Nie trzeba licencji na termin „Przewodnik świętokrzyski”

Jeszcze w uzupełnieniu do mojej notki o rzekomym zastrzeżeniu nazwy „przewodnik świętokrzyski”. W odpowiedzi na moje wpisy na tym forum,  Marcin Marciniewski, Prezes PTTK Kielce – dalej brnie w kłamstwa pisząc już teraz otwartym tekstem:

Zastrzeżone są wszystkie składowe znaku słowno-graficznego i używanie terminu „przewodnik świętokrzyski” do celów komercyjnych w obszarze obowiązującego zastrzeżenia wymaga zgody (licencji) właściciela znaku słowno-graficznego.

Wszystkie składowe? Idąc za tą interpretacją – czy zgody i licencji powinno wymagać używanie  także słowa „przewodnik” albo nawet literki „p”, albo koloru brunatnego, którym namalowany jest jeleń? Bzdura. Zarówno prezesa-uzurpatora jak i innych zainteresowanych zasadą nadawania i stosowania znaków towarowych zapraszam tutaj, albo tutaj.

Znak towarowy przewodnik świętokrzyski jest znakiem słowno graficznym! A nie znakiem słownym jak na przykład proszek persil bio active. Ochrona obejmuje tylko termin + logo, a nie sam termin. Opatentowanie znaku słownego jest bardzo trudne, musi to być nazwa wyjątkowo oryginalna, niepowtarzalna i autorska. Nikt w Polsce nie dostanie patentu na określenia będące w potocznym użyciu (przekonał się o tym np. właściciel „Polskiego Busa”), a tym bardziej na nazwę zawodu, którego uprawianie sankcjonuje ustawa turystyczna.

Osobną sprawą jest „czarny PR” robiony całemu PTTK przez oddział Kielce. No cóż, na ten temat rozpisywać się nie będę – nie mój cyrk, nie moje małpy. Zabrałem głos, bo jak brudne gacie spod garnituru wylazła prawdziwa mentalność niektórych środowisk. W statucie mają okrągłe i miłe słowa u upowszechnianiu i krzewieniu, a tak naprawdę to bezczelna mafia usiłująca zawłaszczyć nie przysługujące im prawa.

Możliwość komentowania jest wyłączona.