Głosowanie 108, czyli nasze zwycięstwo w Sejmie

Dziś – jak już wiecie – Sejm RP podczas plenarnego posiedzenia uchwalił ustawę deregulacyjną. Nie obyło się jednak bez nerwów. Szczególnie dramatyczny moment nastąpił ok. godz. 16:40 kiedy głosowano wniosek mniejszości – poprawki Posła PiS Tadeusza Dziuby, zakładające pozostawienie egzaminów na przewodnika i pilota. Byłoby to de facto wyłączeniem wszelkich zawodów turystycznych z deregulacji, nadal nie byłoby wolnego przewodnictwa, o które walczymy.

Wynik głosowania był zaskakujący – za zamknięciem zawodu opowiedział się cały obecny na sali klub PiS , cały SLD (co za koszmarny, antywolnościowy sojusz czarnych i czerwonych), pół PSL-u, i byłoby całkiem groźnie, głosów rządzącej PO mogłoby nie starczyć, gdyby za uwolnieniem przewodnictwa (w czym jednak przypisuję sobie pewną osobistą  zasługę) nie opowiedziało się jednogłośnie 35 posłów Ruchu Palikota. (Który to klub, o dziwo – później w finalnym głosowaniu, razem z SLD był za odrzuceniem ustawy deregulacyjnej). To był ten języczek u wagi, bez którego, jak napisał niedawno Tomek Dygała, deregulacja mogłaby pójść na drzewko. Potem jeszcze odrzucono poprawkę posła Dudy (też z PiS), zakładającą ograniczenie wolności w wybranych miastach.

I bardzo ciekawe – zarówno zbierający cięgi na tym blogu Wipler jak i Matusik-Lipiec… Nie głosowali! Więcej o głosowaniu tutaj.

Teraz jeszcze Senat, gdzie – choć to wydaje się koszmarne, ale lobbyści Kruczka nadal będą starali się coś ugrać (Matusik-Lipiec to zapowiada).  Co prawda Senat zapisał raz piękną deregulacyjną kartę – odrzucając ustawę o rzemiośle w 2007, PO ma tam sporą większość, SLDowców i PSLowców nie ma, niegdyś popierający przewodników senator Gorczyca nawrócił się na liberalizm ale kto wie – piłka ciągle jest w grze. Dopiero jak prezydent złoży podpis będziemy mogli odtańczyć triumfalne pogo na zrzucanych z szyi identyfikatorach – które – jak widzę przewodnicy na krakowskich ulicach wciąż komicznie noszą ze strachu przed łapankami.

Więcej komentarzy i informacji – na fanpage. A ja za chwilę żegnam na tydzień nasz gorący kraj, lecę prowadzić grupę przyrodników po śniegach Laponiii – tam mnie łapcie.

36 Komentarze

  1. Poseł Wipler się totalnie zbłaźnił i wyborcy i ci którzy namawiali innych do głosowania na niego, tak jak ja, zostali przez niego oszukani, a i nadal poseł ten oszukuje lansując swoją fundację Republikańską, ale już jego czyny nie idą za ideami. NIENAWIDZĘ PARTYJNEGO ŚCIERWA. Żeby Wipler pozwolił całemu PiS firmować patologię „środowisk”, które pasożytują na ogóle obywateli. Żenada.

    Wipler się zbłaźnił. Przede wszystkim tym, że nie narobił w PiSie takiego hałasu by zapobiec temu, że cały klub głosował za utrzymaniem regulacji!!! A i to, że sam nie wziął udziału w głosowaniu wcale go nie broni. Powinien był brać udział w tym głosowaniu niezależnie od czegokolwiek. Nie ma jaj posłażyna.

    Żółta kartka dla Wiplera. Pierwsze powody uznania dla PO no i…. RP, a nawet połowy posłów koalicyjnego PSL. Przynajmniej w tym przypadku.

