Czy Senator Rulewski zapomniał, o jaki ustrój walczył?

Sz. Pan Senator Jan Rulewski

Podczas posiedzenia Komisji Senatu dnia 8 maja, o godz. 14:16 zadał Pan pytanie „Czy jest możliwe aby oficer KGB, opowiadał o Powstaniu Warszawskim bez zdania egzaminu oczywiście” – ta, jak i późniejsze wypowiedzi Pana, były nacechowane wielkim oburzeniem, że coś takiego jest możliwe.

W uzupełnieniu do odpowiedzi Min. Królikowskiego  chciałbym Panu wyjaśnić, że „oficer KGB” może nie tylko opowiadać grupce osób na ulicy. Może legalnie w Polsce drukować i sprzedawać gazety, książki, także przewodniki turystyczne, nadawać programy telewizyjne itp. których treść w żaden sposób nie może być przez żadne „państwowe organy” cenzurowana pod kątem „historycznej poprawności”. Wolność słowa w tym zakresie gwarantuje konstytucja, mamy bowiem w Polsce taki ustrój, o jaki Pan kiedyś podobno walczył, został pobity i internowany.  Przypomnę, wśród pamiętnych 21 postulatów Solidarności w 1980r.  był i taki „Przestrzegać zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku, publikacji”. Nie ma mowy aby ta wolność dotyczyła tylko jednej opcji światopoglądowej czy określonych historycznych sympatii albo antypatii.

Nie wiem też czy zdaje Pan sobie sprawę, że zaproszeni na posiedzenie przedstawiciele samorządów zawodowych, reprezentują tęsknoty środowiska pilotów i przewodników, które w PRL-u jak mało które było upolitycznione, gdzie praktycznie każdy kto miał do czynienia z turystyką zagraniczną musiał donosić i chodzić na pasku SB. Że obecne neo-esbeckie przepisy zostały wprowadzone w 1997r. przez rządzących wtedy postkomunistów,  tych samych którzy wcześniej Pana bili i internowali, a obecnie jednogłośnie sprzeciwiają się deregulacji. I wreszcie – że prawdziwie KGB-owskie metody inwigilacji, szykan i kar stosowano do niedawna na ulicach polskich  miast wobec wszelkich osób oprowadzających turystów czy – jak Pani Maria Kantor w Krakowie – nawet prywatnych znajomych.

Proszę się douczyć, a nie ośmieszać i nie kompromitować takimi wypowiedziami. Ustawa o usługach turystycznych jest ustawą gospodarczą, prawem które z założenia ma chronić interes klienta, nawet wtedy, gdy jego światopogląd nie jest zgodny z tym, który Pan uważa za słuszny.

Maciej Zimowski
Akcja Społeczna Wolne Przewodnictwo.

25 Komentarze

  1. Jestem przewodnikiem z blisko 40 letnim stażem W pełni popieram wystąpienia Pana Macieja Zimowskiego. Obejrzałem i wysłuchałem wystąpień kilku senatorów w tym samego Rulewskiego. Tego chłopka jak zapamiętałem ze sprawy bydgoskiej, takim jest do dzisiaj. Jego zapytanie o KGB jest wyrazem ośmieszającym nie tylko jego, ale cały senat, którego jest reprezentantem. Ten człowieczyna nie ma zielonego pojęcia o przewodnictwie. Musi wiedzieć, że monopoliści tacy jak PTTK czy inne grupy tkwiące w tym biznesie będą robić wszystko aby utrzymać w rękach ten monopol. Deregulacja jest potrzebna aby uzdrowić sytuację w kręgach tych monopolistów, bo to co się w nich dzieje to jest mafia. Cóż z tego ze ktoś ma uprawnienie jak przy rozdziale wycieczek przebicie maja wyłącznie „swojacy.” Są i tacy licencjonowani przewodnicy, którzy nie mają żadnej najmniejszej wiedzy ale że są skumani z „centralą” otrzymują uprawnienia i oprowadzają wycieczki, a ci, którzy wiedzę mają nienaganną są lekceważeni. Należy więc jak najszybciej przerwać ten monopol i dać możliwość wprowadzania nowych uzdolnionych bez żadnych szkoleń i egzaminów przewodników.

    • Powyższy tekst przypomina duchem wypowiedzi przedstawicieli klasy robotniczej, która wspierała władzę generała Jaruzelskiego w konieczności wprowadzenia stanu wojennego. Przewodniku, to nie Ty wpadłeś z kolegami w 1981 w Bydgoszczy?

