Do Magdaleny Sroki – ależ masz czego chciałaś!

W lewicowo-liberalnej części internetu i mediów kipi dziś od złości z powodu rzekomo „skandalicznego” odwołania Magdaleny Sroki z funkcji dyrektorki PISF. Mnożą się słowa oburzenia – jak można odwołać kogoś tak fachowego i odnoszącego sukcesy. Sama pokrzywdzona opublikowała płomienny manifest w którym przedstawia się jako rzeczniczka pluralizmu i braku cenzury, zakończony wezwaniem do stworzenia sztuce przestrzeni wolności  i tym podobnymi frazesami.

Cóż za obłuda – pomyślałem sobie. Jeszcze nie tak dawno, w marcu 2014, pani Sroka, wówczas jako wiceprezydent ds. kultury miasta Krakowa zabłysnęła na spotkaniu przewodników miejskich tymi słowy:

Mieliśmy nadzieję, że uda się zatrzymać nowelizację Gowina. (…). Gdy budowaliśmy argumentację przeciw deregulacji mówiliśmy, że ten zawód nie powinien być w zupełności wolny. itp – całość tutaj

Niezorientowanym w temacie przypomnę, że chodzi i obronę systemu w którym – właśnie do deregulacji w 2014, skutkiem ustawy wprowadzonej przez SLD w 1997 zakazane było opowiadanie czegokolwiek turystom o mieście bez urzędowego zezwolenia. System ten rodził lawinę absurdów i patologii (łapanki na ulicach, 500 złotowe mandaty dla oprowadzaczy) był koszmarnym pogwałceniem konstytucyjnego prawa wolności słowa. I to nie – co ważne – względem instytucji społecznych jak PISF ale prywatnych obywateli, przedsiębiorców i ich klientów. Zdobywanych drogą wiedzy i talentu a nie urzędowego glejtu.

Minęły raptem 3 lata a pani Sroce nagle się ta wolność zaczęła podobać. Lamentuje że bez niej można jedynie tworzyć „materiały propagandowe bez żadnego znaczenia” – ależ taki był właśnie system licencjonowania przewodników za którym przed 3 laty tęskniła. Dowody można znaleźć w archiwach tego bloga. Popatrz Magdaleno, tak właśnie działa system w którym partyjny urzędnik a nie talent czy inne zalety decyduje o stanowisku. Życzę szczęścia w innej branży, np pracy z turystami. Glejt od Glińskiego na szczęście niepotrzebny.

Wolność słowa przed sądem

Czy pamiętacie głośną sprawę naszego przyjaciela, Klausa Ahrendta – niemieckiego przewodnika mieszkającego i pracującego w Polsce, w Kostrzynie nad Odrą?

klaus

Od co najmniej 2013 roku jest on atakowany przez dyrekcję lokalnego muzeum, szykanowany przez policję: (źródło).

klaus3

Mimo to – jako chyba jedyny znany mi przewodnik miał odwagę – zamiast jak wszyscy inni dawać się pokornie kopać w tyłek przez różnych urzędowych, muzealnych, czy parkowych watażków – upomnieć się o swoje  prawa w sądzie. Pierwszy proces wygrał już 2012 roku.

Ostatnio znów jest głośno. Miesiąc temu prasa relacjonowała wygrany proces w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Gorzowie Wlkp., który unieważnił uchwałę samorządu, ograniczającą „wolnoprzewodnickie” prawa. Mam uzasadnienie tego wyroku – jest to bardzo ciekawy casus, który wykorzystamy w nadchodzącej batalii z parkami  narodowymi. Ale o tym później.

Tymczasem dziś Klaus wrzucił na facebooka taką notatkę (kliknij aby powiększyć)

klaus25mar17

Komentować chyba nie muszę – błąd argumentacji dyrekcji jet ten sam co zwykle: Nie wolno ograniczać wolności słowa w stosunku do usług przewodnickich. Bo skoro rzekoma  „polska racja stanu” ma powodować kontrolę „narracji” przewodnickiej to należałoby przywrócić cenzurę prasy radia i telewizji. Nota bene, prześmieszny jest fakt że sama dyrekcja nie widzi problemu w wykorzystaniu Fryderyka do reklamy Muzeum (na zdjęciu)

A teraz uwaga: Odbyła się właśnie ostatnia rozprawa jeszcze jednego procesu cywilnego (opis m.in. tutaj) wytoczonego przez Muzeum Klausowi, które chce go w upokarzający sposób pozbawić prawa oprowadzania turystów. Wyrok ma być ogłoszony 31 marca. Trzymajmy kciuki!