  2. Panie Macieju
    Szczerze mówiąc liczę na odpowiedź Pana Lecha i innych. Pana zdanie znam i wiem że nie odpowie mi Pan na pytania na które odpowiedzi nie są jednoznaczne. Świat nie jest zerojedynkowy. Warto więc czasem zastanawiać się i dyskutować.
    Pan natomiast ma jasno określony cel, który Panu przyświeca i absolutnie nic Pana ze swej drogi nie zwiedzie. Rozumiem i szanuję. Powtórzę jednak, że pytania o konkurencyjność i jakość jest skierowane jest również a właściwie przede wszystkim, do innych komentujących.

  3. Imperium kontratakuje.

    22 kwietnia br. weszło w życie zarządzenie nr 15/2013 Dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego. Zawiera ono tylko jeden merytoryczny przepis w paragrafie 1:
    „Wprowadza się na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego obowiązek zapewnienia opieki przewodnika górskiego tatrzańskiego podczas wszystkich zorganizowanych wycieczek pieszych, w których uczestniczy młodzież ucząca się w szkołach podstawowych, gimnazjach oraz ponadgimnazjalnych (szkoły zawodowe, licea i technika)”.
    Panie Macieju, składał Pan pewne obietnice, dotyczące takiej sytuacji – i te ogólne, i te szczególne dotyczące tego właśnie parku. Słowo się rzekło – kobyłka u płota…

    A tak na marginesie – co z dziećmi?! Tymi uczącymi się w szkołach podstawowych? A z przedszkolakami? Zarządzenie wszak mówi jedynie o młodzieży. Panie Dyrektorze TPN! Wydaje się niezbędnym niezwłoczne uzupełnienie tych braków. Jak również zdefiniowanie terminu „wycieczka zorganizowana”. A co z wycieczkami narciarskimi i rowerowymi? Przecież i te formy uprawiania turystyki dopuszcza TPN, a w zarządzeniu je pominięto. Tak, zarządzenie nr 15/2013 zdecydowanie wymaga aktualizacji!

    • Siedzę w tej chwili jeszcze na lotnisku w fińskim Oulu. Jutro jestem w biurze. I zastanawiam się, czy podejmować jakąkolwiek interwencję, bo zarządzenie w swej treści zawiera taką ilość głupoty i bezsensu, że tykanie się tego byłoby rzeczą niepoważną. To jest z dziedziny kabaretu a nie prawa. Dodam jeszcze a co z młodzieżą przyjeżdżającą z zagranicy? Oczywiście jest to bezprawne, każdy kto zostałby nie wpuszczony do parku „za nie manie przewodnika” pozywa firmę park narodowy i sprawę ma wygraną jak w banku.

      • To prawda, że przepis zawiera w sobie ogrom głupoty i bezsensu i jest nie tylko bezprawny, ale również wątpliwy pod względem techniczno-prawnym. Warto o tym ludzi uświadamiać i ukazywać jego komiczność. A twórcy tego gniota po prostu w swym zamyśle się mocno przeliczyli, bo w praktyce będą się do niego stosować tylko nieliczni naiwni pozwalający się zastraszyć i pozostanie martwym przepisem.

    • W zarządzeniu jest nakazany obowiązek „zapewnienia opieki przewodnika górskiego tatrzańskiego podczas WSZYSTKICH ZORGANIZOWANYCH WYCIECZEK PIESZYCH, w których uczestniczy młodzież ucząca się w szkołach podstawowych, gimnazjach oraz ponadgimnazjalnych (szkoły zawodowe, licea i technika)”.

      W takim razie jeśli grupa młodzieży np. z ZHP tak się umówi, że wejdą na teren TPN wykupując każdy z osobna bilety wstępu indywidualne, to przepis ten ich nie dotyczy. No bo jeżeli każdy w grupie ma bilet indywidualny, to nie jest to grupa zorganizowana. I jeżeli wejdą osobno, a potem gdzieś na szlaku utworzą grupę bo im się tak będzie podobać, to co? Nie wolno im? Zarządzenie nie zabrania tworzenia w parku grup przez osoby, które weszły indywidualnie i czy nałożenie takiego obowiązku na grupy z młodzieżą z pominięciem innych grup, jest w ogóle zgodne z ustawami o ochronie przyrody albo o bezpieczeństwie w górach? Otóż nie jest zgodne i to zarządzenie po prostu opiera się na Prawie Kaduka i ukazuje, że głupota urzędników nie ma granic.

