Znikają totalitarne symbole

Drodzy Państwo, za chwilę Sylwester który możemy obchodzić w nastroju podwójnie szampańskim. Dlaczego – wiadomo – o północy 1.01.2014 roku wchodzi w życie nowe prawo deregulacyjne. Kończy się piętnasto-i-pół-letnia niewola.

Takoż i na sam koniec roku zostawiłem sobie tę ciekawostkę. Mało kto wie, że w Krakowie, na skrzyżowaniu ulic Brackiej i Gołębiej, pod znakiem parkingowym wisiała tablica:

Przybliżmy jej złowrogą treść:

No i właśnie. Miałem pewien pomysł, żeby świętować deregulację w postaci uroczystego zdjęcia tej tablicy o północy. Z początkiem grudnia napisałem w tej sprawie oficjalne pismo do krakowskiego ZIKiT. Otrzymałem telefon od zdziwionego Pana z tej instytucji który stwierdził że on nic o tym nie wie, nie mają owego znaku w swojej ewidencji, jest to najpewniej jakaś samowolka. Kilka dni później tablicy już nie było. Pytałem czy mogę ją zachować do celów pamiątkowych, odkupić itp. – otrzymałem odmowę. Jak się domyślam,  przewodniccy mafiozi mający znajomości w ZIKicie  mogli mieszać w tym palce. Odpuściłem sobie – mamy na pamiątkę fotografie.

No to cóż – o północy otwieramy szampana i – na zdrowie! Jeśli są jacyś ludzie Krakowie, którzy mają pomysł na spotkanie się i wspólne świętowanie – proszę pisać na akcja@wolnezawody.org lub dzwonić 604 446233.

Misja urzędników, czyli niszczenie nowoczesnego biznesu

Na jednym z forów turystycznych, pewien urzędnik z urzędu marszałkowskiego, którego tożsamość litościwie przemilczę, złorzecząc na deregulację napisał, jaką to pełnił wcześniej szlachetną misję, licencjonując przewodników i pilotów. Jak wyglądała owa misja – wiemy na przykładzie krakowskim – próba niszczenia wszystkiego, co nie pasuje do „jedynej i słusznej” wizji turystyki, opartej na starych PRL-owskich kliszach.

Niestety wszystko wskazuje na to że owa misja, choć ograniczona do terenów „górskich”  będzie trwać nadal. 4 grudnia napisałem o początku kabaretu w wykonaniu urzędników z Woj. Śląskiego, Z podobną propozycją  co skomentował też na swoim blog Tomek Dygała, wyszli urzędnicy warmińsko-mazurscy.

A teraz zacytuję w całości treść maila, który dostałem niedawno z adresu „sport@slaskie.pl”

Szanowny Panie,
autorem tej wg Pana niefortunnej propozycji jest Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego w Katowicach. Informujemy, że przedstawione przez nas propozycje zmian zostały przesłane do ministerstwa SiT zgodnie z procedurą urzędową. Mamy także nieodparte wrażenie, że zupełnie nie zrozumiał Pan intencji naszej
uwagi do rozporządzenia. Użycie słowa „wycieczka”, było celowe, aby zobrazować konkretną wydarzenie podczas imprezy turystycznej, czyli wyjście grupy osób na szlak turystyczny. Stoimy bowiem na stanowisku, że jeśli w programie imprezy turystycznej
organizator turystyki proponuje wyjście w góry, czyli na szlak turystyczny, to jego obowiązkiem jest zapewnienie fachowej opieki, czyli przewodnika górskiego. Chodzi tu o zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom. Przypominamy, że impreza turystyczna np organizowana w Szczyrku nie musi zawierać przejścia szlakiem turystycznym, może to być tylko przejazd i zakwaterowanie. Informujemy także, że ustawa nie definiuje także wyrażenia touroperator użytego przez Pana. Pragniemy nadmienić, że od wniesienia uwag do podpisania rozporządzenia jeszcze daleka droga. Być może te według Pana bzdurne uwagi nie zostaną, ku Pana zadowoleniu, wzięte w ogóle pod uwagę. Z turystycznym pozdrowieniem,
Wydział Turystyki i Sportu

Oto moja odpowiedź:

Szanowni Państwo,
Słowa „touroperator” jako zamiennika ustawowo zdefiniowanego „organizator turystyki” użyłem w tekście publicystycznym, a nie w propozycji legislacyjnej. Państwo natomiast nadal upieracie się przy określeniach, które nie mają ścisłej definicji, a są wyłącznie pojęciami zwyczajowymi jak np. szlak turystyczny czy grupa.