Nie wolno nam składać broni!

Ile to już czasu minęło od poprzedniej notki? Ponad 9 miesięcy. Niby wszystko jest OK. Kolejny – czwarty już z rzędu sezon turystyczny będziemy mogli pracować jako piloci i przewodnicy w warunkach wolności. Paroksyzmy wściekłości naszych wrogów ucichły a przynajmniej nie są publicznie zbyt często odczuwalne. Pewnego rodzaju prztyczkiem w ich nos jest też mocna w aktualnym rządzie pozycja Jarosławia Gowina – znienawidzonego autora deregulacji z lat 2011-13. Na ile pilnuje w nim wartości liberalnych może świadczyć niedawna akcja utrącenia koszmarnego projektu tzw. podatku jednolitego. Ale czy rzeczywiście można zasnąć snem kamiennym?  - Nie.

W tej chwili trwa przyspieszony proces legislacyjny – tworzona jest tzw. ustawa o imprezach turystycznych i coś tam coś tam. Zainteresowanych szczegółami odsyłam na stronę bloga prawo turystyczne – na nim wszystko jest relacjonowane krok po kroku z odnośnikami do stron rządowych, opinii itd.  Streszczając pokrótce o co chodzi: Unia wprowadziła dyrektywę, państwa członkowskie muszą w określonym terminie dostosować swoje prawo. Typowo po polsku, na łapu capu postanowiono stworzyć całkiem nową ustawę dotyczącą imprez a w ustawie „starej” pozostawić – bez zmian – zagadnienia hotelarstwa, pilotażu i przewodnictwa. Ogłoszono jednak, że jest to rozwiązanie tymczasowe i docelowo nowelizacji ulegnie całe prawo turystyczne.

I tutaj należy pamiętać o drakońskich zapisach w tzw. białej księdze, tworzonej jeszcze pod rządami PO w 2015 r., o czym szczegółowo pisałem tutaj. Tak drodzy przewodnicy i piloci, którzy w ciągu tych 3 ostatnich lat znaleźliście sobie fajną racę – jeszcze możecie zostać jej pozbawieni, jeżeli zignorujecie  politykę.

Poza tym wciąż pozostaje do posprzątania prawdziwa Stajnia Augiasza regulacji muzealnych, parkowych itp. mnożonych przez prowincjonalnych watażków przy kompletnej bezradności i niemocy dotkniętych nimi usługodawców. O tym będę niedługo relacjonował. Zaglądajcie znów częściej :)

Bezczelna mafia kontratakuje

Można się było tego spodziewać, że na fali rosnącego PiS-owskiego totalitaryzmu, deptania konstytucyjnych wartości, wyłączania kolejnych demokratycznych instytucji również i nasze przewodnickie kundelki poczują wiatr w żagle, zaczną głośniej szczekać i wyć. Mamy tego dziś odsłonę w postaci artykułu na pierwszej stronie Kroniki Krakowskej Dziennika Polskiego. Pełen skan tutaj. Tekst pełen typowych kretynizmów o podsłuchiwaniu zagranicznych pilotów (kto i jakim prawem ich podsłuchuje?) z dyżurnymi „polskimi obozami”, do tego jeszcze postać Miszalskiego z PO którego interesy wcześniej opisywałem. 

Zastanawia jak zwykle postawa mediów i innych środowisk opiniotwórczych, choćby związanych z KOD-em, gdzie reakcja na tak bezczelne łamanie zasady wolności słowa,  i to nie w mediach publicznych ale całkowicie zamkniętym, prywatnym gronie jakim jest wycieczka?  Na próbę ponownego wprowadzenia awanturniczych esbeckich brygad atakujących turystów? Gdzie komentarz redakcyjny, czy dziennikarze chcą być następnymi w kolejce do reglamentowania zawodu i sprawdzania czy „nie mylą im się fakty?”