  4. Ciekaw jestem zdania wszystkich komentujących, choć szczególnie poproszę o odpowiedź chyba najbardziej aktywnych w komentarzach czyli Pana Lecha Rugałę i Pana mklimk-a. – posiadających jeśli się nie mylę odmienne poglądy. Czy faktycznie wszelkie dyskusje nt. deregulacji (dyskusja – czyli wymiana poglądów) mają sens, czy możemy coś osiągnąć rozmawiając, czy faktycznie (czego nie wykluczam) należy pozostać w swoich okopach i absolutnie nie zwracać uwagi na poglądy drugiej strony.
    Pytanie jest zasadne bo odpowiedź uzmysłowi nam wszystkim – mnie też – co tu robimy i czy coś możemy WSPÓLNIE zdziałać dla dobra klientów przede wszystkim, ale i również środowisk obsługujących turystów, czy to biur czy wolnych przewodników czy tych z licencjami.
    BARDZO PROSZĘ O ODPOWIEDŹ!!!

    • Dyskutanci typu klimek czy anonim nie próbują tu o czymkolwiek dyskutować, tylko wypisują jakieś bluzgi pod moim adresem, Jeszcze trochę i będę kasował.

      • Bluzgi? Widziałem te wypowiedzi w których pojawiało się hasło o j…banych dupkach. Czy to nie Pan był ich autorem?

        • Proszę patrzeć, słuchać, obserwować, najlepiej ustawiać sobie budzenie co 2 godziny w nocy, żeby niczego nie przegapić. Może Pan zobaczy fioletowe zajączki na jedwabnym eternicie.

          • Pozostawię Pana wypowiedź bez komentarza. Ciężko się z Panem rozmawia. Szkoda mojego czasu.

    • @ Pan Andrzej Grzechynka – myślę, że jest znacznie więcej lepszych miejsc na dyskusję merytoryczną odnośnie deregulacji niż ten blog. By była platforma na dyskusje muszą być 2 strony szanujące swoje (często diametralnie odmienne poglądy). Ostatnie wypowiedzi M.Z> dobitnie pokazują, że o zadnej dyskusji nie moze być mowy. Tutatj co najwyżej można zaprezentować swoje zdanie po to by inn czytelnicy zauważyli, że jest również druga strona medalu.

      Osobiście nie jestem zatwardziałym przeciwnikiem deregulacji – przeciwnie wielokrotnie pisałem tu że z pewnymi jej aspektami się zgadzam. Nie zgadzam się natomiast ze sposobem jej przeprowadzenia (podobnie jak anonim) oraz niezwykle nachalną nagonką M.Z. na przewodników licencjonowanych – tylko dlatego, że są…

      @ M. Z. – nigdzie na tym forum nie użyłem wyrazu powszechnie uważanego za obraźliwy – ani pod Twoim adresem, ani żadnego innego użytkownika forum.

    • @Andrzej Grzechynka – Odpowiadam: Dla dobra klientów (sam nim bywałem) należy znieść wszelkie obowiązkowe licencje i przymus korzystania z usług przewodnika na publicznie dostępnych szlakach turystycznych zarówno w parkach narodowych, krajobrazowych jak i poza nimi, na otwartych ulicach miast itd.

      Przymus zwiedzania z przewodnikiem może dotyczyć wyłącznie tłumnie odwiedzanych obiektów zamkniętych jak muzea, skanseny itp., lub miejsc o szczególnym zagrożeniu, gdzie dla porządku i bezpieczeństwa ruch turystyczny musi być regulowany. I ma dotyczyć jednakowo grup jak i zwiedzających indywidualnie. Nie może być tak, żeby wymagać wybiórczo od niektórych grup przewodnika w takich miejscach jak asfalt do Morskiego Oka czy drogi spacerowe w dolinach tatrzańskich.