Ustawa definiuje pojęcie imprezy turystycznej, – zestawu usług, który można równie dobrze sprzedać pojedynczej osobie, a nie jakieś „grupie”.  Natomiast bardzo dobrze zrozumiałem wasze intencje. Zmierzają one do tego, aby zakazać organizatorom  sprzedaży imprez które zawierają w programie wędrówki górskie a nie zawierają usługi przewodnickiej co jest absurdem i świadczy o tym że w Śląskim Urzędzie Marszałkowskim pracują ludzie którzy nie mają najmniejszego pojęcia o realiach organizowania komercyjnych imprez turystycznych w górach Europy. Jeszcze raz więc przypomnę, czego nie doczytaliście w mojej notce z 4. grudnia, że polega ona na sprzedaży indywidualnych (self-guided) pakietów wędrówkowych, zawierających noclegi i transport bagażu, podczas których turysta wędruje samodzielnie w oparciu o przekazane mu materiały (mapa i opis trasy). Na turnusy takie zapisują się zwykle po 1-2 osoby, czasem rodziny, rzadziej kilkuosobowe ekipy znajomych.

Z waszych propozycji jasno wynika że z chwilą wejścia zmienionego rozporządzenia organizatorzy tacy jak ja z dnia na dzień otrzymaliby zakaz sprzedaży owych indywidualnych pakietów, pod warunkiem wynajęcia dla każdego (nawet pojedynczego) turysty przewodnika na cały okres trwania imprezy co musiałoby kilkakrotnie zwiększyć jej koszt a także spowodowałoby jej niesprzedawalność, bo turyści przyjeżdżający do Polski nie mają ochoty cały czas chodzić z jakimś opiekunem ani dołączać do jakiejkolwiek „grupy”. Tłumaczenie  owej chęci rzekomym „bezpieczeństwem” jest absurdalne. Znakowane szlaki turystyczne w polskich górach są publicznie dostępne i odwiedzane przez miliony turystów wędrujących samodzielnie. Pomysł że turysta musiałby kupować usługę przewodnicką, tylko dlatego że za pośrednictwem biura kupuje w pakiecie inne usługi to jakaś niedorzeczność, próba nałożenia haraczu. Wskazuje na korupcyjne powiązania ze środowiskiem przewodników.

Propozycję legislacyjną i e-mail z 4 grudnia odczytuję jednocześnie jako brutalny atak na moje przedsiębiorstwo, które od kilku lat prowadzi sprzedaż pakietów indywidualnych w Beskidach, co jest efektem wieloletniej pracy marketingowej, znacznych środków zainwestowanych w katalogi i stoiska na targach turystyczne – np. na Wandermesse w Düsseldorfie.

Jest to sprzeczne z misją samorządowych organów, którą powinno być wspieranie nowoczesnych form biznesu a nie ich niszczenie i zamykanie.

Bardzo proszę o dokształcenie się, zrewidowanie poglądu, przeproszenie za błędy i wysłanie do Ministerstwa sprostowania i odwołania tej propozycji. Będę na bieżąco sprawę referował na blogu i starał się zainteresować problemem lokalne media.

Niezależnie od tego chciałbym zwrócić uwagę, że z mojego doświadczenia – wynajęcie przewodnika z tzw. państwowymi uprawnieniami w żaden sposób nie poprawia ani bezpieczeństwa ani jakości organizowanej imprezy. Osoby te – chronione korporacyjnym monopolem, świadczą usługi drogie i na bardzo niskim poziomie. Jeden z takich przykładów opisałem 2 lata temu. Przypomnę też że w styczniu br. Doszło do głośnej akcji GOPR na Babiej Górze, ratowanie z poważnych opresji grupy turystów z Żywca i Bielska Białej. Grupa była pod opieką przewodników – do dziś opinia publiczna nie dowiedziała się jakie było dalsze postępowanie i jakie konsekwencje poniosły osoby narażające innych na niebezpieczeństwo.

Z poważaniem
Maciej Zimowski

Ktoś zapomniał o prawie antymonopolowym?

Uczestnicy Forum w Ostródzie chwalą się laurką:

Styl pozostawiam bez komentarza ale dostrzeżmy pozytyw: Powoływanie się na zjednoczoną Unię Europejską a nie na Boga, Ojczyznę i Maryję Zawsze Dziewicę Królową Polski – z pewnością nie spodoba się posłowi Dziubie

i tej frakcji PiS-u, która usiłowała w ostatniej chwili zatrzymać w Sejmie deregulację przewodników żeby „wredny Niemiec nie opowiadał o polskiej historii”.

