Damscy bokserzy w służbie TPN

„Połowa wycieczek wędrowała w Tatrach bez przewodnika” – taką depeszę PAP opublikował wczoraj portal wyborcza.pl i Gazeta Krakowska, pewnie w podobnej formule „kopiuj – wklej” ukaże się i gdzie indziej.

Jeśli rzeczywiście skontrolowano 71 wycieczek z czego organizatorzy 34 nie zgodzili się opłacić haraczu przewodnickiej mafii, bardzo dobrze świadczy o ich obywatelskiej świadomości i sile oddziaływania mojego bloga, na którym obszernie rok temu wyjaśniłem np. tutaj, że zarządzenie dyrektora o potocznie mówiąc „obowiązku wynajmowania przewodnika przez grupy szkolne” jest nieważną klauzulą umowną.

Źle świadczy o służbach, które zamiast zwalczać rzeczywiste zagrożenia tatrzańskiej przyrody, w sposób awanturniczy uganiają siłę za grupami dzieciaków, ośmieszają instytucję parku narodowego, przekraczają uprawniania działając w interesie nie własnej firmy tylko zewnętrznych usługodawców. Trudno nie nazwać tego inaczej, jak bezczelnym układem korupcyjnym.

Co do rzetelności mediów w tej sprawie nie mam już najmniejszych złudzeń, temat jest typowo „ogórkowy”, przypomnijmy sobie jak przed deregulacją gazety bezkrytycznie powielały wszelkie bajdy zasłyszane od przewodników miejskich. Tym razem czytając stek bzdur i pustych pogróżek przesłany zapewne w formie gotowca do PAP przez komendanta straży zwróciłem uwagę że podobieństwo do znanego z sowieckich dowcipów „Radia Erewań” przekracza wszelkie dotychczasowe normy. Zwłaszcza czytając fragment:

W jednym przypadku, kiedy nauczyciele ze szkoły podstawowej w Krakowie sami prowadzili grupę dzieci, policjanci wszczęli wobec nich postępowania

zrobiłem oczy wielkie jak arbuzy, bo zdaje się, że wiem o jaki przypadek chodzi. Owszem, postępowanie prokuratorskie jest, ale chyba nie wobec pedagogów, tylko agresywnego strażnika parku. Kilka dni temu sama zadzwoniła do mnie jedna z nauczycielek, prowadzących ową grupę. Oto co mi opowiedziała. Tekst jest dosłownie przepisywany z nagrania rozmowy, stąd taki jego styl.

Kupiliśmy bilety na kolejkę na Kasprowy (w cenę tego biletu wliczony jest też bilet do TPN). To już im się nie za bardzo spodobało, bo ten pan już na dole w kasie pierwsze co mnie za pytał, to „czy mamy przewodnika”. Ja na to – że nie. Bardzo zdziwił się, bo kupiliśmy bilety dla mojej grupy, i dla grupy mojej przyjaciółki, z którą jeździmy zawsze razem – ja ze swoją klasą, one ze swoją klasą. No i to ich bardzo zdziwiło – że jedziemy tylko w górę a nie mamy przewodnika. No i kupiliśmy te bilety, pojechaliśmy w górę. Chwilę na górze nam zeszło no i jak weszliśmy przed budynek, ustawiłyśmy je tak jak zwykle, bo to – jak liczyłyśmy to już nasz szósty raz, przy czym drugi raz schodziłyśmy same. Wcześniej jak obowiązywało rozporządzenie, to dla świętego spokoju – brałyśmy tego przewodnika. Ale teraz? Niby z jakiej racji. Doszłyśmy z nimi do Suchej Przełęczy, 5 min od Kasprowego i ja tam ustawiłam dzieci do zdjęcia (…) i on pojawił się – nie wiem czy od strony Beskidu czy Murowańca (…) – mówię o panu K. Tomasz K. przyrodnik. Leśniczy – tak się przedstawił. Miał na sobie polar z napisem „służba parku narodowego” i powiedział, że chce mnie wylegitymować. Zapytał się gdzie idziemy – no więc ja mówię że idziemy sobie spokojnie do Murowańca.

M.Z. Można było odmówić podania tej informacji, to jest wasza prywatna sprawa dokąd idziecie

- No i właśnie tutaj popełniłam błąd, no ale myślę sobie wszystko wiem na ten temat, jeśli chodzi o przepisy aktualne. A on mówi groźnym tonem „nie pójdziecie bo nie macie przewodnika, nigdzie nie pójdziecie!” Ja mówię: Wie pan co, proszę mi nie przeszkadzać w pracy, mam dzieci pod opieką i nie będę z panem dyskutować. I zabrałyśmy te dzieci, ustawiłyśmy a on już zaczął nadawać przez krótkofalówkę do kogoś, jakieś posiłki wzywać, że grupa że to że tamto, a my zaczęłyśmy sobie spokojnie schodzić. Ja byłam pierwsza, potem 15 dzieci, koleżanka, 15 dzieci, koleżanka, i na końcu opiekun. No i jak dochodziłyśmy do dolnej stacji kolei narciarskiej, to oni wtedy dobiegli do nas, ja byłam troszeczkę z przodu, odwróciłam się i robiłam zdjęcia ponieważ prowadziłam dokumentację fotograficzną tego wyjazdu, tej zielonej szkoły, więc oni dobiegli do mojej przyjaciółki i ja patrzę co on robi – on zagrodził jej drogę, a za nią szły te dzieci młodsze, wywiązała się dyskusja. On miał kije takie do chodzenia, złapał te kije – tak poziomo trzymając – jedną na jednym końcu, drugą na drugim końcu, tak poziomo – przyłożył do mojej przyjaciółki i popchnął ją, krzycząc „nigdzie nie pójdziecie”. Z tej nienawiści całej, która kipiała aż z niego, on się chyba zapomniał, bo on sprawiał takie wrażenie, jakby w ogóle tracił kontakt z rzeczywistością, bo tak się zachowywali razem z tym panem W.

Dzieci się wystraszyły, zaczęły płakać i krzyczeć – „niech nas pan puści”. Jak to zobaczyłam pomyślałam – idę na pomoc. Ale w międzyczasie on się w międzyczasie zreflektował…

- ale mówi pani – to był Edward W., na pewno?

- to był ten pan K., on był taki agresywny, potem miał pomocnika tego Edwarda W.

- a jak pani poznała że to on?

- dlatego że szukałyśmy w internecie, i znalazłyśmy go (…). I mamy ich zdjęcia – ja robiłam i przyjaciółka robiła telefonem.

- robiliście jakieś nagrania?

- nie, oni twierdzili że oni robili, w ogóle straszyli dzieci przechodząc obok, mówiąc do dzieci że są nagrywane, że są robione zdjęcia i policja czeka już na nich na dole, no wie pan co – takie zachowanie to jest karalne już, bo to jest straszenie dzieci. Dzieci płakały, w schronisku nawet ci moi uczniowie z 5 klasy nie chcieli usiąść, bo się bali, bo nie wiedzieli co panowie im zrobią, no przecież to jakieś chore. No ale doszłyśmy do tego schroniska. (…). Moja przyjaciółka zadzwoniła ze schroniska na policję, opowiadając co ten jej zrobił, plus – prosząc o konsultację z psychologiem dziecięcym, (…) Na co usłyszałam – pan z policji w Zakopanem przyjmujący zgłoszenie nie wie gdzie jest Murowaniec. Potem koleżanka przekazała telefon temu W. a ten zaczął rozmawiać „no cześć stary, co tam u ciebie…” na tej zasadzie. I on wtedy powiedział – ten policjant – że on jej nie będzie wierzył (mojej koleżance) tylko jemu będzie wierzył, bo on go zna. No takie zachowanie policji to jest żenujące.

