Sześć lat Akcji Wolne Przewodnictwo – i co dalej?

Jak łatwo sprawdzić w archiwum, 6 stycznia 2008 r. ukazała się na tym blogu pierwsza notka. Dziś, dokładnie po 6 latach cele nasze są w większości spełnione. Można się pokusić o próbę napisania historii alternatywnej – co by było, gdybym nie wymyślił tej Akcji? Deregulacja oczywiście by nastąpiła. Ustawy nie napisano, w co wciąż niektórzy wierzą – ani na moje żądanie, ani znienawidzonego ministra Gowina biorącego odwet za to, że jego „znajomy profesor” został ukarany za nielegalne oprowadzanie po Krakowie. Także z pewnością w pierwszej turze znalazłyby się zawody sportowe.

Ale – właśnie tu leży pewne małe „ale”. Od zimy 2012 często kontaktowali się ze mną współpracownicy Gowina, przekazałem im sporo materiałów z prywatnego archiwum, które zostały użyte podczas rządowych prezentacji. Od początku było sporo szumu wokół tego, że regulacje zawodów turystycznych to właśnie szczyt wszelkiego rodzaju absurdów i należy je zderegulować jak najszybciej. Chociaż sporo dobrego zrobili sami przewodnicy, swoimi dziwacznymi protestami przyciągając uwagę mediów i ośmieszając się w oczach opinii publicznej.

Później nastąpiło mozolne przepychanie ustawy przez kolejne szczeble procesu legislacyjnego. Nie było to łatwe, gdyż wrogowie zmobilizowali siły a żadnej dyscypliny partyjnej przy głosowaniu poprawek nie było. I teraz – nie wchodząc w szczegóły, mogę z dużą pewnością stwierdzić, że gdyby nie pewna moja interwencja obudzilibyśmy się 1. stycznia 2014 w koszmarnej rzeczywistości przewodnickich licencji wydawanych przez lokalne samorządy. Na wzór tego co załatwili sobie taksówkarze w większych miastach, co – jak pisze kolega z innego blogu – jest sprzeczne z konstytucją. Na szczęście do tego nie doszło. Jeśli ktoś chce mi przesłać jakiś dowód wdzięczności za prawo do wykonywania zawodu – nie będę protestował. Mój adres: Maciej Zimowski, 31-023 Kraków, ul. Św. Krzyża 17.

Mojego bloga wciąż odwiedzają dziesiątki osób. Dziękuję, zapraszam do archiwów, a jednocześnie proszę o wyrozumiałość, że będę go redagował z mniejszą niż dotąd intensywnością. Wolę skupić swoją energię na innych tematach, np. związanych z turystyką rowerową. Będę tu wracał tylko, jeśli pojawi się coś naprawdę ważnego. Zapraszam tradycyjnie do polubienia strony facebook.com/wolneprzewodnictwo – tam będę częściej zamieszczał informacje.  A jakie są nasze zadania po deregulacji?  Wymienię je w trzech punktach:

1. Jakkolwiek pompatycznie by to nie zabrzmiało – stanie na straży zdobytej wolności. Akcja Wolne Przewodnictwo była do tej pory inicjatywą niewielkiej grupki osób świadomych potrzeby zmian. Po 1.01.2014 reprezentujemy właściwie wszystkich wykonujących zawód, w szczególności tych którzy do niego wejdą z wolnego naboru bez wyrabiania „państwowych papierów”. Wszyscy oni powinni wiedzieć co się zdarzyło w 1998 r. kiedy tysiące podobnych usługodawców z dnia na dzień straciło prawo wykonywania zawodu i nie dopuścić do powtórzenia tej sytuacji. Niedobitki wrogów czychają i po wyborach jesienią 2015 jeśli zmieni się układ na scenie politycznej mogą przypuścić atak. Trzeba pilnować i chwycić ich za gardło, gdyby za bardzo podskakiwali.

2. Lobbowanie za dalszą, całkowitą deregulacją zawodu. Z ustawy turystycznej i Kodeksu Wykroczeń muszą zniknąć jakiekolwiek zapisy ograniczające pracę pilota czy przewodnika. Zderegulowani muszą zostać tzw. „przewodnicy górscy”. Każdy kto dziś przystępuje do mozolnego, długiego i drogiego procesu wchodzenia w korporacyjną machinę niech wie, że za rok, dwa, trzy może przyjść kolejna deregulacja i jego pieniądze będą wyrzucone w błoto. Czy nie lepiej przyśpieszyć ten proces? Także zamiast wymyślać jego alternatywne nazwy jak wspomniany „instruktor turystyki górskiej” zainteresowani powinni po prostu skrzyknąć się, znaleźć sprzyjających im parlamentarzystów i otworzyć całkiem szeroko już dziś uchylone drzwi. Jak mawiał Radek Sikorski – Jeszcze jedna bitwa, jeszcze dorżniemy watahy, wygramy tę batalię!