      W górach np. powinny być wskazane szczególnie niebezpieczne szlaki, gdzie jest ZALECANY, ale nie obowiązkowy przewodnik i ewentualnie zamykane dla bezpieczeństwa w pewnych sezonach (zima) lub dla ochrony przyrody.

      • To ja może od końca. Parki nie zamykają szlaków ze względów bezpieczeństwa gdyż oznaczałoby to że te które nie są zamknięte są bezpieczne. Czyli – jeżeli zdarzy się wypadek na otwartym szlaku to znaczy że Park nie zadbał o jego utrzymanie i bezpieczeństwo (lawina na prostym szlaku? może się zdarzyć? jasne że może.) i mozna go pociągnąć do odpowiedzialności. Zamknąć szlak w zimie – kalendarzowej? pogodowej? tak jak Słowacy od daty do daty? licząc że przyroda dostosuje się do naszych życzeń?
        Wyjścia komercyjne np w USA na Alasce obowiązkowo zmuszone są do wynajęcia przewodnika, indywidualne – nie mają takiej konieczności. Wg mnie ta linia podziału jest ok. Idę sam robię co chce. Ktoś organizuje – mam gwarancję że nie oszczędza na mnie i otrzymam przewodnika w obsłudze.
        I tu kolejny temat. Wg mnie przewodnikiem mimo wszystko jest ten kto przeszedł odpowiednie kursy i zdał egzamin. Przed 1997 rokiem każdy mógł pójść z grupą ale nie odważył się powiedzieć że jest przewodnikiem jeśli nim nie był. Blacha przewodnicka stanowiła i stanowi wartość samą w sobie. Oczywiście jestem za podnoszeniem poziomu, eliminowaniem kiepskich przewodników itd. Innymi słowy za weryfikacja i unifikacją. Dzięki temu biuro wynajmujące przewodników ma gwarancję że są profesjonalnie przygotowani (a egzamin nie oznaczał dożywotnich uprawnień) a klient sam też może wybierać czy chce „przewodnika ” czy nie wiem jak nazwać „fascynata”?
        Oczywiście te koncepcje można kompilować itd.

        • @Andrzej Grzechynka – Co Pan pisze to nieprawda! Parki zamykają w zimie niektóre szlaki właśnie dla bezpieczeństwa. Przykładem jest nie tylko słowacka strona Tatr ale polski Karkonoski Park Narodowy. I Pan jako przewodnik górski tego nie wie? Zlikwidowanie obowiązku uzyskania licencji nie oznacza, że nie będą mogły istnieć organizacje przewodników wydające własne licencje. Ale musi być wolny rynek i turysta musi mieć prawo wyboru przewodnika z taką licencją, jaka mu odpowiada lub bez niej.

          Ci licencjonowani przewodnicy turystyczni niech sobie oczywiście nadal istnieją, a niezależnie od nich działają na rynku niezrzeszeni przewodnicy nielicencjonowani. Ci licencjonowani jak zechcą, niech się łączą w stowarzyszenia określając wysokie progi przyznawania swoich licencji. Niech takich stowarzyszeń będzie kilka. I oni wszyscy niech się różnią profilem usług i ceną. Wypadną z rynku patałachy z papierami (często „załatwionymi”) wciskani klientom na siłę. To tylko wyjdzie na korzyść turystom. Każda sztuczna regulacja rynku, każdy przymus posiadania licencji prowadzi do zniszczenia wolnej konkurencji, a w efekcie – do spadku jakości usług.

          • Ok nie sprecyzowałem że piszę jedynie o TPN. Zamknięte są w nim zima kilka szlaków, ale wyraźnie podkreśla się że nie ze względów bezpieczeństwa.

