Rower Posła Szejnfelda

Ku mojej konsternacji, wciąż pojawiają się komentarze różnych anonimowych „adwersarzy” pomstujących na Gowina, który tylko dlatego dorzucił zawody przewodnickie do deregulacyjnego koszyka, że jakiś jego znajomy dostał mandat itp. A przy tym ja jeszcze namieszałem. Gdyby nie to, deregulacja dotyczyłaby rzekomo tylko prawników.

Nawet jeśli uznać by ten niewiarygodny spisek za fakt, jest też faktem niezbitym że Gowin nie ma dziś już wiele z tą sprawą wspólnego. Nie dlatego że został odwołany, tylko że projekt już dawno wyszedł z Rządu i jest w parlamencie. A tu jego główną „twarzą” jest przewodniczący nadzwyczajnej komisji deregulacyjnej – Adam Szejnfeld. To on też podczas ostatnich debat w Sejmie i w Senacie najintensywniej przekonywał do konieczności reform. Dziś zauważyłem że ma popularny, otwarty dla wszystkich profil na Facebooku. I zamieścił tam nawet taką fotkę – widać, że jak i ja, lubi rower i odpowiedni do niego strój ;)

Tymczasem jutro (w środę) zebranie Komisji, omawiane będą poprawki Senatu zawarte w tym druku – jak widać nie ma w nim żadnych istotnych korekt co do pilotażu i przewodnictwa.

Niech żyje wolność!

Przed chwilą wygraliśmy w Senacie, który poparł ustawę deregulacyjną. Żadne z poprawek, które w większym lub mniejszym stopniu ograniczały wolność uprawiania zawodu pilota i przewodnika (np. poprzez decyzje lokalnych samorządów) nie uzyskały poparcia. Głosowała przeciwko nim grupa 50 senatorów, za ich wprowadzeniem była frakcja dwudziestu kilku.

Można otwierać szampana, bo na obecnym etapie legislacyjnym nie ma już żadnej możliwości dorzucenia kolejnych poprawek. Prezydent zapowiedział że ustawę podpisze.

Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną przez te ostatnie ponad pięć lat. Oczywiście nadal będę prowadził bloga, pisząc o różnych sprawach związanych z turystyką. Proszę wybaczyć, że intensywność wpisów (sezon!!!) będzie niewielka, wzmoże się zapewne w półroczu zimowym.

Niech żyje wolność!!!

Maciej Zimowski

Paranoiczny bełkot Senatora Rulewskiego

Pan Senator Jan Rulewski, w odpowiedzi ma mój list z 12 maja, przysłał wczoraj wieczorem pełen oburzenia e-mail którego treść wklejam w całości, bez żadnych poprawek:
Szanowny Panie !
  Bez wszelkiej egzaltacji ogłosił Pan na swoim blogu i w korespondencji do
mnie zastrzeżenie konstytucyjne wobec mojej wypowiedzi na  posiedzeniu
Senackich Komisji.A sprawa dotyczyła zarzutu jaki postawilem rządowi ,który
dopuszczal t.zw. deregulację zawodu przewodnika turystycznego .Posunąlem się
,świadomie ,do prowokacji .Wskazywała ona,że po deregulacji możliwe bedzie
uzyskiwanie tytułu zawodowego przewodnika turystycznego przez oficera z KGB
a przedstawiającego polskiej młodzieży historię powstania widzianą od strony
totalitarnej organizacji.
 Pan zarzucił mi w niewybredny sposób nieuctwo i brak znajomości
konstytucji.powolal sie Pan na artykuł 54  konstytucji o wolności  wyrażania
swoich poglądów.
Stwierdzam ,że Pan aż nadto skorzystał ze swoich praw obywatelskich by
wyrazić swój pogląd o mnie.
Tymczasem pomylił Pan zasadniczo wątki.
Wątek praw obywatelskich z wątkiem prawnych warunków  do nabywania i
uprawiania zawodu .Każdego zawodu.
Gdyby przyjąć Pańskie twierdzenie to nauczyciel miałby prawo do zwalczania
teorii kopernikańskiej .Zaś rasiści głosiliby teorie segregacyjne.
Nadto nie tylko ja ale polemiści Pańskiego blogu słusznie ,choć
nieprecyzyjnie, zarzucali Panu sprzeczność konstytucyjną / z art 13
ograniczająca swobodę poglądów  przy głoszeniu  komunizmu/.
Zatem razem wykazaliśmy absurdalność Pańskich twierdzeń a tym bardziej
stawianych zarzutów.
Jeśli Pan nie dowierza proszę spojrzeć do ustaw i rozporzadzenia obecnie
regulującego uzyskanie i wykonywanie zawodu przewodnika aby sie przekonać
,że pelnianie tej funkcji ograniczone jest zdaniem egzaminu  nastepującego
po szkoleniu .Połowa godzin szkolenia przeznaczona jest na wykład z historii
Polski lub miasta a nawet historii gór.Oczywiście historii zgodnej z
programem
 nauczania conajmniej szkoły średniej .Nie wyobrażam sobie ,że  n.p. oficer
KGB, a byli nim także Polacy,starając sie o tytuł przewodnika miejskiego w
W-wie ,podkreślił na egzaminie testowym „pomoc Armii Czerwonej i KGB dla
Powstańców W-wy ” jako prawidłową,zdałby egzamin z teoretycznej wiedzy  o
Warszawie.
Jeszcze gorzej potoczyłaby sie kariera nauczyciela ,przeciwnika przewrotu
kopernikańskiego.Zatem konkludując niech Pan nie nadużywa wolności słowa
gdyż nie wytrzymuje to próby rozsądku ,o prawie nie wspominająć.

