Wymóg średniego wykształcenia – kolejny bubel w ustawie

Na jednym z forów turystycznych umieszczono link do tego dokumentu z komentarzem: Piloci dalej regulowani?

Jak w nim czytamy, nie można w całości uchylić przepisów o stażu adaptacyjnym dla obcokrajowców, ponieważ zgodnie z unijnym prawem wymóg posiadania średniego wykształcenia nadal jest regulacją zawodu.

Ów staż adaptacyjny był zresztą i do tej pory wyłącznie papierową fikcją. Na spotkaniu w 2011 r. w Toruniu zapytano przedstawicielkę ministerstwa, czy ktokolwiek skorzystał z jego „dobrodziejstw”. Była to ponoć 1 (jedna!) osoba która w dodatku owej procedury nie doprowadziła do końca.

Sam też muszę przyznać, że w ogólnym entuzjazmie nie zauważyłem tego bubla. Wymóg średniego wykształcenia nie wydaje się wygórowany i z pewnością obcokrajowcy pilotujący u nas grupy będą to mieli gdzieś. Natomiast jest to spory problem dla:

Po pierwsze – młodych ludzi, dla których rzekomo głównie ta deregulacja była. Sam do pilotażu zagranicznych grup rowerowych nie raz zatrudniałem 18, 19 – letnie osoby, świetnie znające języki i radzące sobie w tym fachu, jeszcze uczęszczające do liceum czy technikum. Okazuje się że nadal nie można tego zrobić legalnie!

Po drugie – nietrudno sobie wyobrazić że ktoś kończy np. gastronomiczną zawodówkę (formalnie więc wykształcenia średniego nie ma) pracuje kilka lat jako kelner, barman, a kiedy trafia mu się okazyjna oferta pilotażu, też nie ma prawa się go podjąć.

Po jakiego diabła taki wymóg wobec typowo sezonowej, wakacyjnej, dorywczej pracy??? W zawodach związanych z pośrednictwem i zarządzaniem nieruchomościami dokonano deregulacji całkowitej. W turystycznych powinno się postąpić tak samo!

Po trzecie – jest to wreszcie problem dla rządu. Tusk i Gowin nie raz pomstowali, że w Polsce jest najwięcej zawodów regulowanych. Okazuje się że formalnie zawód pilota nadal nim będzie i owa lista hańby arytmetycznie się nie zmniejszy. Nadal będziemy w smutnej grupie bodajże 3 czy 4 unijnych krajów w których urzędowo reguluje się usługi pilotów wycieczek. Wstyd.

Dziękuję za odzew!

Dziękuję wszystkim za spontaniczny udział w proteście. Osoby które wysyłały maila na adres Ministerstwa Sportu i Turystyki otrzymały odpowiedź w formie „wezwania do uzupełnienia braków formalnych…”. Odpowiadam – jeśli ktoś jedynie powierzchownie interesuje się tematem – niech tego maila po prostu zignoruje. Jeśli natomiast nadal chce brać chce brać udział w pracach (wśród protestujących byli m.in. przewodnicy górscy) – wzór formularza czystego jest tutaj, wypełnionego tutaj. W tej chwili po prostu dość głośno zwróciliśmy uwagę na to, że przygotowując rozporządzenie nie można iść na łatwiznę i bezmyślnie powielać tego, co było kiedyś.

Co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło – nasz protest nagłośniła Akcja obywatelska „Godzina dla Polski” czyli aktualna inicjatywa polityczna Jarosław Gowina, która – jak pisałem – dzielnie walczy z radami miejskimi zatrzymującymi deregulację taksówkarzy.

Byłoby dobrze, gdyby dokładniej zainteresowali się tematem. Przypomnę że w pierwotnej wersji – wiem to zarówno od M. Barszcza jak i przedstawicielki Ministerstwa na warszawskim forum w grudniu 2012 – do deregulacji przeznaczone były wszystkie zawody turystyczne. To, dlaczego pozostawiono częściową regulację na znacznej, południowej części kraju jest nadal rzeczą niewyjaśnioną i tajemniczą. Może Pan Gowin, już nie związany politycznymi układami z Rządem i PO, zechce w końcu opowiedzieć nam o kulisach tej manipulacji.

