21 zł

O działalności firmy „Proksenia”, o tym jak jej właściciel i zarazem (były już) prezes Polskiej Federacji Przewodnictwa i Pilotażu Zygmunt Kruczek stanął w szeregu najaktywniejszych anty-deregulacyjnych lobbystów pisałem sporo, zwłaszcza tutaj. Obecnie po przegranym boju z pewnością zmniejszy się popyt na wydawane przez niego skrypciki z formułkami, z których znajomości odpytywano na państwowych egzaminach. Aby więc choć minimalnie ulżyć im w ich trudnym losie, postanowiłem dać zarobić 21 zł i kupiłem broszurkę

Nie, absolutnie nie polecam – chyba że ktoś jest jakimś ultraentuzjastą tematu i lubi kolekcjonować dziwolągi. Nie znajdziemy tam nic nowego. Co ważne – bo to mnie najbardziej interesowało – towarzystwo odpuściło sobie, a przynajmniej publicznie nie nawołuje do przywrócenia państwowych regulacji (jak wcześniej ekipa von Rohsrscheidta) i nie nawołuje czynów dyskryminacji wolnych przewodników. Redaktor jak i autorzy czujnie uważali aby nigdzie w tekście nie pojawiła się najmniejsza wzmianka o akcji Wolne Przewodnictwo (jesteśmy „na indeksie” jak niegdyś Piłsudski, AK albo Katyń). Deregulacja została przedstawiona wyłącznie jako spisek złych sił, niszczących pod czyjeś polityczne dyktando wspaniały dorobek towarzyszy… itd, więcej rozwodzić się nie będę bo sezon turystyczny w pełni i za bardzo nie mam czasu.

Komórka SB im. Franciszka Mamuszki

Dziennik Bałtycki opublikował 6 maja artykuł Duńczyka Michaela Hardenfelda pt „Historia do przypilnowania”. Jest to pierwszy w historii polskich mediów tekst,  głoszący tezy, które sam publikuję na blogu od 2008 roku, o tym że jakikolwiek nadzór organów państwowych nad „prawidłowością” treści przekazywanych turystom przez przewodników nie ma racji bytu w naszym ustroju i jest pogwałceniem konstytucyjnej wolności słowa. Autor opisał też szereg absurdów związanych z odstawionym już na szczęście do lamusa państwowym systemem szkoleń i egzaminowania. Trochę szkoda, że takiej odwagi niektórzy nabierają dopiero po deregulacji, ale lepiej późno niż wcale.

Artykuł wywołał zabawną falę protestów i lamentów środowiska przewodników zrzeszonych w jednym z kół, można je przeczytać na tym facebookowym fanpejdżu. Żaden z protestujących nie zrozumiał sensu  artykułu, wszyscy poczuli się natomiast „oburzeni” i „obrażeni”. Zapomnieli zapewne jak sami przez lata obrażali mnie i inne osoby które w ramach samokształcenia zdobywali wiedzę i oprowadzali turystów bez „państwowej bumagi”. A wiadomo że nie kończyło się na samym obrażaniu ale ulicznych łapankach i wlepianiu mandatów.

Napisałem kilka odpowiedzi na owym fanpejdżu, wyjaśniając oburzonym, na czym polega niezrozumienie tekstu. Reakcją było… Usunięcie komentarzy i zablokowanie mojej osoby. Publikować mogą tylko wyznawcy „jedynej  i słusznej ideologii”. Widać jak trafnie Duńczyk skonstatował, że głowy miejskich przewodników to ostoja komuny. Na szczęście cenzurą i zamordyzm mogą uprawiać sobie już tylko na owym prywatnym fejsbukowym poletku a nie na ulicach miast. Proponuję przy okazji zmienić patrona koła z krajoznawcy Mamuszki na konfidenta – Maleszkę.

Na koniec wymienię nazwiska co bardziej aktywnych oszołomów z antyrekomendacją, aby żadne szanujące się biuro nie wynajmowało ich w charakterze przewodników gdyż wycieczka może przerodzić się w koszmarny seans ideologicznego prania mózgu: Sławomir Rut, Ewa Bosak-Czekaj, Irena Okońska-Barchan, Małgorzata Mazur.