Poza tym zarówno w tej deklaracji jak i z oświadczenia Z. Kruczka przedstawianym na Targach TT Warsaw pobrzmiewa wyrażona ankiecie:

tęsknota za „jednym wspaniałym systemem” (a zapewne też za jedną urzędową stawką honorarium  za pilotaż..) która, jak już pisałem tutaj jest nierealna. Szanownemu gremium chciałbym też napomknąć, że w Polsce mamy dość skutecznie egzekwowane prawo antymonopolowe. Oferowanie płatnych szkoleń i certyfikatów od 1.01.2014 podlega mu tak samo jak np. sprzedaż pietruszki i służy ochronie konkurencji jako najlepszemu gwarantowi dobrej jakości usług. Czyli temu, że jeśli np. pan Tomek uważa się za świetnego fachowca i chce na tym zarobić, powinien założyć własną firmę szkoleniową i konkurować np. z panem Zdziśkiem. Czytając różne deklaracje mam wrażenie, że niektórzy chcą ten mechanizm obejść albo stępić. Oczywiście po zniesieniu państwowego monopolu i przymusu szkoleń, jest to niemożliwe. I nie sądzę że cokolwiek takiego się uda, a mój wpis jest tylko uprzejmą sugestią – nie idźcie tą drogą, towarzysze ;)

Zawody medyczne nadal wolne!

„Nie chcę żeby leczył mnie jakiś amator” – tego rodzaju argument często padał w dyskusjach ze strony przeciwników deregulacji. Argument wyjątkowo nietrafny, bo akurat rynek usług medycznych był i jest w Polsce wyjątkowo zderegulowany.

Po pierwsze – pacjent ma wybór: Może leczyć się albo u dyplomowanego lekarza albo u znachora. Rynek usług medycyny alternatywnej, naturalnej, niekonwencjonalnej czy jak ją tam zwał – jest ogromny.

Po drugie – nieuregulowanych jest kilkanaście zawodów okołomedycznych. Teoretycznie każdy, nawet bez żadnego formalnego wykształcenia może być np. masażystą, psycho-  i fizjoterapeutą, dietetykiem, logopedą, ratownikiem medycznym.  Aby tę straszą wolnoamerykankę ukrócić, przygotowano w 2008 r. ustawę której nie udało się przepchnąć, trafiła do zamrażarki i raczej już z niej nie wyjdzie.  Zgodnie więc z twierdzeniami antywolnościowców, jeżeli ulegniesz obywatelu wypadkowi, w ambulansie przyjedzie cię ratować…

…amator, niefachowiec, szarlatan „ktoś z ulicy” czy inny „felek spod budki z piwem”.

Tak mi się wzięło na sprawdzenie, czy ktoś ostatnio nie próbował powrócić do pomysłów sprzed 5 lat. Odkryłem na sejmowych stronach bardzo ciekawego kwiatka: Interpelację nr 17098. W maju br. Agnieszka Kołacz-Leszczyńska z grupą posłów zwróciła się do Ministra Zdrowia, uderzając w jakże znane nam tony:

Spójrzmy razem na charakter i wagę pracy ratownika medycznego – może on sam podejmować medyczne czynności ratunkowe z użyciem sprzętu i leków, decydując samodzielnie o ratowaniu zdrowia i życia pacjenta. Nie ma dziś w naszym prawie żadnych instrumentów, które kontrolowałyby działalność ratowników medycznych.

Trudno się nie zgodzić z tak przekonującą argumentacją prawda? Niestety Ministerstwo za nic ma bezpieczeństwo, zdrowie i życie Polaków, odpowiedź jest następująca:

Uwzględniając prowadzoną obecnie strategię deregulacji zawodowych, tworzenie kolejnej korporacji wraz z całą rozbudowaną strukturą organizacyjną nie znajduje uzasadnienia.

Proszę mi teraz wyjaśnić, dlaczego musimy utrzymywać za państwowe pieniądze korporację „przewodników górskich” z ich całą rozbudowaną strukturą organizacyjną.

Przewodnictwo najgorzej ocenianą usługą turystyczną w Krakowie

Wróciłem właśnie z krótkiej konferencji turystycznej w krakowskim magistracie. Były tam także przedstawicielki stowarzyszeń przewodnickich. Zapewne nie miały powodów do zadowolenia podczas prezentacji wyników badań ruchu turystycznego w Krakowie. Badania takie prowadzone są od 2003 r. – tym razem przedstawiono pierwsze rezultaty za rok 2013.  W tabeli ocen kilkunastu elementów oferty turystycznej w Krakowie, usługi przewodnickie zajęły najniższe, ostatnie miejsce  według oceny turystów krajowych (szacowane 7,5 mln przyjazdów). Turyści zagraniczni (2,5 mln) byli nieco łaskawsi, ale tu również przewodnictwo było dość nisko w rankingu. Bez komentarza.

