Nauczyciele nie łamią w Tatrach przepisów. Powstrzymać samowolkę TPN!

Łukasz Razowski popełnił wczoraj na portalu Onet.pl tekst pt. „Nauczyciele łamią w Tatrach przepisy”. „Łamanie” to, ma polegać rzekomo na wchodzeniu na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego z grupami młodzieży bez wynajętego figuranta tzw. „przewodnika tatrzańskiego”, wbrew wewnętrznemu zarządzeniu Dyrekcji TPN, które wydano tak ot sobie – niczym dekret jakiegoś dyktatora, z dnia na dzień pod koniec kwietnia. Tuż przed sezonem wycieczkowym, kiedy zapewne programy  większości wiosennych wyjazdów w Tatry były już ustalone.

Nauczyciele, Panie Razowski nie łamią przepisów, gdyż nie istnieją żadne przepisy prawa państwowego nakazujące wynajmowanie przewodnika na terenie parków narodowych. Przepisy o podobnym brzmieniu istniały ale definitywnie straciły ważność w październiku 2012 r.  Na swoim blogu od dawna relacjonuję i wyśmiewam wszelkie próby przywrócenia administracyjnego przymusu przewodnickiego  - wszystkie  zakończone fiaskiem. Absurdalne jest ich uzasadnianie ochroną przyrody czy bezpieczeństwem, jak wszyscy się domyślają, bądź też mówią i piszą otwartym tekstem – celem jest zapewnienie dopływu pieniędzy osobom wyspecjalizowanym w płatnym eskortowaniu szkolnych wycieczek po masowo odwiedzanych szlakach spacerowych w tatrzańskich dolinkach.

Czyn popełniany przez owych nauczycieli jest – jak już wcześniej tłumaczyłem – niezgodą na element umowy cywilno-prawnej z zarządcą terenu. To tak jakby Pan, Panie Razowski, zechciał wejść do eleganckiego nocnego lokalu w dresie. Nie złamie Pan tym żadnych „przepisów”, a jedynie popadnie w konflikt z obsługą lokalu. Podobnie w przypadku nauczycieli – jest to jedynie wewnętrzna sprawa między klientem-turystą  który kupuje bilet i zwiedza teren parku a TPN – państwową osobą prawną, firmą zarządzającą jego terenem.

Zarządzenie dyrekcji, jeśli ma cechy niedozwolonej klauzuli umownej – nie musi być przestrzegane. Żaden fragment ustawy o ochronie przyrody nie daje dyrekcji uprawnień do tak drastycznego, wybiórczego obciążania turystów dodatkowymi kosztami, w dodatku poszkodowane są osoby najbardziej bezbronne – dzieci i młodzież.  Niedopuszczalne jest dzielenie klientów na „lepszych” (którzy mogą wejść do doliny Kościeliskiej jedynie po wykupieniu biletu) i gorszych – którzy muszą zapłacić kilkaset złotych  za wynajem słupa-figuranta, którzy to panowie, jak słyszę z relacji, przesiadują pod jednym z lokali w Kirach i natarczywie zaczepiają grupy.

Proszę o sprostowanie kłamliwego artykułu na onet.pl a lokalne media proszę o rzetelne zajęcie się tematem. Wiele bowiem wskazuje na to, że mamy do czynienia z łamaniem przepisów właśnie przez służby parkowe. Niedopuszczalne jest aby straż parku, powołana do ochrony przyrody, w tak bezczelny sposób chroniła interesy uprzywilejowanej grupy prywatnych podmiotów. Usługa przewodnictwa na publicznym, otwartym dla wszystkich szlaku turystycznym może być świadczona jedynie w drodze dobrowolnej umowy. W przeciwnym wypadku – cóż stoi na przeszkodzie, aby w kolejce po przywileje ustawili się inni przedstawiciele lokalnego biznesu, np. sprzedawcy pamiątek. Argument zawsze się znajdzie. Przecież powrót dziecka z Zakopanego bez drewnianej ciupagi, jest wbrew świętej, narodowej tradycji!

Pewnym novum w tekście jest brak tradycyjnych pogróżek o wystawianiu mandatów czy straszenie (nieistniejącym…) sądem grodzkim. Zapewne pan Wlazło wie już, że wędrowanie po udostępnionych, znakowanych szlakach bez przewodnika nie jest wykroczeniem za które można by legalnie wystawić jakikolwiek mandat. Pisanie pism do kuratoriów – proszę bardzo, chociaż MEN raz już wyraźnie oświadczyło co na ten temat myśli.

Żeby było jasne – nie zniechęcam nikogo do korzystania u usług przewodników. Jeśli ktoś jednak zna szlaki w Tatrach i chce się tam wybrać bez  ich asysty – kilka konkretnych porad:

1. Straż parku ma prawo zatrzymywać i legitymować obywateli tylko w przypadku uzasadnionego podejrzenia o popełnienie przestępstwa, wykroczenia, czy łamania przepisów ochrony przyrody – patrz tutaj – wydrukuj i miej to przy sobie.  Przepisy te są skatalogowane w ustawach i ministerialnych rozporządzeniach, nie ma wśród nich czegoś takiego jak „wędrowanie bez przewodnika”. Strażnik zatrzymując powinien ów przepis wymienić. Wewnętrzne zarządzenie dyrektora to za mało. Jeśli powoła siłę tylko na nie –  należy odmówić podania swoich danych osobowych czy jakichkolwiek prywatnych informacji i poprosić o nie utrudnianie zwiedzania parku.