Od niedawna korzystając z wolności sam oprowadzam po Krakowie swoje grupy rowerowe. Widzę tych matołków jak klepią wyuczone formułki  do megafoników i ich znudzoną klientelę. Wiem że marzy im się aby mnie w końcu wyrzucić z krakowskich ulic założyć knebel i zakuć w kajdanki. Bycie pierwszym więźniem politycznym dobrej zmiany -  niestety trzeba być gotowym i na to.

O wolności dostępu do zawodów przypomnieć?

Przed nami trzeci „wolny” sezon turystyczny. Sprawa deregulacji ucichła i nie słychać jak na razie lamentów i prób przywracania starego, czyli „neokomunistycznego” (1998-2013) porządku w turystyce.

Dziś, 2 kwietnia jest rocznica uchwalenia konstytucji w 1997 r. i z tej okazji odbywa się wiele akcji rozdawania i publicznego jej czytania. Trafiłem nawet na takie zdjęcie na twitterze, kiedy czyta ją Sierakowski:

aaa Ciekawe, czy doczyta ją do paragrafu 65, tego o wolności wyboru i wykonywania zawodu, którą wolno ograniczyć tylko ustawą ze względu na „ważny interes społeczny”. O czym zapomniał np. członek Krytyki Politycznej Bartosz Machalica nawołujący w imieniu przegranej Zjednoczonej Lewicy do przywrócenia komunistycznego zamordyzmu i zakazu oprowadzania turystów bez urzędowej licencji.

A wszystkim Państwu życzę udanego sezonu 2016!

Tatrzańska nekro-hipokryzja

W ostatnich dniach doszło w Tatrach do kilkunastu wypadków śmiertelnych, choć jak czytam np. tutaj – to raczej nieszczęsna koincydencja spowodowana oblodzeniem, bo generalnie liczba ofiar z roku na rok maleje. Rozgorzały dyskusje – co dalej, jak temu zaradzić, pojawił się pomysł zamykania szlaków na zimę i – w reakcji – ostre protesty np. wydarzenie na facebooku.

Ciekawie co mają na ten temat do powiedzenia władze TPN i inni zakopiańscy oficjele. Okazuje się – patrz artykuł z 4.01. – że, o dziwo, nie ma parcia w tym kierunku.

Ludzie są wolni i powinni mieć możliwość wyboru. Zakaz uprawiania turystyki zimowej przerzuciłby odpowiedzialność na TPN czy TOPR, a tego nie chcemy. Odpowiedzialność leży tylko i wyłącznie po stronie turysty, który wychodzi na wycieczkę z własnej, nieprzymuszonej woli

Doprawdy? Poczekajmy do maja i czerwca, sezonu wycieczek szkolnych i zacznie się tradycyjna nagonka na ich organizatorów i ich opiekunów. Wtedy okaże się że „możliwość wyboru” ich nie dotyczy i nie mają prawa przespacerować nawet metra np. płaskiej dróżki w Dolinie Kościeliskiej  bez eskorty kosztującego parę stów przewodnika z „licencją” TPN. Dojdzie do kolejnych awantur i rękoczynów. Wszystko oczywiście – a jakże – dla rzekomego „bezpieczeństwa”. Bo przecież kiedyś tam, ponad 10 lat temu zimą paru licealistów zginęło w lawinie na Rysach i to samo może się powtórzyć nawet latem na asfalcie do Morskiego Oka.  A o co naprawdę chodzi – to już sami sobie państwo dopowiedzcie.

 

Zaczyna się turystyczny bojkot Polski

To już pewne. Każdy kto zajmuje się obsługą przyjeżdżających do nas zza granicy turystów (hotelarstwo, gastronomia, przewodnictwo itp.) może poważnie obawiać się o swoje miejsce pracy.

Jeszcze niedawno, tuż po wyborach nastroje były spokojne. Cieszyliśmy się z wykasowania antywolnościowej lewicy, która chciała nas pozbawić zdobyczy niedawnej deregulacji. Śledziłem komentarze mediów zachodnich – były bardzo wyważone i optymistyczne, pisano że „do powtórki z lat 2005-2007 nie dojdzie”. A i wtedy nie działo się w turystyce przyjazdowej najlepiej, zainteresowanych odsyłam do wywiadu sprzed 7 lat.