Niestety, przykro mi ale powyższy tekst, Panie Senatorze, wskazuje dobitnie na Pana nieuctwo i kompletne niezrozumienie prostego przekazu. Wyjaśnię więc jeszcze raz, jak prostakowi: W Polsce nie ma żadnej reglamentacji ograniczających wykonywanie zawodu np. dziennikarza środków masowego przekazu, autora wysokonakładowych książek czy redaktora internetowego portalu. Może to robić każdy, niezależnie od posiadanej wiedzy, nie musi kończyć żadnych kursów ani zdawać egzaminów. Mało tego, największe tuzy polskiego pisarstwa i dziennikarstwa, to ludzie bez żadnych formalnych uprawnień czy dyplomów. W takiej sytuacji upieranie się przy ścisłej państwowej kontroli akurat zawodu przewodnika, które to regulacje – bez żadnych konsultacji społecznych po cichu wprowadzone za rządów SLD,  jest absurdem i paranoją.

Nie ma Pan też wielkiego pojęcia o systemie edukacyjnym ani rynku turystycznym. Zawód nauczyciela jest regulowany przez państwo tylko w związku z realizacją ministerialnych programów nauczania. Wbrew temu co Pan pisze, można założyć dowolną prywatną firmę edukacyjną, uczyć o jakichś teoriach antykopernikańskich, czerwonoarmistach czy też nawet  kosmitach pomagającym warszawskim powstańcom i wszelkich innych andronach – i zarabiać na tym, jeśli znajdzie się chętnych którzy za takie usługi zapłacą. Ogromny sektor szkolnictwa np. językowego jest niereglamentowany i nieregulowany, zatrudnieni są w nim tysiące obcokrajowców (co tłumaczyłem już poseł Matusik-Lipiec i nie wykluczone nawet, że polską młodzież uczą rosyjskiego jacyś byli oficerowie KGB.

Nie ma żadnego „państwowego” systemu organizacji wycieczek, firmy turystyczne są wyłącznie prywatne i za usługi płacą im klienci z prywatnej kieszeni. Upieranie się przy dotychczasowym systemie ograniczeń dostępu do zawodu w żaden sposób nie utrudni mi ani innemu właścicielowi biura zatrudnienia dowolnej osoby, jeśli klient tak sobie zażyczy. Teoretycznie grupa z Rosji może poprosić o wykład kogoś, kto historię przedstawi z „rosyjskiego” punktu widzenia, i ani Pan ani nikt inny nie będzie go rozpędzał pałkami jak kiedyś milicja sesję WRN w Bydgoszczy.  Natomiast dla tysięcy pasjonatów, np. związanych z poczytnym portalem historia.org.pl (tutaj ich opinia – pismo do Senatu) próba sprawdzenia się w zawodzie przewodnika będzie związana z szeregiem bezsensownych, kosztownych  i upokarzających procedur.

