Do Magdaleny Sroki – ależ masz czego chciałaś!

W lewicowo-liberalnej części internetu i mediów kipi dziś od złości z powodu rzekomo „skandalicznego” odwołania Magdaleny Sroki z funkcji dyrektorki PISF. Mnożą się słowa oburzenia – jak można odwołać kogoś tak fachowego i odnoszącego sukcesy. Sama pokrzywdzona opublikowała płomienny manifest w którym przedstawia się jako rzeczniczka pluralizmu i braku cenzury, zakończony wezwaniem do stworzenia sztuce przestrzeni wolności  i tym podobnymi frazesami.

Cóż za obłuda – pomyślałem sobie. Jeszcze nie tak dawno, w marcu 2014, pani Sroka, wówczas jako wiceprezydent ds. kultury miasta Krakowa zabłysnęła na spotkaniu przewodników miejskich tymi słowy:

Mieliśmy nadzieję, że uda się zatrzymać nowelizację Gowina. (…). Gdy budowaliśmy argumentację przeciw deregulacji mówiliśmy, że ten zawód nie powinien być w zupełności wolny. itp – całość tutaj

Niezorientowanym w temacie przypomnę, że chodzi i obronę systemu w którym – właśnie do deregulacji w 2014, skutkiem ustawy wprowadzonej przez SLD w 1997 zakazane było opowiadanie czegokolwiek turystom o mieście bez urzędowego zezwolenia. System ten rodził lawinę absurdów i patologii (łapanki na ulicach, 500 złotowe mandaty dla oprowadzaczy) był koszmarnym pogwałceniem konstytucyjnego prawa wolności słowa. I to nie – co ważne – względem instytucji społecznych jak PISF ale prywatnych obywateli, przedsiębiorców i ich klientów. Zdobywanych drogą wiedzy i talentu a nie urzędowego glejtu.

Minęły raptem 3 lata a pani Sroce nagle się ta wolność zaczęła podobać. Lamentuje że bez niej można jedynie tworzyć „materiały propagandowe bez żadnego znaczenia” – ależ taki był właśnie system licencjonowania przewodników za którym przed 3 laty tęskniła. Dowody można znaleźć w archiwach tego bloga. Popatrz Magdaleno, tak właśnie działa system w którym partyjny urzędnik a nie talent czy inne zalety decyduje o stanowisku. Życzę szczęścia w innej branży, np pracy z turystami. Glejt od Glińskiego na szczęście niepotrzebny.