Zaczęłyśmy schodzić na dół, oni szli za nami w odległości 150-200 m. Ja zadzwoniłam po autokar. Przychodzimy na miejsce – czeka na nas dwóch policjantów, takich młodych posterunkowych, chłopak i dziewczyna, i oni będą nas legitymować, niebywałe. Mówię im nie mamy dokumentów, jedźcie z nami. Oni na to że nie, że oni nas zabiorą na komendę na posterunek. Mówimy że nie, bo mamy dzieci pod opieką, ale nie było dyskusji z nimi. Oni nie chcą nas przepuścić, dzieci płaczą, my mówimy że mamy obiad, że dzieci muszą zażyć leki. Nie było dyskusji. W końcu prosimy o przyjechanie radiowozu. Zadzwonili, skontaktowali się z komisariatem, i czekamy. Ja proszę dzieci do autokaru. Oni tam jeszcze protestowali, ale w końcu dzieci wsiadły do tego autokaru a my czekamy pod autokarem.

Oni (ci młodzi policjanci) przyjechali samochodem straży parkowej, ze strażą parku. A ci – ten K. i ten W. stali przy samochodzie i śmiali się między sobą, z tej całej sytuacji, robili sobie hece, a nasz kierowca który stał tam w pobliżu, podsłuchał, do nas zresztą też dolatywały te głosy, jak to mamy dyscyplinarkę pewną, że oni już kuratorium powiadomili, wyrzucą nas z pracy, bo my jesteśmy takie głupie (…)

My czekałyśmy dalej na policję, i jak policja przyjechała – ten pan sierżant, on już miał zupełnie inne podejście. Już mu spokojnie wytłumaczyłyśmy, on wysłuchał, powiedział mi jak wygląda procedura, powiedział że policja ma dane tych dwóch panów już (…) wytłumaczyliśmy na jakiej podstawie – bo tamci dwaj nie chcieli nam powiedzieć – próbowali nas wylegitymować, ja im to wszystko wytłumaczyłam, o tych ustawach, o tych rozporządzeniach, że teraz nie ma, że dyrektor wydał zarządzenie, które jest niezgodne z konstytucją i z ustawami, i tym policjantom nagle oczy zaczęły się otwierać, że być może ta straż parku może nie mieć racji. Już tamci się zaczynali wycofywać, a sierżant na koniec nam życzył spokojnego pobytu, i zaproponował złożenie do dyrektora skargi na tych pracowników (…)

- Strażnicy mają prawo legitymowania, tylko osoby które łamią przepisy ustawy o ochronie przyrody, popełniają wykroczenia skatalogowane w ustawach i rozporządzeniach, natomiast to czy wychodzi pani z uczniami czy innymi osobami jest sprawą prywatną, dla nich nie powinno być to podstawą do interwencji.

- Tak samo myślałyśmy, dokładnie, że mogą nas tylko wtedy legitymować, jeżeli dokonamy jakiegoś wykroczenia na przyrodzie. I oni – jak wynika z najnowszych informacji – oni to sobie chyba przemyśleli że z tym przewodnikiem to im nie przejdzie za bardzo, i teraz idą w drugą stronę, czyli w stronę tego że dzieci krzyczały, że gdzieś zbiegały z tego szlaku, że siadły na trawie – wie pan o co chodzi. Czyli chcą tak jakby ten nasz spacer pod to podciągnąć, że niby dzieci niszczyły przyrodę i oni dlatego swoje zachowanie uważają za stosowne. Nie jest to prawdą, bo my mamy zdjęcia, prawidłowo spacerkiem po szlaku zeszłyśmy z Kasprowego do Murowańca, gdzie rozegrały się takie sceny.

- Ale jeszcze wspominała pani że zdecydowaliście się złożyć skargę w prokuraturze, na tego co zaatakował koleżankę?

Tak, funkcjonariusza publicznego jakim jest nauczyciel podczas wykonywania swoich obowiązków. Jest na to paragraf 222 z tego co pamiętam później dołożyłyśmy jeszcze 212 jako pomówienie (chodzi o telefony wykonywane do pani dyrektor szkoły) oraz znieważenie przed uczniami i w schronisku (już w schronisku zaczął krzyczeć na nas) – to był chyba 226. W sumie trzy artykuły kodeksu karnego, opisałyśmy to dokładnie, przyjaciółka zaniosła do prokuratury w Zakopanem, spotkała się tam z dyżurnym prokuratorem, któremu również przedstawiła tę całą sytuację, prokurator powiedział że są to bardzo poważne sprawy i on się osobiście tym zajmie.

Oni po prostu myśleli że trafili na dwie głupie, co się nie znają na przepisach, natomiast my chodzimy prywatnie po tych górach i widzimy co oni wyprawiają, szlag nas trafia, że taki proceder ma miejsce.

Komentować nie będę, sami sobie Państwo wyróbcie osąd, będziemy monitorować sprawę.  Dodam tylko że zaproponowałem złożenie także pozwu cywilnego wobec dyrekcji TPN o odszkodowanie za bezprawnie zatrzymanie wycieczki. Proponuję wszystkim innym organizatorom, których dotknęły szykany – zrobić podobnie. I tyle.

 

65 Komentarze

  1. „dla tego” , „ujołeś”…
    OMG!
    – nic dziwnego, że trzeba wynająć fachowca, żeby coś dzieciom przekazać

  2. Pracownicy parku dysponują nagraniem CAŁEGO zajścia, więc nie ma sensu bicie piany na forum. Sprawa jest skierowana do Kuratorium, nauczycielkom grozi utrata prawa wykonywania zawodu.
    Jeśli panie nauczycielki poniosą konsekwencje swojego wykroczenia rozumiem, że twórca tego forum będzie konsekwentny i pomoże zbuntowanym nauczycielkom przejść przez sądową batalię.
    Z tego miejsca jako rodzic trójki dzieci apeluję do rodziców dzieci opisanych na forum, aby baczniej przyjrzeli się SKRAJNIE NIEODPOWIEDZIALNEMU zachowaniu tych pseudonauczycielek.

    • @Strażnik – Twoja anonimowa wypowiedź wygląda mi na zwyczajny blef i jest niczym innym jak właśnie biciem piany. Z przytoczonej wyżej relacji nauczycielek opiekujących się grupą dzieci na szlaku wynika, że to one udokumentowały przebieg bezpodstawnej interwencji i mają dowody niestosownego zachowania ze strony strażników parkowych.

      • http://forum.turystyka-gorska.pl/viewtopic.php?f=1&t=12559&start=3180
        Cytat P. Zimowskiego Pt maja 01, 2009 7:04 pm „A odnośnie parków a zwłaszcza TPN – sorry ale jak na razie nikt do mnie się nie zwrócił z jakąkolwiek skargą, czy potwierdzoną informacją że kogokolwiek zawrócono ze szlaku czy nie wpuszczono, wszelkie pogłoski na ten temat są dziwnie anonimowo-ogólnikowe typu „jakiś nauczyciel, jakiś opiekun”, czyli nadal radio erewań. Proszę – jedna taka potwierdzona akcja, skarga do mnie i natychmiast pozywamy TPN o odszkodowanie, wtedy dopiero może się okazać czy przymus przewodnicki jest uzasadniony prawnie czy nie. Bez tego to zwykłe bicie piany.”
        W związku z tym rozumiem, że pozew jest w fazie przygotowań :)

        • Jak wyżej: czy już jest pozew pana Kaczki? P. Ruchała też jakoś dziwnie milczy…

          • Pozew zbędny, bowiem nauczycielki same zgłosiły w prokuraturze fakt niestosownego zachowania strażników parkowych wobec funkcjonariuszy publicznych, jakimi są nauczyciele podczas wykonywania swoich obowiązków.