2. Jeżeli rzeczywiście dojdzie do siłowego zatrzymania czy zawrócenia grupy ze szlaku, jedynie „za nie manie przewodnika” – możesz się z tym zgodzić i zignorować temat, masz jednak otwartą drogę do roszczeń wobec TPN jako jedynego sprawcy i autora owego zamieszania. Udokumentuj całe zdarzenie, napisz – chętnie pomogę i nagłośnię sprawę – pismo protestacyjne do TPN z żądaniem nie tylko zwrotu kosztów biletów ale wysokiego odszkodowania finansowego za popsutą imprezę turystyczną. Już sam fakt zgłaszania takich roszczeń zmusi niektórych do myślenia i ograniczenia samowolki. Jeśli – co prawdopodobne – odmówią – wystąp na drogę sądową. Nie jest to ani drogie, ani skomplikowane, ani trudne do wygrania, za tobą stoją bardzo silne przepisy prawa konsumenckiego.

Obecną sytuację z przymusem przewodnickim w parkach można porównać do zakazu fotografowania eksponatów, powszechnego we wszystkich polskich muzeach, aż do czasu kiedy jednym prostym pozwem załatwił go Michał Kosiarski – patrz tutaj i tutaj. Kombinatorom spod Tatr mogę jedynie współczuć że siedzą na beczce z prochem, niejako na własne życzenie.

12 Komentarze

  1. Dołączę uwagę, że odpowiedzialność dyrektora za bezpieczeństwo w TPN ma swoje granice. Czy nie chodzi tylko o zapewnienie warunków? Nie jest to jednoznaczne z przymusem przewodnika

  2. Panie Macieju. Wprowadzasz Pan ludzi w błąd. Dyrektor wydał rozporządzenie które obowiązuje. Niestety moją koleżankę z grupa dzieciaków Straż Parku cofnęła. Powołała się na Pana a oni wybuchli śmiechem. NIe dość że wstyd przed uczniami zaraz rodzice dzwonili z pretensjami że czemu grupa wchodzi bez przewodnika.
    Więc naprawdę Panie Macieju zajmij się sprawami waznymi dla kraju. Pozdrawiam i życzę sukcesów i okłamuj ludzi.

      • A ja byłem świadkiem jak po tym, gdy nauczyciel powołał się na Pana MZ, strażnicy uciekli w popłochu… Szacunek!

        • Hahaha, już widzę komendanta Wlazło, który sieje popłoch w Parku, wlepia mandaty przewodnikom, TOPR-owcom, nawet pracownikom Parku, jak ucieka w popłochu na dźwięk nazwiska Zimowski.
          Kaczka, pisz lepiej grafomańskie wierszyki, bo na tym blogu kłamiesz, jak Pinokio.

          • Nie doszły do nie informacje, aby jakikolwiek mandat za „wędrówkę bez przewodnika” został wystawiony w tym roku czy w latach poprzednich. „Popłoch” jest siany tylko wirtualnie.

  3. Moi drodzy po co ta przepychanka co ten Pan od niby wolności chce udowodnić.
    Przecież należy przeczytać ustawę o ratownictwie i wszystko jasne,za bezpieczeństwo odpowiada właściciel terenu, obiektu a w jaki sposób to zrobi to jego sprawa. Dyrektor TPN podjął decyzję koniec kropka .
    Ja jestem właścicielem obiektu zabytkowego to jest moje prywatne i będę wymagał żeby po tym obiekcie oprowadzali przewodnicy którzy maja licencję .
    Natomiast jeżeli ta ustawa wejdzie w życie to nie zmienię zdania i nie zatrudnię kogoś kto przyjdzie i powie ja chce być przewodnikiem bo mi się tak podoba .
    Będę uznawał uprawnienia wewnętrzne wydane przez organizację przewodnicki tj. PTTK,PTT ,Stowarzyszenia Przewodników ale wpisane do KRS.
    A Panu Maciejowi życzę powodzenia w szukaniu zajęcia ciekawe co będzie robił jak osiągnie cel z kim będzie walczył i co nowego wymyśli.

    • „a w jaki sposób to zrobi to jego sprawa” Nie drogi obserwatorze. Nie może np. zarządzić kary chłosty dla niesfornych, bo zabraniają tego przepisy karne, tak jak przepisy konsumenckie zabraniają praktyk jakie dzieją się obecnie w TPN.
      A co do reszty to oczywiście – ty zatrudnić w swoim obiekcie kogo tam chcesz. Ale nie wolno ci zmuszać do kupowania przez wybrane grupy klientów usług przewodnickich – jeśli obiekt jest publicznie dostępny ani do zabraniania innym opowiadania itp. Nawet prawo własności – silniejsze od prawa zarządu jakie ma TPN, nie zwalnia od przepisów dotyczących ochrony praw klienta.

  4. Jeśli dyrektor TPN wprowadził zarządzenie to jest ono przepisem obowiązującym na terenie TPN. Jeśli ktoś je olewa to znaczy że je łamie. Skąd wniosek że nauczyciele którzy nie zadbali o przewodnika wbrew zarządzeniu nie złamali przepisu dyrektora TPN?

    • Zarządzenie dyrektora nie jest przepisem prawa tak jak np. przepisy drogowe bo dyrekcja parku nie jest organem legislacyjnym. Wewnętrzny zapis w regulaminie parku ma taką rangę prawną jak np. w regulaminie wesołego miasteczka czy kąpieliska. Jeśli jest sprzeczny z prawem konsumenckim (a jest) – nie trzeba go przestrzegać. Lepiej skończcie tę samowolkę bo 1000 opiekunów grup się ugnie a 1001 poda was do sądu i kabaret się skończy.

  5. Kłamliwy jest fakt, że osoby te „złamały przepisy”. Nie złamały żadnych przepisów.

  6. Co kłamliwego jest w faktach że weszły w Tatry wycieczki i z braku przewodnika zostały cofnięte?