Odpowiedź Beacie Chomątowskiej

Dwa tygodnie temu Beata Chomątowska – obficie korzystająca z wolności słowa i nie posiadająca żadnej „państwowej licencji na pisanie” – pisarka i dziennikarka popełniła w „Tygodniku Powszechnym” tekst „Spacerologia stosowana” w którym pisze o „ryzyku”, i udzieliła wywiadu dla Radia RDC w którym mówi wręcz o „katastrofie” jaką rzekomo spowoduje otwarcie zawodu przewodnika miejskiego. Dziś moja riposta, wysłana do Redakcji „Tygodnika”:

Zasmucił mnie artykuł „Spacerologia stosowana” Beaty Chomątowskiej. Spodziewałem się, że czytając o deregulacji zawodu przewodnika znajdę w „Tygodniku” coś więcej niż powierzchowne opinie i lamenty osób uważających się pokrzywdzonych. Sądziłem, że oddacie głos aktywistom, którzy przez kilka ostatnich lat uparcie walczyli z groźnymi absurdami, zamiast bezkrytycznie eksponować np. teorię Jarka Spacerologa Praskiego o tym, że należy zakazać „wolnoamerykanki” w informowaniu  zagranicznych turystów o polskiej historii.  Jako że o ryzyku otwarcia zawodu wspomniano w leadzie artykułu, łatwo odnieść wrażenie że zarówno autorka jak i redakcja sympatyzuje z tymi poglądami, kontynuując bardzo złą tradycję pisania o temacie. Dziennikarze jakby zapomnieli, że sami korzystają z wolności uprawiania swojego nieregulowanego zawodu, swobody mówienia i pisania do milionów. A osoby obecnie redagujące „Tygodnik” nie pamiętają zapewne czasów kiedy z „wolnoamerykanką” na jego łamach walczyły władze komunistyczne, cenzurując teksty.

Cytując popularną anegdotę o ukaranym krakowskim profesorze autorka nie zadała sobie trudu aby sprawdzić jej źródło, przeczytać o rzeczywistych wydarzeniach, opisywanych np. w prowadzonym przeze mnie od 6 lat blogu wolneprzewodnictwo.blog.pl i we wciąż dostępnych internetowych archiwach prasy i telewizji. Uchwalone w 1997 r. przez koalicję SLD-PSL przepisy reglamentujące zawód przewodnika były częścią ustawy gospodarczej, z założenia mającą jedynie chronić interesy klientów polskich biur podróży. Stały się natomiast pretekstem do bezprawnej ingerencji w prywatność i wyłączenia usług turystycznych spod konstytucyjnej zasady wolności słowa. Przewodnicy podsłuchujących i kontrolujący w asyście służb mundurowych przechodniów na ulicach miast, zachowywali się niemalże jak  ZMP-owscy bojówkarze w czasach stalinowskich. Analiza tego procederu mogłaby być kanwą do rozważań, jak niskie wciąż panują u nas standardy rozumienia i szanowania praw obywatelskich. Niestety autorka „Tygodnika” nie potrafiła wznieść się poza garść banałów.

Maciej Zimowski
Koordynator Akcji Społecznej Wolne Przewodnictwo

Do regionalnych organizacji turystycznych: Myśleć, nie ulegać!

Niedawno odwojować deregulację na poziomie lokalnym próbowano we Wrocławiu. Teraz Pyrlandia się zbroi. Poznań jest – jak wiadomo, miastem w którym panują wyjątkowo wredne, kumoterskie układy, które przy okazji głośnej tzw. sprawy Kroloppa obnażył w swojej książce Marcin Kącki. Na naszym blogu przypomnę teksty ten i ten z 2009 roku, roku szalejącej antywolnościowej agresji.  Oto moja dzisiejsza odpowiedź:

Sz. Pan Jan Mazurczak
Dyrektor Poznańskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej 

Ze zdziwieniem przeczytałem komunikat ogłoszony 26 stycznia na facebookowej stronie „Piloci i przewodnicy – Poznań” w którym pada Pana nazwisko jako protektora osób pokrzywdzonych przez deregulację. Uważam że działania takie są sprzeczne z celem statutowym kierowanej przez Pana organizacji, czyli wspieraniem rozwoju rynku turystycznego w regionie.

Niefortunne i niepokojące są sformułowania, jakoby „Miasto Poznań uznało za wykwalifikowanych przewodników po Poznaniu wszystkich posiadających dotychczasowe uprawnienia” a „koordynatorem jakiejkolwiek certyfikacji nowych przewodników lokalnych” miałaby być PLOT.