Niestety wystarczył miesiąc i mamy horror. Wiadomości z Polski pojawiają się jako pierwsze  na portalach czy w dziennikach telewizyjnych… Ostatni raz coś takiego miało miejsce chyba w sierpniu 1980 r. tylko dziś ich ton jest zdecydowanie negatywny. Na efekt nie trzeba długo czekać. Wczoraj otrzymałem taką wiadomość z biura Polenreisen w Norymberdze, organizującego przyjazdy do Polski, m.in. w ramach partnerstwa miast Norymberga-Kraków.

Zaczyna się bojkot wyjazdów do Polski ze względu na sytuacje polityczną. Ludzi opanowała histeria. W każdym razie gazeta norymberska wycofała nasze wyjazdy do Polski na rok 2016.

Szukając dokładniejszych informacji znalazłem wpis z 16 grudnia na fanpage Polsko-Niemieckiego towarzystwa górnej Frankonii.
dp
Przytaczam najważniejsze fragmenty:

Wydawnictwo Nürnberger Presse „przerywa współpracę” z touroperatorem Polenreisen z powodu „aktualnej polityki polskiego rządu, w szczególności dotyczącej uchodźców”. Odwołało wycieczkę czytelników do Europejskiej (!) stolicy kultury – Wrocławia, zrezygnowano z jakichkolwiek wyjazdów do Polski w roku 2016.

Biuro Polenreisen od 10 lat jest wspaniałym pośrednikiem między naszymi krajami, prowadzą je dwie Polki (jedna z nich angażuje się też w działania Amnesty International), które teraz zostały obarczone odpowiedzialnością za działania polskich polityków.

Uważamy to za skandal i protestujemy! We Francji zwyciężył w 1 turze Front Narodowy. Czy z tego powodu (chociaż PiS ani trochę nie da się porównać do FN) przestaniecie jeździć do Paryża, czy też – miasta partnerskiego Norymbergi – Nicei, która jest twierdzą FN? Zapytujemy was, szanowne wydawnictwo, czy w ogóle w ostatnich 40 latach jakikolwiek organizowany przez was wyjazd został odwołany „z powodów politycznych” tak jak teraz do Polski? Kraju – póki co – członka UE i NATO? Naszego sąsiada od tysiąca lat?

Norymberga była dumna z tego, że w środku Zimnej Wojny, w 1977 jako pierwszy nawiązała partnerstwo z polskim miastem. Teraz jak widać idzie inną drogą.

Corinna Richter, właścicielka  biura innatoura-polen  z Getyngi rozmowie telefonicznej stwierdziła: Miniony sezon był dobry, ale w tej chwili – jeśli porównać z zeszłorocznym grudniem, jest zaskakująco mało zapytań. Wraz z właścicielką szwajcarskiego Wisent-Reisen zastanawiamy się co robić. Zwrócić się o pomoc do ośrodków Polskiej Organizacji Turystycznej ? Trochę bez sensu, to są agencje rządowe,  podległe tym samym politykom, którzy wizerunkowi Polski szkodzą. Po Nowym Roku spróbujemy zrobić własnymi siłami jakąś akcję na facebooku.

Oczywiście, publikując te informacje już słyszę rechot różnej maści hejterów, hołdujących antyeuropejskiej, antyniemieckiej retoryce kaczyzmu. Nie cieszcie się. Puste miejsca w hotelach przełożą się na gigantyczne straty, dotykające ostatecznie budżetu państwa, z którego PiS chce finansować swoje socjalne obietnice. Za turystami do bojkotu mogą przyłączyć się kolejni konsumenci, żądając zrywania współpracy z polskimi firmami. Każdy czarny scenariusz wydaje się być dziś prawdopodobny.

Zresztą nikt inny jak sam Prezes dopiero co deklarował jak zależy mu na dobrym imieniu Polski w świecie i chce rzekomo wydać ogromne środki na hollywoodzkie produkcje. Mam do powiedzenia tyle – w turystyce przyjazdowej pracuję od 1990 r. i pamiętam fatalny obraz kraju w tym czasie, gdy zza Odry przyjeżdżali tu jedynie byli mieszkańcy Mazur czy Śląska odwiedzić dawny heimat, z niesmakiem i uprzedzeniami traktując Polskę. Od tego czasu wykonano gigantyczną pracę nad tym aby zmienić nasz kraj w nowoczesny i atrakcyjny cel podróży grający w najlepszej lidze. To wszystko właśnie zostaje pięknie i malowniczo rozpieprzane.