Deregulacja zawodów przewodnickich powinna wyglądać tak, że – wzorem większości europejskich krajów – nie definiujemy ustawowo i urzędowo kto jest pilotem, kto przewodnikiem takim, śmakim, owakim. Są to wyłącznie określenia zwyczajowe. Czyli praktycznie – powinno się wyrzucić z ustawy turystycznej wszystkie rozdziały dotyczące pilotażu i przewodnictwa.

W tej chwili ministerstwo nie ma niestety wyjścia, jakieś rozporządzenie musi przygotować i jego autorzy mogą albo skorzystać z naszych uwag albo nie. Jeśli nie – spokojnie, tym jego absurdalność da lepszy klimat do poważniejszej akcji lobbingowej w niedalekiej przyszłości.

Obecnie zarówno przewodnicy „górscy” z uprawnieniami jak i ci co rozpoczęli mozolny proces wejścia do korporacji cieszą się że obronili monopol i następni kandydaci będą mieli równie trudno. Nie muszą mieć. Idę o zakład że najdalej za 2-3 lata zacznie narastać frustracja i pojawią się pytania – „z jakiej racji mamy przechodzić te bizantyjskie procedury z zamierzchłej epoki”. I już bez wielkiego szumu zderegulujemy zawód całkowicie.

Zaprotestuj przeciw ograniczaniu deregulacji!

Notkę tę kieruję do szerszej niż zwykle publiczności z prośbą o dołączenie się do protestu. Temat jest pozornie „niszowy i branżowy” ale może dotyczyć każdego z nas. Wyobraź sobie taką życiową sytuację: Masz dobrą pracę, lubisz spędzać urlopy w górach, które kochasz i znasz. W pewnym momencie twój zakład bankrutuje – w dzisiejszych realiach może się to zdarzyć z dnia na dzień. Postanawiasz przekuć swoją pasję w nowy zawód i organizować znajomym wycieczki w góry. Okazuje się że aby legalnie oprowadzać klientów po polskich górach, po ogólnodostępnych szlakach spacerowych nawet w ich najniższych partiach i ledwo co wzniesionych pogórzach, musisz poświęcić w najlepszym wypadku nawet kilka lat, sporą sumę pieniędzy i wykuć potężną ilość teorii na temat np. religioznawstwa a i tak nie masz gwarancji czy lokalna korporacja „leśnych dziadków” zezwoli ci na pracę, zadając podchwytliwe pytania na egzaminie np. – fakt autentyczny „ile żon miał Kasprowicz”. Brak urzędowej licencji skutkuje karą – bez niej świadczenie usług przewodnictwa górskiego (cokolwiek miałoby to znaczyć) jest wykroczeniem.

Słyszałeś zapewne o tym, że zawód przewodnika został zderegulowany. Niestety nie w całości – choć takie były pierwotne plany. Wyjątek uczyniono dla przewodników górskich, z powodu – uwaga – jak po wielekroć zapewniali politycy – bezpieczeństwa turystów. Należało więc oczekiwać, że stosownie do tego sformułowane będą akty wykonawcze.

Nic z tego! Projekt rozporządzenia w sprawie przewodników górskich…

Możesz przeczytać sobie tutaj….>

Potężny dokument z absurdalnym, rozbudowanym systemem szkoleń i egzaminów, będący powielaniem gigantycznej biurokracji, nie mający nic wspólnego z obietnicami. Rządowi macherzy po raz kolejny chcą nam zrobić koło nosa.

Oto instrukcja co możesz zrobić żeby spróbować temu zapobiec, wkładając minimum wysiłku. Wyślij opinię do Rządowego Centrum Legislacji. Trzeba działać szybko – termin konsultacji upływa w piątek 29.11.   