  3. Witam serdecznie,
    Na prawdę nie wiem co mam napisać, po przeczytaniu opisu tego zdarzenia, bowiem nie jestem pewna czy śnię czy jestem na jawie. Prowadzę grupy w Tatrach od 7 lat i ten przypadek widziałam na własne oczy, a to co widziałam jest raczej smutne. Parkowiec Tomasz K. jest raczej spokojnym i lubianym strażnikiem, generalnie szanowany w środowisku zakopiańskim i górskim, niezły skialpinista. Jego interwencja, której byłam świadkiem na Suchej Przełęczy była zwyczajnym zapytaniem o to czy prowadzący grupę opiekunowie chcą prowadzić dzieci ( z tego co widziałam drobiazg – 6-10 lat) w kierunku Hali Gąsienicowej. Panowały raczej niezbyt dobre warunki, z tego co pamiętam na zejściu były duże płaty śnieżne a większość dzieciaków miała trampki i lekkie adidasy. Niestety, jak to się potocznie mówi Panie opiekunki od razu się nastroszyły, generalnie od razu się postawiły. Leśniczy zapytał jeszcze czy w takim razie, kiedy nie mają przewodnika czy w dalszym ciągu chcą schodzić w takich warunkach a opiekunki na to, że to nie jego sprawa. Reszty rozmowy już nie słyszałam bo rozpoczęłam schodzenie z moją grupą w kierunku Hali.
    Byłam też świadkiem fragmentu zdarzeń pod schroniskiem Murowaniec, ale znów nie widziałam żadnej agresji ze strony parkowców. Było ich dwóch, Tomasz K. i Edward W., który znany jest raczej z nieprzejednanej postawy do tych, którzy łamią przepisy TPN. Ze swej strony – co mogę potwierdzić jako świadek – zachowanie „zielonych” było wzorcowe, ja przynajmniej nie widziałam żadnych oznak agresji z ich strony. Wydaje się, że to właśnie opiekunki wprowadziły nastrój histerii i emocji , jakby były takie bardzo zawzięte. Zdarzenie to widziało więcej przewodników, którzy z grupami przebywali w schronisku i przed nim. Jeden szczegół utkwił mi w głowie – że opiekunka dzieci w pewnej chwili dramatycznym głosem wołała w pełnej sali schroniska – „Żądam psychologa dziecięcego i lekarza” (sic!). Potem już nie miałam styczności z tamtą grupą ale z innymi kolegami z braci przewodnickiej wymieniając uwagi stwierdziliśmy, że jest to właśnie jeden z klasycznych przykładów niewłaściwej opieki nad grupą a także przykład kompletnej nieznajomości warunków ze strony opiekunów. Te dzieci były realnie zagrożone, choć przecież przy dobrych warunkach zejście z KW nie jest przecież żadnym wyczynem. Uważam zainteresowanie parkowców ta grupą za uzasadnione.
    I jeszcze jedno. Mimo, że jestem przewodnikiem II klasy, nie uważam, że przewodnik, choćby najlepszy w 100% zapewni bezpieczeństwo grupie w każdych warunkach, być może należy podejść do problemu z większą dozą swobody. Ale w tym konkretnym przypadku, jako mama nigdy nie powierzyłabym tym paniom opieki nad moim dzieckiem w górach, bo to co zrobiły i jak naraziły swoich podopiecznych tamtego dnia dyskwalifikuje je zupełnie jako opiekunki. Pozdrawiam , z górskim pozdrowieniem!

    • „Panowały raczej niezbyt dobre warunki (…) większość dzieciaków miała trampki i lekkie adidasy”.

      No i znowu te same lamenty, czepianie się obuwia itp.. A gdyby grupę przejął opłacony przewodnik tatrzański II klasy, to by nie było ani problemów z obuwiem, ani z warunkami na szlaku. Ważne, że kasa by trafiła do portfela tegoż przewodnika i tyle.

    • Informuję iż wbrew pozorom nie jestem autorką tego wpisu. Byłam w okolicy całej sytuacji ale w nie byłam jej świadkiem i nie mogłabym się pod tym co napisano wyżej podpisać. Justyna Żyszkowska – Przewodnik III klasy

  4. Przepisy niech chronią turystów od takich pseudo przewodniczek w Tatrach jak te panie, a Kuratorium powinno chronić nas przed takimi nauczycielami.
    Nie chciałbym, aby te panie uczyły moje dzieci w szkole dlatego, że widziałem ich zupełny brak odpowiedzialności w tatrach i brzydkie zachowanie w obecności dzieci, przewodników i turystów.
    Hej.

    • To przecież oczywiste, że wg doktryny wyznawanej przez wiadome środowisko brak chęci zapłacenia za niechcianą usługę i stanowcze przeciwstawienie się przedstawicielom służb mundurowych usiłującym bezprawnie wymusić skorzystanie z tej usługi będzie zawsze przedstawiane jako brak odpowiedzialności i brzydkie zachowanie. Widać niejaki Jędrek III klasa został do tego stopnia zindoktrynowany (poddany „praniu mózgu”), że powtarza to już jak mantrę.

  5. @Andrzej Grzechynka – zauważam u pana chęć do wymądrzania się na tematy górskie w sposób wskazujący, że jest pan zmanipulowany przez swoich kolesiów ze środowiska przewodnickiego. Okazuje się, że nie ma pan pojęcia o roli i znaczeniu przodownika GOT PTT i tym, że różnią się w istotny sposób od ludzi tkwiących w „towarzystwie wzajemnej adoracji” jakim jest środowisko zawodowych przewodników tatrzańskich, którzy wypowiadają się bezrefleksyjnie na jedną nutę na tym blogu . Proponuję dokształcić się w tym temacie począwszy od historii > http://pttpoz.republika.pl/stary_gotptt.htm

    • Panie Lechu. Darujmy sobie kolesiow itd. Mam w nosie te wszystkie bzdety o ile nie dotyczą bezpieczenstwa. Użycie tu konkretny przykładów kończy się wyzwiskami mafijno kolesiowymi. Można tez zostać hiena. Brzydze się tym blogiem i jego poziomem wiec może PAN pisać lub nie ale ja tego po prostu nie będę juz czytal. Proszę się bawić dalej.
      Przyłącze się niestety do chyba Pańskiego rodzimego środowiska które jakos nie bardzo. Chce z Panem rozmawiac.
      Szkoda naszego wspólnego – Pana i mojego- czasu.

      • Panie AG, proszę oddzielić treść bloga (redakcyjną) od komentarzy. A pisząc o „bezpieczeństwie” nie zapomnieć dodać „własnego portfela”.

