Ideologizacja sporu czasem nie popłaca

Nie zauważyłem wśród pilocko-przewodnickiej braci jakiegoś wybuchu radości po wczorajszej dymisji Gowina. Nie ma to oczywiście żadnego wpływu na deregulację, która jest projektem rządowym i Prezydent Komorowski też już zapowiedział podpisanie ustawy.

Z mojej strony nawet pewna ulga, bo nie chciałbym aby ten ambitny projekt, w którym współdziałało mnóstwo osób i organizacji, był kojarzony wyłącznie z jego osobą. Ja wiem że w słusznych sprawach można podpisać pakt nawet z diabłem, ale tutaj czasem bywało niezręcznie… Nie rozumiem jak można łączyć ultraliberalne podejście do gospodarki z takim konserwatyzmem i nienowoczesnością w kwestiach społeczno-obyczajowych.

Okoliczności tej dymisji wzbudzają u mnie pewien uśmieszek. Obserwując zmagania przewodnickich lobbystów, zauważyłem jak wielką rolę w ich upartej walce odgrywa ani nie jakość usług, ani nawet nie kasa,  co ideologia. Jak przerażeni są faktem że z dnia na dzień przestaną być „funkcjonariuszami państwa” z orzełkiem i podpisem Marszałka, a zgodnie z rzeczywistością będą po prostu zwykłymi usługodawcami jak tysiące kelnerów, barmanów czy recepcjonistów.

Jadąc po tej ideologicznej linii wyciągali non stop swoje fantasmagoryczne argumenty o „niemieckich kierowcach” którzy będą opowiadali turystom o Wawelu jako siedzibie Hansa Franka, o polskich obozach koncentracyjnych itp. Gowin zbywał to, i nazywał tańczeniem na oświęcimskich grobach. Teraz, zaślepiony swoją ideologią w sprawach bioetyki uwierzył w historię o sprzedawanych do Niemiec zarodkach i padł ofiarą tej samej pułapki. Cześć jego pamięci!

2 Komentarze

  1. Oczywiście że jest :) Pachołkiem, sługusem i psem łańcuchowym. I Gowin doskonale o tym wiedział. I mimo to nie wycofał się z deregulacji, gdyż was – przewodnickich mafiozów nienawidził jeszcze bardziej niż tych „zarodkowych” Niemców :)

  2. A czy biureczko wykonujące usługi dla niemieckich firm turystycznych nie jest ich pachołkiem?