Certyfikatów „Wolnego Przewodnictwa” nie będzie, ale…

Po dłuższej przerwie znów wracam do blogowania. Dziękuję za cierpliwość i proszę o częstsze zaglądanie – ciekawych, ważnych tematów się nazbierało i co kilka dni będą nowe, obszerne wpisy.

Komentator „janek” swoim wpisem z 21. lipca zaproponował coś takiego:

Pan jako organizator turystyki – wraz z akcją „Wolne przewodnictwo” mógłby pójść tą drogą, promując odpowiednie (niezależne, ale renomowane i sensowne) certyfikaty, lub nawet wydając własne certyfikaty, które być może będą „poważane” wśród innych organizatorów podobnej turystyki.

Czytając to najpierw oburzyłem się. Jak można mnie o coś takiego posądzać, że co, niby po to walczyłem o wywalenie od koryta tych wszystkich aparatczyków, kombinatorów, wydawców pseudonaukowych skryptów, żeby teraz zająć ich miejsce?  I jeszcze może pobierać kasę za jakieś „certyfikaty”? Wolne żarty. Deregulacja oznacza, że każdy obywatel ma ów „certyfikat do oprowadzania turystów” z definicji, jako prawo obywatelskie. Natomiast ja mogę sobie „certyfikować” oceniając przydatność kandydatów w ramach swojej firmy, i tylko tyle. Nie uważam też żeby jakiekolwiek „uniwersalne” certyfikaty dla pilotów czy przewodników w dzisiejszych realiach miały sens. Tak jakby wydawać jednakowe certyfikaty „artysty muzyka” np. garażowym punkowcom i śpiewakom operowym.

Ponieważ jak wiecie, swoją akcją „Wolne przewodnictwo” wyprzedziłem rządową deregulację o całe 6 lat, również i teraz spoglądam w przyszłość i widzę konkretne zadanie, o którym wspomniałem wcześniej – stworzenie silnej reprezentacji politycznej osób, uprawiających zawód w nowych realiach. Kolejne wybory parlamentarne już w 2015 roku. Według aktualnych sondaży spore szanse na wygranie ma PiS. Zwyżkują akcje od początku anty-dereglacyjnego SLD. PiS co prawda generalnie jest za deregulacją, ale akurat jeśli chodzi o przewodnictwo turystyczne to z właśnie z jego ciemnogrodzkiego, kato-zaściankowego skrzydła wywodzą się kreatury w stylu posła Dziuby, na których działają kretyńskie argumenty w stylu „oficerów KGB” czy rzekomych neonazistów oprowadzających turystów po Polsce w „nieprawomyślny” sposób. A nasze leśne dziadki, dopóki nie wymrą, będą kombinować, wisieć u klamek w biurach poselskich, lobbować jak się tylko da za przywróceniem regulacji. Bo całe ich życie traci sens, jeśli zabierze im się prawo decydowania o tym kto może oprowadzać, a kto nie.

Nawet jednak zakładając najczarniejszy scenariusz, mamy przed sobą co najmniej 3-4 lata, gwarantowanej wolności, kiedy do zawodu wejdą tysiące nowych (niekoniecznie młodych) Polaków, i będą go z powodzeniem uprawiać śmiejąc się jakie to idiotyczne procedury musieli przechodzić ich poprzednicy. Przykłady – z niedawnej prasy – choćby tutaj.

I teraz wyobraźmy sobie że PiS do spółki z postkomuchami z SLD w jamimś tam 2016 czy 17 roku próbuje przeforsować państwowe regulacje zawodu na nowo. Zrobić powtórkę z roku 1997. Zmienić legislację tak, że owe tysiące osób nagle z dnia na dzień stracą prawo do uprawiania zawodu pod warunkiem poddania się szeregowi upokarzających, kosztownych procedur. Odsiedzenia długich miesięcy na „kursach” i wykładach ględziarzy, zdawania egzaminów przed komisjami geriatryków nie mających pojęcia o współczesnym turystycznym biznesie itp.

W 1997 roku nie liczono się z nami zupełnie. Towarzysze z rządzącej SLD załatwili, Sejm klepnął. Nie było żadnej debaty, wysłuchań publicznych, zainteresowania mediów, którymi to bonusami obdarzano lamentujących przewodnickich mafiozów w ciągu ostatniego roku nadzwyczaj obficie.

I co, chcecie powtórki? Tym razem nie może im się udać. Naszego zdecydowanego głosu nie może zabraknąć, musimy się lepiej zorganizować. Nie ma  póki co wielkiego pośpiechu, ale na wszelkie inicjatywy jestem otwarty. Tymczasem zapraszam do polubienia fanpage facebook.com/wolneprzewodnictwo nie tylko ludzi z branży turystycznej, ale także wszystkich, których wolność uprawiania zawodu może być zagrożona.

Maciej Zimowski, Koordynator Akcji

4 Komentarze

  1. Jestem młody..daleko mi do leśnego dziadka…skończyłem kursy już parę ładnych lat temu zarówno pilockie jak również przewodnika Sudeckiego. Z całym szacunkiem ale wolne przewodnictwo jest słuszne chyba tylko dla tych, którym nie chce sie zdawać egzaminów, przejść kursów i ominąć wszystko bokiem…Jeżeli posiada sie jakiś fach to niech on będzie certyfikowany. Niech klient ma pewność że trafił na osobę kompetentną! Całe szczęście przewodnicy górscy pozostają…nie wyobrażam sobie by prowadził mnie po górach, które potrafią być niebezpieczne nawet w Polsce byle kto, który wziął się nie wiadomo skąd i muszę mu wiezyc na słowo że jest dobry….ciekawy jestem jak w praktyce to będzie wyglądać z odpowiedzialnością w przypadku jakiegoś zdarzenia czy wypadku….

    • Panie Tomku, mentalność „leśnego dziadka” można mieć i w wieku lat 20, a „młodego wilka” w 70. Pana wpis jest typowym głosem członka korporacji trzymającej (jeszcze…) monopol, który się dostał do niej drogą kosztownych, czasochłonnych starań i teraz nie chce żeby inni mieli łatwiej. Gratuluję kursów egzaminów itp. ale nie jest to jedyna droga do zdobycia wiedzy potrzebnej do obsługi turystów.
      Co do odpowiedzialności za wypadki to jest ona jednakowa dla wszystkich, posiadanie/nieposiadanie papierów przewodnickich nie ma tu żadnego znaczenia.
      Więcej wyjaśniam w dzisiejszej notce o górach.

  2. No to ja wrzucam temat – jak to bedzie tak naprawde w Parkach Narodowych z tymi licencjami bo pracownik Bialowieskiego PN powiedzial mi, ze oni nie zamierzaja sie liberalizowac i juz planuja jakies wewnetrzne egzaminy i licencje..! Czy ta nowa ustawa nie zostawia czasem wlasnie takiej furtki..?

    • Absolutnie nie. Ustawa o usługach turystycznych która jest reformowana deregulacją nie dotyczy parków narodowych. Parki działają w oparciu o ustawę o ochr. przyr. która daje jedynie ogólne delegacje co do regulacji ruchu turystycznego, muszą przy tym przestrzegać innych praw konsumenckich. Nie można stworzyć skutecznego prawnie przepisu że np. tylko licencjonowany przez przewodnik może wejść z grupą na teren parku, jeśli szlak jest publicznie udostępniony. Oczywiście dyrekcje parków mają na ten temat inne mniemanie czego przykładem są cyrki w TPN. Ale w razie konfliktu mamy – uważam szansę wygrać sprawę.