3. Walka z lokalnymi próbami ograniczania przewodnickiej wolności. To akurat najmniej poważny problem – lokalnymi zarządzeniami deregulacji odkręcić się nie da. Jeśli tego rodzaju zakusy istnieją – są nielegalne. Obliczone na nieznajomość prawa przez obywateli, czy bagatelizowanie problemu. Na blogu napisałem już sporo na ten temat, zwłaszcza w kontekście Tatrzańskiego Parku Narodowego. Teksty można wyszukać wpisując w google słowa: wolneprzewodnictwo, TPN. Nie tak dalej jak wczoraj otrzymałem zapytanie od przewodnika beskidzkiego, czy może zaprowadzić grupę do Morskiego Oka. Oczywiście że może – kupując wszystkim bilety, wchodząc na publicznie dostępny szlak, natomiast strażnik nie ma uprawnień do tego żeby kontrolować prywatne relacje między zwiedzającymi teren, ustalać kto jest przewodnikiem czy kto organizuje imprezę. Ale tu znów – ja nie przyjadę do Palenicy czy do Kir użerać się z dziadkami, to jest już wyłącznie sprawa świadomości i odwagi tych, których te absurdy dotykają.

Na koniec – wszystkim ludziom z branży turystycznej życzę fantastycznego sezonu 2014 i sam też uciekam do pracy.

10 Komentarze

  1. Jest Pan wielki, ta strona była dla mnie przez ostatnie 1,5 roku opoką i drogowskazem, dziękuję! Jestem po kursie pttk, sporo się dowiedziałem o Warszawie i to było ok. Ale egzamin… absurd, który ostatecznie zniechęcił mnie do zdawania egzaminu (skądinąd cokolwiek odrealnionego) było to, że musiałbym zapłacić dodatkowo za egzamin z języka angielskiego! Żeby jakiś matoł podpisał że potrafię porozumieć się z drugim człowiekiem… to przegięło sprawę. Po angielsku mówię od dziecka i miałem komuś płacić żeby to przyklepał? Dzięki jeszcze raz Panie Macieju! :)

  2. O ile poprzedni system czyli licencje teoretycznie mógł być
    dla mnie jako przedsiębiorcy zatrudniającego pilota w pewien sposób użyteczny , chociażby jako narzędzie eliminacji z rynku osoby nie nadającej się do wykonywania zawodu poprzez procedurę odebrania tejże licencji z urzędu , to certyfikat wydany przez jakieś osoby , z jakiegoś tam stowarzyszenia samomianujące się znawcami , nic kompletnie nie daje ani mnie ani pilotowi .
    Kolejnej paranoi ciąg dalszy : egzaminy z języków , zezwolenia dyrektorów parków , muzeów , proboszczów nawet wczoraj usłyszałem , że ktoś chce wystawiać certyfikaty z uczestnictwa
    w wycieczkach dla przewodników i pilotów.
    To zupełnie jak te zdrowotne garnki lub kup pan cegłę.
    Mam w bazie kilkudziesięciu wypróbowanych przewodników i pilotów , przy obecnej koniunkturze na rynku imprez ten zespół wystarczy na najbliższe kilkadziesiąt lat .W razie konieczności przyjęcia kogoś z zewnątrz dla mnie znaczenie będzie miała jedynie opinia od drugiego organizatora i to znanego osobiście lub znaczącego na rynku .
    Życzyłbym sobie , żeby nikt nie przekonywał mnie kogo powinienem zatrudnić bo w któryś momencie przestanę zatrudniać i wezmę się za produkcję certyfikatów .

    Marek

    • Odnośnie dyrektorów parków czy innych terenów – to jeszcze raz – do jasnej cholery – regulacje zawodu można zrobić tylko w drodze ustawy, żaden lokalny zarządca terenu czy obiektu nie może zabronić pełnienia funkcji przewodnickich. Trzeba mieć tego świadomość walczyć z tym i olewać absurdy. Poza tym nie wiem panie Marku od kiedy pan prowadzi działalność bo ja od 1990 r. i zapewniam że przez całą dekadę wolnego rynku regulacji nie było i wszystko świetnie działało.

      • Działalność prowadzę od 1993 i rzeczywiście nie było problemów ale wtedy było na rynko sporo dobrze
        przygotowanej kadry , klient był inny , profile imprez też .
        Zgłaszał się pilot ze starymi uprawnieniami , przyjmowałem w ciemno najwyżej telefon do znajomego wykonałem .
        Absolwenta kursów zwłaszcza tych po 95 nie odważyłbym się ”
        w ciemno zatrudnić „.Taka różnica .
        Obecna moja baza to wyłącznie sprawdzeni ludzie niestety prawdopodobnie jak i Pana nie stać mnie obecnie na ryzyko .
        Takie czasy .

