Biała Góra czeskich przewodników

Czesi uchodzą w dowcipach za niezbyt bitnych żołnierzy. Czego uczą rekruta w czeskiej armii? – Jak się poddać w 10 językach. Muszę oddać pewien szacunek, że mocno z tym stereotypem walczą… Zderegulowani prascy przewodnicy.

„Powinno Cię zainteresować. Czesi chcą się regulować” Taką informację z zamkniętego forum przysłał mi znajomy przewodnik (prosi o anonimowość) dołączając obszerny tekst-relację z bojów dotychczasowych i planowanych. Przeczytałem, poszperałem też w czeskojęzycznym internecie szukając innych źródeł. Nie ma obaw kolego, to wygląda raczej na groteskę w stylu Szwejka.

Zróbmy retrospekcję. Tuż po aksamitnej rewolucji, w latach 90-tych Praga przeżywała najazd zagranicznych turystów nieporównywalny z czymkolwiek w naszej części Europy. Mawiało się w branży z zazdrością, że na jeden autokar do Krakowa  przypada czterdzieści do Pragi. Nie tylko zresztą autokar, Pragę upodobali sobie Azjaci, zwłaszcza Japończycy, goście z krajów arabskich itp.

Pojawił się więc i boom na miejscowych przewodników, pilotów, angażowanych chętnie w ciągle niepewnej postkomunistycznej rzeczywistości. Również i u nas były to czasy, kiedy wystarczyło jako tako znać język, być trochę rozgarniętym aby znaleźć niezłą pracę, za niezłe pieniądze i wysokie, walutowe napiwki. Z biegiem czasu musiało być co raz trudniej bo i konkurencja większa i pierwsza fala przyjazdów opadła, i bariery cywilizacyjne zostały zasypane. W końcu Czechy to nie Maroko. Oczywiście nadal mnóstwo miejscowych osób ma tam zajęcie, bo ich zatrudnianie jest dla organizatorów korzystne, o ile się do tego kwalifikują. Ale jest i grupa tych, wcześniej wynajmowanych, dla których miejsca na rynku zabrakło.

Zmiany prawne postępowały stopniowo, wymienia się rok 1995 jako początek liberalizacji,  2008 jako ten w którym nastąpiła pełna deregulacja zawodu, a po niej jęk niezadowolonych. I wydawałoby się że w takim małym kraiku, gdzie turystyka przyjazdowa odgrywa znacznie większą rolę niż u nas, lobbystom łatwiej będzie załatwić korzystne dla siebie przepisy. Nic z tego – czescy politycy okazali się dalece bardziej liberalni, pro-wolnościowi i nowocześni od naszych. Kiedy u nas zawód uregulowano i w naszych miastach zaostrzano łapanki, podjęto dziką próbę  podobnych szykan na Hradczanach, czym to się zakończyło – cytuję (moje „amatorskie” tłumaczenie z czeskiego):

W roku 2000 jako stowarzyszenie (przewodników) wraz z pracownikami kontroli wydziału gospodarczego Pragi 1 dostaliśmy wezwanie na policję. Powód: Zainicjowaliśmy kontrolę na praskim zamku, a zatrzymywanie i sprawdzanie uprawnień cudzoziemskich usługodawców jest pogwałceniem praw człowieka. Za to otrzymaliśmy upomnienie, a pracowników kontroli ukarano!

Piękne, prawda? I jeszcze taki fragment:

Nasze stowarzyszenie opłaciło kancelarię adwokacką, która zredagowała fragment ustawy o ruchu turystycznym, kiedy ministrem był Pavel Nemec, przed wstąpieniem do Unii. Władza zmiotła ten projekt ze stołu. W lutym 2002r. w międzynarodowym dniu przewodnika za ministra Lachnita, urządziliśmy przed Ministerstwem Rozwoju Regionalnego demonstrację, zaprosiliśmy prasę radio i telewizje. Przynieśliśmy czarną trumnę z białą szarfą i napisem „koniec czeskich przewodników w Republice Czeskiej”. Wydaliśmy 5000 egzemplarzy broszurki, którą pochwalił prawnik (…) Przez całe lata informowaliśmy posłów, senatorów, ministrów, urzędy skarbowe, urząd pracy, szkoły ruchu turystycznego, obiekty turystyczne itp. Poświęciliśmy na to setki godzin pracy i dużo pieniędzy. Z wszystkich tych miejsc płynęła do nas jedna odpowiedź: Nie ma politycznej woli aby rozwiązać problem ruchu turystycznego.