      • Hmm… Po prostu ci, którzy kwestionują wypowiedzi ujawniające prawdziwy charakter przewodnictwa turystycznego w Polsce, przypominają jak żywo działalność Jerzego Urbana z tamtego okresu i późniejszych czasów.

        • No ale to w końcu Rakowski i Wilczek uwolnili wszystkie zawody, zapewne dlatego byli solidarnościowcy stoją tam gdzie kiedyś ZOMO :)

  2. Wystarczy odpowiedzieć: „dlaczego uczestnik Powstania Warszawskiego nie może opowiadać o Powstaniu?”

  3. M.Z. -”~M.Z.
    12 maja 2013 o 22:13

    Głównym celem miało być zmniejszenie o połowę zawodów regulowanych. Proszę czytać ze zrozumieniem gazety i stenogramy Sejmowe, a nie pisać głupoty.”"
    To dziecieca naiwnosc by w stenogramach sejmowych znajdowac motywy ustawodawcow. To tak jakby wierzyc, ze we wrzesniu powodem najazdu na Polske byla odmowa budowy eksterytorialnej autostrady do Prus Wschodnich. Glownym celem byli prawnicy, ale nie mozna tego bylo powiedziec wprost…

    • Oczywiście, a za wszystkim stoi jeszcze masoneria, Mossad, Opus Dei, i tajny syndykat niemieckich sprzątaczek latających na miotłach wokół Brockenu. Idź już spać.

      • Polityka drogi MZ to nie konstrukcja cepa i nie trzeba tego sprowadzać do spraw masonerii, mossadu itd.. „Przykrywanie” istoty rzeczy, manewry pozorujące odwracania uwagi to są stare jak świat sztuczki polityków także w demokratycznych krajach. A politycy jak wielu innych ludzi pod pozorem działania dla ogółu służą różnym grupom interesu albo załatwiają swoje osobiste porachunki.
        Swoją drogą kiedyś szedł ciekawy film, produkcji BBC opowiadający o policjancie, który trafił do prowincjalnego miasteczka w południowej Anglii – przy pierwszy kontakcie z wpływowymi ludźmi z tej uroczej miejscowości od razu zapytał się o tamtejszą lożę masońską i wyraził zainteresowanie przystąpieniem do niej – to nie był żaden film szpiegowski, ot taki film obyczajowy opowiadający o normalnym, nudnym małomiasteczkowym życiu.

        • Wyobraźmy sobie mały kraj w środkowej Ameryce. Żyje sobie tam pewna arogancka pani naukowiec, która dorabia sobie oprowadzaniem turystów. Jest geologiem, ale udaje, że jest archeologiem i oprowadza po ruinach świątyń Majów. Nie wolno jej tego robić, cokolwiek sądzić o prawie jakie obowiązuje. Zostaje zatrzymana, awanturuje się, a ponieważ nic nie może wskórać postanawia się zemścić. Pisze do prasy, opowiada swoim kolegom z uczelni jakie ją to nieszczęście i niesprawiedliwość spotkały. Wszyscy kiwają ze zrozumieniem, ale nic nie mogą zrobić. Na szczęście Pani naukowiec działa w kółku parafialnym gdzie działa też pewien ambitny polityk. Słucha tej historii za zainteresowaniem i z dużymi emocjami. Nie okazuje tego po sobie, bo jest twardym, cynicznym graczem, ale w środku odżywają wspomnienia z dzieciństwa. Samotnie wychowywany przez matkę, która często nie miała dla niego czasu, bo godzinami chodziła po ruinach świątyń Majów oprowadzając turystów. Mały chłopiec nigdy tego nie zapomniał, bo miał pamiętliwy i mściwy charakter. Teraz nadchodzi jego dzień zemsty. Polityk zostaje wezwany przez prezydenta kraju, który uginął się pod ciężarem biurokratycznych przepisów, podatków tak bardzo, że wielu chciało go opuścić na zawsze. Prezydent nakazuje mu coś z tym zrobić, ale tak by prawnicy nie mogli się zmobilizować i oskarżyć, ze działa przeciwko nim, byłoby dobrze dodać jeszcze parę zawodów np. taksówkarza, trenera itd, tak, żeby prawdziwe intencje były ukryte. Chodziło też o zabajerowanie młodych ludzi obietnicami nowych miejsc pracy. Prezydent nie wierzył by to było realne, ale ważne, żeby elektorat w to uwierzył, przynajmniej do czasu wyborów.
          Polityk przyjął propozycje z duża radością bo podzielał zdanie prezydenta, a przy okazji zobaczył, że daje mu to szansę odegrania się za traumy dzieciństwa. W tym samym czasie do jego asystenta, człowieka usłużnego ale bez mało twórczego przychodzi właściciel małego biura podróży, którego uwierają przepisy ale ma też osobistą urazę do przewodników. Dawno dawno temu na tysiąc przewodników jakich mógł wybrać, wybrał najsłabszego. Wszystko poszło nie tak, a on postanowił sobie za cel zniszczyć wszystkich przewodników. Zaczyna więc doradzać i podsyłać argumenty asystentowi, tak ograniczonemu, że przekazywał swojemu szefowi słowo w słowo to co usłyszał od właściciela biura, bo sam nie potrafił nic od siebie wymyślić. Trafił więc do niego nawet pseudomandat obcokrajowca, który wbrew prawu próbował bawić się w przewodnika. Jak to bywa w bananowych republikach środkowej ameryki nikt nie zauważył, że ten obcokrajowiec miał wbity nakaz opuszczenia kraju, był bigamistą i nie płacił alimentów swojej żonie. Polityk potem wymachiwał publicznie tym dokumentem z zasłoniętym nazwiskiem człowieka, który powinien być ścigany przez jego aparat sprawiedliwości. No ale w końcu to była republika bananowa w Ameryce Środkowej, gdzie tylko tam takie rzeczy są możliwe, gdzie nikt nie patrzy co się dzieje za miedzą i kto tak naprawdę na tym skorzysta. Jak dobrze, że żyjemy tu w Polsce a nie tam w Ameryce Środkowej i takie rzeczy są nie do pomyślenia

