Prezes Rułowski maszeruje na Belweder

„Ustawa w wersji uwzględniającej przegłosowane poprawki Senatu zostanie przesłana do podpisu prezydenta.” – Czytamy w sprawozdaniu z posiedzenia Sejmu dnia 13 czerwca. Moje obawy, że znów jakieś legislacyjne kruczki, podchody itp. zatrzymają prace okazały się płone. O przewodnikach dyskusji już nie było, przyjęto jedynie jakąś mało istotną, porządkującą poprawkę dotyczącą przepisów przejściowych. Temat przestał budzić emocje i komentarze, chociaż na profilu Tomka Dygały znalazłem taką dyskusyjkę:

- Katastrofa dla mafii krakowskiej (parkingowo-powiślanej) toruńskiej (bulwarowo-filadelfijskiej) i trójmiejskiej (czatownia w PTTK i wszechwiedzący przy pomniku na Westerplatte)
– Rzeczywiście, co ci wszyscy kontrolerzy przepisów turystycznych będą teraz robić… Przyjdzie na starość chyba jako kontroler w MPK albo i co jeszcze gorszego… Bozi, Bozi… dokąd zmierza ten brutalny świat…????
– Najlepiej byłoby im wrócić do dawnej pracy, czyli do ORMO, ale ponieważ firma nie istnieje… zostają jeszcze posadki w spółce Karpaty, Sudety(…)

No ale – przed nami ostatnia prosta.. I niczego nie przesądzam  bo – tak, tak, będą petycje do Prezydenta aby zawetował ustawę. Też pisane przez naszych ulubieńców, oto co zapowiadał na fanpage’u poznańskich pilotów i przewodników Piotr Zubrzycki już 29 kwietnia:

Ustosunkowując się do propozycji Pana Prezesa Jacka Rułowskiego o wystąpienie do Prezydenta RP uważam to za cenną inicjatywę po wyczerpaniu możliwości w Senacie. Wobec jednak zdecydowanej deklaracji Bronisława Komorowskiego o woli podpisania ustawy jedyna szansa tkwi w próbie przekonania Pana Prezydenta (wspólnie z innymi zawodami-głównie prawniczymi- z tego co wiem one taką próbę podejmą) do skierowania ustawy,przed jej podpisaniem, do Trybunału Konstytucyjnego z uwagi na liczne zastrzeżenia o charakterze proceduralnym.

Jak widzicie – wróg nie śpi. Wszystko jeszcze może się zdarzyć.

Nauczyciele nie łamią w Tatrach przepisów. Powstrzymać samowolkę TPN!

Łukasz Razowski popełnił wczoraj na portalu Onet.pl tekst pt. „Nauczyciele łamią w Tatrach przepisy”. „Łamanie” to, ma polegać rzekomo na wchodzeniu na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego z grupami młodzieży bez wynajętego figuranta tzw. „przewodnika tatrzańskiego”, wbrew wewnętrznemu zarządzeniu Dyrekcji TPN, które wydano tak ot sobie – niczym dekret jakiegoś dyktatora, z dnia na dzień pod koniec kwietnia. Tuż przed sezonem wycieczkowym, kiedy zapewne programy  większości wiosennych wyjazdów w Tatry były już ustalone.

Nauczyciele, Panie Razowski nie łamią przepisów, gdyż nie istnieją żadne przepisy prawa państwowego nakazujące wynajmowanie przewodnika na terenie parków narodowych. Przepisy o podobnym brzmieniu istniały ale definitywnie straciły ważność w październiku 2012 r.  Na swoim blogu od dawna relacjonuję i wyśmiewam wszelkie próby przywrócenia administracyjnego przymusu przewodnickiego  - wszystkie  zakończone fiaskiem. Absurdalne jest ich uzasadnianie ochroną przyrody czy bezpieczeństwem, jak wszyscy się domyślają, bądź też mówią i piszą otwartym tekstem – celem jest zapewnienie dopływu pieniędzy osobom wyspecjalizowanym w płatnym eskortowaniu szkolnych wycieczek po masowo odwiedzanych szlakach spacerowych w tatrzańskich dolinkach.

Czyn popełniany przez owych nauczycieli jest – jak już wcześniej tłumaczyłem – niezgodą na element umowy cywilno-prawnej z zarządcą terenu. To tak jakby Pan, Panie Razowski, zechciał wejść do eleganckiego nocnego lokalu w dresie. Nie złamie Pan tym żadnych „przepisów”, a jedynie popadnie w konflikt z obsługą lokalu. Podobnie w przypadku nauczycieli – jest to jedynie wewnętrzna sprawa między klientem-turystą  który kupuje bilet i zwiedza teren parku a TPN – państwową osobą prawną, firmą zarządzającą jego terenem.

