świadczenia usług. Do naruszenia prawa mogłoby dojść jedynie, gdyby ktoś przedstawiając się za przewodnika a nie mając uprawnień -  takowe usługi odpłatnie oferował. Każdy inny opiekun, nauczyciel, wychowawca kolonijny, pilot wycieczki itp. towarzyszący grupie na szlaku nie pełni zadań przewodnika górskiego w rozumieniu przepisów ustawy.

3. Dziwne jest że list o takiej treści wysłał Pan akurat do kuratoriów, skoro organizację wycieczek szkolnych reguluje stosowne rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej (a nie Ustawa o Usł. Turyst.). W rozporządzeniu tym również nie ma żadnych zapisów o obowiązku wynajmowania przewodnika górskiego, chociaż w trakcie procesu legislacyjnego były próby ich umieszczenia.

4. Zarówno w piśmie do kuratoriów jak i na stronie internetowej napisano „obowiązek… łamany jest przez coraz większą liczbę wycieczek”, „Wycieczki szkolne i grupy zorganizowane mają obowiązek”. Są to sformułowania nielogiczne, ponieważ ani „wycieczka” ani „grupa zorganizowana” nie są pojęciem precyzyjnym ani prawnie zdefiniowanym. Ponadto niedopuszczalne jest stosowanie odpowiedzialności zbiorowej. Służby parkowe nie mogą „skontrolować grupy”, „ukarać grupy”, „narzucić grupie obowiązek” itp. Można jedynie kontrolować i legitymować konkretne osoby, w przypadku stwierdzenia konkretnego (zdefiniowanego w ustawach a nie  w wewnętrznym regulaminie) wykroczenia. Kwestia formalnej organizacji imprezy, tego kto z kim przebywa w grupie jest sprawą prywatną turystów i nie może być przedmiotem kontroli.

5. Regulamin zwiedzania parku nie może zawierać zapisów podważających dobra osobiste i prawa konsumenckie, stosować praktyki dyskryminacyjne, czyli dzielenia turystów na tych którzy mogą zwiedzać szlaki indywidualnie, i tych którym nie wolno tego robić bez wynajętego przewodnika. Park narodowy nie może narzucać zwiedzającym dodatkowych obciążeń poza zakupem biletu wstępu.

6. Nielogiczne jest także tłumaczenie  wspomnianych praktyk bezpieczeństwem osób. Skoro turystom „w grupie zorganizowanej” (cokolwiek by to miało znaczyć) bez przewodnika górskiego grozi niebezpieczeństwo, to naraża Pan na nie wszelkie pozostałe osoby korzystające ze szlaków,

7. Groźby „kierowania do sądów wniosków o ukaranie łamiących przepisy prawa opiekunów i organizatorów wycieczek” są w świetle powyższego bezpodstawne. Natomiast zmuszanie  organizatora czy opiekuna do zakupienia niechcianych usług, może wyczerpywać znamiona przestępstwa z Art. 286 Kodeksu Karnego (niekorzystne rozporządzanie mieniem). Ponadto klient wprowadzony w błąd co do konieczności opłacenia przewodnia może żądać od Parku odszkodowania. Dlatego, przede wszystkim w interesie własnym jak i instytucji którą Pan kieruje, proszę o niezwłoczne usunięcie i sprostowanie wspomnianych błędów.

Kijem Wisły nie zawrócą!

Alarm odwołany. Ale należało być czujnym. Przywrócenie regulacji przewodnickich na terenie Krakowa, przydzielanie grupom obcokrajowców przymusowej asysty, „ochronę dziedzictwa  intelektualnego” – (tak pokrętnie nazwany został postulat przywrócenia cenzury), wreszcie nowelizacji ustawy turystycznej przywracającej obowiązkowe  egzaminy i licencje przewodnickie – tego wszystkiego domagali się przedstawiciele stowarzyszeń przewodnickich na wczorajszym posiedzeniu Rady Miasta.

radaPrzewodniczący Bogusław Kośmider odpowiedział dość zdecydowanie – kijem Wisły nie zawrócicie. Nie róbcie sobie nadziei. Nie możemy nikomu zabronić oprowadzania, co najwyżej dać „społeczną rekomendację”.  Także dwie bardzo smutne panie z Urzędu Marszałkowskiego przytoczyły wyniki ekspertyz prawnych które potwierdzają to co mówię ja i każdy umiejący przeczytać ze zrozumieniem Konstytucję i ustawy. Nie można – drogą uchwały samorządowej czy innego lokalnego przepisu – wyłączyć spod wolności uprawiania zawodu przewodnika jakiegoś fragmentu miasta.  Nawiasem mówiąc – także parku narodowego czy muzeum, ale do tego jeszcze dojdziemy.

Co mnie zaskoczyło – niemal każdy z radnych i innych postronnych obserwatorów był w przeszłości świadkiem żenujących akcji kontrolowania i zaczepiania turystów przez straże miejskie, nawet w sytuacjach ewidentnie wyglądających na prywatne – np. oprowadzanie rodziny. Przypominano absurdy, o tym jak profesor architektury musiał każdorazowo pisać podanie o zgodę na przeprowadzenie ze studentami zajęć na mieście. Myślę że pamięć o kompromitacji minionego systemu jest tak żywa, że ewentualne nowelizacje prawa mogą iść tylko w jedną stronę – całkowitego wyrzucenia z ustaw jakichkolwiek definicji zawodu pilota i przewodnika.

Był też akcent humorystyczny – występ dobrze znanego nam Wojciecha Huka. Jak znajdę czas to umieszczę tu nagranie z odpowiednim komentarzem.

Dziękuję dziennikarzom krakowskiej Wyborczej za rzetelne zaangażowanie w sprawę. Niedługo będziecie mieli okazję znów się wykazać, bo jak ruszy sezon wycieczek szkolnych to w Tatrach i innych parkach narodowych zaczną się tradycyjne wojenki.