Listopadowe porządki

Dzisiejsza data sprzyja wspomnieniom i podsumowaniom. 10 miesięcy temu „pochowaliśmy” znienawidzone prawo. Dziś oczywiście z żadną symboliczną świeczką się na ten grób nie wybieram. Co najwyżej z osinowym kołkiem.

Deregulacja już dawno przestała być gorącym tematem do dyskusji. Co ciekawe, kolejne transze zmian, obejmujące bardzo istotne dla gospodarki zawody, np. finansowe – przeszły praktycznie bez medialnego echa.

Obawiałem się, że w szczycie sezonu turystycznego dziennikarze ruszą na ulice polskich miast poszukując straszności i upiorów, ale nic takiego nie nastąpiło. Temat przestał być interesujący – i bardzo dobrze. Jest oczywiście pewien niedosyt, że dyskurs przebiegał  według jednej sztampy, czyli rządowego hasła o zwiększeniu ilości i dostępności miejsc pracy. Podczas gdy Akcja Wolne Przewodnictwo motywowana była przede wszystkim walką o prawo do wolności słowa i nie stawianie „na głowie” przepisów prokonsumenckiej ustawy turystycznej. Ale cóż – nie zabito wroga  elegancko szablą, tylko ukatrupiono wraz z innymi wielką maczugą – też dobrze. Niech spoczywa na wieki.

Bloga nie zamykam ale – i ile nic pilnego się nie wydarzy raczej w najbliższym czasie nie będę pisał nowych artykułów, muszę zająć się produkcją oferty mojego biura na nowy sezon. Dość ciekawy jest temat rozprawienia się z bezprawnymi „zapisami przewodnickimi” w regulaminach parków narodowych, ale tym zajmę się – jeśli już, to jakoś po nowym roku.

Zaglądajcie na fanpage – facebook.com/wolneprzewodnictwo – czasem wrzucę  tam jakiegoś kwiatka. Ostatnio np. protestowali muzealnicy. Chodziło – jak czytamy – głównie o kasę,ale znalazł się i taki pocieszny fragment:

przewidziana deregulacja zawodu muzealnika doprowadzi do upadku rangi tego zawodu. Przekonują, że do pracy w muzeach będą trafiać osoby bez stosownego przygotowania i kompetencji.

Tak, to straszne. Na szczęście kandydaci na przewodników i pilotów mogą się przygotowywać na licznych szkoleniach, które, pomimo deregulacji nadal są organizowane. Jedna z warszawskich szkół pilotów której kadra była w awangardzie ujadających wrogów Gowina teraz zalewa sieć… płatnymi ogłoszeniami swoich kursów. Tak tak, żeby wejść na rynek – trzeba płacić za reklamę jak wszyscy inni! Nigdy nie za późno na naukę :)

Za kuriozalny i uważam natomiast nagłaśniany ostatnio we wszystkich portalach turystycznych pomysł na wydawanie „certyfikatów” przez PIT. Czyli że ktoś kto ukończył kurs, albo drogą samokształcenia zdobył wiedzę ma się teraz podać dobrowolnemu egzaminowi  (płacąc za to oczywiście).  Nie ma w tym najmniejszego sensu – kandydatów i tak przeegzaminuje właściciel czy menedżer konkretnego biura, to on zdecyduje czy ktoś się nadaje do pracy czy nie.  Raczej widzę tu kombinatorstwo – próbę stworzenia czegoś, co potem przy sprzyjającej koniunkturze politycznej miałoby zostać wykorzystane do przywrócenia państwowych regulacji. Oby rynek szybko i właściwie zweryfikował takie odjechane pomysły.

A co słychać u drugiej anty-wolnościowej organizacji, czyli PFPiP ? Nie wiem czy umarła, w każdym razie jest w śpiączce. Strona internetowa nie aktualizowana od lutego. Żadnego śladu informacji, czy tradycyjnie w grudniu br. organizowane jest jakieś „forum pilotażu i przewodnictwa”. Czy ktoś coś wie?

Na koniec – serdecznie proszę wszystkich żywych i aktywnych pilotów-przewodników, którzy weszli na zawodową drogę po deregulacji – piszcie na akcja@wolnezawody.org – opowiadajcie swoje historie. Tego głosu wciąż brakuje w publicznej dyskusji, nie można dopuścić do tego, żeby grupka cwaniaków-kombinatorów znowu pozbawiła nas naszych praw.