      • @Andrzej Grzechynka – jest pan typowym przykładem braku (poza nielicznymi wyjątkami) refleksyjnego myślenia osób związanych ze środowiskiem przewodników tatrzańskich. Uczepił się pan problemu bezpieczeństwa zapominając, że ustawa o bezpieczeństwie w górach zniosła obowiązek wynajmowania przewodnika, a dyrektor TPN w swym zarządzeniu powołał się, zresztą bezzasadnie, na ustawę o ochronie przyrody. Napisałem wyraźnie, że w aktualnej sytuacji w górach wysokich powinny być wskazane szczególnie niebezpieczne szlaki, gdzie będzie ZALECANY, ale nie obowiązkowy przewodnik i ewentualnie zamykane dla bezpieczeństwa w pewnych sezonach (zima) lub dla ochrony przyrody. Decyzja o wynajmowaniu przewodnika powinna być podejmowana DOBROWOLNIE w zależności od woli uczestników grupy – w przypadku wycieczek z młodzieżą szkolną od wytycznych kuratorium, dyrekcji szkoły, ustaleń rady rodziców itp. Jakoś to do pana zupełnie nie dotarło. Takie zamknięcie na jakiekolwiek inne iż obligatoryjny przymus rozwiązania można wytłumaczyć jedynie skutkiem intensywnej indoktrynacji jakiej są poddawani kandydaci na przewodników podczas kilkuletnich kursów. Na widok grupy bez przewodnika będą lamentować, postrzegać to jako wielką tragedię itd. Do takich ludzi niestety nie dotrą żadne, nawet najbardziej racjonalne argumenty.

        • Nie mogę nadziwić się, że pan, taki ponoć znawca i chojrak górski ( a raczej wielkopolski) stoi murem za tak niekompetentnymi nauczycielkami. Chyba słusznie nie dopuszczono niegdyś pana do zawodu przewodnika. Cóż pozostał tylko na pocieszenie tzw. przodownik GOT zdobyty w ciągu kilkunastu minut przy biurku równie „wybitnych” znawców gór , jak pan.
          Trochę rozumiem pana rozgoryczenie, ale proszę przyjąć do wiadomości, że by zostać przewodnikiem górskim nie wystarczy kupić „blachy” przy stoliku w KTG, tylko poświecić kilka lat solidnemu szkoleniu. Napisze pan pewnie znowu ble,ble,ble o niepotrzebnych w pana mniemaniu wymogach, klikach przewodnickich itp., ale to nikogo już nie rusza. Szkoda, bo w kilku kwestiach ma pan rację, ale ślepa nienawiść do przewodników przesłania panu obraz widzenia świata. Lechu, nie podążaj tą drogą!

          • Żeby zostać przewodnikiem trzeba umieć znaleźć klienta. Tylko tyle. Im szybciej sobie to uświadomisz tym lepiej.

          • Wypowiedź anonimowego „Antydziałacza…” to kolejny nic nie wart bełkot nieudacznika, który widać ma problemy z pozyskaniem klientów i pragnie aby mu ich zapewniano przy pomocy strażników parkowych. Są jednak w tej grupie ludzie uczciwi, którzy potrafią się podpisać i zdementować pewne kłamstwa, jak kilka wpisów wyżej przewodnik tatrzański Justyna Żyszkowska. Szkoda tylko, że takich osób jest niewiele.

  6. Potwierdzam słowa Jędrka III klasa tak było.
    Ja widziałam całe to zajście jeszcze przed schroniskiem jak te kobiety prowadziły te dzieci, a potem ich histerie i arogancję wobec strażników przed schroniskiem. Pracownicy parku zachowywali się spokojnie i nikt normalny nie może mieć do ich działań żadnych uwag.

    • Tak, kobiety wpadły w histerię a dzieci płakały, bo nie mieli przewodnika

      • A potem niebiosa się rozstąpiły a chór cherubinów zapłakał nad biednym losem zmaltretowanych dzieci i bezrobotnych przewodników. Fantazjujcie dalej.

  7. @Jędrek III klasa – Po co ten kolejny rozwlekły elaborat i granie na uczuciach argumentami o płaczu małych dzieci itp. Przecież to nie były niemowlęta. Chodzi o bezpieczeństwo czy tak naprawdę o kasę? Proszę zapoznać się czym dyrektor TPN uzasadnił swój pomysł zakazywania wycieczkom w których uczestniczy młodzież ucząca się wstępu na WSZYSTKIE szlaki na terenie parku bez przewodnika tatrzańskiego bez względu na stopień trudności? Otóż uzasadnił ten zakaz ustawą o ochronie przyrody, a nie bezpieczeństwem. O co tu faktycznie chodzi przecież bardzo łatwo się domyślić. Tu chodzi nie o bezpieczeństwo a o zapewnienie przewodnikom klientów i o nic więcej.

  8. mklimek Twój wpis jest wymowny i nic dla znających zagrożenia i niebezpieczeństwa w Tatrach, a tym bardziej jeżeli chodzi o malutkie dzieci nie trzeba dodawać. Nie ma się tutaj co rozpisywać w tym temacie, ale dla powagi sytuacji jeszcze raz odniosę się do Państwa wpisów. Byłem naocznym świadkiem jak te panie nauczycielki prowadziły małe dzieci trudnym szlakiem po śniegu i śliskich kamieniach w Tatrach, które miały porozwiązywane sznurówki u swoich butów, potykały się jeden o drugiego ze zmęczenia. Jak zauważyłem kilkoro z nich te mniejsze miały poobcierane stopy od marszu bo teren dla tych maluszków był bardzo trudny. Potwierdzam bo sam widziałem dwoje dzieci płakało na szlaku, ale ze zmęczenia bo te panie zafundowały im zbyt duży wysiłek w tak trudnych warunkach tatrzańskich. Wielu przewodników prowadząc grupy oraz postronni turyści patrzyło z politowaniem na to co robiły te panie nauczycielki. Drogie panie wasze nieodpowiedzialne zachowanie i postępowanie mam nadzieję, że rozpatrzy wasz przełożony bo jest to prawdą, że w jakimś stopniu naraziłyście te dzieci na utratę życia i zdrowia. Jak wspomniałem wyżej dobrze, że się nic nie stało bo czuwali nad wami strażnicy parku, ale gdyby się coś wydarzyło wasza sytuacja była bardzo kiepska. Wystarczyło mieć trochę zdrowego rozsądku i pomyśleć, że taki szlak na maluchów to za wiele, a wy na dodatek chcieliście udowodnić strażnikom parku, że mogą was jedynie przeprosić, że w ogóle żyją. To ich praca i dzięki im za to, że czuwają nad takimi nieodpowiedzialnymi pseudo przewodnikami tatrzańskimi jak panie nauczycielki. Inni przewodnicy, którzy byli w tym miejscu też widzieli całą tę szopkę, gdzie główną rolę odgrywały panie nauczycielki i udawały, że są ponad prawem. Widziałem i słyszałem wraz z innymi jak przed schroniskiem jedna z pań straszyła policją strażników parku. Panie nauczycielki przed schroniskiem bardzo sprytnie i przebiegle grały rolę pokrzywdzonych zasłaniając się dziećmi, ale one same do takiej sytuacji doprowadziły to ich wina i brak odpowiedzialności. Mam nadzieję, że forum monitorują rodzice tych dzieci i wiedzą co z tym dalej zrobić. Potwierdzam, że strażnicy parku zachowywali się grzecznie i kulturalnie i nic pod tym względem nie można im zarzucić. Jedna pani nauczycielka wobec strażników używała słów nieprzyzwoitych. Obydwie panie już przed schroniskiem były aroganckie i opryskliwe w stosunku do pracowników parku i nie docierały do nich prośby i argumenty parkowców. Żaden ze strażników nie był agresywny w stosunku do tych pań nauczycielek, a wręcz przeciwnie to one grały jak aktoreczki swoja rolę agresorów Tatrzańskich. Moje panie chodzi o zasady, a wy te zasady złamałyście pod każdym względem, chodzi o bezpieczeństwo małych dzieci w Tarach.

