Pilnujemy biznesów Miszalskiego

Hostel Atlantis, Dizzy Daisy, Tamka  i inne wymienione tutaj prowadzone są przez firmę Hostel Service, w której udziały ma Aleksander Miszalski, Radny Miasta Krakowa, Przewodniczący Komisji Promocji i Turystyki. Jest też współwłaścicielem firmy touroperatorskiej UTC, jej częścią jest serwis See Krakow – który przedstawia się jako „największy podmiot świadczący w Krakowie usługi w zakresie organizacji wycieczek lokalnych dla zagranicznych turystów” Czy rzeczywiście największy? Porównajmy See Krakow z Free Walking Tours. Fanów na Facebooku 1885 vs 6756. Recenzji na Tripadvisor… 188 vs 2044 !!! Teraz już chyba wiemy, dlaczego wszyscy tak nienawidzą tę konkurencję. Szukajmy powodów… Rok temu na łamach portalu lovekrakow.pl Miszalski powiedział:

w interesie Krakowa oraz Polski jest to, aby pilnować kto i co mówi o Krakowie. – Nie chcielibyśmy, aby przyjechał przewodnik z dajmy na to z Austrii i opowiadał, że Auschwitz był polskim obozem zagłady

Pomijając wielokrotnie obśmiany bezsens tego rodzaju zarzutów, ciekaw jestem w jaki sposób radny Miszalski realizuje owo „pilnowanie” i w jaki sposób ingeruje w prywatność przyjeżdżających do Krakowa turystów. Chodzi za nimi i podsłuchuje? A może zakłada kamerki i pluskwy w swoich hostelach i autokarach? Bardzo jestem ciekaw.

W opublikowanym tutaj wideo-nagraniu z niedawnej sesji (patrz poprzednia notka) – od 30 minuty Miszalski otwartym tekstem wyraża opinię, że zagraniczne grupy nie powinny mieć prawa organizować sobie pobytu według własnego pomysłu ze swoimi pilotami i powtarza banialuki o „polskich obozach”. Żąda zapisu w uchwale o Parku Kulturowym zabraniającym swobody oprowadzania. Być może liczy na dodatkowe zlecenia dla swoich „pilnowaczy”.

Przypominam te wypowiedzi, bo – jak zaalarmował nie jeden z radnych – pojutrze, 2 kwietnia o 15:00 w sali Dietla UMK PI. Wszystkich Świętych 3/4 odbędzie się kolejne posiedzenie Komisji Promocji i Turystyki, poświęcone.. tylko i wyłącznie… „sprawie deregulacji zawodu przewodnika”. Zaproszono oczywiście wyłącznie jedną stronę konfliktu. Jakie stanowisko będzie reprezentowane można się dowiedzieć choćby z wczorajszego programu telewizyjnego „Krakowskim targiem” – wciąż te same kpiny pod adresem wolnych przewodników.

Obrady Rady Miejskiej są otwarte i radzę się tam wybrać każdemu, kto oprowadza po Krakowie i może któregoś dnia znów obudzić się z przysłowiową ręką w nocniku, z zakazem wykonywania zawodu. Osobiście tam będę, a dziś wysłałem do radnych, urzędów, mediów itp. pismo następującej treści:

W związku z aktualną serią wypowiedzi i działań sprzeciwiających się faktowi uwolnienia zawodu przewodnika, pragnę upomnieć radnych, urzędników miejskich – w szczególności Panią wiceprezydent Magdalenę Srokę, że samorząd miejski nie jest organem ustawodawczym, który zgodnie z Art 65. pkt 1. Konstytucji RP mógłby decydować o ograniczeniu wolności wyboru i wykonywania zawodu. Zwoływanie posiedzenia Komisji poświęconego wyłącznie „sprawie deregulacji zawodu przewodnika” jest kuriozalne, a deklarowane na łamach prasy zakusy na ograniczenie tej wolności w ramach „Parku Kulturowego” – nielegalne.