Wejdź bezpośrednio na ten adres…>

(lub: legislacja.rcl.gov.pl > Projekty Rozp. Ministrów > Min. Sportu i Turystyki > Projekt… przewodników górskich > kliknięcie na kopertę)

Wpisz imię i nazwisko, e-mail
W dużą rubrykę – treść opinii:

Zgłaszam stanowczy protest przeciw projektowi rozporządzenia Ministra Sportu i Turystyki w sprawie nabywania uprawnień przewodników górskich z dnia 31.10.2013.
Dokument ten, zapowiadający kontynuacje dotychczasowych praktyk jest sprzeczny z duchem i sensem przeprowadzonej właśnie deregulacji zawodów turystycznych.
W trakcie prac legislacyjnych wielokrotnie informowano opinię publiczną, że pozostawienie reglamentacji zawodu przewodnika górskiego ma na celu wyłącznie bezpieczeństwo zdrowia i życia turystów przebywających z przewodnikiem w górach. Tymczasem zakres obowiązkowych szkoleń i egzaminów dla kandydatów opisany w rozporządzeniu przeładowany jest wiedzą teoretyczną z kilkunastu dziedzin (np. historia, architektura, religioznawstwo), które w żaden sposób z owym bezpieczeństwem związane nie są.
Zakres terytorialny uprawnień określony w rozporządzeniu sztucznymi granicami obejmuje znaczną część kraju, także niziny, pogórza i atrakcyjnie turystyczne miasta. Również na większości obszarów górskich w Polsce istnieje sieć ogólnodostępnych, bezpiecznych szlaków spacerowych. Nie istnieje żaden interes społeczny, aby przed kandydatami pragnącymi świadczyć tam usługi przewodnickie piętrzyć tak skomplikowane i kosztowne wymagania. System ten został wypracowany przez korporacje, celem maksymalnego ograniczenia dostępu do zawodu i eliminacji kandydatów na egzaminach poprzez egzekwowanie drobiazgowej wiedzy z nauk zupełnie nie dotyczących bezpieczeństwa. Konieczność zdobywania osobnych uprawnień na poszczególne regiony (Beskidy, Sudety itp.) również nie da się uzasadnić bezpieczeństwem turystów, a jedynie ochroną monopolu działających tam korporacji.
Wnioskuję o odrzucenie projektu rozporządzenia w całości i opracowanie nowych zasad reglamentacji zawodu, sprowadzających się jedynie do wymagania minimum wiedzy związanej z bezpieczeństwem przebywania w górach.

Tekst możesz zmodyfikować, dodać własne opinie itp.

Dodatkowo sugerowałbym wysłać maila na adres Ministerstwa i naszej Akcji – wszystkie maile jakie przyjdą do piątku do godz. 17.00 wydrukuję i wyślę także w formie papierowej.

W rubrykę „Do”: kontakt@msport.gov.pl, akcja@wolnezawody.org   
W rubrykę „temat:” Protest przeciwko rozporządzeniu dotyczącym przewodników górskich

I w treści to samo co do Rządowego Centrum Legislacji.    

Kto jest jeszcze bardziej zdesperowany niech osobiście wyśle list na adres Ministerstwo Sportu i Turystyki, ul. Senatorska 14, 00-082 Warszawa (musi być polecony z datą nadania najpóźniej 29.11.)

Tytułem komentarza – gdyby ktoś nie znający naszego kraju zobaczył to rozporządzenie, pomyślałby że jesteśmy jakimś Afganistanem, czy innym Bhutanem pokrytym pasmami nieprzebytych gór, gdzie bez przewodnika nie da się przeżyć skoro aparat państwa musi  tak szczegółowo i kosztownie angażować się w ich kontrolę. Tymczasem Polska jest krajem nizinnym, z niewielkimi skrawkami gór o charakterze alpejskim. Monopoliści których praca (oprowadzanie po kurortach i szlakach spacerowych) w większości nie ma nic wspólnego z przewodnictwem górskim roszczą sobie pretensje do sporej części kraju. Na stronie głównej akcji wolnezawody.org przedstawiłem opinię oraz mapkę „przewodnickiego rozbioru polski”. Jak prześledzimy szczegółowe granice terytorium na które nie dotrze deregulacja, (np. linia kolejowa Oświęcim – Kraków – Tarnów) to okaże się, że…

nawet nie po całym Krakowie i okolicach będzie wolno oprowadzać. Takie atrakcje jak Wieliczka, Sanktuarium Łagiewnickie czy – uwaga – bardzo niebezpieczna góra jaką jest Kopiec Krakusa będą terytorium zamkniętym. I tam przeniosą się marszałkowscy kontrolerzy, którzy będą jak dotąd szykanować nawet prywatne osoby. Proszę się nie śmiać – znając lokalną rzeczywistość wizja ta jest całkiem realna.