W powyższym widzę próbę obejścia ustawy deregulacyjnej poprzez działania lokalnych władz samorządowych, co nie jest legalnie możliwe. Przypomnę, że w obecnych realiach uprawniony do oprowadzania jest każdy kto ukończył 18 lat i ma wykształcenie co najmniej średnie a ocenę kwalifikacji dokonuje zatrudniający go klient bądź zleceniodawca. Ani „Miasto Poznań” ani PLOT nie są organizatorami wycieczek. Nie ma nic złego w rekomendacji określonych podmiotów, jednak inicjatywy takie powinny wychodzić ze strony biznesu turystycznego a nie korporacji, które do tej pory same nadawały sobie uprawnienia i zwalczały konkurencję. Uleganie ich postulatom nie służy rozwojowi rynku, jest wręcz działaniem antyrynkowym. Odszukiwać i wspierać należy raczej nowe ciekawe inicjatywy, które będą rodzić się po deregulacji, a nie środowiska które przez kilkanaście lat korzystały z monopolu i przymusu zakupu ich usług.

Niepokojące są próby wpływania na gestorów lokalnych atrakcji turystycznych. Pana organizacja powinna raczej pilnować, aby nie dochodziło do prób dyskryminacji w dostępie do tych obiektów.

Zamiast ulegać irracjonalnym lamentom o rzekomym – cytuję „zagrożeniu lokalnego dziedzictwa (nie tylko w sensie materialnym)” powinien Pan raczej wykorzystać deregulację do promocji miasta. Zachęcać organizatorów do częstszego odwiedzania Poznania argumentem, że nie są już narażeni na upokarzające kontrole uprawnień i mandaty za nielegalne oprowadzanie. Przypomnę, że już w maju 2009 roku protestowaliśmy przeciwko szkodliwym praktykom na poznańskich ulicach.

Maciej Zimowski
Koordynator Akcji Wolne Przewodnictwo

Do czytelników bloga: Proszę informować o podobnych próbach w innych miastach i regionach. Z pewnością dzieje się sporo, ale raczej zakulisowo.

Magister Skąpski myli dyrektorowanie z dyktatorstwem

Myślałem że będę miał trochę spokoju, ale już dziś muszę  przystąpić do realizacji punktu 3. z poprzedniej notki. Trzeba przyznać że dotychczasowe utarczki z Dyrekcją TPN to był przysłowiowy Wersal. Teraz, za parkową pseudolegislację wzięli się mieszkańcy puszcz i bagien z Polski wschodniej Polski. Ale ponieważ w parkach nizinnych i płaskich jak stół w żaden sposób nie można już się powoływać na szczątkowe regulacje „górskie” – zadanie mamy ułatwione.

Otrzymałem dziś najnowsze zarządzenia dyrekcji Biebrzańskiego Parku Narodowego mgr Romana Skąpskiego

o udostępnianiu turystycznym Parku ze sporą dozą radosnej twórczości w kwestii rzekomego „zezwalania” na świadczenie usług przewodnickich, w duchu niemal tak radykalnym, jak wypowiedzi innego znanego podlaskiego celebryty:

z informacją że podobne ukażą się w innych parkach (np. Białowieskim). Upubliczniam je pod adresem:


http://wolnezawody.org/dokumenty/zarz_bbpn_1.pdf


http://wolnezawody.org/dokumenty/zarz_bbpn_2.pdf

Dokumenty te są przykładem wyjątkowej arogancji, niekompetencji i bezprawia. Dzięki nim  Podlasie znowu ma szansę zostać pośmiewiskiem, jak za czasów Kononowicza.

Wzywam Dyrektora Parku do natychmiastowej anulacji w/w zarządzeń.  Jednocześnie proszę wszystkich przyrodników i osoby zaangażowane w organizację turystyki na terenie parków narodowych o stanowczy sprzeciw, ignorowanie z gruntu prawa nieważnych zapisów regulaminowych oraz zgłaszanie przypadków przekraczania kompetencji przez parkowe służby.

Artykuł 8e1 Ustawy o Ochronie Przyrody (prawo określania sposobu udostępniania obszarów parku) w żaden sposób nie zezwala zarządcy terenu (podobnie jak nawet prawo własności w przypadku obiektów prywatnych udostępnianych publicznie) na stosowanie praktyk dyskryminacyjnych wobec zdefiniowanych przez siebie grup osób zwiedzających park.

