Paranoiczny bełkot Senatora Rulewskiego

Pan Senator Jan Rulewski, w odpowiedzi ma mój list z 12 maja, przysłał wczoraj wieczorem pełen oburzenia e-mail którego treść wklejam w całości, bez żadnych poprawek:
Szanowny Panie !
  Bez wszelkiej egzaltacji ogłosił Pan na swoim blogu i w korespondencji do
mnie zastrzeżenie konstytucyjne wobec mojej wypowiedzi na  posiedzeniu
Senackich Komisji.A sprawa dotyczyła zarzutu jaki postawilem rządowi ,który
dopuszczal t.zw. deregulację zawodu przewodnika turystycznego .Posunąlem się
,świadomie ,do prowokacji .Wskazywała ona,że po deregulacji możliwe bedzie
uzyskiwanie tytułu zawodowego przewodnika turystycznego przez oficera z KGB
a przedstawiającego polskiej młodzieży historię powstania widzianą od strony
totalitarnej organizacji.
 Pan zarzucił mi w niewybredny sposób nieuctwo i brak znajomości
konstytucji.powolal sie Pan na artykuł 54  konstytucji o wolności  wyrażania
swoich poglądów.
Stwierdzam ,że Pan aż nadto skorzystał ze swoich praw obywatelskich by
wyrazić swój pogląd o mnie.
Tymczasem pomylił Pan zasadniczo wątki.
Wątek praw obywatelskich z wątkiem prawnych warunków  do nabywania i
uprawiania zawodu .Każdego zawodu.
Gdyby przyjąć Pańskie twierdzenie to nauczyciel miałby prawo do zwalczania
teorii kopernikańskiej .Zaś rasiści głosiliby teorie segregacyjne.
Nadto nie tylko ja ale polemiści Pańskiego blogu słusznie ,choć
nieprecyzyjnie, zarzucali Panu sprzeczność konstytucyjną / z art 13
ograniczająca swobodę poglądów  przy głoszeniu  komunizmu/.
Zatem razem wykazaliśmy absurdalność Pańskich twierdzeń a tym bardziej
stawianych zarzutów.
Jeśli Pan nie dowierza proszę spojrzeć do ustaw i rozporzadzenia obecnie
regulującego uzyskanie i wykonywanie zawodu przewodnika aby sie przekonać
,że pelnianie tej funkcji ograniczone jest zdaniem egzaminu  nastepującego
po szkoleniu .Połowa godzin szkolenia przeznaczona jest na wykład z historii
Polski lub miasta a nawet historii gór.Oczywiście historii zgodnej z
programem
 nauczania conajmniej szkoły średniej .Nie wyobrażam sobie ,że  n.p. oficer
KGB, a byli nim także Polacy,starając sie o tytuł przewodnika miejskiego w
W-wie ,podkreślił na egzaminie testowym „pomoc Armii Czerwonej i KGB dla
Powstańców W-wy ” jako prawidłową,zdałby egzamin z teoretycznej wiedzy  o
Warszawie.
Jeszcze gorzej potoczyłaby sie kariera nauczyciela ,przeciwnika przewrotu
kopernikańskiego.Zatem konkludując niech Pan nie nadużywa wolności słowa
gdyż nie wytrzymuje to próby rozsądku ,o prawie nie wspominająć.

Niestety, przykro mi ale powyższy tekst, Panie Senatorze, wskazuje dobitnie na Pana nieuctwo i kompletne niezrozumienie prostego przekazu. Wyjaśnię więc jeszcze raz, jak prostakowi: W Polsce nie ma żadnej reglamentacji ograniczających wykonywanie zawodu np. dziennikarza środków masowego przekazu, autora wysokonakładowych książek czy redaktora internetowego portalu. Może to robić każdy, niezależnie od posiadanej wiedzy, nie musi kończyć żadnych kursów ani zdawać egzaminów. Mało tego, największe tuzy polskiego pisarstwa i dziennikarstwa, to ludzie bez żadnych formalnych uprawnień czy dyplomów. W takiej sytuacji upieranie się przy ścisłej państwowej kontroli akurat zawodu przewodnika, które to regulacje – bez żadnych konsultacji społecznych po cichu wprowadzone za rządów SLD,  jest absurdem i paranoją.

Nie ma Pan też wielkiego pojęcia o systemie edukacyjnym ani rynku turystycznym. Zawód nauczyciela jest regulowany przez państwo tylko w związku z realizacją ministerialnych programów nauczania. Wbrew temu co Pan pisze, można założyć dowolną prywatną firmę edukacyjną, uczyć o jakichś teoriach antykopernikańskich, czerwonoarmistach czy też nawet  kosmitach pomagającym warszawskim powstańcom i wszelkich innych andronach – i zarabiać na tym, jeśli znajdzie się chętnych którzy za takie usługi zapłacą. Ogromny sektor szkolnictwa np. językowego jest niereglamentowany i nieregulowany, zatrudnieni są w nim tysiące obcokrajowców (co tłumaczyłem już poseł Matusik-Lipiec i nie wykluczone nawet, że polską młodzież uczą rosyjskiego jacyś byli oficerowie KGB.