    • Jeżeli mnie podczas na ulicy zaczepi jakiś bandyta, zagrodzi drogę, też będę przeklinał i wołał policję – dokładnie tak, prawidłowo zachowały się nauczycielki wobec BEZPRAWNIE zatrzymujących ich przeszkadzaczy. Tyle w tym temacie. A rzewne historyjki naprawdę sobie daruj. To że pomimo zastraszań, kontroli itp. POŁOWA wycieczek rezygnuje z usług „mafii” to o czymś świadczy. Po nagłośnieniu tej sprawy nikt już nie będzie się bał. Radzę znaleźć sobie inną robotę – do miotły albo łopaty.

  9. Jak czytam słowa tej pożal się Boże nauczycielki to nóż mi się w kieszeni otwiera. była 6 razy w Tatrach i myśli że już może grupy prowadzić. Jakbym był ojcem któregoś z dzieci w tej grupie wniósłbym formalne oskarżenie wobec tej Pani. Prowadzić malutkie dzieciaki w I połowie czerwca z Kasprowego, gdzie miejscami śnieg zalega – śmiech na sali. Pewnie dzieciaki miały trampki albo lekkie tenisówki. Bardzo się cieszę z wpisu Jędrek III klasa bo przynajmniej mamy obraz całego zdarzenia równiez od osoby postronnej. nie dziwię się że w takiej sytuacji strażnicy kulturalnie zareagowali, wszak sposób w jaki ta Pani prowadziła dzieciaki (wg opisu Jędrka) zagrażał zdrowiu dzieciaków. Mam nadzieję, że rodzice w tej szkole nie dopuszczą by ta nieodpowiedzialna kobieta poprowadziła jakąkolwiek wycieczkę

    • To uważaj, żeby ci ten nóż d*pska nie rozciął. Pewnie to, pewnie tamto, i pewnie gdyby nauczycielka wyskoczyła z kasiory aby opłacić zapijaczonego tłustego gbura „z papierami” to nagle i warunki na Kasprowym byłyby wspaniałe i obuwie odpowiednie i nic nikomu by nie zagrażało.

      • Cóż nawet nie dziwię się ripoście M.Z. Wszak jest on wrogiem kompetentnych osób przekazujących wiedzę, nic więc dziwnego, że i z kulturą jest na bakier :-)
        Nie rozumiem dlaczego ta Pani miała wynająć zapijaczonego i tłustego gbura. Jeśli miałaby choc trochę rozumu przejrzała by parę stron przewodników tatrzańskich, spojrzała na opinie i wybrała takiego jaki jej najbardziej odpowiada. On by nie spowodował zmiany warunków na górze, ale z pewnością dopilnowałby by dzieciaki były odpowiednio ubrane (chociażby by miały zawiązane buty), prowadziłby w ten sposób by grupa nie rozciągała się na pół stoku, a i dzieciom zapewniłby minimum pewności i bezpieczeństwa i pewnie by nie płakały. A może ze względu na maluchy po prostu zasugerowałby zmianę trasy.

        • To czy wynająć, czy nie wynająć przewodnika, jak i gdzie wędrować jest prywatną i dobrowolną każdego organizatora. Będziesz organizował wycieczkę to sobie wynajmij nawet siedmiu. A tutaj – nie mieszaj się w nie swoje sprawy.

  10. Nie ma żadnego, powtarzam ŻADNEGO związku pomiędzy przewodnikiem (za nic nie odpowiadającym, ale kosztującym) a bezpieczeństwem grupy młodzieży. Przewodnik bez opiekunów w postaci nauczycieli nie byłby w stanie zapanować nad grupą, zwłaszcza gimnazjalistów – nie miałby najmniejszych szans. Jego wiedza? na wiele by się nie przydała, bo nie ma on środków oddziaływania na młodzież, powiedzieli by mu, że może im skoczyć – zapłacili mu i więc niech lezie i siedzi cicho. Poza tym w wielu przypadkach nauczyciele niekiedy kilkadziesiąt lat chodzący w Tatry w rożnych porach i różnych warunkach mają doświadczenie o jakim 30 letni przewodnik może jedynie śnić. A takich młodzików jest sporo. To że ktoś mieszka w Zakopanem nie znaczy, że zna góry lepiej. Zresztą w zeszłym chyba roku przewodnicy prowadzący grupę na Babią Górę błysnęli umiejętnościami i doświadczeniem tak, że lepiej nie trzeba, tak samo jak grupa przewodników tatrzańskich z Krakowa, którzy dwa chyba lata temu wleźli pod Pańszcycą na nartach na lawinisko i pojechali (były ofiary śmiertelne). Przewodnik owszem, ale nie obowiązkowo (zresztą obowiązkowym nie jest)

  11. A pod względem bezpieczeństwa nie ma problemu póki nic się nie dzieje. W przypadku gdyby coś stało się na obszarze górskim, a dana grupa nie posiada przewodnika i tak do odpowiedzialności za to zostanie pociągnięty organizator. Zamiast wykłócać się o stan prawny (obecnie nie pozwala na to żeby wprowadzić obowiązek przewodnicki) to chyba lepiej wykształcić właściwy standard usług, a nie narażać turystów (w szczególności dzieci) na niebezpieczeństwo przez osoby które zwykle nie posiadają odpowiedniej wiedzy i umiejętności.

  12. Dla osób przekonanych bezprawnością obowiązującego zarządzenia polecam wgłębienie się w ustawę o ochronie przyrody oraz analizy prawne, które były już publikowane. A co do jego sensowności to polecam zrobienie rozeznania w terenie, a nie opieranie się na pojedynczych przypadkach.

    • Nie trzeba się w nic „wgłębiać”, nie ma żadnych analiz prawnych potwierdzających jego ważność oprócz mniemania dyrektora. Ekspertyzy będą, gdy zostanie pozwany o odszkodowanie, za przerwaną wycieczkę.

    • @MM – Jakie analizy prawne? Eksperci od prawa turystycznego o takowych nic nie wiedzą.

      „Konieczne jest przeprowadzenie odpowiednich analiz obrazujących wpływ obecności przewodnika turystycznego na realizację głównego celu, dla którego park narodowy został utworzony, czyli ochrony zasobów przyrodniczych znajdujących się na jego obszarze.”

      cytat z: D.Wolski, Obowiązek przewodnicki na obszarze parku narodowego obejmującego tereny górskie, [w:] Prawne aspekty bezpieczeństwa w górach – turystyka, rekreacja, sport, Kraków 2013.

      D.Wolski też wskazywał, że takie analizy nie są znane i parki ich nie robią, co może być odebrane jako zarzut niesolidności i samowoli zarządzających parkami narodowymi. A może przeprowadzono dogłębne analizy, które pozwalają na stwierdzenie, że w przypadku braku przewodnika w grupie gwałtownie wzrasta chęć kłusownictwa, pozyskiwania, niszczenia lub umyślnego uszkadzania roślin oraz grzybów itp? Jeśli tak, to poproszę o autora i tytuł publikacji; autorowi niewątpliwie należą się słowa uznania.