Jarosław Gowin w ramach swojej nowej inicjatywy „Godzina dla Polski” koordynował ostatnio akcję ratowania deregulacji taksówkarzy w poszczególnych dużych miastach (Lublin, Kraków, Bydgoszcz, Warszawa). Egzamin taksówkarski to pryszcz przy tym problemie co opisałem. W sprawach rzekomych niekompletnej deregulacji Pan Gowin nie raz zwodził opinie publiczną  – pisałem o tym tutaj. Ciekawe, co tym razem powie.

Tyle na dziś – zaprotestuj, daj znać innym o naszej akcji, niech ministerialni kombinatorzy nie myślą że ich cwaniactwo ujdzie niezauważone!

Maciej Zimowski
e-mail akcja@wolnezawody.org
tel 604 446233

Kruczek Kruczkowi nierówny czyli kilka darmowych porad

W weekend 6-8 grudnia w Ostródzie odbędzie się kolejne „Forum pilotażu i przewodnictwa”. Niestety muszę zmartwić moich fanów – nie wybieram się tam. Byłoby zaiste świetną rozrywką oglądanie tej stypy, ale nie mam w sobie aż tyle determinacji żeby poświęcać na to czas i pieniądze. Mogę natomiast poświęcić chwilę na napisanie tej notki z komentarzem i poradami.

Głównym tematem Forum jest, jakby ktoś nie zgadł – deregulacja. Trochę śmieszne to zaczyna się to robić, przypomina mentalność kręgów, w których naczelnym tematem jest „Smoleńsk”, będzie nim do końca świata i jeszcze tydzień po. Rzeczywiście, w pracy pilota i przewodnika jest absolutnie najważniejsze to, czy ma papier przyznany przez państwowego urzędnika, czy też nie.

Bardziej sensownym celem mojego pobytu byłoby nasłuchiwanie czy nie kombinują znowu jakichś działań na rzecz przywrócenia państwowych regulacji, ale na razie nie widzę takiego zagrożenia. Będą tam robić co innego, mianowicie (cytat stąd):

Na tym spotkaniu chcemy opracować nowe zasady nadawania uprawnień w oparciu o stanowiska środowisk. Obecna sytuacja jest również szansą na stworzenie nowej podstawy programowej jak ujednoliconego systemu egzaminacyjnego. Naszymi partnerami powinny zostać PIT i Izba turystki RP, jak inne organizacje…

Ręcę opadają. Szanownych działaczy proszę o wybicie sobie z głowy pojęcia „uprawnienia”. Uprawniony do pilotażu i przewodnictwa będzie teraz każdy. Nadawać można będzie co najwyżej w ramach dobrowolności – certyfikaty, rekomendacje itp.

Prezesem Federacji organizującej forum jest Zygmunt Kruczek, w jednej osobie także wydawca skryptów szkoleniowych i egzaminator. O jego działalności i interesach pisałem obszerniej tutaj i tutaj. Wcześniej popisał się tekstem  „pomysł na wolne przewodnictwo niedorzeczny”. Ha ha ha.

A teraz czytam jego równie genialny popis, na podstronie Małopolskiego Stowarzyszenia  Pilotów Wycieczek którego również jest prezesem:

Ustawa Gowina dopuszcza wykonywanie zawodu pilota przez każdą osobę z wykształceniem średnim, niekaraną za przestępstwa związane z pilotowaniem jednak z tym absurdem nie zgadza się branża turystyczna.

