Kiedy koniec awanturnictwa w TPN?

Podobnie jak w maju kwitną bzy, raz o tej porze roku muszą gdzieś zakwitnąć wypociny dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego, wygrażającego nauczycielom i innym opiekunom grup młodzieżowych, że nie wolno im wejść na teren parku bez „licencjonowanego przewodnika”. I tej wiosny właśnie doczekaliśmy się, przedwczoraj portale Onet i Wirtualna Polska wkleiły do swojego serwisu treść PAP-owskiej depeszy podyktowanej przez Ziobrowskiego. Po raz kolejny znajdują się w niej moje ulubione kretyństwa w stylu „wycieczki mają obowiązek”, co jest oczywiście absurdem bo ani „grupa” ani „wycieczka”  nie jest jakimkolwiek podmiotem prawa. Zobowiązać możnaby do czegoś organizatora imprezy, ale żadne przepisy – ani ustawy turystycznej, ani rozporządzeń MEN do wynajmowania przewodnika nie zmuszają.

A propos „Na pytanie, dlaczego grupa znajduje się pod opieką przewodnika, Straż Parku najczęściej słyszy odpowiedź…” itd.  Oczywiście – o tym niestety wielu często nie pamięta, turysta nie ma obowiązku odpowiadać na takie pytania, informować straży parku o tym czy jest w jakiejś grupie, wycieczce, czy się uczy w jakiejś szkole itp – to są informacje prywatne których służby parku nie mają prawa żądać. Myślę zresztą, co Ziobrowski sprytnie przemilczał, strażnik równie często słyszy taką właśnie odpowiedź – wędrujemy bez przewodnika, bo zarządzenie TPN jest bezprawne. Kilka lat edukacji na tym blogu, moje odpowiedzi na liczne listy i telefony od nauczycieli – zrobiły swoje.

Wybierającym się w Tatry polecam mój wpis na forumprawne.org w którym jeszcze raz zebrałem w jednym miejscu wszystkie informacje oraz linki do ustaw i rozporządzeń z których jasno wynika że parkowcy nie mają prawa narzucać „obowiązku przewodnickiego” ani kontrolować turystów z tego tytułu.

Trzeba przyznać, że Ziobrowski spuścił nieco z tonu bo już nie wygraża „mandatami” albo „sądami grodzkimi” jak wcześniej, natomiast wciąż czytamy jakoby straż „zawracała wycieczki…”. Nic nie wiem o takim przypadku, jeżeli strażnik usiłowałby pod argumentem „nieposiadania przewodnika” zabronić przejścia szlakiem osobie która ma ważny bilet wstępu i nie łamie przepisów ochrony przyrody – postąpiłby nielegalnie, to raz. A dwa – pokrzywdzona osoba mogłaby pozwać instytucję TPN o odszkodowanie z tytułu naruszenia dóbr osobistych.  Prawdą natomiast jest, że w tej bezpardonowej walce o kasę dochodzi do chamskich awantur i przepychanek, jedną z nich opisałem w czerwcu zeszłego roku. Całe to zjawisko przypomina nieco głośne afery z męczeniem koni na drodze do Morskiego Oka – również i w tej kwestii dyrektor jest zakładnikiem grupy prywaciarzy-cwaniaków, którzy uwłaszczyli się ze swoim monopolem transportowym na odcinku publicznej drogi. Z tym że – o ile zaprzęganie koni do fasiągów jest legalne, wymuszanie „przewodnickiego haraczu” – nie.

Zastanawiam się tylko, jak tym razem zareagują media, bo na razie na portalach w tym także niestety na stronie krakowskiej Wyborczej mamy tylko bezmyślne przekopiowanie PAP-owskich dyrdymałów Ziobrowskiego. Spróbuję zareagować w tej sprawie.