      • Jedna z takowych analiz właśnie powstaje i w najbliższych miesiącach się ukaże

        • @MM – Hmm. Dopiero teraz powstaje jakaś analiza??? To mi przypomina znane powiedzenie: „dajcie mi człowieka a paragraf się znajdzie” czyli najpierw wymyśla się zakaz a dopiero później fabrykuje analizę pasującą pod ten zakaz. Naprawdę na wskroś „uczciwe” załatwianie interesów.

          • To nie jest analiza TPN tylko praca naukowa zatem to nie jest fabrykowanie analizy tylko sprawdzenie stanu aktualnego jak obowiązek ma się do ustawy o ochronie przyrody

  13. Słuszna uwaga, aby wypowiedziała się druga strona. Pani Ewa podaje swoją wersję, a tak nie było bo prowadziłem grupę z Kasprowego i widziałem to zajście. Pracownicy TPN zachowywali się kulturalnie i bardzo grzecznie. Panie, które prowadziły małe dzieci z Kasprowego na Halę na pewno nie były przewodnikami tatrzańskimi i oceniam, że prowadziły około 50 dzieci w wieku od 7 do 9 lat. Miejscami od 250 do 300 metrów na szlaku z Kasprowego panowały nadal warunku zimowe (płaty śnieg).
    Dzieci były prowadzone nie metodycznie, krzyki, hałasy, jak to dzieci do nich nie można mieć żalu i pretensji. Dzieci rzeczywiście płakały, ale dlatego, że osoby za nich odpowiedzialne nie miały podstawowej wiedzy jak poruszać się w górnych partiach Tatr. Dzieci były zmęczone, szły jak chciały, grupa rozciągnięta na całym szlaku i nikt nad nimi nie panował. Miały porozwiązywane sznurówki u butów potykały się i przewracały na szlaku, a panie nauczycielki dumnie prowadziły małe dzieci bez przygotowania. Zdumiewa mnie postawa i brak odpowiedzialności pani Ewy, która narażała maleńkie dzieci na utratę życia i zdrowia w warunkach górskich. Pytam się, gdzie są rodzice tych dzieci i dlaczego pozwolili, aby nauczyciele bez uprawnień zabrały ich pociechy w Tatry. Obserwowałem z oddali całe to zajście i na miejscu rodziców tych maleńkich dzieci całą sprawę zgłosiłbym do Prokuratury w Krakowie, że nieodpowiedzialni nauczyciele rzeczywiście naraziły ich dzieci na niebezpieczeństwo, płaty śniegu, śliskie kamienie, a w pobliżu niedźwiedzica z małymi. Dobrze, że nic się nie stało bo strażnicy parku przez cały czas nie chcąc zadrażniać sytuacji z oddali monitorowali całą tę grupę dzieci, aby nic im się nie stało, aż do samego schroniska. Wszyscy by się obudzili gdyby doszło do tragedii jak z licealistami ze śląska. Drogie panie wasze zachowanie, postępowania i brak całkowitej odpowiedzialności powinno być przestrogą dla innych takich osób jak wy, które na własną odpowiedzialność prowadzą dzieci. Rozumie, gdyby to były Kalatówki lub Strążyska, ale Kasprowy i dalej na Halę. Pani Ewo oczernia pani strażników parku i kłamie pani bo ja zatrzymywałem się obok was od połowy szlaku z Kasprowego do schroniska. Jestem gotowy zeznawać w tej sprawie na policji jak rzeczywiście było. To pani bluźniła na nich, a oni byli kulturalni, grzeczni i działali profesjonalnie. Takie osoby jak pani powinna mieć zakaz wchodzenia w Tatry z tak małymi dziećmi bo raz się pani udało, ale następnym razem może nie mieć pani tyle szczęścia i ktoś z rodziców będzie opłakiwał swoją pociechę. Na odległość było widać, że pani nie przyjmowała żadnych argumentów strażników, którzy byli w pełni umundurowani na służbie. Widziałem oraz inni przewodnicy koleżanki i koledzy, że pani grała tymi dziećmi, aby wybronić się od problemów. Nie stoi pani ponad prawem i dlatego powinna zająć się panią Prokuratura bynajmniej ja bym tak zrobił, gdybym posiadała taką wiedzę, że narażała pani moje dziecko w Tatrach nie będąc przewodnikiem. Nie bronię pani lub strażników, ale taka była prawda to pani przesadziła pod każdym względem, a strażnicy pełna kultura.

    • Ciekawa wypowiedź, niewątpliwie wywiad który zacytowałem jest wyłącznie przedstawieniem opinii jednej strony. Proszę zeznawać – jest oczywiste, że każdy przewodnik będzie bronił swojej kliki i swojego koryta. Jednak większość tego co pan napisał nie ma związku ze sprawą. Nic nie zwalnia opiekuna od odpowiedzialności, a służby parku nie są od tego żeby decydować kto ma a kto nie ma prawa opiekować się dziećmi. Tylko od tego żeby ścigać wykroczenia związane z ochroną przyrody (a takie nie miały miejsca) i udostępniać szlaki – udostępniać wszystkim na równych zasadach. I proszę sobie darować łzawe historyjki o „opłakiwaniu pociech”, i przestać w końcu żerować jak hiena na wypadku lawinowym sprzed 11 lat. Chodzi wam tylko o jedno – kasa, kasa, kasa.

    • Trudno się oprzeć wrażeniu, że ta wypowiedź niejakiego Jędrka III klasa jest mocno naciągana i wyolbrzymia całą sytuację. Znam dobrze ten teren i jako przodownik turystyki górskiej PTTK a później też przewodnik GOT PTT przeszedłem tym szlakiem dziesiątki razy o różnych porach roku czy to indywidualnie czy z grupami wycieczkowymi. Dlatego nie uważam, aby w tym miejscu i tamtych warunkach nauczyciele idąc grupą 30 dzieci wraz z opiekunami (z relacji wynika, że tyle było uczestników wycieczki) koniecznie musieli wynajmować przewodnika tatrzańskiego. Zupełnie nieprawdopodobne aby dzieci były zmęczone wjazdem kolejką na Kasprowy Wierch, bo przecież nie tym dość krótkim zejściem. No ale czego to się nie robi żeby dostarczyć argumentów dla obrony własnych interesów.

      • Co do wielkości grupy – dzieci było 45, z 2 nauczycielkami i opiekunem, podzieleni na 3 15-os. grupy. Nauczycielki mają zdjęcia, będzie można wszystko zweryfikować.

      • I jeszcze jedno, na co zwróciłem uwagę. W opisie relacji z rozmowy telefonicznej nie wymieniono danych nauczycielki prowadzącej grupę dzieci, z którą nagrano rozmowę. A tu czytam „Pani Ewa podaje swoją wersję”. Skąd postronny obserwator zna imię tej nauczycielki. Czyżby od kolesi – strażników TPN, którzy mogli poznać jej dane personalne. Coś mi ta wypowiedź mocno śmierdzi jakąś mistyfikacją.

      • Nie będę się wdawał w dywagacje na temat konieczności lub nie, korzystania z usług przewodników. Każda ze stron absolutnie nie zmieni zdania więc nie ma tu mowy o konstruktywnej dyskusji.