          • Proszę założyć swojego bloga, będzie niewątpliwie bardziej poczytny, a nie marnować się tutaj :) Dobranoc.

          • Ale odnośnie „zniszczyć przewodników” – dobre. Czy ja zamierzam kogoś zniszczyć? Wtrącić do lochu? Zabronić oprowadzania? Nie. Żałosne jak niektórym mózgi wyparowały.

          • Natomiast przykład ze Środkową Ameryką – bardzo dobry, od dawna pisałem, że państwowe regulacje przewodnictwa to domena krajów o niższej kulturze politycznej, bananowych republik z juntami, dyktatorami i kacykami. Nie ma miejsca dla takich praktyk u nas.

          • Niestety, ta przypowieść jest prawdziwa, bo są tubylcy, którzy jeszcze pewne fakty pamiętają. Należy dodać, że trauma owego pana zapewne spowodowana była tym, iż z konieczności musiał uczestniczyć w wycieczkach, które jego mama oprowadzała w obcym dla niego języku. Wyobrazcie sobie, jak ten dzieciak cierpiał- teraz ma przynajmniej satysfakcję, podobnie jak jego poplecznicy- skompleksowani, choć leciwi chłopcy w krótkich spodenkach, którzy mszczą się za swoje życiowe niepowodzenia pod sztandarami „wolności przewodnickiej”

  4. Nie jestem fanem Leszka Millera, ale w tym wypadku powiedział coś co do Pana pasuje idealnie – Mówi co wie, nie wie co mówi. Wolność wolnością, ale tak się składa, że polskie prawo zabrania szerzenia zarówno ideologii z kraju Panskich zleceniodawców czyli nazizmu, ale także komunizmu jako ideologii zbrodniczych, czyli również aparatu przemocy jak KGB.
    Tak się składa, że jednak światopogląd ma znaczenie, jesli Pan nie wierzy, to prosze spróbować założyć Heil Hitler Travel …

    • A Pani Kantor, rzekomy słynny profesor, idealna kandydatka do programu Radia Erewań – bo nie profesor a docent i nie historii sztuki a biblistyki – nie oprowadzała prywatnie, ale z ramienia uczelni, i nie jeden raz. No cóż, ale jak jest się kolegą ministra z opus dei lub innego stowarzyszenia to ręka ręke myje…

      • Pukpuk – puknij się jeszcze kilka razy. I to porządnie. Maria Kantor nie szerzyła ideologii nazizmu ani komunizmu. Nie ma znaczenia czy prywatnie czy w ramach działalności uczelnianej opowiadała grupie zaprzyjaźnionych osób na otwartej ulicy o zabytkach miasta, bo każdy ma prawo do przekazywania innym informacji. Natomiast przeszkadzała grupie nawiedzonych cwaniaków, którzy by chcieli posiąść patent na przekazywanie informacji krajoznawczych i w ochronę swoich brudnych interesów napuszczali służby mundurowe na niewinnych ludzi. Bardzo dobrze się stało, że już sama perspektywa deregulacji ukróciła te drańskie praktyki.