Zasady udostępniania obszaru PN określa Art. 12 ustawy, który reguluje zasady sprzedaży biletów wstępu natomiast nie wspomina o żadnych dodatkowych obciążeniach. Każdy nabywca biletu powinien być traktowany tak samo.

Zakres czynności kontrolnych do jakiego uprawnione są służby parku określa Art. 108 Ustawy – jest to „legitymowanie osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa lub wykroczenia (…) w celu ustalenia ich tożsamości”. Pełnienie funkcji przewodnika terenowego bez wymaganych uprawnień nie jest od 1.01. 2014 wykroczeniem i nie ma podstaw do kontrolowania takich osób. Zwracam też uwagę, że legitymowanie dotyczy jedynie ustalenia tożsamości osoby a nie prywatnych szczegółów związanych z wycieczką na teren parku np. rodzaj organizowanej imprezy, nazwa organizatora, pełnienie funkcji przewodnickiej. Zwiedzający nie ma obowiązku informowania kogokolwiek o takich szczegółach swojej wizyty.

Ponadto ustawa uprawnia do kontroli dowodów wniesienia opłat, o których mowa w art. 12, czyli biletów wstępu, a nie żadnych „licencji” czy „zezwoleń” jak sobie dyrektor BbPN samowolnie wpisał w par. 5 własnego zarządzenia.

Przykładem wyjątkowej bezczelności jest Zarządzenie nr 2 w sprawie „Zezwoleń na wykonywanie usług przewodnickich”. Przypomnę że zgodnie z Art. 22. Konstytucji RP „Ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny”. W nowym brzmieniu Ustawy o Usługach Turystycznych, od 1.01.2014r. zawód przewodnika terenowego jest zawodem niereglamentowanym, a jego kompetencja sprawdza pracodawca a nie urzędnik. Również żaden fragment Ustawy o Ochr. Przyrody w nie wspomina o ograniczaniu prawa świadczenia usług przewodnickich na terenie parków narodowych. W tym świetle wspomniane zarządzenie nr 2 jest całkowicie nieważne. Biebrzański Park Narodowy, obejmujący obszar porównywalny z powiatem, to nie „Republika Biebrzańska” rządzona przez jakiegoś kacyka, który egzaminuje, nakazuje przymusowy „wolontariat” nakazuje nosi na bagnach jakieś koszmarne bumagi z pieczęciami

I płacić kasę za to żebym pokazując rycyka mógł powiedzieć „to jest rycyk”.

Osobom zwiedzającym parki i organizującym na ich terenie imprezy turystyczne wyjaśniam po raz kolejny, że regulamin parku nie jest prawem stanowionym, tylko elementem umowy cywilnoprawnej między równorzędnymi podmiotami a wspomniane „zapisy przewodnickie” mają charakter zabronionej klauzuli umownej i nie ma obowiązku ich przestrzegania.

Jednocześnie ostrzegam służby parkowe, że nadmierna wścibskość i złośliwość strażników, dyskryminacyjne praktyki czy bezpodstawne zakłócanie imprezy turystycznej może spowodować kary za nadużywanie kompetencji i sądowe nakazy wypłacenia odszkodowania organizatorom wycieczek w przypadku udowodnionych strat.

A dyrektorom-kombinatorom z innych  parków radzę dobrze przestudiować obowiązujące ich przepisy przed wyprodukowaniem kolejnych żenujących bubli. Lokalne „licencje przewodnickie” mogą mieć jedynie charakter dobrowolnego certyfikatu

Mgr inż. Maciej Zimowski
Koordynator Akcji „Wolne Przewodnictwo”
akcja@wolnezawody.org

PS. Wydaje mi się  ponadto, że – praktykowane również i do tej pory – pobieranie opłat za parkowe „licencje przewodnickie” było i jest bezprawne. Art. 12 ustawy precyzuje opłaty za wstęp. O żadnych płatnych licencjach nie ma mowy. Wygląda to na groźną w konsekwencjach samowolkę, a osoby które owe frycowe zapłaciły mogą śmiało żądać ich zwrotu z odsetkami.

Sześć lat Akcji Wolne Przewodnictwo – i co dalej?