Jestem zszokowany nagraniem posiedzenia Komisji z dnia 19 marca br, z którego wynika że osoby co rusz obnoszące się swoją „głęboką wiedzą o Krakowie” wykazują się żenującą nieznajomością podstawowych praw ustrojowych w naszym kraju, a przy tym niesympatyczną, ksenofobiczną mentalnością. Bardzo proszę o udzielenie mi głosu podczas posiedzenia 2. kwietnia, gdyż chciałbym m.in. wyjaśnić dlaczego parlament uchwalił deregulację i dlaczego niedopuszczalne jest ingerowanie w prywatność turystów zwiedzających Kraków.

Prowadząc od 2008 roku Akcję Społeczną i bloga „Wolne Przewodnictwo” jestem rzecznikiem coraz większej grupy osób zajmujących się oprowadzaniem turystów po mieście bez urzędowych uprawnień nadawanych przez 2014 r. Uważam za skandal, nieustanne powtarzanie pod naszym adresem inwektyw, nazywanie nas „kłamcami oświęcimskimi”, „znachorami” czy też odmawianie nam prawa do nazywania się przewodnikami – jak to miało miejsce choćby w programie TVP Kraków wyemitowanym 29 marca br. Słowa te padają z ust przedstawicieli środowiska niezadowolonych przewodników, których miasto planuje wspomagać rzekomo w celu „zachowania standardów w turystyce”. Przypomnę więc, że w systemie wolnorynkowym ocena jakości usług należy do klienta a nie urzędnika, bądź też „wiedzącego lepiej”  usługodawcy. Źródłem jej weryfikacji w dzisiejszych realiach są liczne portale konsumenckie.

Jako przedsiębiorca-touroperator, działając poza wszelkimi państwowymi i samorządowymi systemami sprowadzam co roku setki turystów z całego świata, zwiedzających Kraków i Małopolskę na rowerach. Ta forma turystyki była w przeszłości szczególnie szykanowana i atakowana przez urzędników i służby – dochodziło do fizycznej agresji i karania mandatami, naruszania prywatności osób na ulicach, zakłócania przebiegu imprez. Jeżeli tego rodzaju działania mają powrócić jako część „promocji turystycznej” miasta to mamy do czynienia z grubym nieporozumieniem. Podejrzenie budzi też fakt, że przewodniczący Komisji, radny Miszalski prywatnie jest organizatorem wycieczek, i inicjowane przez niego działania mogą mieć na celu walkę z konkurencją, bądź próbę przymusowego narzucania zakupu usług przewodnickich.

W komentarzu do zeszłorocznych wypowiedzi Magdaleny Sroki „Mieliśmy nadzieję, że uda się zatrzymać nowelizację Gowina”, i „zawód nie powinien być w zupełności wolny” przypominam że deregulacja nie była ustanowiona dekretem jednego ministra, tylko zdecydowaną większością głosów Sejmu i Senatu RP przy sondażowym poparciu społeczeństwa rzędu 60-70%. Radziłbym szanować ten demokratyczny wybór. Antyrynkowe i antywolnościowe działania które obserwujemy nie są żadną promocją tylko raczej  obstrukcją turystyczną mogącą zniechęcić turystów do przyjazdu.

Maciej Zimowski

Bukowska plecie jak potłuczona, Olszewski niech ją zatrudni.

Samozwańcze „kontrolerki przewodników” w Krakowie nie dają za wygraną i próbują wynaleźć kolejne kruczki prawne, które przywróciłyby im oficjalnie władzę i prawo decydowania, komu wolno opowiadać o mieście a komu nie.Tym razem uczepiły się art 17.1.1. Ustawy o ochronie zabytków, według której na terenie parku kulturowego lub jego części mogą być ustanowione zakazy i ograniczenia dotyczące działalności usługowej.

Odkręcenie deregulacji w ten sposób nie jest oczywiście możliwa. Gdyby radni uchwalili coś podobnego, byłoby to nielegalne. Choćby dlatego że wspomniana ustawa dotyczy wyłącznie ochrony zabytków, ich fizycznego wyglądu itp. Prywatne czynności polegające na przekazywaniu wiedzy trudno zakwalifikować jako szkodzące zabytkom i anty-przewodnickie przepisy z pewnością zostały by uchylone przez sąd administracyjny, tak jak np. dopiero co unieważnione regulacje dotyczące wprowadzania psów.  Ograniczenie prawa wykonywania zawodu przewodnika musi mieć wyraźną delegację ustawową, a czegoś takiego w rzeczonej ustawie nie ma.

