Ile Polska traci na regulacjach przewodnickich?

2011-12-08 17:47:14

Do tej pory moim czytelnikom mogłoby się zdawać że walczę z absurdami głównie w imię poszanowania praw i wartości obywatelskich. Inni z kolei myślą że Akcja jest po to aby nieuczciwi organizatorzy - jacyś drobni ciułacze, oszczędzali na "fachowych" pilotach i przewodnikach. Dziś postanowiłem ujawnić fakty z mojego zawodowego doświadczenia, które rzucą na sprawę zupełnie inne światło.   

W roku 2004 w efekcie starań marketingowych (m.in. kosztownych stoisk na targach WTM w Londynie) od jednego z dużych brytyjskich touroperatorów zdobyłem kontrakt na organizowanie co roku serii 10-12 objazdowych imprez wędrownych w polskich i słowackich Tatrach. Tygodniowe turnusy dla maks. 16-osobowych grupek ludzi w wieku starszym i średnim. Żadne tam 'ekstremalne' taternictwo - łagodne wędrówki po ogólnodostępnych szlakach, z czego bodaj najtrudniejszy to wejście do Doliny 5 Stawów Polskich.     

Przygotowując rezerwację nie obawiałem się jakichkolwiek problemów, ponieważ były to imprezy wysokobudżetowe mogłem zapłacić usługodawcom żądane stawki. Z odpowiednim wyprzedzeniem rozesłałem oferty do kilku biur przewodnickich, rzuciłem ogłoszenia na fora turystyki górskiej itp. Wkrótce przyszło niemiłe rozczarowanie - mało kto z kilkuset przewodników tatrzańskich chciał się podjąć tej pracy. Tę prawidłowość potwierdzili później znajomi organizujący turystykę dla młodzieży: Jak trzeba skasować kilkaset zł za kilkugodzinnną eskortę asfaltem do Morskiego Oka to chętnie wyciągają łapę, ale na typowy trekking po schroniskach chętnych brak.

Był to dla mnie spory szok, tym bardziej że obsługa cudzoziemców w turystyce przyjazdowej uchodzi raczej za lukratywny kawałek chleba - jeśli są zadowoleni nie skąpią napiwków. Mimo wszystko chciałem się trzymać parkowego regulaminu i - czego dziś bardzo żałuję - poleciłem zastępcy rekrutowanie tylko przewodników z odpowiednimi licencjami. Cóż to była za uciążliwa i upokarzająca praca - ciągłe pisanie, wydzwanianie, błaganie - żeby ten czy ów jaśnie pan przewodnik łaskawie podjął się zlecenia. Szczególną bezczelnością popisywał się jeden z nich: Jerzy Surmiak, który potrafił np. zadzwonić na komórkę o 3 w nocy i oświadczyć że.. nie odbierze rano z lotniska i nie poprowadzi grupy, którą wcześniej zakontraktował.



Prawdziwa bomba wybuchła pod koniec sezonu, kiedy od kontrahenta dostaliśmy plik skarg na jego pracę i zachowanie. Do tej pory trzymam je w swoim archiwum a dziś upubliczniam dwa przykładowe - których autorkami są Paula R. (skan) i Emma W. (skan). Dokumenty są po angielsku, przetłumaczę kilka kluczowych fragmentów:           

Paula R.: Od pierwszego spotkania był niecierpliwy i odpychający (...) słyszałam wiele jego niesmacznych odzywek do uczestników. W stosunku do mnie często zachowywał się nieelegancko, w pewnym momencie wręcz powiedział, że "mam się zamknąć".     

Nie jestem nowicjuszką w podróżach, zwiedziłam 20 krajów. Nie tyle chodzi mi o jego postawę, która momentami była zatrważająca, co o  brak komunikacji z uczestnikami. Podczas jednego z zejść szłam razem z inną uczestniczką, powiedział nam że "jak się zgubimy to nie jego sprawa". Pomiędzy czołem grupy a ostatnimi jej uczestnikami było do półtorej godziny różnicy! W razie jakiegokolwiek wypadku nie miałby szans pomóc. Wiał silny wiatr, przecinaliśmy piarg z luźnymi głazami, i byłyśmy zdane same na siebie (...)

Moim wyobrażeniem przewodnika jest ktoś profesjonalny, kto daje pozytywny przykład, godnie reprezentuje kraj, którego odwiedzam. Jerzy nie miał żadnych z tych cech, był grubiański, wybuchowy, dla osiągnięcia własnych celów wywierał nieuzasadnioną presję na grupę.      