Kabaretu górsko-przewodnickiego początek

Zaczęło się to, co przewidziałem – przepychanki i cyrki wokół próby ustalenia czym jest a czym nie jest „przewodnictwo górskie”. Która to czynność jest tak ważna dla funkcjonowania państwa polskiego, że państwo musi angażować powagę swojego aparatu i ogrom pieniędzy z budżetu, aby ściśle kontrolować owej czynności wykonywanie.

Na tej stronie ministerstwa można przeczytać pierwsze opinie i wnioski w sprawie planowanego rozporządzenia. Niektóre absurdy wyśmiał już na swoim blogu T. Dygała – tutaj i tutaj.

Mnie natomiast wyjątkowo oburzył projekt zmian zaproponowany przez „Województwo Śląskie” – strona 13 tego dokumentu. Jest tam następujący proponowany zapis:

Jeżeli organizator turystyki organizuje wycieczkę na obszar górski, oznacza to że ma obowiązek zapewnić klientowi usługi przewodnika górskiego posiadającego uprawnienia na obszar górski na którym odbywa się impreza turystyczna

I uzasadnienie

Organizator turystyki nie powinien mieć wyboru w umowie z klientem, jeśli imprezy organizowana jest w górach. W przeciwnym razie mógłby nie zobowiązać się w umowie do zapewnienia usług przewodnictwa górskiego

Bardzo proszę Śląski Urząd Marszałkowski i odpowiedź kto jest autorem tych bzdurnych propozycji, bo pod dokumentem nikt się nie podpisał. Nie istnieje definicja czegoś takiego jak „wycieczka” ale z sensu zapisu wynika,  że zapewne jako touroperator nie mam prawa organizować jakichkolwiek imprez bez usługi przewodnickiej. Nawet jeśli 1 osoba zażyczyłaby sobie np. rezerwację hotelu w Szczyrku – nie ma zmiłuj, muszę doliczyć do rachunku po kilkaset zł dziennie za przewodnika. Utrzymywany z moich

Utrzymywany z moich podatków urzędnik który to wymyślił nie ma zapewne pojęcia, że powszechną formą komercyjnej turystyki górskiej w Europie (zob. np. stronę Eurohike) są „self guided tours” czyli rezerwacja pakietów wędrówkowych – noclegi, transport itp. gdzie klient wędruje sam, bo na łatwych i znakowanych szlakach przewodnik jest mu niepotrzebny. Sam oferuję takie – patrz tutaj, tutaj i tutaj. Teraz dowiaduję się, że ktoś chce zakazać mi sprzedaży tych pakietów. Czekam na wyjaśnienie.

Piloccy aktywiści: Naciskajcie europosłów

Jak już pisałem – nie wybieram się na „spotkanie branżowe” do Ostródy,  ale ich uczestnikom sugeruję pewien temat, którym warto się zająć.

Podczas anty-deregulacyjnych protestów często słychać było argument, że brak państwowej licencji na uprawianie zawodu utrudni uzyskiwanie jej za granicą, że najpierw trzeba zderegulować prawo unijne itp. itd. – Jest w tym odrobina prawdy,  szczegółowo opisywałem problem rok temu – zapraszam tutaj i tutaj.

Obecnie, z tego co się orientuję, m. in. z aktualnych informatorów DRV,  albo z tego lipcowego komunikatu rzecznika SPD, proces unowocześniania dyrektywy jest wstrzymywany przez „protekcjonistyczne interesy kilku europejskich krajów”.

Nasi aktywiści, w tym zdaje się i organizator forum – Piotr Lisowski, wykazali w ostatnim roku godną podziwu determinację i mobilizację w lobbingu na rzecz wyjęcia zawodów turystycznych spod deregulacji. Udało im się fałszywymi argumentami przekonać kilku posłów i senatorów do antywolnościowych wystąpień w parlamencie, na szczęście jak wiemy – nieskutecznie.

Ale teraz, skoro nabrali tyle wprawy w pielgrzymowaniu po gabinetach polityków, niech zapukają do naszych europosłów, zapytają co tam słychać w interesującym nas temacie i zasugerować wsparcie niemieckich kolegów w walce z włosko-hiszpańskim korporacjonizmem.