Misja urzędników, czyli niszczenie nowoczesnego biznesu

Na jednym z forów turystycznych, pewien urzędnik z urzędu marszałkowskiego, którego tożsamość litościwie przemilczę, złorzecząc na deregulację napisał, jaką to pełnił wcześniej szlachetną misję, licencjonując przewodników i pilotów. Jak wyglądała owa misja – wiemy na przykładzie krakowskim – próba niszczenia wszystkiego, co nie pasuje do „jedynej i słusznej” wizji turystyki, opartej na starych PRL-owskich kliszach.

Niestety wszystko wskazuje na to że owa misja, choć ograniczona do terenów „górskich”  będzie trwać nadal. 4 grudnia napisałem o początku kabaretu w wykonaniu urzędników z Woj. Śląskiego, Z podobną propozycją  co skomentował też na swoim blog Tomek Dygała, wyszli urzędnicy warmińsko-mazurscy.

A teraz zacytuję w całości treść maila, który dostałem niedawno z adresu „sport@slaskie.pl”

Szanowny Panie,
autorem tej wg Pana niefortunnej propozycji jest Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego w Katowicach. Informujemy, że przedstawione przez nas propozycje zmian zostały przesłane do ministerstwa SiT zgodnie z procedurą urzędową. Mamy także nieodparte wrażenie, że zupełnie nie zrozumiał Pan intencji naszej
uwagi do rozporządzenia. Użycie słowa „wycieczka”, było celowe, aby zobrazować konkretną wydarzenie podczas imprezy turystycznej, czyli wyjście grupy osób na szlak turystyczny. Stoimy bowiem na stanowisku, że jeśli w programie imprezy turystycznej
organizator turystyki proponuje wyjście w góry, czyli na szlak turystyczny, to jego obowiązkiem jest zapewnienie fachowej opieki, czyli przewodnika górskiego. Chodzi tu o zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom. Przypominamy, że impreza turystyczna np organizowana w Szczyrku nie musi zawierać przejścia szlakiem turystycznym, może to być tylko przejazd i zakwaterowanie. Informujemy także, że ustawa nie definiuje także wyrażenia touroperator użytego przez Pana. Pragniemy nadmienić, że od wniesienia uwag do podpisania rozporządzenia jeszcze daleka droga. Być może te według Pana bzdurne uwagi nie zostaną, ku Pana zadowoleniu, wzięte w ogóle pod uwagę. Z turystycznym pozdrowieniem,
Wydział Turystyki i Sportu

Oto moja odpowiedź:

Szanowni Państwo,
Słowa „touroperator” jako zamiennika ustawowo zdefiniowanego „organizator turystyki” użyłem w tekście publicystycznym, a nie w propozycji legislacyjnej. Państwo natomiast nadal upieracie się przy określeniach, które nie mają ścisłej definicji, a są wyłącznie pojęciami zwyczajowymi jak np. szlak turystyczny czy grupa.

Ustawa definiuje pojęcie imprezy turystycznej, – zestawu usług, który można równie dobrze sprzedać pojedynczej osobie, a nie jakieś „grupie”.  Natomiast bardzo dobrze zrozumiałem wasze intencje. Zmierzają one do tego, aby zakazać organizatorom  sprzedaży imprez które zawierają w programie wędrówki górskie a nie zawierają usługi przewodnickiej co jest absurdem i świadczy o tym że w Śląskim Urzędzie Marszałkowskim pracują ludzie którzy nie mają najmniejszego pojęcia o realiach organizowania komercyjnych imprez turystycznych w górach Europy. Jeszcze raz więc przypomnę, czego nie doczytaliście w mojej notce z 4. grudnia, że polega ona na sprzedaży indywidualnych (self-guided) pakietów wędrówkowych, zawierających noclegi i transport bagażu, podczas których turysta wędruje samodzielnie w oparciu o przekazane mu materiały (mapa i opis trasy). Na turnusy takie zapisują się zwykle po 1-2 osoby, czasem rodziny, rzadziej kilkuosobowe ekipy znajomych.

Z waszych propozycji jasno wynika że z chwilą wejścia zmienionego rozporządzenia organizatorzy tacy jak ja z dnia na dzień otrzymaliby zakaz sprzedaży owych indywidualnych pakietów, pod warunkiem wynajęcia dla każdego (nawet pojedynczego) turysty przewodnika na cały okres trwania imprezy co musiałoby kilkakrotnie zwiększyć jej koszt a także spowodowałoby jej niesprzedawalność, bo turyści przyjeżdżający do Polski nie mają ochoty cały czas chodzić z jakimś opiekunem ani dołączać do jakiejkolwiek „grupy”. Tłumaczenie  owej chęci rzekomym „bezpieczeństwem” jest absurdalne. Znakowane szlaki turystyczne w polskich górach są publicznie dostępne i odwiedzane przez miliony turystów wędrujących samodzielnie. Pomysł że turysta musiałby kupować usługę przewodnicką, tylko dlatego że za pośrednictwem biura kupuje w pakiecie inne usługi to jakaś niedorzeczność, próba nałożenia haraczu. Wskazuje na korupcyjne powiązania ze środowiskiem przewodników.

Propozycję legislacyjną i e-mail z 4 grudnia odczytuję jednocześnie jako brutalny atak na moje przedsiębiorstwo, które od kilku lat prowadzi sprzedaż pakietów indywidualnych w Beskidach, co jest efektem wieloletniej pracy marketingowej, znacznych środków zainwestowanych w katalogi i stoiska na targach turystyczne – np. na Wandermesse w Düsseldorfie.

Jest to sprzeczne z misją samorządowych organów, którą powinno być wspieranie nowoczesnych form biznesu a nie ich niszczenie i zamykanie.

Bardzo proszę o dokształcenie się, zrewidowanie poglądu, przeproszenie za błędy i wysłanie do Ministerstwa sprostowania i odwołania tej propozycji. Będę na bieżąco sprawę referował na blogu i starał się zainteresować problemem lokalne media.

Niezależnie od tego chciałbym zwrócić uwagę, że z mojego doświadczenia – wynajęcie przewodnika z tzw. państwowymi uprawnieniami w żaden sposób nie poprawia ani bezpieczeństwa ani jakości organizowanej imprezy. Osoby te – chronione korporacyjnym monopolem, świadczą usługi drogie i na bardzo niskim poziomie. Jeden z takich przykładów opisałem 2 lata temu. Przypomnę też że w styczniu br. Doszło do głośnej akcji GOPR na Babiej Górze, ratowanie z poważnych opresji grupy turystów z Żywca i Bielska Białej. Grupa była pod opieką przewodników – do dziś opinia publiczna nie dowiedziała się jakie było dalsze postępowanie i jakie konsekwencje poniosły osoby narażające innych na niebezpieczeństwo.

Z poważaniem
Maciej Zimowski

Możliwość komentowania jest wyłączona.