Nie ma żadnego „państwowego” systemu organizacji wycieczek, firmy turystyczne są wyłącznie prywatne i za usługi płacą im klienci z prywatnej kieszeni. Upieranie się przy dotychczasowym systemie ograniczeń dostępu do zawodu w żaden sposób nie utrudni mi ani innemu właścicielowi biura zatrudnienia dowolnej osoby, jeśli klient tak sobie zażyczy. Teoretycznie grupa z Rosji może poprosić o wykład kogoś, kto historię przedstawi z „rosyjskiego” punktu widzenia, i ani Pan ani nikt inny nie będzie go rozpędzał pałkami jak kiedyś milicja sesję WRN w Bydgoszczy.  Natomiast dla tysięcy pasjonatów, np. związanych z poczytnym portalem historia.org.pl (tutaj ich opinia – pismo do Senatu) próba sprawdzenia się w zawodzie przewodnika będzie związana z szeregiem bezsensownych, kosztownych  i upokarzających procedur.

Chętnie użyczam mojego bloga do prezentacji Pana paranoicznego bełkotu. Niech to będzie przestroga dla wyborców, aby wiedzieli, czym się w przyszłości kreować (przypominam także ten wpis). Posłem i senatorem może być katolik, ateista, konserwatysta czy liberał, a nawet jakiś transwestyta czy gej. Gorzej, jeśli jest nim niedouczony prostak,  kierujący się w pracach legislacyjnych nie interesem społecznym, tylko osobistymi fobiami i kłamstwami głoszonymi przez grupkę lobbystów broniących swoich drobnych interesów.

Jak widać – walka o wolność może trwać jeszcze wiele lat i być bardzo zacięta. Wszystkim, którym zależy aby słowo „wolność” nie było tylko pustym frazesem, zapraszam do polubienia fanpage facebook.com/wolneprzewodnictwo można też odpowiedzieć Panu Senatorowi na adres rulewski@janrulewski.pl

Maciej Zimowski
Koordynator Akcji Wolne Przewodnictwo

12 Komentarze

  1. Blog jest miejscem: „gdzie można przywalić z główki”? Nazwijmy to po imieniu. Pana blog jest miejscem gdzie swobodę ma chamstwo i właśnie prostactwo. Poglądy poglądami a styl żenujący – kompleksy należy leczyć u psychologa – chciałbym zobaczyć Pana stojącego przed kimkolwiek – w tym przed senatorem – i walącego mu z główki tekstem że jest prostakiem.
    Pewnie mnie Pan wytnie ale cóż, taki jest Pana blog – Panie Chamie

    • Yes… Sure… Was soll ich noch dazu sagen? Entsetzlich, scheußlich, fluchenswert!

  2. Argumenty pana Jana Rulewskiego są kompletnie bezsensowne, z całym szacunkiem dla Jego zasług. Jestem instruktorem harcerskim, oprowadzając / w mundurze/ po Krakowie grupę skautów brytyjskich, zostałem oskarżony przez jakiegoś LICENCJONOWANEGO przewodnika o przestępstwo nielegalnego oprowadzania. Na szczęście rozsądek Strażnika Miejskiego uratował mnie przed konsekwencjami. Natomiast skauci zapytali mnie, czy w Polsce nie ma psychiatrów!

  3. Mam nadzieję, że panie i panowie senatorowie nie będą się kierować personalnymi szczeniackimi polemikami jak ta powyższa. Śledzę kwestię deregulacji i jeszcze wierzę, że zawody przewodnika i pilota wycieczek (i inne bezsensownie ograniczone) doczeka się wreszcie uwolnienia ze względu na swobodę podejmowania działalności gospodarczej i ogólnie wolności i swobody obywatela. Obecny system niczego nie gwarantuje. Regulowany dostęp do zawodu nie gwarantuje wysokiej jakości usług, ale tylko utrzymuje wysokie koszty (szkolenie i egzamin to duże kwoty), biurokrację i patologiczne interesy tych, którzy wykorzystują (niczym merytorycznym nieuzasadniony) ograniczony dostęp do zawodu.

    Mam nadzieję, że Senat zatwierdzi deregulację zawodów przewodnika i pilota wycieczek, ze względu na ogólny interes obywateli, nie biorąc pod uwagę czyichkolwiek żenujących polemik tudzież interesów środowisk, które chcą żerować na ograniczonym dostępie do zawodu.

