Poczta akcyjna: W PTTK biją naszych!

Takiego maila otrzymałem kilka dni temu:

Od tego roku weszły w życie nowe przepisy dotyczące przewodnika turystycznego lecz znikąd nie mogę uzyskać pełnej informacji co po kolei muszę zrobić aby takie usługi prowadzić.

Jestem osobą bezrobotną i pomyślałem że może warto spróbować przewodnictwa terenowego, gdyż posiadam bogatą wiedzę przyrodniczo-geograficzną. Pracownicy Urzędu Pracy nic nie wiedzą, w PTTK o mało mnie nie pobili, a w Urzędzie Marszałkowskim nikt nie odbiera telefonu.

Byłbym wdzięczny za odpowiedź co po kolei należy teraz zrobić aby było zgodne z prawem. Czy nadal muszę się zarejestrować w Urzędzie Marszałkowskim? Na tyle co się zorientowałem to mam dwie drogi. Założyć własną działalność (płacić 1000zł ZUS-u) lub zostać zatrudnionym przez np. urząd miasta czy biuro podróży.

Pozdrawiam
Z. Z. z okolic Bydgoszczy

Chętnie odpowiem, a zapewne licznie odwiedzający tego bloga wybitni specjaliści też będą mogli wykazać się swoją wiedzą w komentarzach. Raz mogą zrobić coś pożytecznego.

Do Urzędu Marszałkowskiego proszę nie dzwonić, oni nie mają już nic do tego. Urząd pracy to też raczej zły adres, nie sądzę żeby poszukujący przewodników tam składali zamówienia. Wycieczki organizują biura podróży, a rozliczać się można zarówno wystawiając rachunki w ramach prowadzonej przez siebie działalności jak i poprzez umowę-zlecenie.

I tyle. Deregulacja jest jednym z tych mechanizmów legislacyjnych które obywatelowi dają przysłowiową „wędkę”a nie „ryby”. Jak ich sobie nałapać – tego nie powiem. To już zależy od indywidualnej wiedzy, sprytu i przedsiębiorczości. Nowej ustawie zawdzięcza pan natomiast, że aby się na te rybki wybrać, nie musi pan wcześniej poświęcać czasu ani kosztów na zdobycie licencji.  I jeśli się panu niczego złowić nie uda – niewiele pan traci.

Szczególnie zastanowił mnie natomiast ten fragment maila „w PTTK o mało mnie nie pobili”. Może poprosimy o trochę więcej szczegółów: W którym oddziale, co się konkretnie wydarzyło?  PTTK jest stowarzyszeniem którego naczelnym celem statutowym jest krzewienie turystyki i krajoznawstwa. Każdemu  tym zainteresowanemu powinni przychodzić z pomocą. Deregulacja powinna być wręcz asumptem do organizowania szeroko dostępnych kursów czy warsztatów przewodnickich, tym razem nie celem zdobycia urzędowego papierka ale rzeczywiście przydatnych umiejętności.

Czyżby statut sobie a rzeczywistość sobie? Czy PTTK dryfuje w kierunku coraz mniej licznej, starzejącej się grupki broniącej własnych interesów? Problem w tym że – zarządzającej dość znacznym społecznym majątkiem. Takie zachowania jak opisane, mogą być powodem rozwiązania stowarzyszenia.

6 Komentarze

  1. „a rozliczać się można zarówno wystawiając rachunki w ramach prowadzonej przez siebie działalności jak i poprzez umowę-zlecenie.”
    Osoba na umowie zlecenie również ma obowiązek wystawiać rachunek.

  2. No to gratuluję! Człowiek, który nie ma pojęcia o podstawach działalności gospodarczej w naszym kraju zapewne będzie „świetnym” przewodnikiem, jeśli ma podobną wiedzę merytoryczną! Można było tego spodziewać się. Tylko kto takiego zatrudni? Odpowiedzi zapewne udzieli twórca deregulacji, który sam został zderegulowany ( lub jak kto woli zdymisjonowany). Co do PTTK, to też chętnie poznałbym szczegóły, by nie pytać „Przepraszam, czy tu biją?”

    • Przyganiał kocioł garnkowi – „zawodowi” przewodnicy-lobbyści przez ostatnie miesiące wykazywali się kompletnym brakiem wiedzy o społeczeństwie i polityce. Jak chociaż ostatni komentator pomstujący wciąż na Gowina, jakby to Gowin swoim dekretem a nie Sejm uchwałą zatwierdził deregulację.

      Natomiast – na szczęście, teraz już o przydatności i „fachowości” decydował będzie wyłącznie klient.

    • „No to gratuluję! Człowiek, który nie ma pojęcia o podstawach działalności gospodarczej w naszym kraju zapewne będzie „świetnym” przewodnikiem, jeśli ma podobną wiedzę merytoryczną! Można było tego spodziewać się.”

      Rodak rodakowi wilkiem? Można posiadać bardzo bogatą wiedzę o regionie, być świetnym gawędziarzem i jednocześnie nie mieć pojęcia co to jest CEIDG, ZUS ZUA czy KPiR. Zwłaszcza jeśli pochodzi się z małego ośrodka, a szukając informacji trafia na samych „życzliwych”…

      • Oczywiście nie chodzi tu o znajomość ZUS, KRUS i innych zawiłości, ale o to, ze ten człowiek ( któremu na pewno nie jestem wilkiem) nie wie, kto w naszym kraju zajmuje się organizacją imprez turystycznych i może być jego potencjalnym pracodawcą. Przewodnik oprócz pasji i wiedzy powinien mieć przynajmniej podstawowe rozeznanie w rynku turystycznym i zdolności organizacyjne. Nie wspominam już o znajomości techniki , metodyki i procedur przy obsłudze grup turystycznych, umiejętności współpracy z grupą, rozwiazywania problemów i radzenia sobie w sytuacjach awaryjnych.
        Tego na pewno nie da się wyssać z mlekiem matki, ani znaleźć w internecie. Po prostu należy w tym zakresie odbyć szkolenie i następnie nabierać praktyki zawodowej. Ja,a także wszyscy znani mi koledzy i koleżanki- organizatorzy imprez, na pewno nie zatrudnimy nawet największych pasjonatów bez umiejętności przytoczonych wyżej.
        Jako gawędziarz można raczej udzielać się na zakładowych ogniskach. Przewodnictwo zostawmy profesjonalistom- takich naprawdę nie brakuje.

        • Ależ bardzo proszę zaostrzyć sobie dowolnie kryteria kandydatów, np. wprowadzić obowiązek posiadania medalu olimpijskiego (jak było w pewnym komiksie o Dilbercie). Właśnie na tym polega deregulacja, żeby organizator decydował kogo zatrudni a nie urzędnik – kto może pracować.