O sprawie dowiedziałem się z wczorajszego artykułu w krakowskim dodatku Gazety Wyborczej: Szerszy park kulturowy z nowymi przepisami. Jest tam kwiecista wypowiedź Barbary Bukowskiej,Barbara-Bukowskaznanej nam dobrze rzeczniczki trzymania przyjezdnych za mordę. Nic się babsko nie nauczyło i dalej plecie jak potłuczone, dalej uważa, że ustny przekaz informacji turystom ma być wyjęty spod konstytucyjnego prawa wolności publikacji i rozpowszechniania informacji. Mało tego, również swoboda poruszania się turystów po mieście ma być ograniczona i zakazane ma być organizowanie wycieczek po określonych marszrutach! Ciekawe jak dalej posunie się jeszcze to kretyństwo, wyobraźnia zdaje się nie mieć granic. I oczywiście znów przewodnicy bez zezwolenia od Bukowskiej są wyłącznie agentami nazizmu:

debatujący zwrócili uwagę na jakość informacji, które turystom przekazują przewodnicy. Zdaniem niektórych jakość tych informacji spadła od czasu deregulacji zawodu. Teraz postulują, by przepisy o PK gwarantowały tę jakość. Wszystko po to, by goście z zagranicy nie dowiadywali się o „polskich obozach”

Cytat ten dedykuję wszystkim „wielce oburzonym” moim poprzednim (przyznam – celowo prowokacyjnym) wpisem. „Tańczenie na oświęcimskich grobach” – jak to nazwał kiedyś jeden z doradców Gowina w wykonanie Bukowskiej i reszty przewodnickich krzykaczy was nie razi prawda?

A wracając do sprawy, problem nie jest taki niepoważny jak mogłoby się wydawać. Z wpisów pod artykułem wynika, że strażnicy atakują np działaczy religijnych rozdających ulotki, powołując się na rzekomą ochroną parku kulturowego. Co jest kompletnym bezprawiem, bo nie jest to nawet działalność ani handlowa ani usługowa. Tylko czekać jak znowu zaczną się czepiać przewodników.

I w tym kontekście oburzający jest styl i podejście mediów – przedstawienie wyłącznie opinii jednej strony,bez żadnego komentarza, w stylu wręcz sympatyzującym z zamordystami. Myślałem że coś z3942202AA,Michal-Olszewskisię zmieni odkąd kierownictwo krakowskiej wyborczej przejął Michał Olszewski, zdolny i wrażliwy pisarz, ale przede wszystkim sympatyk różnych kontrkulturowych, ekologicznych, i nieposłusznie obywatelskich ruchów ale jak widać – jest po staremu. Cóż, nie pierwszy i nie ostatni raz przyłożenie  tyłka do dyrektorskiego stołka powoduje zabetonowanie głowy.

Mam taką propozycję. Skoro cenzorskiej kontroli radnych mają być podane – jak czytamy – ulotki, pamiątki na straganach i co tam jeszcze, z pewnością nie mogą tej kontroli być pozbawione egzemplarze Gazety Wyborczej sprzedawane na terenie Parku Kulturowego. Niech pan Olszewski zatrudni Bukowską, który jako przewodnik jest chyba bezrobotna (nie dziwne z takim wrednym charakterem) i spędza czas na podsłuchiwaniu, i śledzeniu zagranicznych grup. Niech da jej etat w redakcji, niech siedzi i kontroluje wszystkie teksty zamieszczane na łamach. A kaski się trochę kobiecinie przyda, bo jak czytamy tutaj – nie ma nawet głupich 100 zł na kupienie odznaki przewodnickiej.

Aktualizacja: 23.03. w krakowskim dodatku ukazał się mój list, skan tutaj.