        Chciałbym poprosić jednak o rozważne dobieranie argumentów. Wygłaszanie uwag o warunkach na szlakach które Pan przemierzył wielokrotnie tonem wyroczni są zwyczajnie szkodliwe i niebezpieczne. Myślę że się raczej nie pomylę jeśli napiszę że nie znał Pan tych konkretnych warunków z dnia opisywanego wydarzenia – no chyba że Pan tam wówczas był to oddaję honor. Maszeruje Pan zwykle, jak się domyślam, w dobrych butach górskich, jest Pan przygotowany na zmieniające się warunki zimowe, wie Pan również jak należy poruszać się po śniegu w dół (no bo przecież wiemy obaj że w dół jest zwykle wbrew obiegowej opinii, trudniej niż w górę ). I pewnie wie Pan, że adidaski niespecjalnie się do tego nadają. Wie Pan również, że poślizgniecie na łacie śniegu jest jedną z najczęstszych przyczyn wypadków. I oczywiście zawsze przed wejściem na taką łatę (oczywiście wie Pan też, że może to zrobić jedynie wówczas gdy nie ma innego bezpieczniejszego wariantu) opiekun powinien wyjaśnić w jaki sposób należy się poruszać i co zrobić na wypadek poślizgnięcia. Oczywiście jako człowiek gór staje Pan poniżej ścieżki asekurując na trudniejszym odcinku swoich podopiecznych. Widział też Pan na pewno dające do myślenia ślady poślizgnięć z trawersu zejściowego z Suchej Przełęczy.
        Panie Lechu uważa Pan że to niepotrzebne dyrdymały? Upiera się Pan że jest tam super bezpiecznie? Zwłaszcza dla wycieczki szkolnej? A jeśli tych kilka drobiazgów które wymieniłem są ważne, to jest Pan pewien że pani nauczycielka sprawdziła się w swojej roli opiekuńczo-edukacyjnej? Sama była przygotowana i zapewniła dzieciom bezpieczeństwo na całej trasie przemarszu?

        Z Pana wypowiedzi – a pewnie był to cel niezamierzony – można między wierszami wyczytać, że „w tamtych warunkach”, czyli po łatach stromego śniegu (a dla dzieci jest on tam na prawdę stromy) spokojnie przemaszeruje każda grupa bez jakiejkolwiek potrzeby zajmowania się jakimiś duperelami.
        Może to prowokować lekceważenie potencjalnych niebezpieczeństw przez czytelników Pana wpisów.
        Tak po rozwagę

        • Tak, zapewne zaraz się tu zleci jeszcze paru wybitnych specjalistów, którzy lepiej niż organizatorki grupy znają się na terenie, jego ryzykach i zagrożeniach. Proponuję darować sobie te wymądrzania. Mamy takie prawo że organizator odpowiada za podopiecznych i jest jego prywatną, dobrowolną decyzją kogo wynajmie sobie do pomocy. Jeszcze parę takich akcji z waszej strony, a nie będzie chciał was wynajmować nikt, nawet ci co robili to do tej pory dobrowolnie. Natomiast w rzeczonej interwencji, jak wynika z zapisu rozmowy, nie chodziło wcale o zapobieżeniu jakiemuś niebezpieczeństwu, pomocy dziecku itp. tylko zatrzymanie grupy i wyzwiska za to że nie zapłacono haraczu waszej mafii.

          • Panie MZ – ciekawe co Pan powie jeśli okaże się że wyzwisk wobec nauczycielek nie było i że wersja „Jędrka III klasa” jednak była prawdziwą?
            Wyraźnie powiedziałem że nie chcę – zwłaszcza na tym blogu – wdawać się w dyskusje o haraczach. Mnie interesuje bezpieczeństwo w górach jako takie i martwię się że od czasu do czasu ktoś a tym razem Pan LR głosi, wymachując swoimi legitymacjami Przodownicko Przewodnickimi, że gdzieś tam w górach jest łatwo i przyjemnie. Fascynuje mnie zresztą powoływanie się przez Pana LR na swoje „blachy”. To one mają świadczyć o jego doświadczeniu??? Przecież zawsze mówił coś zupełnie innego!
            Zwyczajnie znam miejsca w górach które właśnie w podobny sposób były lekceważone w tych czy innych mediach. Skutkowało to później sytuacjami niemiłymi, niebezpiecznymi lub wręcz bardzo groźnymi.

            Powtarzam nie rozmawiam tu z nikim o przymusach deregulacjach itd. Obiecałem sobie że zwłaszcza tu i nie będę prowadził żadnych dyskusji na tematy administracyjne.

            Dziękuję Panu, Panie Macieju za troskę o to czy ktoś będzie chciał nas wynajmować. Myślę że sobie poradzimy .

      • A tak swoją drogą, nie bardzo rozumiem, po co powołuje się Pan na to, że jest Pan Przodownikiem czy Przewodnikem GOT PTT. Czy nie stara się Pan dzięki tym tytułom podkreślić to, że się Pan zna na warunkach górskich i Pana opinia jest fachową?
        Przecież to argument mafii przewodnickiej ;)

        • @Andrzej Grzechynka – Po prostu mam odwagę nie występować anonimowo i nie ukrywam swoich górskich kwalifikacji. To po pierwsze. A po drugie uważam, że nie może być tak, żeby wymagać wybiórczo od niektórych grup przewodnika na łatwych szlakach, a już na pewno nie w takich miejscach jak asfalt do Morskiego Oka czy drogi spacerowe w dolinach tatrzańskich, gdzie służby parkowe szczególnie nękają wycieczki szkolne. W górach wysokich powinny być wskazane szczególnie niebezpieczne szlaki, gdzie będzie ZALECANY, ale nie obowiązkowy przewodnik i ewentualnie zamykane dla bezpieczeństwa w pewnych sezonach (zima) lub dla ochrony przyrody. Decyzja o wynajmowaniu przewodnika powinna być podejmowana DOBROWOLNIE w zależności od woli uczestników grupy – w przypadku wycieczek z młodzieżą szkolną od wytycznych kuratorium, dyrekcji szkoły, ustaleń rady rodziców itp. Przejście piesze szlakiem żółtym z Kasprowego Wierchu przez Suchą Przełęcz do Murowańca i dalej do Kuźnic przez Skupniów Upłaz do szczególnie trudnych nie należy i wymuszanie wynajęcia przewodnika przez służby parkowe pod pretekstem troski o ochronę przyrody (tak jest uzasadniane zarządzenie dyrektora TPN) w sytuacji kiedy formalni opiekunowie grupy ofertę takiej usługi uznali za zbędną, uważam za skandal.

          • Czy kolega zauważył że moja wypowiedź nie dotyczyła i nie będzie dotyczyła dyskusji o przewodnikach i ich uprawnieniach. Tu Pan wraz z Panem MZ stanowicie kółko wzajemnej adoracji i nie ma sensu z Panami dyskutować. Natomiast pozwolę sobie nie zgodzić się ze stwierdzeniem iż ten szlak który wywołał taką burze można lekceważyć. Jedynie to było moją intencją.