Nie dość że muszą konfrontować się  z obcymi pilotami i niechętnymi politykami, mają jeszcze swoją wiedźmę zdrajczynię – Dr Myslivcovą która prowadzi krótkie, wielojęzyczne kursy w swojej szkółce Tyrkys i rozdaje oznaki przewodnika po Pradze ludziom nie znającym czeskiego. Odnośnie tego „braku woli” – sprawa jest dość prosta – czytałem wywiad z właścicielem hotelu – gestorzy bazy noclegowej i gastronomicznej  nie życzą sobie niepokojenia ich gości niepotrzebnymi szykanami i ingerencji w wewnętrzne sprawy dotyczące organizacji imprez. Ale o tym pisałem już nie raz – deregulacja ma pozytywny wpływ na przyjazdy i dochody z turystyki.

Ale wróćmy do naszych dzielnych wojaków. Założyli kiedyś specjalną witrynę – konecceskychpruvodcuvcr.cz. Niestety strona padła, kopie można znaleźć na archive.org. a w nich wszystko to co dobrze znamy z naszego podwórka np. opisy „strasznych rzeczy” jaką nielicencjonowani opowiadają, np. że Praga leży nad Renem, a poemat „Wełtawa” skomponował Dworzak i propozycje uregulowania wszystkiego dokładnie według tych absurdów które właśnie likwidujemy u siebie. I chodź ich bitwa jest raczej kolejną Bitwą na Białej Górze, nie tracą animuszu. W planach mają kolejne, jak piszą, rozmowy z politykami, drukowanie ulotek, publikowanie płatnych ogłoszeń, i punkt – który już mniej śmieszy a raczej oburza,

d) Każdy językowy klub przewodników przygotuje konkretne dowody – którzy niewykfalifikowani  piloci, kierowcy itp. oprowadzają po naszym kraju (…) np. w terminie 22.-24. 9. sześciu polskojęzycznym przewodnikom anulowano zlecenia bo strona polska przywiozła swoich „pilotów”.

gdyż dotyczy wyciągania informacji które powinny być poufną sprawą organizatorów. Nota bene – jak czytam na tym forum, nie wszyscy zdają sobie sprawę z praskich realiów.

2 Komentarze

  1. Tak, znam ten komunikat. Zawracania tu raczej nie widzę, nie słyszałem jeszcze o kolejnych próbach lobbowania za zmianą ustawy i przywróceniem państwowych licencji. Są usilne próby pewnego grona osób zaistnienia w charakterze twórców i koordynatorów jakiegoś ogólnopolskiego systemu wydawania licencji – oczywiście w trybie wolnorynkowym i dobrowolnym. Uważam że coś takiego się nie uda, nie ma na to zapotrzebowania. Najlepszym przykładem jest niedawne fiasko podobnych planów w branży nieruchomości.

    Natomiast grubym nieporozumieniem jest pisanie o normie PN15565 (implementacja normy eur. o tym samym n-rze) jako o czymś „obowiązującym wszystkich”. Od 1993r. nie ma prawnego obowiązku przestrzegania PN. A normalizacja europejska jest wyłącznie narzędziem pomocniczym, żeby ktoś kto np. produkuje węże ogrodowe w Estonii mógł je łatwiej sprzedać w Niemczech.

    Tak więc niech się spotykają, kombinują, tego nie można zabronić, efekt jest z góry wiadomy.

  2. A na krajowym podwórku zawracanie kijem Wisły. O, przepraszam – Drwęcy…

    „…Nasze stowarzyszenie to jest Zachodniomazurskie stowarzyszenie przewodników turystycznych i pilotów wycieczek jest za oparciem systemu kształcenia na normie PN15565 z 2008 roku dotyczącą zawodu przewodnika, wiedzy, kompetencji, zasad egzaminowania. Norma ta [mimo deregulacji] w dalszym ciągu jest obowiązującą, podobnie jak i inne akty prawne dotyczące pilotów i przewodników. Przewiduje ona, że za kilka lat będziemy znów certyfikować zawód przewodnika i pilota, gdyż wymusi to branża turystyczna (…)

    *Informacje o IX Forum przekazał jeden z organizatorów: (…) – pilot, przewodnik terenowego po woj. warmińsko-mazurskim, instruktor narciarstwa zjazdowego”.