Ile już oszczędziliśmy i zarobiliśmy na deregulacji?

W retoryce naszych nieprzejednanych wrogów często pojawiał, i nadal pojawia się argument „gdzie te obiecane przez Gowina 100 tys. miejsc pracy? To bujda! itp.

Uściślijmy najpierw jedno. Powodem deregulacji pilota, przewodnika i innych profesji nie była chęć zwiększenia ilości miejsc pracy, tylko – jak przedstawił to raport Fundacji Republikańskiej z 2011 r. – fakt, że „ustanowienie barier wykonywania zawodu nie spełnia kryterium ochrony interesu publicznego. Jest natomiast zabezpieczeniem partykularnego interesu obecnych przewodników, ograniczaniem konkurencji i zbędnym utrudnieniem dla kandydatów.”

W ramach działań piarowskich poprzedzających prace w parlamencie, wymieniono, jako jeden z wielu pozytywów, możliwość zwiększenia w danym sektorze ilości miejsc pracy. Oczywiście trudno porównywać sezonowo-dorywczy charakter pracy pilota ze stałą pracą np. notariusza czy zarządcy nieruchomości. Tutaj istotna jest przede wszystkim likwidacja owych zbędnych utrudnień.

Najbardziej śmieszył mnie jednak argument że liczba zleceń pilockich i przewodnickich się nie zwiększy. Trzeba być rzeczywiście skrajnym pesymistą, uważając że nigdy nie sprzeda się więcej imprez turystycznych niż na przykład w 2013 r. Przypomnę że Polak na usługi turystyczne wydaje wciąż tylko jedną piątą tego co Niemiec czy Brytyjczyk.

I proszę, właśnie prasa donosi, że w biurach turystycznych panuje euforia i prawie 50%-owe wzrosty sprzedaży imprez. Czyżby klienci nie przestraszyli się, że w nowym roku mogą pojechać na wycieczką pilotowaną przez „niefachowca”? A może nawet, kto wie, medialny hałas wokół deregulacji zwiększył zainteresowanie ofertami.

Z pewnością ten wzrost pociągnie za sobą działania rekrutacyjne i można bez przesady szacować, że w najbliższych sezonach tysiące ludzi znajdzie fantastyczną pracę bez potrzeby – jak ich poprzednicy, marnowania czasu i płacenia haraczu urzędnikom. To jest konkretny, wymierny, obliczalny efekt deregulacji. Ale jest też coś jeszcze.

Na różnych lokalnych portalach znalazłem informacje o uroczystościach, jakie urządzono czynownikom, kończącym pracę w komisjach egzaminacyjnych.  Na przykład w województwach Dolnośląskim czy Małopolskim. Początkowo odniosłem się do tego z szyderczym humorem, po przemyśleniu jednak uważam że jest w tym coś nieprzyzwoitego.

Czy po przełomie w 1989r. kwiatami i dyplomami żegnano odchodzących z urzędu funkcjonariuszy PZPR, SB? Czy rozwiązując GUKPiW wspominano w blasku fleszy ilość zapisów cenzorskich, odrzuconych książek, zdjętych spektakli i zapółkowanych filmów? Gdzie tam, po cichu i bez rozgłosu – wynocha na śmietnik historii!

Tak też powinno się postąpić obecnie, zwłaszcza że w oficjalnych, rządowych komunikatach przedstawiano korporacyjne praktyki jako zło a sondażowe poparcie dla deregulacji było w granicach 60-70%. Samorządowcy, jak wicemarszałek Kozak, jak widać nie zdają sobie sprawy, gdzie są ulokowane społeczne sympatie. Przypomnimy o tym w kolejnych wyborach.

A teraz konkret. W owych laurkowych doniesieniach zabrakło mi jednego. Panowie Marszałkowie, proszę powiedzieć – ile co roku wydawano społecznej kasy na trzymanie tego niepotrzebnego i szkodliwego cyrku pod tytułem „państwowe komisje egzaminacyjne”? I będziemy mieli natychmiastowy, wymierny efekt deregulacji.