Jak łatwo sprawdzić w archiwum, 6 stycznia 2008 r. ukazała się na tym blogu pierwsza notka. Dziś, dokładnie po 6 latach cele nasze są w większości spełnione. Można się pokusić o próbę napisania historii alternatywnej – co by było, gdybym nie wymyślił tej Akcji? Deregulacja oczywiście by nastąpiła. Ustawy nie napisano, w co wciąż niektórzy wierzą – ani na moje żądanie, ani znienawidzonego ministra Gowina biorącego odwet za to, że jego „znajomy profesor” został ukarany za nielegalne oprowadzanie po Krakowie. Także z pewnością w pierwszej turze znalazłyby się zawody sportowe.

Ale – właśnie tu leży pewne małe „ale”. Od zimy 2012 często kontaktowali się ze mną współpracownicy Gowina, przekazałem im sporo materiałów z prywatnego archiwum, które zostały użyte podczas rządowych prezentacji. Od początku było sporo szumu wokół tego, że regulacje zawodów turystycznych to właśnie szczyt wszelkiego rodzaju absurdów i należy je zderegulować jak najszybciej. Chociaż sporo dobrego zrobili sami przewodnicy, swoimi dziwacznymi protestami przyciągając uwagę mediów i ośmieszając się w oczach opinii publicznej.

Później nastąpiło mozolne przepychanie ustawy przez kolejne szczeble procesu legislacyjnego. Nie było to łatwe, gdyż wrogowie zmobilizowali siły a żadnej dyscypliny partyjnej przy głosowaniu poprawek nie było. I teraz – nie wchodząc w szczegóły, mogę z dużą pewnością stwierdzić, że gdyby nie pewna moja interwencja obudzilibyśmy się 1. stycznia 2014 w koszmarnej rzeczywistości przewodnickich licencji wydawanych przez lokalne samorządy. Na wzór tego co załatwili sobie taksówkarze w większych miastach, co – jak pisze kolega z innego blogu – jest sprzeczne z konstytucją. Na szczęście do tego nie doszło. Jeśli ktoś chce mi przesłać jakiś dowód wdzięczności za prawo do wykonywania zawodu – nie będę protestował. Mój adres: Maciej Zimowski, 31-023 Kraków, ul. Św. Krzyża 17.

Mojego bloga wciąż odwiedzają dziesiątki osób. Dziękuję, zapraszam do archiwów, a jednocześnie proszę o wyrozumiałość, że będę go redagował z mniejszą niż dotąd intensywnością. Wolę skupić swoją energię na innych tematach, np. związanych z turystyką rowerową. Będę tu wracał tylko, jeśli pojawi się coś naprawdę ważnego. Zapraszam tradycyjnie do polubienia strony facebook.com/wolneprzewodnictwo – tam będę częściej zamieszczał informacje.  A jakie są nasze zadania po deregulacji?  Wymienię je w trzech punktach:

1. Jakkolwiek pompatycznie by to nie zabrzmiało – stanie na straży zdobytej wolności. Akcja Wolne Przewodnictwo była do tej pory inicjatywą niewielkiej grupki osób świadomych potrzeby zmian. Po 1.01.2014 reprezentujemy właściwie wszystkich wykonujących zawód, w szczególności tych którzy do niego wejdą z wolnego naboru bez wyrabiania „państwowych papierów”. Wszyscy oni powinni wiedzieć co się zdarzyło w 1998 r. kiedy tysiące podobnych usługodawców z dnia na dzień straciło prawo wykonywania zawodu i nie dopuścić do powtórzenia tej sytuacji. Niedobitki wrogów czychają i po wyborach jesienią 2015 jeśli zmieni się układ na scenie politycznej mogą przypuścić atak. Trzeba pilnować i chwycić ich za gardło, gdyby za bardzo podskakiwali.

2. Lobbowanie za dalszą, całkowitą deregulacją zawodu. Z ustawy turystycznej i Kodeksu Wykroczeń muszą zniknąć jakiekolwiek zapisy ograniczające pracę pilota czy przewodnika. Zderegulowani muszą zostać tzw. „przewodnicy górscy”. Każdy kto dziś przystępuje do mozolnego, długiego i drogiego procesu wchodzenia w korporacyjną machinę niech wie, że za rok, dwa, trzy może przyjść kolejna deregulacja i jego pieniądze będą wyrzucone w błoto. Czy nie lepiej przyśpieszyć ten proces? Także zamiast wymyślać jego alternatywne nazwy jak wspomniany „instruktor turystyki górskiej” zainteresowani powinni po prostu skrzyknąć się, znaleźć sprzyjających im parlamentarzystów i otworzyć całkiem szeroko już dziś uchylone drzwi. Jak mawiał Radek Sikorski – Jeszcze jedna bitwa, jeszcze dorżniemy watahy, wygramy tę batalię!