        • Dobry człowieku, zacznij pukanie od siebie by radzić to innym. A potem przeczytaj co napisałem 10-12 razy bo sama umiejętność składania liter to jeszcze nie zdolność rozumienia czytanego tekstu. Nigdzie nie pisałem, że pani Kantor głosiła nazizm czy cokolwiek innego. Chodzi o manipulowanie faktami w czasie akcji propagandowej ministra, dochodzi do tego podejrzenie, że deregulacja zawodu przewodnika była prywatną rozgrywką urzędnika państwowego, gdyż głównym celem deregulacji miały być zawody prawnicze plus kilka innych dodanych jako listek figowy…

          • Głównym celem miało być zmniejszenie o połowę zawodów regulowanych. Proszę czytać ze zrozumieniem gazety i stenogramy Sejmowe, a nie pisać głupoty.

    • Pukpuk ale w twoją główkę idioto. Prawo zabrania też zabijania ludzi, a za chwilę przeczytam że każdy z kraju „moich zleceniodawców” przyjeżdża z MG42 w walizce, i dlatego należy licencjonować przewodnictwo turystyczne.

    • Natomiast – a propos odwiedzających Polskę Niemców – są to ludzie jak mało którzy sympatyzujący z naszym krajem i jak najdalej od wszelkich ultraprawicowych ideologii – tacy nigdy klientami wycieczek do nas nie będą. Wydawane w Niemczech obecnie przewodniki turystyczne po Polsce np. w Trescher Verlag to wzór fachowości i historycznej rzetelności. Ktoś kto widzi w Niemieckich turystach wyłącznie jakichś „hitlerowców”niech się idzie leczyć do Kobierzyna.

      • Panie MZ, nikt, nie mówi,że turyści niemieccy odwiedzający polskę to paranaziści. W tym co pisałem chodzi o tę część wypowiedzi:”Ustawa o usługach turystycznych jest ustawą gospodarczą, prawem które z założenia ma chronić interes klienta, nawet wtedy, gdy jego światopogląd nie jest zgodny z tym, który Pan uważa za słuszny.”
        Żadna ustawa gospodarcza nie umożliwia głoszenia poglądów ideologicznych sprzecznych z prawem jak nazizm i komunizm. i teraz przechodzimy do kolejnego Pana cytatu:
        W uzupełnieniu do odpowiedzi Min. Królikowskiego chciałbym Panu wyjaśnić, że „oficer KGB” może nie tylko opowiadać grupce osób na ulicy. Może legalnie w Polsce drukować i sprzedawać gazety, książki, także przewodniki turystyczne, nadawać programy telewizyjne itp. których treść w żaden sposób nie może być przez żadne „państwowe organy” cenzurowana pod kątem „historycznej poprawności”. Wolność słowa w tym zakresie gwarantuje konstytucja, mamy bowiem w Polsce taki ustrój, o jaki Pan kiedyś podobno walczył, został pobity i internowany.” Nie wiem jak Pan, ale je nie mam ochoty, zeby w Polsce bezkarnie głoszono, że komunizm jest dobry, tylko ludzie źli,itd.

        • i w przypadku nazizmu i komunizmu prawo nie pozwala na ich głoszenie, kropka

          • Od tego jest par 256 KK który obowiązuje wszystkich. I nie może być to argumentem do stosowania „prewencyjnej” cenzury i zamykania drogi do zawodu. NB „głoszenie” to musi mieć charakter publiczny, a nie jest tak w przypadku zamkniętej, prywatnej imprezy typu wycieczka.
            Natomiast w tym co blebrał Sen. Rulewski chodziło zapewne, że oficer KGB przedstawi historię w „nieprawomyślny” sposób, z punktu widzenia Sowietów – jak najbardziej ma do tego prawo, i jeżeli klienci chcą to usłyszeć to należy chronić ich interes. Tak jak prawo chroni interes klientów wszelkiej maści prawicowych gazetek klepiących w kółko o zamachu trotylem w Smoleńsku, i nie zakazuje ich drukowania ani sprzedawania.

          • Właśnie pukpuku – „w przypadku nazizmu i komunizmu prawo nie pozwala na ich głoszenie”, więc państwowe regulacje zawodu przewodnika czy pilota wycieczek są tu całkowicie zbędne. Bo zarówno jeśli temu obecnie licencjonowanemu jak i takiemu co nie posiada licencji coś odbije i będzie propagował te ideologie, to narusza obowiązujące prawo i tak samo może ponieść konsekwencja karne. Jasne? Jasne.

        • Ale egzamin może jak najbardziej zdać i nazista i komunista. I oprowadzając wycieczki prawić dowolne banialuki. Tak więc egzamin w niczym nie broni sprzedawanie jakichkolwiek ideologii.