    • Poprawki polegały na rezygnacji z obligatoryjnosci szkolenia, a pozostawieniu egzaminu. A więc argument wysokich kosztów nie miałby uzasadnienia. Jesli ktoś chce przekonać , że poddanie się egzaminowi, czyli bądż co bądż sprawdzenie wiedzy i predyspozycji do wykonywania tego zawodu jest barierą, to znaczy chce otwarcia drogi do wykonywania zawodu również dla wcale niemałej grupy osób, które kompletnie do tego nie nadają się. Wiara, że zweryfikuje to rynek jest naiwna wobec stosowania przez wielu organizatorów kryterium cenowego przy wyborze pilota, czy też przewodnika. Ale o tym przekonamy się jak zwykle po niewczasie

      • Uważam, że szkolenia dla przewodników-współpracowników biur podróży są i będą bardziej efektywnym i nieoderwanym od rzeczywistości sposobem na uzyskanie kwalifikacji niż państwowy egzamin. Przynajmniej w przypadku pilotów wycieczek. Co do przewodników – najlepszymi są pasjonaci, a tego żaden egzamin nie zweryfikuje. Jedno jest pewne, jeżeli zawód zostanie wreszcie zderegulowany – kompetentnych przewodników na pewno nie zabraknie. A nie ma powodów by nie było „oddolnej” certyfikacji, tj. przez niezależne instytucje, takie jak PTTK, stowarzyszenia, towarzystwa, które będą miały swój prestiż i standard. Nikt nikomu nie broni stworzenia własnych egzaminów i dyplomów, które będą miały na celu potwierdzanie kompetencji. Jeżeli będzie grupa przewodników miejskich – mogą założyć stowarzyszenie i stworzyć własny system certyfikacji, jeżeli będą dobrzy – usługobiorcy będą z pewnością poszukiwać właśnie ich. Akurat to może prowadzić wręcz do podwyższenia standardów na rynku i kompetencji przewodników. Jak widać nie można zakładać, że wolny rynek spowoduje pogorszenie usług. Zresztą, miałem okazję uczestniczyć w spacerach po miastach z przewodnikami, których ani nikt nie kontroluje ani nieegzaminuje, w krajach, gdzie regulacji nie ma, w tym USA. I nie ma porównania z przewodnikami obwieszonymi plakietkami i legitymacjami, których znam ze szkolnych wycieczek po Polsce. Ci przewodnicy, którym spotkałem w krajach bez regulacji – byli świetni. Można być optymistą i widzieć deregulację jako drogę do polepszenia standardów przewodnictwa w Polsce.

        • Dziękuję – zwracam uwagą na podstawowy argument strony rządowej – nie istnieje żaden, konstytucyjnie wymagany WAŻNY interes społeczny, za tym aby państwowy urzędnik – opłacany przez budżet – sprawdzał, czy przewodnik zna daty a pilot umie policzyć osoby w autokarze. Od tego jesz pracodawca i twórca oferty turystycznej, przy całej obecnej mnogości form turystyki istnienie sztywnych reguł egzaminowania jest przeżytkiem, jak wiemy – załatwionym przez SLD w 1997 r bez żadnych analiz ani konsultacji społecznych, po prostu po znajomości ze starymi towarzyszami.

        • O USA proszę nie wspominać bo na samą myśl kiszki mi wywraca.

  4. Paskudne to i obrzydliwe z twojej strony, że człowieka, który walczył po to byś m.in. mógł bez przeszkód zabierać głos publicznie nazywasz teraz
    ” niedouczonym prostakiem”. Świadczy to tylko o tobie i jeśli uzurpujesz sobie rolę mesjasza deregulacji, to twoje działania przekonują raczej do pozostawienia regulacji w zawodzie przewodnika i pilota wycieczek. Mam nadzieję, że senatorowie podzielą tę opinię, zgodną w całym zainteresowanym środowisku, które w równie wredny sposób opluwasz.

    • Na szczęście żyjemy w takim ustroju w którym nie ma świętych krów i bez względu na wcześniejsze zasługi jeśli ktoś działa przeciw wyborcom, dostaje wykop z parlamentu. A poprawki właśnie nie przeszły na komisji, ha ha ha!

      • ale lepiej byłoby dla sprawy, gdybyś panie M Z nie sprawiał wrażenia, że deregulacja to inicjatywa innego prostaka… wiem, że jest to prywatny i subiektywny blog, ale jednak cel jest nadrzędny i trzeba pokazać, że jest to inicjatywa osób racjonalnych i obiektywnych. Argumenty merytoryczne za deregulacją wystarczają do polemiki! Można sobie darować pyskówki i epitety i nie zniżać się do poziomu dyskusji polskich polityków jaki znamy z telewizji, naprawdę.

        • Ale ten blog to jest właśnie takie miejsce, gdzie oprócz argumentów łagodnych można czasem przywalić z główki, zwłaszcza, że druga strona też w środkach nie przebierała. Ale to już nie ma znaczenia – projekt przegłosowany, a Senator R. z sesji zdezerterował.