I to chyba nie przypadek że także w dzisiejszym wywiadzie z Europosłem Lewandowskim też pojawiają się słowa:

Straty jednak będą. Reputacja kraju ma znaczenie. Choćby dla turystyki, bo chętniej odwiedza się kraj przyjazny, który ma dobrą markę

O sprawie będę na bieżąco informował, proszę znajomych z branży o dalsze relacje.
Maciej Zimowski
e-mail: bird@bird.pl   tel. 604 446233

Aktualizacja 28.12. O sprawie obszernie pisze Bartosz Wieliński w Wyborczej

Obrońcy Konstytucji, gdzie byliście przez lata?

Ostatnie wydarzenia w Sejmie wywołały niesamowitą falę protestów przeciwko łamaniu zapisów Konstytucji RP. Przodują w nim tzw. liberalne media z Gazetą Wyborczą na czele, tworzy się komitety obrony demokracji itp. – wrzawa niesamowita. Chciałbym zapytać tych wszystkich aktywistów i dziennikarzy, dlaczego przez ostatnie 7 lat działania naszej Akcji, tego bloga ani razu słowem nie zająknęli się, nie zaprotestowali w obronie konstytucyjnego prawa wolności słowa (Art. 54) osób zajmujących się obsługą turystyki. Prawa tego byliśmy pozbawiani w latach 1998-2014  i – zgodnie z zapisami ministerialnego dokumentu – tzw. Białej Księgi ustawy o usługach turystycznych (podstawa do rozpoczęcia prac legislacyjnych) – mamy być go pozbawieni znowu, jeśli dojdzie do nowelizacji owej ustawy. Najnowsza wersja tego tekstu do pobrania tutaj

Poplecznicy Ministra Glińskiego, który niedawno usiłował cenzurować wrocławski teatr, twierdzą że należy kontrolować to co się wystawia w teatrach czy publikuje w mediach publicznych korzystających z państwowych subwencji. A jak kto chce działać „nieprawomyślnie” niech to robi za własne pieniądze – takie są głosy. Zauważcie – jeszcze łaskawcy pozwalają na nieskrępowane wypowiedzi w instytucjach artystycznych i mediach prywatnych. Jeszcze? Pytanie – jak długo?

Pytanie moje jest zasadne, bo jeśli spojrzymy na branżę turystyczną – wszystko odbywa się tu wyłącznie w obiegu prywatnym. I co z tego? Mnie, prywatnego organizatora wycieczki, chcą pozbawić prawa do opowiadania moim prywatnym klientom o zabytkach Krakowa. Tak było, i tak ma być zapisane. Cenzura, inwigilacja, dotkliwe finansowe kary, być może nawet odbieranie koncesji – w zakresie obsługi turystycznej mają być wyłączone wolności przynależne (jeszcze…) prywatnym rozgłośniaom, wydawnictwom czy teatrom.

Przewodnictwo turystyczne to śmieszna, nieistotna nisza której nie warto poświęcać uwagi, co najwyżej zażartować w sezonie ogórkowym – z takim podejściem mieliśmy do tej pory do czynienia. Przypomnę w tym momencie znane od dawna w kryminologii tzw. prawo wybitej szyby: Jeśli tolerujemy drobne występki, pojawia się społeczne przyzwolenie na coraz większe rozbójnictwo. Nawet w „Wyborczej” znają tę zasadę, polecam reportaż z 2001r. „Od wybitych szyb do wybitych zębów”. Prosta konstatacja, drodzy artyści, bojownicy, dziennikarze – będziecie wyśmiewać cenzurę przewodników turystycznych jako nieważny problem – prędzej czy później szykany spadną i na was.

Nie było żadnych reakcji mediów kiedy jesienią  2008 przedstawiłem kuriozalne pismo Urzędu Marszałkowskiego, pisane, jakbyśmy nadal tkwili w głębokiej, jaruzelskiej komunie. Debatę na temat deregulacji w ostatnich latach prowadzono jedynie w aspekcie  ekonomicznym – dostępności miejsc pracy. A wszelkie lamenty rzekomych „bzdurach” jakie mogą opowiadać przewodnicy bez urzędniczego nadzoru powinny być zbywane prostą kontrą – konstytucja nie dopuszcza do stosowania prewencyjnej cenzury, to że ktoś uważa czyjąś wypowiedź za „bzdurę”, „nieprawdę” czy – jak palnął niedawno minister Gliński „pseudosztukę” – nie ma tu nic do rzeczy.