3. Walka z lokalnymi próbami ograniczania przewodnickiej wolności. To akurat najmniej poważny problem – lokalnymi zarządzeniami deregulacji odkręcić się nie da. Jeśli tego rodzaju zakusy istnieją – są nielegalne. Obliczone na nieznajomość prawa przez obywateli, czy bagatelizowanie problemu. Na blogu napisałem już sporo na ten temat, zwłaszcza w kontekście Tatrzańskiego Parku Narodowego. Teksty można wyszukać wpisując w google słowa: wolneprzewodnictwo, TPN. Nie tak dalej jak wczoraj otrzymałem zapytanie od przewodnika beskidzkiego, czy może zaprowadzić grupę do Morskiego Oka. Oczywiście że może – kupując wszystkim bilety, wchodząc na publicznie dostępny szlak, natomiast strażnik nie ma uprawnień do tego żeby kontrolować prywatne relacje między zwiedzającymi teren, ustalać kto jest przewodnikiem czy kto organizuje imprezę. Ale tu znów – ja nie przyjadę do Palenicy czy do Kir użerać się z dziadkami, to jest już wyłącznie sprawa świadomości i odwagi tych, których te absurdy dotykają.

Na koniec – wszystkim ludziom z branży turystycznej życzę fantastycznego sezonu 2014 i sam też uciekam do pracy.

Instruktor turystyki górskiej rozwali system?

Pod koniec zeszłego roku w niektórych mediach ukazał się taki wesoły materiał o przewodnikach górskich którzy już złorzeczą na „postawione na głowie” wymagania. Będą złorzeczyć jeszcze więcej i szybko uświadomią sobie, że pozostawienie w ustawie niejasnych, absurdalnych częściowych regulacji zawodu zamiast przywileju, stanie się  jedynie źródłem problemów.

Natura jak wiadomo nie znosi próżni. Jak dobrze pamiętamy – do niedawna taksówkarze mieli konkurencję firm działających pod nazwą „przewóz osób”. Na tej zasadzie będzie można zawodowo oprowadzać turystów po górach, byle nie nazywać się oficjalnie „przewodnikiem górskim”. Tylko na przykład – przyszedł mi pomysł do głowy – instruktorem turystyki górskiej. Skoro po deregulacji zawodów sportowych każdy może być instruktorem alpinizmu, to co za problem z łatwymi spacerkami po turystycznych – górskich czy podgórskich szlaczkach.

Okazało się jednak, że nie byłem pierwszym który wpadł na taki pomysł, gdyż kursy instruktora turystyki kwalifikowanej o specjalności turystyka górska oferuje

Towarzystwo Turystów Przyrodników i Krajoznawców. Jak widać z treści strony, praca takiego instruktora niczym specjalnym od pracy przewodnika się nie różni. Zupełnie niesłuszna jest natomiast uwaga, jakoby brak wymogu prowadzenia wycieczek przez przewodników nie dotyczył parków narodowych. Jak już pisałem wielokrotnie, tego rodzaju zapisy w parkowych regulaminach nie są obowiązującym bezwzględnie prawem, lecz elementem umowy, do którego nie trzeba się stosować. Ponadto służby parkowe nie mają uprawnień do tak szczegółowego wglądu w prywatność turystów, żeby ustalać kto jest kierownikiem czy organizatorem wycieczki i ingerować w jej przebieg. Sugeruję działaczom TTPiK aby dokładniej sprawdzili ten stan od strony prawnej i nie ograniczali pracy swoim instruktorom w najpiękniejszych fragmentach polskich gór.

Wraz z początkiem deregulacji coraz więcej ludzi będzie wchodzić na rynek usług poza dotychczasowym systemem papierów i pieczątek. Niech wiedzą już na wstępie że do obsługi imprez na terenie pagórkowatym też nie muszą się opłacać korporacjom leśnych dziadków. Po prostu zarejestrować działalność jako „instruktor” a nie przewodnik.

Pierwsza minuta wolności

I jeszcze jedno ujęcie tego samego fragmentu ulicy Brackiej, zrobione dokładnie o godzinie 0:01, 1 stycznia 2014

Już bez tablicy z zakazem oprowadzania, w nareszcie WOLNYM mieście Krakowie :)

Oczywiście działamy dalej, za kilka dni napiszę obszerniejszą notkę.