        Marek

  3. no własnie, a co z wymogiem certyfikacji jezyka? i o ile jeszcze mogę zrozumieć, ze przewodnik musi mówić w języku obcym na poziomie zapewniajacym satysfakcję klientów, to nie rozumiem zupełnie dlaczego musi znać język w piśmie. o ile to jest przydatne dla pilotów, to dla przewodników???

  4. Pozwólcie Panowie , że pozostanę przy swoim .
    Nic z takiego certyfikatu dla mnie nie wynika.
    Każdy organizator ma swoją własną koncepcję organizacji i prowadzenia imprez i żaden organizator certyfikacji nie jest w stanie sprawdzić przydatności pilota do pracy z większością organizatorów.
    Gdyby jednak teoretycznie wszyscy uznali , że jakieś certyfikaty są niezbędne to ja widzę jedyny możliwy sposób : wydawanie pilotom czegoś w rodzaju świadectwa pracy / opinii przez organizatora , który pilota zatrudniał .
    Dla mnie to byłby jakiś wiarygodny dokument a dodatkowo mógłbym do kolegi organizatora wykonać telefon i zasięgnąć opinii.
    Powtórzę praca pilota to moje ryzyko jako przedsiębiorcy.
    Zarówno moralne jak i finansowe .
    Jaki byłby ze mnie organizator gdybym nie potrafił samodzielnie wyselekcjonować pracownika a jest z czego wybierać , codziennie w poczcie mam kilka cv , które z uwagą analizuję .
    Żadne odgórne czy stowarzyszeniowe certyfikaty podobnie jak żadne pośrednictwo w zatrudnianiu . Nie jestem z moimi poglądami odosobniony .

    Pozdrawiam Marek

  5. Niestety dziadki próbują okopać się.Certyfikaty z PIT ? Czy to PIT zatrudnia pracownika czy ja ? A skąd mam wziąść przekonanie , że komisja z PIT lepiej miałaby ocenić przydatność
    przewodnika lub pilota niż dawna komisja egzaminacyjna ?
    Ja zatrudniam , ja płacę , ja odpowiadam.
    Ostatnio też są podobno próby pozostawienia egzaminów z języków.Pytam się po co?
    Jeżeli klient uzna , że nie rozumie co mówi przewodnik po prostu nie zapłaci i tyle w temacie.

    Marek

    • Certyfikatów nie ma się co czepiać. Są np. wydawane certyfikaty barmana – a ilu pracujących barmanów de facto je posiada? To nie jest obowiązkowe.

      Natomiast cała heca z tymi komisjami egzaminującymi z języków to porażka. Biorąc dosłownie zapisy ustawy, ja np. nie mogę sprawdzić czy kandydat do pracy zna język, muszę się w tym wysłużyć urzędnikiem. Oczywiście to będzie martwy przepis i mam nadzieję że po jakimś czasie funkcjonowania zderegulowanego rynku zostaną z ustawy wyrzucone wszelkie zapisy dotyczące przewodnika.

      Są też inne kwiatki w okrojonej ustawie, ale już nie mam siły pisać. Pożyjemy, zobaczymy.

    • M.Z. ma rację- zasadnicza sprawa: certyfikacja jest dobrowolna. Nikt ci nie zabrania zatrudnić pilota w oparciu o twoje kryteria niezależnie od tego, czy kandydat ma certyfikat, czy też nie. Jeśli będzie posiadał certyfikat, to chyba to nie przeszkoda, a wręcz przeciwnie może ci to ułatwić sprawę. Z tego, co orientuję się, PIT stawia na zupełnie nową jakość i nowoczesne metody sprawdzania umiejętności, przede wszystkim praktycznych i niezbędnych w pracy pilota, a nie jak dotychczas wiedzy, którą każdy mógł nabyć w szkole średniej. Tak więc zamiast z góry negować, moim zdaniem rozsądną inicjatywę, pomyśl o korzyściach, które możesz odnieść ( kandydat nie znany ci vs. kandydat już przeszkolony z certyfikatem). Czy nie łatwiej będzie ci sprawdzać wg swoich kryteriów i ewentualnie zatrudnić tego z certyfikatem?

      • Oczywiście że tak. Certyfikat jako świadectwo umiejętności, pomagające w zdobyciu pracy – jak najbardziej. Natomiast jest inna kwestia która może czasem budzić czujność. Podczas forum w Ostródzie były żądania wprowadzenia „jednego i uniwersalnego certyfikatu” dla wszystkich. To jest kompletny absurd, wolny rynek polega na tym żeby była różnorodność a nie kołchoz. Widzę w tym chytry plan: Najpierw wprowadzamy „jedyny i słuszny” certyfikat zdobywany oczywiście – bo jest deregulacja – dobrowolnie, A potem. po wyborach przekonujemy nową władzę żeby z powrotem przywróciła regulacje. Ludzie posiadający wcześniej „nasz” certyfikat otrzymują z automatu uprawnienia, reszta – won! Założę siŁ ża tak niektórzy knują…