Emma W.: Pierwszego wieczoru zachowywał się obraźliwie, powiedział że jestem niewspółpracująca, niedobra, trudna i głupia. Na dodatek, jak chciałam od niego odejść, zbulwersowałam się kiedy złapał mnie za ramię i pociągnął z powrotem. Jego zachowanie widzieli inni uczestnicy grupy i nie mogli uwierzyć własnym oczom(...)

Jerzy był impulsywny i niegrzeczny. Rozumiem, że są między nami różnice kulturowe, ale nie tłumaczy to takiej bezczelności. Nie sprawdzał, czy cała grupa jest obecna, kiedy przedstawiał informacje i instrukcje. Jeśli ktoś prosił o powtórzenie - odszczekiwał: "już to powiedziałem  - nie słuchałaś!" Pod wieloma względami jego przewodnictwo pasowało bardziej do obozu wojskowego, niż do wakacji za które zapłaciliśmy.     
      

Oczywiście w każdej grupie bywają "czarne owce", osoby przewrażliwione itp. i doświadczony organizator wie, że pojedyncze skargi nie muszą od razu dezawuować podwykonawcy. Tu jednak ich skala była masowa, w dodatku przez dłuższy czas przewodnik usiłował ukryć przed nami negatywne ankiety. W efekcie doszło do rzeczy bez precedensu w mojej 21-letniej pracy - kontrahent całkowicie zrezygnował z naszych usług. Przekazał obsługę imprez konkurencyjnej firmie na Słowacji, działającej w znacznie liberalniejszych warunkach. Wiedząc z grubsza ile tych imprez później się jeszcze odbyło moje straty jakie poniosłem szacuję  na około 80.000 - 100.000 zł z tytułu straconych marż. A jeśli ktoś się żachnie "co mi tam, że jakiś prywaciarz stracił" informuję że ok. 20.000 zł stracił skarb państwa polskiego z tytułu podatku VAT, jaki mógłbym od tej marży zapłacić.      

To jest oczywiście tylko czubek góry lodowej strat jakie Polska ponosi z tytuł idiotycznego prawa i praktyk. Jak wielka jest liczba straconych okazji na ugoszczenie wycieczek studyjnych czy integracyjnych których zagraniczny organizator wolał wysłać np. do Czech albo Skandynawii, a nie do kraju będącego raczej drugorzędną europejską destynacją, ale w którym straż miejska zaczepia grupy turystyczne na publicznych ulicach i placach a straż parkowa w nakazuje wynajmowanie jakiegoś gbura.

Pan Szymon Ziobrowski z Tatrzańskiego Parku Narodowego odpowiedział na moje pismo - skan odpowiedzi tutaj. Dziękuję bardzo. Proszę się zapoznać z opisanymi przypadkami - mnie jako organizatora turystyki obligują - nie tylko ustawa, ale przede wszystkim zasady dobrego biznesu - zatrudnianie do obsługi wycieczek osoby o stosownych kwalifikacjach. A jak widać z powyższego - ludzie z tzw. "uprawnieniami przewodników tatrzańskich" nie mają kwalifikacji do obsługi klientów oczekujących wysokiej fachowości, bezpieczeństwa, kultury i wzajemnego szacunku. Jeśli zdarzy mi się kiedyś podobne zlecenie, będę się trzymał od tych partaczy jak najdalej, samemu rekrutując odpowiednich kandydatów spośród miłośników gór. Radzę to samo innym. "Szczególny reżim publicznoprawny" o którym Pan wspomina dotyczy zagadnień ochrony przyrody, a nie prawa do wnikania w osobiste relacje między turystami. Także konstytucja RP i kodeks cywilny nie przestają obowiązywać na terenie Parku. Myślę zresztą że piszę to niepotrzebnie bo w nowych uwarunkowaniach nie będzie się parkom opłacało sztuczne utrudnianie ruchu turystycznego, (a stosującego się do ogólnych zasad  ochrony przyrody i bezpieczeństwa) ze względu na mniejszy wpływy ze sprzedanych biletów.   

Przy okazji niech to będzie wskazówka, że zawód przewodnika trzeba natychmiast formalnie uwolnić. Że w różnych regionach Polski powinny powstać biura "wolnych przewodników" którzy będą po prostu świadczyć lepsze i bardziej profesjonalne usługi. 

skomentuj (18)
Strona główna