Chętnie użyczam mojego bloga do prezentacji Pana paranoicznego bełkotu. Niech to będzie przestroga dla wyborców, aby wiedzieli, czym się w przyszłości kreować (przypominam także ten wpis). Posłem i senatorem może być katolik, ateista, konserwatysta czy liberał, a nawet jakiś transwestyta czy gej. Gorzej, jeśli jest nim niedouczony prostak,  kierujący się w pracach legislacyjnych nie interesem społecznym, tylko osobistymi fobiami i kłamstwami głoszonymi przez grupkę lobbystów broniących swoich drobnych interesów.

Jak widać – walka o wolność może trwać jeszcze wiele lat i być bardzo zacięta. Wszystkim, którym zależy aby słowo „wolność” nie było tylko pustym frazesem, zapraszam do polubienia fanpage facebook.com/wolneprzewodnictwo można też odpowiedzieć Panu Senatorowi na adres rulewski@janrulewski.pl

Maciej Zimowski
Koordynator Akcji Wolne Przewodnictwo

Brawo dla WIT!

No proszę, deregulacja jeszcze nie przesądzona, a już widać pozytywną inicjatywę zatytułowaną „Nam nie straszna deregulacja zawodu”.  Skąd – z Wielkopolski, z gniazda wyjątkowo wrednych, antywolnościowych zrywów, sterowanych przez niejakiego Armina von Rohrscheidta. Warto aby senatorowie dyskutujący nad poprawkami do ustawy zobaczyli, jak to automatycznie tworzą się inicjatywy certyfikujące, weryfikujące i rekomendujące w stylu Klubu pilotów przy Wielkopolskiej Izbie Turystycznej. Można? Można. I co ważne – nie za pieniądze państwowe, czyli – „pani, pana i całego społeczeństwa”, tylko w ramach działalności izb utrzymywanych ze składek przedsiębiorców.

Jeśli mogę zwrócić szanownym kolegom uwagę, to zapis w regulaminie „Klub zrzesza pilotów wycieczek licencjonowanych i bez licencji” uważam za cokolwiek niefortunny i niepotrzebny, zawarta w nim jest selekcja na jakoby lepszych czy gorszych, kiedy przecież zastępstwem dawnej „licencji” ma być legitymacja klubu. Wystarczy samo „pilotów wycieczek” albo „osoby uprawiające zawód pilota” itp.

Ale to szczegół… Istotne jest co innego – zauważcie – jakie jest główne kryterium oceny, przyjęcia do klubu? Rekomendacje zatrudniających podmiotów – prywatnych biur podróży. A nie oceny geriatrycznych komisji egzaminacyjnych – sprawdzających – za państwowe pieniądze – wykucie na pamięć formułek ze skryptów Z. Kruczka. Parlamentarzyści niech się nie obawiają, że zapanuje chaos a klient nie będzie wiedział kogo wybrać.

Czy Senator Rulewski zapomniał, o jaki ustrój walczył?

Sz. Pan Senator Jan Rulewski

Podczas posiedzenia Komisji Senatu dnia 8 maja, o godz. 14:16 zadał Pan pytanie „Czy jest możliwe aby oficer KGB, opowiadał o Powstaniu Warszawskim bez zdania egzaminu oczywiście” – ta, jak i późniejsze wypowiedzi Pana, były nacechowane wielkim oburzeniem, że coś takiego jest możliwe.

W uzupełnieniu do odpowiedzi Min. Królikowskiego  chciałbym Panu wyjaśnić, że „oficer KGB” może nie tylko opowiadać grupce osób na ulicy. Może legalnie w Polsce drukować i sprzedawać gazety, książki, także przewodniki turystyczne, nadawać programy telewizyjne itp. których treść w żaden sposób nie może być przez żadne „państwowe organy” cenzurowana pod kątem „historycznej poprawności”. Wolność słowa w tym zakresie gwarantuje konstytucja, mamy bowiem w Polsce taki ustrój, o jaki Pan kiedyś podobno walczył, został pobity i internowany.  Przypomnę, wśród pamiętnych 21 postulatów Solidarności w 1980r.  był i taki „Przestrzegać zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku, publikacji”. Nie ma mowy aby ta wolność dotyczyła tylko jednej opcji światopoglądowej czy określonych historycznych sympatii albo antypatii.

