Obrońcy Konstytucji, gdzie byliście przez lata?

Ostatnie wydarzenia w Sejmie wywołały niesamowitą falę protestów przeciwko łamaniu zapisów Konstytucji RP. Przodują w nim tzw. liberalne media z Gazetą Wyborczą na czele, tworzy się komitety obrony demokracji itp. – wrzawa niesamowita. Chciałbym zapytać tych wszystkich aktywistów i dziennikarzy, dlaczego przez ostatnie 7 lat działania naszej Akcji, tego bloga ani razu słowem nie zająknęli się, nie zaprotestowali w obronie konstytucyjnego prawa wolności słowa (Art. 54) osób zajmujących się obsługą turystyki. Prawa tego byliśmy pozbawiani w latach 1998-2014  i – zgodnie z zapisami ministerialnego dokumentu – tzw. Białej Księgi ustawy o usługach turystycznych (podstawa do rozpoczęcia prac legislacyjnych) – mamy być go pozbawieni znowu, jeśli dojdzie do nowelizacji owej ustawy. Najnowsza wersja tego tekstu do pobrania tutaj

Poplecznicy Ministra Glińskiego, który niedawno usiłował cenzurować wrocławski teatr, twierdzą że należy kontrolować to co się wystawia w teatrach czy publikuje w mediach publicznych korzystających z państwowych subwencji. A jak kto chce działać „nieprawomyślnie” niech to robi za własne pieniądze – takie są głosy. Zauważcie – jeszcze łaskawcy pozwalają na nieskrępowane wypowiedzi w instytucjach artystycznych i mediach prywatnych. Jeszcze? Pytanie – jak długo?

Pytanie moje jest zasadne, bo jeśli spojrzymy na branżę turystyczną – wszystko odbywa się tu wyłącznie w obiegu prywatnym. I co z tego? Mnie, prywatnego organizatora wycieczki, chcą pozbawić prawa do opowiadania moim prywatnym klientom o zabytkach Krakowa. Tak było, i tak ma być zapisane. Cenzura, inwigilacja, dotkliwe finansowe kary, być może nawet odbieranie koncesji – w zakresie obsługi turystycznej mają być wyłączone wolności przynależne (jeszcze…) prywatnym rozgłośniaom, wydawnictwom czy teatrom.

Przewodnictwo turystyczne to śmieszna, nieistotna nisza której nie warto poświęcać uwagi, co najwyżej zażartować w sezonie ogórkowym – z takim podejściem mieliśmy do tej pory do czynienia. Przypomnę w tym momencie znane od dawna w kryminologii tzw. prawo wybitej szyby: Jeśli tolerujemy drobne występki, pojawia się społeczne przyzwolenie na coraz większe rozbójnictwo. Nawet w „Wyborczej” znają tę zasadę, polecam reportaż z 2001r. „Od wybitych szyb do wybitych zębów”. Prosta konstatacja, drodzy artyści, bojownicy, dziennikarze – będziecie wyśmiewać cenzurę przewodników turystycznych jako nieważny problem – prędzej czy później szykany spadną i na was.

Nie było żadnych reakcji mediów kiedy jesienią  2008 przedstawiłem kuriozalne pismo Urzędu Marszałkowskiego, pisane, jakbyśmy nadal tkwili w głębokiej, jaruzelskiej komunie. Debatę na temat deregulacji w ostatnich latach prowadzono jedynie w aspekcie  ekonomicznym – dostępności miejsc pracy. A wszelkie lamenty rzekomych „bzdurach” jakie mogą opowiadać przewodnicy bez urzędniczego nadzoru powinny być zbywane prostą kontrą – konstytucja nie dopuszcza do stosowania prewencyjnej cenzury, to że ktoś uważa czyjąś wypowiedź za „bzdurę”, „nieprawdę” czy – jak palnął niedawno minister Gliński „pseudosztukę” – nie ma tu nic do rzeczy.

