Tych przewodników nie wynajmuj w Trójmieście

Popularność mojego bloga nie raz wykorzystywałem do antyrekomendacji czyichś usług przewodnickich. Dziś informuję – jeśli poszukujesz przewodnika po Gdańsku, wystrzegaj się nazwisk:  Katarzyna Czaykowska, Ewa Czerwińska, Ewa Jaroszyńska, Inka Niemczewska, Danuta Slipy, Arkadiusz Zygmunt.  Osoby te firmują żenującą akcję walki z – jak to twierdzą „zakłamywaczami historii”.  Najpierw zaanonsowali ją na ibedeker.pl, na jednym z blogów, a teraz ochoczo promuje ich dziennikareczka  z portalu mmtrojmiasto.pl, nie wykluczone że za tym pójdą inne lokalne media, które lubią takie ogórkowe sensacje, nawet jeśli ogórek jest  zgniły i cuchnący. A wszystko dlatego że:

Nasza koleżanka wpadła na pomysł takiego spaceru, przysłuchując się opowieściom „sprzedawanym” turystom przez oprowadzaczy

Po raz setny słyszę taką argumentację i zastanawiam się jak to jest że owe „rewelacje” pochodzą wyłącznie z jednego źródła – przysłuchującym się im przewodnikom których nikt nie wynajął, a zamiast nim zapłacił – pogardliwie prze nich określanym „oprowadzaczom” czy „partaczom”. Na dowód żadnego nagrania, innych szczegółów a przede wszystkim żadnych skarg turystów, którzy – płacąc za usługę, powinni być najbardziej pokrzywdzeni i mają ustawowe prawo zgłaszania roszczeń.

Nie słyszałem żeby np. artyści po  ASP protestowali w ten sposób przeciw malarzom sprzedającym swoje prace bez dyplomu, a klasyczni muzycy przeciw garażowym punkowcom i rockmanom. Wspomniani przewodnicy nie widzą swojej śmieszności. A pani Czaykowska pisząc.

jakiś temu pewien kolejny minister zderegulował zawody. (…) W tym amoku deregulacji wszystkiego, ówże zderegulował też zawód przewodnika. Turystycznego przewodnika.

Przyznaje się do własnej głupoty i nieznajomości wiedzy o społeczeństwie, z zakresu nauczanego w gimnazjum. Tym bardziej należy powątpiewać w jej znajomość skomplikowanej historii Gdańska. W Polsce proszę pani mamy taki ustrój, że to nie jakiś „minister” rządzi dekretami i „dereguluje zawody”. Deregulację wprowadził parlament – Sejm i Senat, w drodze głosowania.

Natomiast wszystkim (oczywiście – nielicencjonowanym) dziennikarzom, zanim po raz kolejny nasmędzą o groźbie „opowiadanie bzdur” i „zakłamywania historii” proponuję zrobić myślowy eksperyment. W kiosku mamy różne gazety, legalnie wydawane i sprzedawane. Nie raz w dwóch różnych możemy przeczytać zupełne inne wersje historii, np. jedne piszą że katastrofa w Smoleńsku to był zamach Putina, inna – że to tylko wina polskich pilotów. Komu wierzyć? Kto pisze prawdę? A kto „zakłamuje historię”? Dlaczego nikt nie zabroni „publikowania bzdur”? Próbowałem to wyjaśnić autorom akcji ale wszelkie moje wpisy na stronie ibedeker.pl  zostały usunięte i ocenzurowane. Przynajmniej tam mogą sobie uprawiać swój mini-PRL.

Nieprzypadkowo przewodnicy lobbyści podczas deregulacyjnej debaty znaleźli sprzymierzeńców, wśród najbardziej ciemnogrodzkich, ksenofobicznych, radiomaryjnych posłów PiSu. Zwracam uwagę, to bardzo podobny casus – zapędom prymitywnej PiSowskiej „polityki historycznej” w czerwcu zeszłego roku przeciwstawił się Prof. Paweł Machcewicz, dyrektor Muzeum II Wojny Światowej, słowami:

Warto też podkreślić, że nikt nie ma monopolu na orzekanie, co jest polskim punktem widzenia, Polacy różnią się między sobą i jest to jedną z największych wartości niepodległego, demokratycznego państwa, którym cieszymy się od 1989 roku.

Przypomniałem sobie też dawną debatę telewizyjną z J. Gowinem, gdzie protestujący przewodnicy przedstawili taki obrazek

Zgodnie z mentalnością kieszonkowca, który kradnie komuś portfel a potem celem odwrócenia od siebie uwagi krzyczy „łapać złodzieja”.