Nie wiem też czy zdaje Pan sobie sprawę, że zaproszeni na posiedzenie przedstawiciele samorządów zawodowych, reprezentują tęsknoty środowiska pilotów i przewodników, które w PRL-u jak mało które było upolitycznione, gdzie praktycznie każdy kto miał do czynienia z turystyką zagraniczną musiał donosić i chodzić na pasku SB. Że obecne neo-esbeckie przepisy zostały wprowadzone w 1997r. przez rządzących wtedy postkomunistów,  tych samych którzy wcześniej Pana bili i internowali, a obecnie jednogłośnie sprzeciwiają się deregulacji. I wreszcie – że prawdziwie KGB-owskie metody inwigilacji, szykan i kar stosowano do niedawna na ulicach polskich  miast wobec wszelkich osób oprowadzających turystów czy – jak Pani Maria Kantor w Krakowie – nawet prywatnych znajomych.

Proszę się douczyć, a nie ośmieszać i nie kompromitować takimi wypowiedziami. Ustawa o usługach turystycznych jest ustawą gospodarczą, prawem które z założenia ma chronić interes klienta, nawet wtedy, gdy jego światopogląd nie jest zgodny z tym, który Pan uważa za słuszny.

Maciej Zimowski
Akcja Społeczna Wolne Przewodnictwo.

Deregulacja jeszcze nie przesądzona!

Po niedawnym „klepnięciu” ustawy przez Sejm, na różnych blogach i forach, także w artykułach prasowych, deregulację zawodu pilota i przewodnika uważa się za rzecz niemal dokonaną. Nie byłbym taki pewien. W historii walki o wolność tych zawodów, tyle było zaskakujących zwrotów (choćby ostatnia szarża Wiplera i innych PiSowców na rzecz protekcjonizmu rodzimych ględziarzy) iż nie jest wykluczone, że jakieś poprawki wniesie Senat.

W Senacie ustawa będzie omawiana na wspólnym posiedzeniu Komisji Gospodarki Narodowej, Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji oraz Komisji Ustawodawczej 8 maja, następnie jako 2 punkt programu na 33. posiedzeniu 15-16 maja.  

Tak więc czeka nas jeszcze sporo nerwów. Tym bardziej że racjonalne argumenty przestały już dawno odgrywać jakąkolwiek rolę w debacie, a głównie straszy się Niemcami opowiadającymi o polskiej historii. (I pewnie zagryzającymi sznapsa polskimi zarodkami).

Nie wykluczone też, że senatorowie pozostawią jakieś regulacje ze względów czysto ludzkich, humanitarnych. Trudno było nie usłyszeć w ostatnich miesiącach tego skowytu  rozpaczy. Do tej pory, spośród całej masy obsługujących turystów kelnerów, recepcjonistów, kierowców itp „PAN PRZEWODNIK” albo „PANI PILOTKA” były stanowiskami uprzywilejowanymi posiadaniem identyfikatora z godłem państwowym i podpisem jakiegoś przedstawiciela majestatu PAŃSTWA. I jeden z drugim nosił tę swoją dyndającą plakietkę wszędzie, nawet do stroju wieczorowego przy kolacji, pewnie jeszcze z nią spał albo nie wiadomo co jeszcze robił. Teraz w upokarzający sposób zostanie mu ten honor odebrany. Poczuje się jak oficer, któremu zerwano pagony, olimpijczyk, któremu zabrano medale, nauczycielka, której kazano rozebrać się przed klasą do naga.  Ileż to może spowodować tragedii, ile depresji, zawałów, z pewnością także niejedno samobójstwo. I dlatego nie bądźmy pewni, dopóki prezydent ustawy nie podpisze, wszystko się może zdarzyć.