Może w końcu, drodzy obrońcy konstytucyjnych wolności, skoro tak się uaktywniliście, spróbujecie przynajmniej nagłośnić problem o którym piszę w ostatnich miesiącach na blogu. Wspomniana „Biała Księga” to koszmarny dokument, w którym po raz pierwszy otwartym tekstem pisze się o wprowadzeniu cenzury (dosł.  „kontroli nad treściami merytorycznymi przekazywanymi przez usługodawców”) wobec prywatnych podmiotów turystycznych. Jeśli będzie to ignorowane, – dlaczegóżby zakazu występów i publikacji bez pieczątki państwowego nadzorcy nie rozszerzyć na aktorów, pisarzy czy dziennikarzy?

Autor deregulacji Wicemarszałkiem Sejmu!

Oto kolejna dobra wiadomość. Stanisław Tyszka w 2011 r. jako Dyrektor Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej, opublikował słynny raport, który był ową symboliczną pierwszą kostką domina, obalającą 2 lata później bariery dostępu do zawodów w turystyce. 24 września 2011 pisałem entuzjastycznie: „od tej chwili, po ponad 3 latach prowadzenia tego bloga – nie jestem wreszcie samotnym głosem wołającym na puszczy, ale wnioski moje – słowo w słowo, popiera i publikuje grupa ekspertów”. Później, podczas wykuwania się ustawy, zdarzało się nam wymieniać korespondencję.

Zupełnie przeoczyłem fakt że pan Stanisław kandydował na posła z list Ruchu Kukiza. Media skupiały się  bardziej na raperze Liroyu czy narodowcach a przecież w tej grupie jest sporo działaczy na rzecz liberalizacji przepisów gospodarczych. I udało się – od wczoraj mamy w Sejmie sprzymierzeńca, i to w randze Wicemarszałka…

tyszka

…którego nadal interesują ważne dla nas sprawy. 24.10. br w „Gościu Niedzielnym” ukazał się artykuł „Deregulacja działa” a w nim wypowiedź:

Stanisław Tyszka przyznaje, że deregulacja nie przeszła idealnie (…) nie było łatwe, gdy deregulowaliśmy, jednocześnie pracowano nad zamykaniem dostępu do innych zawodów. Na przykład w Ministerstwie Sportu i Turystyki powstała „Biała księga ustawy o usługach turystycznych” wskazująca na konieczność… ponownego uregulowania zawodu przewodnika.

No cóż, trzymamy kciuki, aby do tego nie doszło. Dobrze mieć sprzymierzeńca na tak wysokim szczeblu.

Krajobraz po wyborach

Mamy nowy Sejm i rząd – co to oznacza dla „przewodnickich wolnościowców”? Z pewnością możemy sobie pogratulować usunięcia z parlamentu formacji która jako jedyna oficjalnie i otwartym tekstem opowiadała się za odebraniem nam wolności i przywróceniem licencji na PRL-owską modłę. Pod tym względem stwierdzenia o dekomunizacji Sejmu są jak najbardziej na miejscu.

Żeby nie popadać w nadmierny hurraoptymizm – do Sejmu dostał się też niestety poznański poseł Dziuba który podczas głosowań w 2013 roku usiłował – z szerokim poparciem PiS-u (ale sprzeciwem Ruchu Palikota – to jedyna pożyteczna rzecz którą zrobili) przywrócić licencje w miastach. Tak że rządzący PiS nie jest pod tym względem taki święty. Na szczęście oglądając wczorajsze ministerialne nominacje można póki co odetchnąć – resorty gospodarcze przejęli liberałowie twardo opowiadający się za deregulacją. No i sam Gowin jest w rządzie, co daje nadzieję – że jego ambicje i wpływy nie pozwolą uwalić sztandarowej reformy, którą firmował własną twarzą.

Trzecia (Kukiz) i czwarta (.Nowoczesna) siła w parlamencie to też ugrupowania pod względem gospodarczym wolnościowe i liberalne. I tutaj trafiła nam się pewna sympatyczna niespodzianka, ale o tym napiszę osobną notkę. Na razie poczekajmy na dalszy rozwój wydarzeń.