            Natomiast jestem absolutnie za czytelnym rozróżnieniem przewodników z licencją od tych bez – którzy niech się nazywaja jak chcą ale trudno mi sobie wyobrazić jak miałbym rozróżnić przewodnika z licencją lub bez przyjeżdżając do obcego miasta czy parku. Nie prościej zachować nomenklaturę „przewodnik” i „lider”- to tylko pomysł na nazwę (wiem że się powtarzam). Każdy z nich będzie mógł oprowadzać ale będą łatwiej rozróżnialni.
            Rynkowo? Wg mnie jak najbardziej tak. Inaczej będzie tak – jak bywało już nie raz i nie dwa kiedy w Tatrach oprowadzał pan w polarku z napisem „przewodnik” a jego klienci byli przekonani w 100% że to tatrzański. Oszukiwał, czy nie?
            Uważa Pan że to uczciwa konkurencja?

          • O urzędowym zastrzeżeniu nazwy „przewodnik” nie ma mowy. To słowo istnieje w Polszczyźnie od kilkuset lat i żadna korporacja nie ma prawa go sobie zawłaszczać.

          • Pisze Pan o konkurencyjności lecz nie odpowiada Pan na moje pytanie dotyczące właśnie interesu klienta. Przewodnik udający (dokładnie to się zdarzało – udawanie i podszywanie się)kogoś z licencją czy przewodnik posiadający skończony kurs itd. Jak wg Pana potencjalny klient może w prosty nie wymagający specjalnego zachodu rozróżnić te dwie formy działalności. Czy podszywanie się jest uczciwe??? Brak odpowiedzi.

            Wciąż pisze się o podniesieniu jakości usług i zwiększeniu ilości miejsc pracy. Bardzo proszę o wyjaśnienie, bo wg mnie ilość miejsc pracy raczej spadnie a wraz z nią spadnie jakość.
            Co ciekawe i kuriozalne – i żebyśmy mieli jasność absolutnie niezgodne z moimi poglądami – ilość miejsc pracy moim zdaniem wzrosłaby gdyby przymus przewodnicki dotyczył właściwie wszystkiego. Każdej formy działalności. Ktoś przecież tych „zmuszanych” musiałby obsługiwać. Jeszcze raz powtórzę – nie jestem zwolennikiem ostrych regulacji ale nie przepadam tez za sformułowaniami które nie są uzasadniane.

            Mechanizm podniesienia jakości usług dzięki likwidacji obowiązku szkolenia jest ciekawą koncepcją logiczną. Im mniej nauki tym wyższa wiedza?
            Być może.

            Do tej pory tylko spieraliśmy się, trochę abstrakcyjnie. Myślę że za kilka lat okaże się co stało się z rynkiem turystycznym i przewodnictwem po deregulacji. Być może Panowie mają rację ale nie zdziwiłbym się gdyby za parę lat wnioski z tego okresu były zupełnie przeciwne.
            Obserwujmy

          • Hm …
            Tekst o konkurencyjności i jakości powinien być podpisany moim imieniem i nazwiskiem. Nie zauważyłem że, nie wpisałem go w odpowiednim polu :)

          • Do Anonim: Ma Pan takie zdanie to proszę przy nim pozostać. Ja nie uważam że rynek przewodników będzie inny od rynku fryzjerów, kucharzy, mechaników czy psychoterapeutów który reguluje się świetnie bez pomocy państwa. Ale na takie dyskusje sugeruję deregulacja.blogspot.com

        • To jest akurat bardzo ważna i cenna wypowiedź. W latach 1989-98, przez całą dekadę zawód przewodnika był wolny i teoretycznie każdy mógł sobie sprawić prywatną „blachę” i oprowadzać. A jednak takich przypadków nie było. To najlepszy dowód, że państwowa regulacja tego zawodu jest niepotrzebna.

          • Nie było żadnych prywatnych blach. Obowiązywały blachy PTTK z zastrzeżonym wzorem. W Zakopanem obowiązywały też blachy środowiskowe nawiązujące do historycznych. Nie dało się ich kupić na allegro;) Wszyscy wszystkich znali więc ewentualne przypięcie takiej blachy byłoby co najmniej niemile widziane.