Zarządzenie dyrekcji, jeśli ma cechy niedozwolonej klauzuli umownej – nie musi być przestrzegane. Żaden fragment ustawy o ochronie przyrody nie daje dyrekcji uprawnień do tak drastycznego, wybiórczego obciążania turystów dodatkowymi kosztami, w dodatku poszkodowane są osoby najbardziej bezbronne – dzieci i młodzież.  Niedopuszczalne jest dzielenie klientów na „lepszych” (którzy mogą wejść do doliny Kościeliskiej jedynie po wykupieniu biletu) i gorszych – którzy muszą zapłacić kilkaset złotych  za wynajem słupa-figuranta, którzy to panowie, jak słyszę z relacji, przesiadują pod jednym z lokali w Kirach i natarczywie zaczepiają grupy.

Proszę o sprostowanie kłamliwego artykułu na onet.pl a lokalne media proszę o rzetelne zajęcie się tematem. Wiele bowiem wskazuje na to, że mamy do czynienia z łamaniem przepisów właśnie przez służby parkowe. Niedopuszczalne jest aby straż parku, powołana do ochrony przyrody, w tak bezczelny sposób chroniła interesy uprzywilejowanej grupy prywatnych podmiotów. Usługa przewodnictwa na publicznym, otwartym dla wszystkich szlaku turystycznym może być świadczona jedynie w drodze dobrowolnej umowy. W przeciwnym wypadku – cóż stoi na przeszkodzie, aby w kolejce po przywileje ustawili się inni przedstawiciele lokalnego biznesu, np. sprzedawcy pamiątek. Argument zawsze się znajdzie. Przecież powrót dziecka z Zakopanego bez drewnianej ciupagi, jest wbrew świętej, narodowej tradycji!

Pewnym novum w tekście jest brak tradycyjnych pogróżek o wystawianiu mandatów czy straszenie (nieistniejącym…) sądem grodzkim. Zapewne pan Wlazło wie już, że wędrowanie po udostępnionych, znakowanych szlakach bez przewodnika nie jest wykroczeniem za które można by legalnie wystawić jakikolwiek mandat. Pisanie pism do kuratoriów – proszę bardzo, chociaż MEN raz już wyraźnie oświadczyło co na ten temat myśli.

Żeby było jasne – nie zniechęcam nikogo do korzystania u usług przewodników. Jeśli ktoś jednak zna szlaki w Tatrach i chce się tam wybrać bez  ich asysty – kilka konkretnych porad:

1. Straż parku ma prawo zatrzymywać i legitymować obywateli tylko w przypadku uzasadnionego podejrzenia o popełnienie przestępstwa, wykroczenia, czy łamania przepisów ochrony przyrody – patrz tutaj – wydrukuj i miej to przy sobie.  Przepisy te są skatalogowane w ustawach i ministerialnych rozporządzeniach, nie ma wśród nich czegoś takiego jak „wędrowanie bez przewodnika”. Strażnik zatrzymując powinien ów przepis wymienić. Wewnętrzne zarządzenie dyrektora to za mało. Jeśli powoła siłę tylko na nie –  należy odmówić podania swoich danych osobowych czy jakichkolwiek prywatnych informacji i poprosić o nie utrudnianie zwiedzania parku.

2. Jeżeli rzeczywiście dojdzie do siłowego zatrzymania czy zawrócenia grupy ze szlaku, jedynie „za nie manie przewodnika” – możesz się z tym zgodzić i zignorować temat, masz jednak otwartą drogę do roszczeń wobec TPN jako jedynego sprawcy i autora owego zamieszania. Udokumentuj całe zdarzenie, napisz – chętnie pomogę i nagłośnię sprawę – pismo protestacyjne do TPN z żądaniem nie tylko zwrotu kosztów biletów ale wysokiego odszkodowania finansowego za popsutą imprezę turystyczną. Już sam fakt zgłaszania takich roszczeń zmusi niektórych do myślenia i ograniczenia samowolki. Jeśli – co prawdopodobne – odmówią – wystąp na drogę sądową. Nie jest to ani drogie, ani skomplikowane, ani trudne do wygrania, za tobą stoją bardzo silne przepisy prawa konsumenckiego.

Obecną sytuację z przymusem przewodnickim w parkach można porównać do zakazu fotografowania eksponatów, powszechnego we wszystkich polskich muzeach, aż do czasu kiedy jednym prostym pozwem załatwił go Michał Kosiarski – patrz tutaj i tutaj. Kombinatorom spod Tatr mogę jedynie współczuć że siedzą na beczce z prochem, niejako na własne życzenie.

Legislacja na finiszu?

Ten mały znak zapytania zostawiam asekuracyjnie, bo jak wiadomo – dopóki piłka w grze, czyli dopóki nie ma podpisu prezydenta, wrogowie wolności mogą mieć nadzieję że coś się jeszcze niespodziewanego wydarzy. I tak na przykład, podczas poprzedniej sesji Sejmu, posiedzenie Komisji Szejnfelda przerwano na samym początku, bo w poprawkach senackich dot. zawodów prawniczych wykryto jakieś niezrozumiałe sprzeczności. Ostatnie dni były dość nerwowe, gdyż na sejmowej stronie wciąż brakowało ogłoszenia o kolejnym posiedzeniu. W końcu jest! W środę, 12. czerwca o godz. 8:00.  Potem, w dniach 13 i 14 czerwca debata plenarna i głosowanie, po czym ustawa powinna zostać przedłożona do podpisania.