Pisać można dowolne bzdury, absurd jest pojęciem subiektywnym – np. dla jednych absurdem jest tęcza na Pl. Zbawiciela dla innych nie. Natomiast z powyższej wypowiedzi leje się wciąż ta sama buta i arogancja wobec osób które w inny niż oficjalny-urzędowy sposób zdobywają sobie miejsce na wolnym rynku usług. Z takim podejściem nie wróżę sukcesu w oferowaniu na tym rynku swoich własnych usług szkoleniowych.

Do Ostródy przyjadą przedstawiciele różnych lokalnych organizacji pilockich i każdemu kto ma głowę na karku radziłbym się mocno zastanowić, czy próba odtworzenia „jednolitego kołchozu” pod przewodnictwem Z. Kruczka ma jakikolwiek sens. Moim zdaniem jest to pomysł chybiony, ktoś tu znów usilnie kombinuje jak „ukręcić lody”. Czy w Polsce mamy jakiś jednolity, ogólnopolski system certyfikacji np. fryzjerów, kucharzy, mechaników, dziennikarzy? Bzdura.

Zresztą nie wierzę że takie „ujednolicenie” się realnie uda. Na poprzednim Forum w Warszawie Tomasz Herdzin z Torunia wyszedł z jakimś pomysłem i został zakrzyczany. Niedawno pośrednicy i zarządcy nieruchomości chcieli na ogólnokrajowym zjeździe uchwalić coś podobnego – natychmiast się pokłócili i nic z tego nie wyszło. Także i teraz do głosu dojdą różnice zdań i lokalne ambicje. I bardzo dobrze, niech każdy pracuje na własną markę. Na różnorodności polega wolny rynek i kapitalizm.

Warto też wyjaśnić władzom, instytucjom itp. które firmują czy sponsorują imprezy typu ostródzkiego forum, że PFPiP której prezesuje Z. Kruczek nie jest żadnym istotnym „głosem branży” ani reprezentantem iluś tam tysięcy pilotów i przewodników tylko co najwyżej kilkudziesięciu osób. Proszę zobaczyć ich stronę internetową – praktycznie martwa, rok temu zrobili sobie fanpage na facebooku – też martwa, ledwie 70-ciu fanów.

Jak wygląda rzeczywista reprezentacja tego środowiska zawodowego można zobaczyć pod adresem pilociwycieczek.pl Serwis ten prowadzony jest przez czynnego pilota Piotra Kruczka (zbieżność nazwisk z Zygmuntem przypadkowa). Na facebooku liczy ponad 4500 fanów! Nie powiem, przewinęło się tam – jak wszędzie, trochę deregulacyjnych lamentów, ale jest to już sprawa raczej marginalna i przedstawia się różne głosy, np. ostatnio S. Lipca o porządkowaniu schedy po socjaliźmie. Przede wszystkim jednak jest to bardzo rozbudowana sprawna platforma (blog, fanpage, galeria ofert pilockich, serwis sms-owy) pomagająca pilotom zaprezentować swoje usługi i znaleźć aktualne zlecenia. Tak się dziś zdobywa pozycję na wolnym rynku.

Co oferuje Kruczek (Zygmunt) na stronie „oferty pracy dla pilotów”? Ledwie parę przestarzałych ogólnych ogłoszeń i kontaktów sprzed kilku lat, w tym do… zbankrutowanego już dawno biura „Triada”. Bez komentarza.

A teraz zejdźmy na poziom szczegółu. W lamentujących komentarzach często czytam że „do tej pory mieliśmy legitymacje, identyfikatory które pomagały w różnych sytuacjach np. w muzeum otrzymywaliśmy na nie darmowe wejściówki”. I z tym się zgodzę, jest to użyteczny gadżet. W krajach „wolnych” wydają takowe – albo biura turystyczne jak niemiecki Studiosus

Albo prywatne firmy szkoleniowe jak np. Tour-guide Akademie

Jest więc spore pole do popisu aby u nas zaprojektować podobne. Życzę rodzimym „certyfikantom” udanego startu w kapitalistyczne realia.