Przewodnik, w głębi duszy nienawidzący i gardzący turystami z Niemiec czy Rosji, usiłujący ich ideologicznie indoktrynować podczas zagranicznych wakacji – z takimi absurdami mieliśmy do czynienia. Na szczęście można o tym pisać w czasie przeszłym, chociaż chętnych do przywrócenia cenzury i karania tych, którzy są zdolniejsi i lepiej zabawiają turystów – nie brakuję. Pomóżmy im znaleźć pożyteczniejsze zajęcie, nie kupując ich usług.

19 Komentarze

  1. Szanowna, Anonimowa,Wszechwiedząca,Nieomylna Wielka Inkwizycjo!Przed napisaniem arbitralnego tekstu należałoby zapoznać się z tematem.Czy Szlachetna Inkwizycja spytała autorów pomysłu i jego wykonawców, co,dla kogo,po co i dlaczego będą żartować w swoim ukochanym mieście,oprowadzając krewnychiznajomych Królika?Słyszałem wiele bzdur opowiadanych przez Partaczy i Przewodników.Przeważnie były zabawne.Czasem szokujące.Tak koszmarnie wrednej i jadowitej bzdury jak spłodzona na naszą zabawną okoliczność,nie wymyślił dotąd żaden znany mi Partacz lub Przewodnik.Nie znam Waszej Inkwizycji i niech tak zostanie.Pierwszego kwietnia będę się dobrze bawił.Ja Partacz.

    • Czy spytałem „co,dla kogo,po co i dlaczego..” nie musiałem pytać bo to zostało wyjaśnione w jednym z blogów – aby „przestrzec przed niebezpieczeństwami deregulacji”. Więc jeszcze raz jak krowie na rowie tłumacze nie ma w Polsce „zakazu opowiadania bzdur” cokolwiek by to miało znaczyć. Wolność słowa dotyczy dziennikarzy, dotyczy pisarzy, tak samo dotyczy oprowadzaczy. A podsłuchiwanie cudzych, nie przeznaczonych dla siebie informacji, powtarzanie ich – co prawda w przypadku przekazu ustnego nie wyczerpuje znamion naruszenia tajemnicy korespondencji ale jest zwyczajnie nieprzyzwoite. To co mówi „oprowadzacz” swoim gościom to jest wyłącznie prywatna sprawa jego i jego klientów, a nie osób postronnych.

      • I jeszcze jedno – z autorami tego pomysłu próbowałem dyskutować pod tekstem na iBedeker.pl najpierw coś mi odpowiedziano ale potem nagle mój komentarz został wykasowany a kolejne niedopuszczane. To jest właśnie mentalność „mafiozów” – ocenzurować, zamknąć gębę i wypuścić na ulicę strażników szykanujących oprowadzaczy, na szczęście skończyło się.

        • Jeśli próbowałeś dyskutować z taką butą, brakiem taktu i chamstwem jaki tu prezentujesz to nic dziwnego, że posty usunięto.

          • Ani tu ani a tamtej dyskusji nie używam żadnych „chamskich” określeń. Oczywiście dla wszechwiedzących i zadufanych mafiozów z już nieważnymi bumagami, każda krytyka ich nieomylności jest automatycznie „butą” i „chamstwem.

        • A to dobre! Mentalność mafiozów! Tak się składa, że jakiś czas temu MOJE wpisy na fejsbukowej stronie zostały przez Zimowskiego wykasowane, a wejście na konto zablokowane. A teraz misiu płacze,że mu zrobiono to samo! Typowa mentaność Kalego: on ma prawo usunąć, bo to jego strona, ale jak jego wykasują, to cenzura i komuna. A on sam to co?

          • No to już wiemy, kto się kryje pod tym pseudonimem – Alina Walaszek – nieprzyjemna tłusta krzykaczka ze spotkania z Gowinem w Warszawie. Nie dziwie się, że takie elementy brzytwa deregulacyjna wycięła z rynku najostrzej.
            Wpisy z bloga i fb usuwam – owszem, kiedy ktoś mocno przekroczy wszelką przyzwoitość i zamieszcza treści jawnie wulgarne, albo atakuje personalnie i nie na temat.