          • No ale każdy mógł sobie zrobić blachę podobną, według własnego wzoru, np. z logo swojego biura i legalnie, oficjalnie świadczyć usługi przewodnickie

  5. Na tym blogu nie ma miejsca na dyskusje tylko na peany dla mesjanizmu Pana MZ. Nie ma miejsca bo:
    „Dyskusja o deregulacji? Wolne żarty.”
    Rozumiem z tej że blog ten jest jedynie hermetycznym kółkiem wzajemnej adoracji, bezrefleksyjnym i bezkrytycznym. Reszta to „sługusi korporacji”. Zamiast „Dodaj komentarz” na tym blogu raczej powinno być „Dodaj pochwałę ;)”
    To niestety pachnie co najmniej fanatyzmem.

  6. nie mato jak kultura drogi M. Z. – jeśli tak samo zwracasz się do swoich Klientów to nawet deregulacja Ci nie pomoże

    • Tak się zwracam do wrogów – moich i moich klientów. Bezczelnych kombinatorów, nieudaczników łasych na cudzą kasę.

      • Widzę że na blogu pojawiła się autocenzura. Czyżby M.Z. wstydził się swych, skądinąd skandalicznych, postów o „dorżnięciu watah przewodnickich”?
        Ciekawe doprawdy, oj ciekawe :-)

        • Jak widać zagorzałym zwolennikom dotychczasowych regulacji czyli wielbicielom identyfikatorów, legitymacji i pieczątek brakuje argumentów merytorycznych. I bardzo słusznie, że zostały usunięte posty zawierające argumenty ad personam.

          • W tych postach nie było powiedziane że jestem zwolennikiem (a słowo zagorzały jest dla mnie wielkim zaskoczeniem) regulacji.
            Jedynie wrogiem chamstwa.
            Pan MZ zwyczajnie zawstydził się swoich wypowiedzi. A że przypomnę jestem ponoć j…anym anonimem.
            Piękna cenzurka. Pan Maciej wielokrotnie zwracał uwagę że sieć wszystko pamięta. Słusznie. Pamięta!
            W temacie deregulacji jestem zwolennikiem dyskusji. Merytorycznej, bez agresji.
            Niestety na tym blogu niema miejsca na dyskusję. Jeśłi ktoś myśli inaczej niż Pan MZ to musi się liczyć nawet z wyzwiskami.

            Konkretnie uważam że deregulacja jest sensownym pomysłem z tym że nie w takim zakresie jak to ostatni przegłosował sejm. Wydaje mi się że nauczyciel historii, profesor akademicki, nauczyciel plastyki polskiego itd. powinien mieć absolutną swobodę w oprowadzaniu po miastach. Natomiast dopuszczenie przypadkowych ludzi którzy mogą uprawiać ten zawód generalnie zlikwiduje przewodnictwo jako takie a na pewno obniży poziom tych którzy pozostaną – zwłaszcza dotyczy to przewodników polskojęzycznych. Zwyczajnie ludzie którzy dziś zawodowo pracują poświęcają swój czas na szkolenia itd. odejdą do innej pracy. Nie wierzę w to że rynek wykreuje najlepszych. Oni nie przeżyją. Zostaną Ci którzy dorobią sobie do innego zawodu. Czy spadną ceny – myślę że tak, ale wraz z nimi spadnie też jakość. Czy wzrośnie liczba miejsc pracy? Jakim cudem? Przecież ilość miejsc pracy zależy od ilości grup. O fiskusie nie chce mi się gadać bo wydaje mi się oczywistym że z tytułu usług przewodnickich podatków państwo otrzyma mniej.
            MOżna o tym wszystkim rozmawiać. Tyko bardzo proszę Pana Macieja o nie pisanie do mnie. Jest tu jak się domyślam masa INNYCH osób które mają podobne do Pana zdanie ale zwyczajnie można z nimi kulturalnie porozmawiać. I na nich liczę.
            A … dodam że jestem przewodnikiem miejskim ale absolutnie niepraktykującym ;) Górskim również ale działam raczej nie w naszym kraju.
            I pozdrawiam wszystkich na początek długiego weekendu

          • Każde, nawet najbardziej wulgarne i obraźliwe słowa są niczym wobec prawno-karnych szykan jakie wobec nas – wolnych przewodników chcieliby stosować sługusy korporacji. Dyskusja o deregulacji? Wolne żarty. W 1997 nie było żadnej dyskusji. Nikt nie zapytał ani oferujących usługi, ani – przede wszystkim klientów, czy takich regulacji sobie życzą. Nie była żadnych konsultacji społecznych. Pod tym względem obecny rząd wykazał ogrom dobrej woli. A co do rynku my wolni przewodnicy mieliśmy klientów i będziemy ich mieć, i nikt nie będzie nam utrudniał wreszcie pracy.