Może w końcu, drodzy obrońcy konstytucyjnych wolności, skoro tak się uaktywniliście, spróbujecie przynajmniej nagłośnić problem o którym piszę w ostatnich miesiącach na blogu. Wspomniana „Biała Księga” to koszmarny dokument, w którym po raz pierwszy otwartym tekstem pisze się o wprowadzeniu cenzury (dosł.  „kontroli nad treściami merytorycznymi przekazywanymi przez usługodawców”) wobec prywatnych podmiotów turystycznych. Jeśli będzie to ignorowane, – dlaczegóżby zakazu występów i publikacji bez pieczątki państwowego nadzorcy nie rozszerzyć na aktorów, pisarzy czy dziennikarzy?

Autor deregulacji Wicemarszałkiem Sejmu!

Oto kolejna dobra wiadomość. Stanisław Tyszka w 2011 r. jako Dyrektor Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej, opublikował słynny raport, który był ową symboliczną pierwszą kostką domina, obalającą 2 lata później bariery dostępu do zawodów w turystyce. 24 września 2011 pisałem entuzjastycznie: „od tej chwili, po ponad 3 latach prowadzenia tego bloga – nie jestem wreszcie samotnym głosem wołającym na puszczy, ale wnioski moje – słowo w słowo, popiera i publikuje grupa ekspertów”. Później, podczas wykuwania się ustawy, zdarzało się nam wymieniać korespondencję.

Zupełnie przeoczyłem fakt że pan Stanisław kandydował na posła z list Ruchu Kukiza. Media skupiały się  bardziej na raperze Liroyu czy narodowcach a przecież w tej grupie jest sporo działaczy na rzecz liberalizacji przepisów gospodarczych. I udało się – od wczoraj mamy w Sejmie sprzymierzeńca, i to w randze Wicemarszałka…

tyszka

…którego nadal interesują ważne dla nas sprawy. 24.10. br w „Gościu Niedzielnym” ukazał się artykuł „Deregulacja działa” a w nim wypowiedź:

Stanisław Tyszka przyznaje, że deregulacja nie przeszła idealnie (…) nie było łatwe, gdy deregulowaliśmy, jednocześnie pracowano nad zamykaniem dostępu do innych zawodów. Na przykład w Ministerstwie Sportu i Turystyki powstała „Biała księga ustawy o usługach turystycznych” wskazująca na konieczność… ponownego uregulowania zawodu przewodnika.

No cóż, trzymamy kciuki, aby do tego nie doszło. Dobrze mieć sprzymierzeńca na tak wysokim szczeblu.

Krajobraz po wyborach

Mamy nowy Sejm i rząd – co to oznacza dla „przewodnickich wolnościowców”? Z pewnością możemy sobie pogratulować usunięcia z parlamentu formacji która jako jedyna oficjalnie i otwartym tekstem opowiadała się za odebraniem nam wolności i przywróceniem licencji na PRL-owską modłę. Pod tym względem stwierdzenia o dekomunizacji Sejmu są jak najbardziej na miejscu.

Żeby nie popadać w nadmierny hurraoptymizm – do Sejmu dostał się też niestety poznański poseł Dziuba który podczas głosowań w 2013 roku usiłował – z szerokim poparciem PiS-u (ale sprzeciwem Ruchu Palikota – to jedyna pożyteczna rzecz którą zrobili) przywrócić licencje w miastach. Tak że rządzący PiS nie jest pod tym względem taki święty. Na szczęście oglądając wczorajsze ministerialne nominacje można póki co odetchnąć – resorty gospodarcze przejęli liberałowie twardo opowiadający się za deregulacją. No i sam Gowin jest w rządzie, co daje nadzieję – że jego ambicje i wpływy nie pozwolą uwalić sztandarowej reformy, którą firmował własną twarzą.

Trzecia (Kukiz) i czwarta (.Nowoczesna) siła w parlamencie to też ugrupowania pod względem gospodarczym wolnościowe i liberalne. I tutaj trafiła nam się pewna sympatyczna niespodzianka, ale o tym napiszę osobną notkę. Na razie poczekajmy na dalszy rozwój wydarzeń.