Wolność słowa przed sądem

Czy pamiętacie głośną sprawę naszego przyjaciela, Klausa Ahrendta – niemieckiego przewodnika mieszkającego i pracującego w Polsce, w Kostrzynie nad Odrą?

klaus

Od co najmniej 2013 roku jest on atakowany przez dyrekcję lokalnego muzeum, szykanowany przez policję: (źródło).

klaus3

Mimo to – jako chyba jedyny znany mi przewodnik miał odwagę – zamiast jak wszyscy inni dawać się pokornie kopać w tyłek przez różnych urzędowych, muzealnych, czy parkowych watażków – upomnieć się o swoje  prawa w sądzie. Pierwszy proces wygrał już 2012 roku.

Ostatnio znów jest głośno. Miesiąc temu prasa relacjonowała wygrany proces w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Gorzowie Wlkp., który unieważnił uchwałę samorządu, ograniczającą „wolnoprzewodnickie” prawa. Mam uzasadnienie tego wyroku – jest to bardzo ciekawy casus, który wykorzystamy w nadchodzącej batalii z parkami  narodowymi. Ale o tym później.

Tymczasem dziś Klaus wrzucił na facebooka taką notatkę (kliknij aby powiększyć)

klaus25mar17

Komentować chyba nie muszę – błąd argumentacji dyrekcji jet ten sam co zwykle: Nie wolno ograniczać wolności słowa w stosunku do usług przewodnickich. Bo skoro rzekoma  „polska racja stanu” ma powodować kontrolę „narracji” przewodnickiej to należałoby przywrócić cenzurę prasy radia i telewizji. Nota bene, prześmieszny jest fakt że sama dyrekcja nie widzi problemu w wykorzystaniu Fryderyka do reklamy Muzeum (na zdjęciu)

A teraz uwaga: Odbyła się właśnie ostatnia rozprawa jeszcze jednego procesu cywilnego (opis m.in. tutaj) wytoczonego przez Muzeum Klausowi, które chce go w upokarzający sposób pozbawić prawa oprowadzania turystów. Wyrok ma być ogłoszony 31 marca. Trzymajmy kciuki!

Nie wolno nam składać broni!

Ile to już czasu minęło od poprzedniej notki? Ponad 9 miesięcy. Niby wszystko jest OK. Kolejny – czwarty już z rzędu sezon turystyczny będziemy mogli pracować jako piloci i przewodnicy w warunkach wolności. Paroksyzmy wściekłości naszych wrogów ucichły a przynajmniej nie są publicznie zbyt często odczuwalne. Pewnego rodzaju prztyczkiem w ich nos jest też mocna w aktualnym rządzie pozycja Jarosławia Gowina – znienawidzonego autora deregulacji z lat 2011-13. Na ile pilnuje w nim wartości liberalnych może świadczyć niedawna akcja utrącenia koszmarnego projektu tzw. podatku jednolitego. Ale czy rzeczywiście można zasnąć snem kamiennym?  - Nie.

W tej chwili trwa przyspieszony proces legislacyjny – tworzona jest tzw. ustawa o imprezach turystycznych i coś tam coś tam. Zainteresowanych szczegółami odsyłam na stronę bloga prawo turystyczne – na nim wszystko jest relacjonowane krok po kroku z odnośnikami do stron rządowych, opinii itd.  Streszczając pokrótce o co chodzi: Unia wprowadziła dyrektywę, państwa członkowskie muszą w określonym terminie dostosować swoje prawo. Typowo po polsku, na łapu capu postanowiono stworzyć całkiem nową ustawę dotyczącą imprez a w ustawie „starej” pozostawić – bez zmian – zagadnienia hotelarstwa, pilotażu i przewodnictwa. Ogłoszono jednak, że jest to rozwiązanie tymczasowe i docelowo nowelizacji ulegnie całe prawo turystyczne.

I tutaj należy pamiętać o drakońskich zapisach w tzw. białej księdze, tworzonej jeszcze pod rządami PO w 2015 r., o czym szczegółowo pisałem tutaj. Tak drodzy przewodnicy i piloci, którzy w ciągu tych 3 ostatnich lat znaleźliście sobie fajną racę – jeszcze możecie zostać jej pozbawieni, jeżeli zignorujecie  politykę.

Poza tym wciąż pozostaje do posprzątania prawdziwa Stajnia Augiasza regulacji muzealnych, parkowych itp. mnożonych przez prowincjonalnych watażków przy kompletnej bezradności i niemocy dotkniętych nimi usługodawców. O tym będę niedługo relacjonował. Zaglądajcie znów częściej :)