Do PTTK Kielce – pocałujcie mnie w…

Najpierw opowiem dowcip: W szkole był bal przebierańców. Jasiu przyszedł umalowany szminką na czerwono z gębą pełną majonezu. Pani pyta – za co się Jasiu przebrałeś? Za wrzoda.

Poprzednia notka o sprzątaniu po Gowinie była oczywiście pierwszokwietniowym wygłupem. W PTTK Kielce – prima aprilis trwa non stop, bo prezes ani myśli usunąć swoje ośmieszające go wypociny, tylko dokłada kolejne, jeszcze bardziej absurdalne.

Z adnotacją „zachęcam do wnikliwej lektury” Beata Milewicz przysłała maila z linkiem do znanej nam już strony, a tam znalazłem kolejne argumenty, jak to prezes idzie w zaparte, że nikt bez jego zgody nie ma prawa nazywać się przewodnikiem świętokrzyskim. Czytajmy więc wnikliwie:

Zastrzeżone są wszystkie składowe znaku słowno-graficznego i używanie terminu „przewodnik świętokrzyski” do celów komercyjnych w obszarze obowiązującego zastrzeżenia wymaga zgody (licencji) właściciela znaku słowno-graficznego. Termin PRZEWODNIK ŚWIĘTOKRZYSKI jest unikalną kombinacją dwóch zwyczajowych słów i podlega ochronie w sferze określonej w zastrzeżeniu. Gdyby UP RP uznał termin PRZEWODNIK ŚWIĘTOKRZYSKI za zwyczajowy nie zezwoliłby na jego ochronę i zastrzeżenie w znaku słowno-graficznym. Na marginesie – analogicznie zastrzeżono termin MAJONEZ KIELECKI w znaku słowno-graficznym znanego majonezu. Jak dalece sięga ochrona znaku słowno-graficznego przybliża przykładowy wyrok sądowy właśnie w sprawie MAJONEZU KIELECKIEGO

Bzdury i pomieszanie z poplątaniem. Urząd Patentowy nie zezwala na używanie nazw zwyczajowych w znakach słowno-graficznych? Dam taki przykład – mąka wrocławska. Przykład o tyle adekwatny, że z przymiotnikiem regionalnym. Otóż jest na przykład taki zastrzeżony znak słowno-graficzny z napisem „mąka wrocławska” i wizerunkiem siwej babuni. Jego właścicielem jest niewielka firma Dotex z Nysy. Czyżby – idąc za filozofią prezesa – nikt inny nie ma prawa nazwać swojej mąki „wrocławska”? Oczywiście że ma prawo – na półkach sklepowych „mąk wrocławskich” znajdziemy co najmniej kilkanaście:

Tylko oczywiście w innych kombinacjach graficznych. Firma z Nysy mogłaby się czepiać jedynie gdyby ktoś umieścił na opakowaniu podobną babkę albo nawet i dziadka, w podobnej kolorystyce itp. I tego dotyczył wspomniany spór majonezowy – tutaj artykuł o nim, bez długaśnych prawnych zawiłości. Firma Roleski dość nachalnie skopiowała układ i kolorystykę etykiety. Przekładając to na realia świętokrzysko-przewodnickie, PTTK Kielce miałby słuszną pretensję gdyby ktoś napisał sobie „przewodnik świętokrzyski” albo nawet i „przewodnik kielecki” na owalnej blaszce z podobnymi elementami, zastępując np, jelenia sarną a jodłę świerkiem, w każdym razie gdyby było widać wyraźną próbę podszywania się pod cudzą symbolikę. Dopóki znak „przewodnik świętokrzyski” jest słowno-graficzny a nie słowny (czego opatentowania nikomu się nie uda) – nie potrzeba niczyjej licencji ani  zgody na używanie owej „unikalnej kombinacji” – albo wyłącznie słownie, albo słowno-graficznie, byle w wyraźnie odmiennej formie od znaku zastrzeżonego.

Ja się za jelenia nie uważam, natomiast za przewodnika świętokrzyskiego (podobnie jak krakowskiego, warszawskiego, białowieskiego) – owszem. Dlatego moja „blacha” wygląda tak :)

I jako niezwykle fachowy i utalentowany przewodnik świętokrzyski zapraszam na moje jak najbardziej komercyjne wycieczki po Ziemi Świętokrzyskiej – na przykład na Ponidziu albo w dolinie górnej Pilicy.

Przyznaję – tu zrobiłem pewien wyłom w tradycji tego bloga, który prowadzę niezależnie od działalności komercyjnej po to żeby pokazać że prezes Marciniewski może za to co najwyżej pocałować mnie w… łydkę.

2 Komentarze

  1. Widocznie prezes kieleckiego PTTK ma p. Zimowskiego w …..łydce. I słusznie!