  7. Warto jednak zwrócić uwagą na niekonsekwencje uchwalonej ustawy. Jest to deregulacja zawodu przewodnika turystycznego – terenowego i miejskiego przy jednoczesnym pozostawieniu bez żadnych zmian regulacji dotyczących zawodu przewodnika górskiego. Stwarza to do absurdalną sytuację, że uzyskanie formalnych uprawnień do wykonywania zawodu przewodnika górskiego będzie wiązało się ze spełnieniem bezsensownych wymagań zniesionych ustawą deregulacyjną u pozostałych przewodników m.in. ukończenia wieloletniego kursu, w którym główny nacisk kładzie się na opanowanie drobiazgowej wiedzy krajoznawczej o miastach i obiektach położonych z dala od gór, zupełnie nieprzydatnej przy prowadzeniu wycieczek górskich oraz pozostawienie ścisłego podziału na regiony uprawnień. Zamiast pozostawić tylko zapis o przeszkoleniu z zakresu bezpieczeństwa przy prowadzeniu turystów we właściwych górach.

    Po wejściu tej ustawy w życie dojdzie do dyskryminowania własnych obywateli i potęgowania absurdów, że przewodnik z międzynarodowej organizacji przewodników górskich będzie mógł legalnie prowadzić wycieczkę np. w Karkonoszach czy Górach Stołowych (nb. już obecne zarządzenia KPN i PNGS tak stanowią), gdzie będzie po raz pierwszy w życiu, a polski przewodnik górski tylko kiedy uzyska formalne uprawnienia na Sudety odbywając całą skomplikowaną procedurę uzyskania uprawnień na ten obszar.

    • Wnioski są dwa.
      a) może przewodnik międzynarodowy z zagranicy powinien mieć zakaz wykonywania zawodu w Polsce?

      b) skoro istnieją przewodnicy międzynarodowi w innych krajach, którzy mogą oprowadzać w Polsce to pewnie istnieją tam REGULACJE legitymizujące przewodnictwo jako takie.
      Trochę to dziwne bo na tym blogu cały czas pisze się iż tylko w Polsce i krajach zacofanych przewodnictwo jest regulowane.
      Nie rozumiem obaw dotyczących nierówności. Przewodnik ze Stubai, nie zrzeszony w organizacjach międzynarodowych MUSI zdawać egzaminy z tematyki swojego regionu a nie może oprowadzać po Bieszczadach. Natomiast polski przewodnik zrzeszony w tychże samych międzynarodowych strukturach MOŻE oprowadzać po Stubai. Symetrycznie i bez dyskryminacji.

      • Czy was pokręciło? Międzynarodowe certyfikaty przewodnickie to dokumenty uzyskiwane dobrowolnie, które mają jedynie wskazywać klientowi że najął fachowca, w żadnym wypadku ich ideą nie jest uzyskiwanie monopolu przewodnictwa!!! To jest kompletne wypaczenie i tym będziemy się niedługo zajmować. Kombinatorzy z UIMLA i podobnych organizacji, również ci z ich międzynarodowego zarządu gorzko pożałują kombinowania przy polskim prawie. Ale załatwmy najpierw jedno, czyli miejskich, terenowych i pilotów.

      • I oczywiście po takich górach jak Alpy czy G. Skandynawskie itp może oprowadzać każdy, a klient może jedynie wybrać czy chce specjalistę z certyfilatem takim czy owakim czy bez. W Polsce jest pod tym względem jak w krajach trzeciego świata.