Kolejna porażka przewodnickich i parkowych mafii

Na początku lata organizatorów turystyki młodzieżowej, i wszystkich nas – deregulacyjnych bojowników, zaszokowała bardzo niemiła wiadomość. Na stronach Rządowego Centrum Legislacji opublikowano projekt rozporządzenia który swoją absurdalnością i restrykcyjnością przebił wszystko co wymyślono do tej pory w dziedzinie tzw. przymusu przewodnickiego. O ile wcześniej naśmiewaliśmy się ze słynnego „prawa 1000m n.p.m.” to teraz sytuacja miałaby się stać jeszcze bardziej groteskowa. Nauczyciel przebywający z grupą uczniów np w Szczyrku czy Kudowie nie miałby prawa w ogóle samodzielnie ruszyć się z podopiecznymi gdziekolwiek poza „zwartą zabudowę miejską”.

Nie pisałem o tym, bo raz – był szczyt sezonu i nie miałem czasu, dwa – o czym to właściwie świadczy? Że resort edukacji sam uważa swoje kadry – nauczycieli – za bandę debili, którzy na widok podgórskiej łączki albo zarośli w parku narodowym  dostają głupawki, stają się niebezpieczni i nie wolno pozostawić pod ich wyłączną opieką  młodzieży. Musi im towarzyszyć choćby jakiś „przewodnik terenowy” – którym po deregulacji – jak wiemy może być „ktokolwiek z ulicy” – byle ze średnim wykształceniem i nie karany.

Na szczęście projekt ten wywołał lawinę protestów innych organizacji. Oto obszerne 16-stronnicowe pismo z uwagami wystosowane przez Towarzystwo Turystów Przyrodników i Krajoznawców. Protesty odniosły skutek gdyż z treści rozporządzenia opublikowanego przedwczoraj w Dzienniku Ustaw ostatecznie usunięto wszelkie „przewodnickie” regulacje.

Sprawa zakończyła się więc pozytywnie, ja jednak będę tym razem owym zgorzknialcem, który przysłowiową szklankę widzi w połowie pustą. Bo to rzeczywiście jest problem że takie projekty się w ogóle – na rządowych stronach pojawiają. Niby nasz premier będzie rządzi Europą i jest git, a obyczaje urzędników państwowych niższego szczebla są jak z jakiejś republiki bananowej.

Kto za tym stał, zwłaszcza za przymusem dotyczącym wszystkich, również nizinnych parków narodowych? Na zdrowy rozum właśnie w parkach asysta dodatkowego przewodnika jest mniej potrzebna, bo infrastruktura turystyczna jest tam najlepiej rozwinięta i utrzymana, szlaki na bieżąco znakowane itp. Ale oczywiście Polska prowincjonalna, zielone ludziki w puszczach, na bagnach i dzikich pagórkach nie kierują się zdrowym umysłem tylko chorymi układami. Pod koniec 2012 roku śledziliśmy ciekawy serial pod tytułem TPN kontra MEN, odsyłam tutaj, tutaj i już chyba wszystko jest jasne pod czyje dyktando zapisy do projektu wprowadzono.

Nota bene parki narodowe mają ostatnio coraz gorszą prasę. Jest tak przede wszystkim przez konflikt wokół popieranego przez TPN procederu wożenia turystów drogą do Morskiego Oka wyłącznie konnymi fasiągami. Nowy dyrektor Parku, Ziobrowski, mając gdzieś protesty ekologów, otwartym tekstem w wywiadach przyznaje się do tego że musi chronić możliwość łatwego zarobku kilkudziesięciu cwaniaków z Bukowiny Tatrzańskiej, którzy „uwłaszczyli się” na odcinku publicznej drogi i nie dopuszczają konkurencji, choćby ruchu rowerowego.

Na podobnej zasadzie lokalne „mafijki” przewodnickie potworzyły się przy innych, także nizinnych parkach narodowych i robią co mogą aby nie dać się odepchnąć od koryta łatwych do zdobycia, bo przymusowych zleceń. I tu mam za złe zarządowi TTPiK. Drodzy Państwo, słusznie atakujecie w swoim elaboracie nieszczęsne rozporządzenie. Niestety, znaczna część waszego pisma to bełkot nieprawdopodobnych bzdur, o rzekomym prawie dyrekcji parków narodowych do wydawania własnych „licencji przewodnickich”. Więcej o tym pisałem w styczniu. No chyba że wielu waszych kumpli, szwagrów, czy innych znajomych królika takie licencje porobiło i teraz stoicie na straży ich przywilejów. Ale spoko, tym akurat tematem mam ochotę zająć się osobiście.

1 Komentarz

  1. Tak czy inaczej historia tworzenia rozporządzenia zmieniającego rozporządzenie w sprawie warunków i sposobu organizowania przez publiczne przedszkola, szkoły i placówki krajoznawstwa i turystyki, wskazuje na bardzo niepokojące zjawisko.

    Mamy tu do czynienia z pewnym rodzajem toczącego umysły urzędników państwowych raka z przerzutami. Wycięto rozporządzenie o przymusie przewodnickim w górach, to zamierzali je przywrócić w zmienionej postaci planując atak na pewne fragmenty tkanek infrastruktury turystycznej z przerzutami nawet do odległych parków narodowych.

    Zastanawia, dlaczego pismo o wykreśleniu zapisów o obowiązku przewodnickim z projektu rozporządzenia jest datowane 27.08.2014 czyli w przeddzień przed jego podpisania? – zobacz > http://legislacja.rcl.gov.pl/docs//501/226232/226270/dokument124894.pdf

    Świadczy to o tym, że decyzję, wprawdzie słuszną, podjęto ad hoc i wielu poszukujących bieżących zmian na stronach RCL mogło się z tym pismem zapoznać dopiero po fakcie. Czy w taki kuriozalny sposób powinno się stanowić w Polsce przepisy?