            Gratuluję odwagi. (nie bardzo wiem po co Pan o niej wspomina gdyż chyba nie sądzi Pan że mój podpis jest pseudonimem artystycznym ;)). Zastanawia mnie filozofia Kalego tu prezentowana. Wielokrotnie czytałem o fatalnych przewodnikach górskich, zwłaszcza tatrzańskich. Samo wręcz przedstawienie się jako przewodnik wywoływało momentalny atak na „członka mafii” ( ja na ten przykład milutko zostałem tu przez Pana kolegę z którym nie mam ochoty ani przyjemności rozmawiać nazwany złodziejem) A tu nagle okazuje się że Przewodnik GOT PTT to wyznacznik górskich kwalifikacji.
            Coś tu nie gra prawda? ;)

  14. O kompetencjach pań nauczycielek świadczy prosty fakt : wybrały się na szlak przebiegający granicą państwową bez żadnych dokumentów i to jak żalą się, w charakterze „funkcjonariusza państwowego”. Oczywiście daleki jestem od pochwały zachowań strażników, ale mam poważne wątpliwości co do rzetelności relacji tylko jednej strony konfliktu. Więc Panie Zimowski zamiast podniecać się niesprawdzonymi faktami dla poparcia swoich ataków na parki narodowe ( z zasadnością których częściowo zgadzam się z Panem)- proszę z równą gorliwością uzyskać wyjaśnienie drugiej strony. Tak na marginesie tej sprawy pragnę zwrócić uwagę na sprzeczność rozporzadzeń MEN z ustawą o usługach turystycznych w zakresie organizacji imprez dla młodzieży szkolnej, o czym pisano już na blogu Prawo w turystyce. Dopóki w tych zasadniczych sprawach będzie bałagan legislacyjny, trudno będzie o jakikolwiek porządek w turystyce szkolnej.

    • Sorry – dla przejrzystości wyrzuciłem stąd „topograficzne” dywagacje, które nie mają nic wspólnego z treścią notki. Szlak żółty z górnej stacji kolejki do Murowańca w całości biegnie po stronie polskiej, tylko w jednym punkcie formalnie dotyka granicy, jest to rozdeptany plac na Suchej Przełęczy, nie przechodzi się na stronę słowacką, nie trzeba na przejście nim zabierać dowodu.

      Wewnętrzne przepisy MEN mnie nie interesują, a służby parku też nie są od tego żeby sprawdzać poprawność organizacji wycieczki pod kątem przepisów MEN.

  15. @Marta – Myślę, że najważniejsze w opisanym wyżej zdarzeniu jest to aby zarządzający Tatrzańskim Parkiem Narodowym nauczyli się, że nie wolno kogokolwiek bezprawnie zmuszać do korzystania z niechcianej usługi przewodnickiej. Przewodników powinno się wynajmować dobrowolnie. A uczniowie o Tatrach dowiedzieć się mogą na trasie wystarczająco dużo również od nauczyciela (wielu z nich ma sporą wiedzę i doświadczenie turystyczne), a niekoniecznie od ględzącego wyuczone formułki miejscowego przewodnika.

  16. Brzmi tragicznie :(……… biedne dzieci, biedne panie………
    Tylko , że zapomnieli wszyscy „biedni” i autor tego elaboratu też, że
    PRZEWODNIK GÓRSKI W TPN NADAL JEST OBOWIĄZKOWY DLA ZORGANIZOWANYCH GRUP!!!!!!!!!!!
    Radzę dokładnie poczytać ustawy i rozporządzenia !

    • Pani Ewo, myli się Pani „przewodnik górski nie jest obowiązkowy” – nie ma tego w żadnej ustawie ani rozporządzeniu. Jest jedynie w „mniemaniu” władz TPN.

      • i słusznie że jest!!! Szlag mnie trafia, jak widzę te wszechwiedzące panie ciągnace grupę dzieciaków, często nie przygotowanych kompletnie na taką wyprawę. Pół biedy jeśli jest to tzw”wyprawa” do Morskiego Oka, gorzej jeżeli ambicje są większe.
        W Tatrach bywam ostatnio sporadycznie, ale jak widzę te klapki, japonki, trampki itd ….
        To naprawdę nie jest zabawa, a już był niejeden taki wypadek gdy „doświadczony” nauczyciel poprowadził dzieci nie tam gdzie powinien…. I do kogo potem żale???
        Jestem przewodnikiem trójmiejskim ,ale o ile ja, czy ktoś bez tzw.uprawnień, naopowiada turystom głupot, to zrobimy im co najwyżej krzywdę intelektualną . Ale w przypadku TPN w grę wchodzi ludzkie życie. Pozdrawiam

        • Przewodnikiem trójmiejskim – no tak, to wszystko tłumaczy szlag panią trafia bo znieśli „obowiązek przewodnicki” w miastach. Dalsza dyskusja nie ma sensu,

          • a nie, to akurat mi nie przeszkadza. :)Rynek sam zweryfikuje kto jest dobry , a kto nie. Ja na brak zleceń z powodu deregulacji, nie narzekam. :)

        • Pani Ewo! Proszę nie wpadać w paranoję i nie wykorzystywać w sposób nieetyczny ofiar górskich tragedii do umocnienia interesów własnej grupy zawodowej. Niejeden wypadek zdarzył się również na wycieczkach z przewodnikiem górskim. Niedawno informowano w TV, że w tym roku zdarzyło się w Polsce kilkadziesiąt wypadków utonięć. Gdyby na obszarze polskich gór w analogicznym okresie zginęło tyle osób, to dopiero by środowisko przewodnickie wszczęło krzyki i lamenty. Dopiero by zaczęły się niekończące dyskusje o bezpieczeństwie turystów w górach. Dopiero by tu podobne hieny strzępiły języki, domagając się urzędowych kontroli i zaostrzenia przepisów państwowych. Dopiero by wybuchła ze zdwojoną siłą trwająca od dawna paranoja kilku fanatycznych zwolenników kontrolowania wszelkiej działalności i powrotu absurdalnych ograniczeń na górskich szlakach.

          • To proszę nie zachowywać się jak hiena i nie żerować na ofiarach górskich tragedii w celu wykorzystania ich jako argumentu za przywróceniem ustawowego obowiązku prowadzenia wycieczek w górach przez licencjonowanych przewodników, który to obowiązek został ustawowo zniesiony.

    • @Ewa – Właśnie, proszę uważnie przeczytać ustawę deregulacyjną. W zmienionym w tej ustawie kodeksie wykroczeń nie ma już takich zapisów i grupa poruszająca się bez przewodnika nie popełnia żadnego wykroczenia. Wg aktualnego brzmienia art. 60 (1) § 4 kodeksu wykroczeń sankcje karne mogą mieć zastosowanie tylko w przypadku ODPŁATNEGO wykonywania zadań przewodnika górskiego bez uprawnień. Nauczyciele nie wykonują ODPŁATNIE zadań przewodnika na wycieczkach z uczniami, więc nie ma podstaw do uznania ich za popełniających wykroczenie.

    • Owszem – zgodnie z ustawą na terenie każdego parku narodowego grupy zorganizowane muszą wynająć przewodnika…

      • Nie jest to zapisane w żadnej „ustawie” Pani Aniu. Zapis o podobnej treści był w pewnym rozporządzeniu które przestało obowiązywać w 2012 r.

      • @Ania – Proszę nam wskazać w jakiej ustawie i w którym konkretnie artykule tej ustawy jest zapis, że na terenie każdego parku narodowego grupy zorganizowane muszą wynająć przewodnika.

  17. A mnie bawi cale to zdarzenie. Dlaczego? Dlatego że sama jestem nauczycielką i zawsze biorę przewodnika nie dla tego żeby jsj to ujołeś zarobila mafia tylko po to żeby moi uczniowie się czegoś nauczyli, dowiedzieli. Tutaj jak widać nauczyli się tyle, że więcej w Tatry nie będą chcieli jechać

    • Pani Marto, w żadnym miejscu tej notki nie krytykuję indywidualnych i DOBROWOLNYCH decyzji o wynajmowaniu przewodnika. Na szczęście nie wszystkich nauczycieli trzeba – z tak prostych spraw – douczać.