4 Komentarze

  1. Doskonale wiem co oznacza deregulacja, tylko jest pewien szkopuł – do niedawna programy wszystkich kursów były podobne i miały wspólny mianownik – można było po nich podejść do egzaminu państwowego (który był ogolnie uznawany). W tej chwili kursy bedą się mnozyły, cudaczne licencje również – co z tego kiedy każdy Organizator będzie mógł powiedzieć: „sorry ale Pana licencja jest do niczego, ta firma robi beznadziejne kursy, jedynym porządnym organizatorem kursów jest… ” itd, itp.
    Tak naprawdę deregulacja nie sprawiła problemu nam – przewodnikom z licencją (no chyba że ktoś był bardzo kiepski to może juz tylu grup mieć nie bedzie), tylko przede wszystkim tym którzy liczyli się z łatwym zarobkiem bez konieczności posiadania uprawnień – no i okazało się, że rzeczywistość nie jest tak różowa. Co do PTTK to realia działania tego tworu są mocno skomplikowane i w cale się nie dziwię, że w jakimś miasteczku w okolicy Bydgoszczy nikt w oddziale PTTKu nic nie wiedział o kursach przewodnickich, a nawet zachowywali się wrogo. Przede wszystkim trzeba odróżnić przewodników PTTK (tzn takich przewodników z licencjami, którzy są członkami PTTK) od działaczy PTTK (np zarząd Oddziału) – to są 2 osobne grupy, a w niektórych przypadkach 2 osobne światy :-). Przykładowo w moim mieście (1 z pięciu największych w Polsce) są 3 Oddziały PTTK, ale żaden z nich nie robi kursów przewodników miejskich, bo władz oddziałowych to po prostu nie interesuje. Przewodnicy skupieni w Kole PTTK przy 1 z oddziałów współorganizują kursy we współpracy ze stowarzyszeniem nie PTTKowskim, bo z działaczami PTTK nie moga się dogadać. To tyle jeśli chodzi o rzeczywistość PTTKu, a jeśli chodzi o „ogłoszenia” to tak jak napisałem chodzi mi zarówno o usługi pilockie jak i przewodnickie. W przypadku pilotów, praktycznie wszystkie ogłoszenia mówią o licencjach, w przypadku przewodników jest tego znacznie mniej, ale jak najbardziej zdarzają się i to nie rzadko – ale i tak większość brzmi „zatrudnię przewodnika z doświadczeniem” – a jakie doświadczenie może mieć ktoś bez licencji, skoro legalnie może oprowadzać od 2 miesięcy ?. Koło się zamyka. Oczywiście nie podeślę Ci żadnych linków bo śledzenie wszelkich „niegodziwości” to Twoja działka, a nie moja, ale poszukaj na czołowych portalach turystycznych, w działach Dam Pracę.
    Zresztą nie bardzo rozumiem czym się oburzasz, przecież używając Twojej retoryki: jest wolny rynek i każdy ma prawo zatrudnić kogo chce. W związku z tym jeśli mam potrzebę zatrudnić np: czarnoskórego licencjonowanego przewodnika Po Krakowie i Warszawie (jednocześnie) z doświadczeniem i znajomością 3 języków obcych oraz prawem jazdy na autokary to dlaczego mam nie umieszczać takiego ogłoszenia? Skoro mój Klient ma zapotrzebowanie właśnie na takiego przewodnika to dlaczego mam go nie szukać? Czyżby M. Z. był przeciwny wolnemu rynkowi?

    • Toteż odpowiedziałem panu z Bydgoszczy że system daje wędkę a nie ryby, i jak sam sobie nie znajdzie klientów to żaden urzędnik mu w tym nie pomoże. Przypomnę, że Akcję WP 6 lat temu nie zainicjowałem dla „biednych bezrobotnych” tylko dla zdolnych, kreatywnych do których klienci się garną a wredna mafia przewodnicka chce im zabronić oprowadzania a albo narzucić wynajmowanie „słupa”.

      Nie interesuje mnie specjalnie jak inne biura rekrutują – to ich sprawa i oczywiście niech to reguluje rynek. Ogłoszenia pewnie powielane są standardowo z poprzednich, może jeszcze nie do wszystkich doszło że jest deregulacja. Tylko przypomnę że niedawno lamentowaliście w niebogłosy, że piloci licencjonowani odejdą w odstawkę a biura dla oszczędności na pewno zatrudnią „kogoś z ulicy”. A teraz co? Nadal chcą tylko z licencjami? No to hulaj dusza, ślijcie prezenty dla Gowina! Nowych licencji nie będzie więc zlikwidowano wam konkurencję!!! Ludzie z powodów czysto biologicznych się wykruszą, o pilota będzie coraz trudniej a stawki poszybują nawet do 1000zł za dzień :)

  2. Prawda jest taka, że deregulacja nic nie wniosła – a już na pewno nic pozytywnego. Może M. Z. dostaje tylko więcej maili od bezrobotnych z okolic Bydgoszczy, którzy są zdziwieni że mimo szczerych chęci oprowadzania nikt ich nie chce zatrudnić. Bo niby z jakiej racji: brak doświadczenia, brak referencji. Jeszcze z 1 – 2 lata temu taki bezrobotny mógł być skierowany z UP na kurs pilotów lub przewodników – gdyby się przyłożył to zdałby pewnie egzamin i przynajmniej licencję państwową by miał – zawsze to jest jakiś punkt wyjścia. A tak w obliczu deregulacji chodzi od drzwi do drzwi i nikt mu pomóc nie jest w stanie. Jeśli o to Wam chodziło w deregulacji to gratuluję udało się.
    Dziwne jest tylko to że 95 % ogłoszeń o poszukiwaniu przewodników i pilotów zaczyna się od słów” poszukuję pilota z licencja i doświadczeniem w…”. Jakoś nie zauważyłem ogłoszeń typu „pasjonatów bez doświadczenia, licencji i kursu zatrudnię od zaraz…”
    No ale tak to juz jest jak sie Minister-filozof z doradcą- lodziarzem/cukiernikiem wezmą do stanowienia prawa :-)
    Pozdrawiam
    Ten z licencją i doświadczeniem nie narzekający na brak ofert po deregulacji :-)

    • Klimek, komentujesz tu jakiś czas więc myślałem że czegoś się nauczysz, niestety jesteś jakimś imbecylem. Pisałem 10 razy – deregulacja nie oznacza likwidacji kursów. UP-y organizują kursy spawaczy, kucharzy i i wszelkich nieregulowanych zawodów – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby nadal organizowały kursy przewodników. Powinny to robić koła PTTK a nie spławiać delikwenta.
      A co do tych „ogłoszeń” to chyba ci się przyśniło albo pomyliłeś z licencjami dla pilotów samolotowych. Przyślij mi link albo skan takiego ogłoszenia. Biuro które się tak ogłasza może łamać prawo o niedyskryminacji.