  2. A tak a propos mafii przewodnickiej, którą z takim zapałem tępi M.Z., to polecam wpis z jednej z dyskusji, jest sprzed kilku lat, ale ciągle aktualny
    „W tym zawodzie panuje mafia, bo stawką są naprawdę duże pieniądze. Początkujący przewodnik bierze od 200 do 400 euro za godzinę. Później stawki tylko rosną. Obecnie jest w Warszawie około 114 przewodników, ale zapotrzebowanie dzienne to 60-70 wycieczek.Większość oprowadza tylko w weekendy. Można tak sobie dorobić z 5000 złotych.
    Jak wejść do mafii? Trzeba zdać piekielnie trudny egzamin. Jeżeli wiesz, jakiego herby był planista drugiej przebudiwy kamienicy leżącej 200 metrów na północny-wschód od kamienicy baryczkowskiej, albo czym się trudniła żona ostatniego szefa cechu szewców w Bielinie – masz szansę. Pytania są kosmiczne. Nie ma w praktyce szans się ich nauczyć. Mój znajomy dał za pytania 5000 (!) euro. Od
    pół roku jest czeladnikiem przewodnickim – czyli pracuje za darmo dla najgorszych grup, jakieś badziewia zielonoszkolne i niepełnosprawni. Ale i tak mu się opłaca, bo po dwóch latach czeladnictwa stajesz się pełnoprawnym przewodnikiem – z ogromną kasą, służbowymi, pttk-owskimi furami, bezpłatnym wstępem do wszystkich kin, galerii i muzeów na terenie M. St. Warszawy i wyżerkami alkoholowymi na początek i koniec sezonu.
    Wśród przewodników nie ma ludzi z pasją – są zwyczajni przestępcy, dużo byłych SB-ków, sprzedajni sędziowie piłkarscy, działacze sportowi, szefowie KW PZPR i kilku byłych żołnierzy z Afganistanu i Czeczenii. Ostatnio też sporo ludzi od Masy i ludzie od Piskorskiego, po tym jak go wyrzucili z PO. ”
    No i wszystko jasne, wiemy już dlaczego przewodnikom nie w smak deregulacja i dlaczego tępi ich taki Rycerz Bez Skazy jak M.Z.:)
    -

    • Tekścik bardzo fajny. Tylko – jeśli ma być – jak się domyślam – żartobliwy – to skąd zawziętość, panika i zapalczywość protestów przeciw deregulacji.

  3. Wcale się nie dziwię że M.Z. taki nadęty, i zawzięty. Wszak to on od kilku lat lansuje pogląd ze przewodnicy licencjonowani to tylko nudzą i ględzą i zasypują turystów datami. A tu się okazuje że jednak potrafią stworzyć niesamowity event, reklamują sie na FB – a do tego na lekko i ironią i odrobiną absyrdu. WIELKIE BRAWA!!!!!. Nic dziwnego że M.Z. jadem tryska wszak Ci przewodnicy burzą jednym eventem, od lat misternie budowaną akcję antyprzewodnicką. Już tak nie złorzecz drogi M.Z. i się nie nadymaj bo jeszcze się nam rozpękniesz :-)

    • Nadęty? Ja tylko wypuszczam powietrze z nadętych balonów tych, co uważają się za najlepszych i pomstują na Gowina.

      • Taa, i to przeświadczenie, że inne biura angażując przewodników będą opierać się na blogu Zimowskiego też nie ma nic wspólnego z nadęciem.

        • Gdybyś miał odrobinę większy móżdżek anonimku, też byś skumał, że o fragment niezatrudnianiu tych przewodników jest pewnego rodzaju puszczaniem oka, a głównym celem tekstu – wytłumaczenie, że „gadanie bzdur” czy „zakłamywanie historii” jest wyłącznie pojęciem subiektywnym i w ramach wolności słowa nie jest (i nie było) zabronione żadnymi paragrafami. Jeśli turyści są skłonni płacić za usługi oprowadzaczy – klaunów to mają prawo, to jest ich prywatna sprawa.

          • Jakoś ten rzekomy żartobliwy ton trudno wychwycić, raczej nadęcie i chamstwo.

    • Jakiego poczucia humoru? Gdyby to była czysta zabawa nie ma problemu. Ale powodem jej prowadzenia jest – cytuję „A więc – 1 kwietnia chcemy pokazać CZYM grozi deregulacja.” Czyli kolejna bezczelna manifestacja, że tylko ci z – nieważną już „licencją” zjedli wszelkie rozumy.

      • To jednak zabawne, jak właściciel jakiejś mikroskopijnej firemki straszy przewodników umieszczeniem ich na swoje czarnej liście. Tym bardziej, że jakoś nie widać, żeby ktokolwiek (myślę o znaczących na rynku B.P.) opierał się na jego ocenach :)

        • To zabawne, jak właściciel mikroskopijnego móżdżku nie rozumie, co plecie. Jeszcze parę dni i każdy szukający informacje i wspomnianych przewodnikach, trafi właśnie na tę notkę, podobnie jak o paru innych, których już opisałem. No ale w „mafii” myślenie przeszkadza, wiemy to.

          • Tak się składa, że znam paru przewodników negatywnie ocenionych na tym blogu i jakoś przez to nie stracili zleceń. Liczące się biura mają opinie M.Z, w głębokim poważaniu, A kultura wypowiedzi przedmówcy też pozostawia wiele do życzenia.