Pani Ogórek – dla SLD wisielczy sznurek

Miło mi się ogląda i słucha występy pięknej kandydatki na prezydenta z ramienia SLD. Ileż tam liberalnych treści, frazesów o ułatwieniach dla młodych przedsiębiorców itp. To coś  diametralnie innego od linii prezentowanej przez jej mocodawców podczas mijającej kadencji parlamentu. Wtedy to, cały SLD najostrzej sprzeciwiał się gowinowskiej deregulacji i oczywiście gremialnie głosował przeciw.  Towarzyszyło temu propagandowe zadęcie, które na blogu wyśmiewałem wielokrotnie – przypominam  wpisy: O deregulacji według neokomuchów, o antyspołecznym amoku, o niezrozumieniu roli współczesnej europejskiej lewicy i wreszcie sarkastycznie o łzach Dariusza Jońskiego.

SLD-owcy byli oczywiście autorami regulacji przewodnictwa i pilotażu załatwionej w 1997 roku dla swoich oddanych towarzyszy – esbeckich funkcjonariuszy pełniących w PRL-u rolę kontrolerów zagranicznego ruchu turystycznego. Regulacji załatwionej przy wódce w gabinetach na Rozbrat, bez żadnych społecznych konsultacji.

W grudniu 2012 towarzysze tak dalece ulegli swojemu zarozumialstwu, że  próbowali zdobyć punkty w społeczeństwie atakując deregulację głupawą kampanią obrazkową. Ktoś to pamięta? W sieci można jeszcze znaleźć jeszcze archiwalny news na tvp.info. Jak srodze się przeliczyli można przeczytać w komentarzach na niszowym lewicowym portaliku, nawet tam zorientowano się, że „niech SLD nie dyskutuje bo to własnie oni wprowadzili setki licencji by ich koledzy mieli przywileje…” itp. Jeden z aktywnych wtedy blogerów fajnie przerobił ich obrazeczek.

Jeśli miałbym wskazać na największe zagrożenie naszej przewodnickiej wolności, byłby to powrót SLD do władzy, np w nowej, powyborczej koalicji. Wtedy znów doszli by do głosu owi „koledzy” próbując zniweczyć reformę i przywrócić zakaz uprawiania zawodu. ‚Ogórkowy’ cyrk wokół wyborów prezydenckich i dołowanie SLD w sondażach groźbę  tę na szczęście oddala. Chociaż ciekaw jestem, czy może jednak do działaczy tej partii doszło, że atakując deregulację też się wystawili na pośmiewisko.

7 Komentarze

  1. A mnie nie interesuja pseudoprawnicze wywody, tylko skrzecząca, polska rzeczywistość. To z nią bowiem mam do czynienia na codzień.
    Następny do listy – POL-IN, patrz http://www.dygala.pl

    • Człowieku, skrzecząca polska rzeczywistość to są takie męczybuły jak ty i po części niestety kol Dygała którzy tylko skrzeczą, jęczą zamiast przyłożyć. Ja się przewodnictwem po muzeach nie zajmuje to nie moja działka. Ja w ramach akcji WP walczyłem o wolność oprowadzania po miastach żeby mi np. stójkowi nie napadali na grupy rowerowe, i to zastało załatwione. Jak będę miał problem w jakimś muzeum to go załatwię po swojemu. A wy dalej jęczcie płaczcie i skrzeczcie.

  2. Regulacja wróciła.
    Wystarczy spojrzeć na „twórczą” działalność Zamku Królewskiego w Warszawie.

      • Przecież pisałem o tym – nie ma żadnych „regulacji przewodnicko-muzealnych” zabraniających postronnym oprowadzania. Jeśli ktoś zostanie poszkodowany to ma prostą drogę, aby domagać się rewanżu w sądzie.

        • Następny w kolejce zamek w Krasiczynie. Monopol przewodników ZZP (cokolwiek by to ZZP miało znaczyć) zapisany w regulaminie zwiedzania. Monopol dotyczy również dziedzińca zamkowego.

          • Ile razy mam tłumaczyć??? „Regulamin” to nie jest „prawo”. Takie zapisy nie mają żadnej prawnej konsekwencji i można je najzwyczajniej ze śmiechem olać