Parlamentarzyści, policzcie dla kogo pracujecie!

Popatrzcie na facebookową stronę Federacji Przewodnictwa i Pilotażu, głównej organizacji która pod kierownictwem Zygmunta Kruczka, prywatnego wydawcy skryptów szkoleniowych, najsilniej lobbuje za dalszym zamykaniem zawodów turystycznych. Ile liczy fanów? Zaledwie 67! Proszę więc nie wierzyć, że występują w imieniu jakiegoś wielkiego „środowiska”. Bronią własnych drobnych interesów.

Już nie mówię że strona mojego bloga ma 3 razy więcej fanów. Popatrzcie dla porównania ile osób skupia portal historia.org.pl, jednoczący fascynatów i hobbystów z których wielu chętnie znalazłoby zajęcie przy oprowadzaniu turystów i dzieleniu się swoją wiedzą, dlatego skrupulatnie komentują sejmowe prace – ponad 13 tysięcy. Proszę sobie przeliczyć te proporcje na głosy wyborców.

Choćby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość, pilotaż i przewodnictwo są i pozostaną zajęciem mocno sezonowym i rotacyjnym. Grono osób, np. w Krakowie, utrzymujących się z tego całorocznie jest garstką, wobec tysięcy pracujących przy obsłudze turystów przez krótki  czas, w okresie wakacji czy popularnych świąt. To dla nich tworzycie nowe prawo. I trudno porównywać sytuację np. notariusza który egzamin zdaje raz i pracuje w zawodzie pełnowymiarowo, z kimś, kto okazyjnie 2-3 razy w roku, np. w długi weekend jedzie z grupką do Budapesztu.

Oczywiście do waszych biur poselskich nie pukają, na komisjach nie lobbują: Ani nastoletni uczeń, ani chwilowy emigrant – barman z Londynu, ani inżynier, prywatnie miłośnik gór,  z zakładu w którym kiedyś mogą nastąpić redukcje. Ale każdy z nich  za lat kilka może zmierzyć się z wysmarowaną przez was rzeczywistością, kiedy chcąc spróbować sił w branży turystycznej, stanie przed nieznanymi w zachodniej Europie przeszkodami.

O deregulacji przewodnictwa, media powiedziały w ostatnim roku wystarczająco dużo, aby próba „ukręcenia lodów” przez jakąś sitwę pozostała niezauważona. Każdy będzie miał świadomość powszechnych w nowoczesnych państwach rozwiązań, nigdy nie będzie już można bezkarnie kłamać, że wszędzie na świecie stójkowi ganiają po centrach miast „nielegalnych przewodników”. Ludzie stawiani przed absurdalnymi barierami będą wściekli. A ja będę skrupulatnie notował wasze poczynania i przed wyborami przypomnę o nich.

Tyle mam do powiedzenia przed kolejnym (17 kwietnia) posiedzeniu komisji deregulacyjnej, posiedzeniem plenarnym 19 kwietnia i dalszymi pracami legislacyjnymi.

Aktualizacja 18.04: Na posiedzeniu komisji 17 kwietnia antywolnościowe poprawki PSL przepadły, przed nami jeszcze posiedzenie plenarne w piątek 19 kwietnia.

23 Komentarze

  1. Wciąż tu przeciwne deregulacji tezy nasz MZ nazywa „kłamliwymi”. Żongluje się argumentami o „regionalistach”, ciekawych i zapieracych dech informacjach pozyskiwanych od pasjonatów i pospolitego ruszenia przyszłych oprowadzaczy. Profesja przewodnicka to nie tylko wiedza, fakty, znajomość ciekawostek, owszem to osnowa – ale wymagane są bardzo praktyczne umiejętności pracy z grupą, planowania, dostosowywania do odbiorcy – gross turystów to dzieciaki i młodzież- regionaliści i gawędziarze tu nie dadzą rady, położą wycieczkę. Trzeba być w dużej mierze wykfalifikowanym rzemieślnikiem, by tę masówkę, np. w Krakowie sprawnie, o czasie obsłużyć, zaproponować coś na czas wolny i sprawić żeby jeszcze raz przyjechali i zadzwonili po ciebie.
    My – licencjonowani utrzymamy się, ale będzie sporo chaosu i po pewnym czasie odkręcania i przywracania pewnych regulacji – nie bójmy się tego słowa.

    • Deregulacja nie oznacza przekazania zadań niefachowcom, tylko zwolnienie aparatu państwowego z oceniania ich fachowości.

  2. W ramach deregulacji domagam się zlikwidowania praw jazdy, ponieważ wymóg takiego dokumentu dyskryminuje tych, którzy prawa jazdy nie mają. Prawo jazdy tworzy niezdrową konkurencję na jezdni dopuszczając do kierowania pojazdami wąskie grono uprzywilejowanych. gdy zlikwidujemy prawa jazdy powstanie 100 000 miejsc pracy w transporcie lądowym, uwolnione zostaną takie zawody jak: kurier, kierowca autobusu, kierowca TIR-a, rozwoziciel pizzy, taksówkarz, kierowca rajdowy itd…

    • Zgadza się, a egzaminy na prawo jazdy są dyskryminujące i dowodzą, że istnieje sitwa, która blokuje szanse zdobycia pacy przez wielu młodych, którzy marzą o zostaniu dostawcy pizzy do biura Bird

    • @ Cezary Kamiński – Pisząc o prawie jazdy posłużyłeś się wyjątkowo idiotycznym argumentem. Czym innym jest prawo jazdy do prowadzenia pojazdów mechanicznych aby się wzajemnie nie pozabijać na drogach, a czym innym prawo do przekazywania turystom informacji krajoznawczych, które nie może być ograniczane jakąkolwiek cenzurą czyli również państwowymi licencjami.

      • Argument mój miał inteligentnym ludziom uzmysłowić, że:
        1. zawód przewodnika czy pilota turystycznego NIE JEST zawodem zamkniętym. Licencję może otrzymać KAŻDY po spełnieniu warunków jednakowych dla wszystkich, po prostu po zdaniu egzaminu.
        2. licencje, dyplomy czy zaświadczenia funkcjonują wszędzie i nie są one „przepustkami” do zawodu ale poświadczeniami odbytego kursu i zdanego egzaminu.
        3. równie dobrze można mówić, że dyskryminujące jest wymaganie od pracownika średniego wykształcenia. Świadectwo dojrzałości też jest przecież rodzajem dyplomu dopuszczającego do wąskiej grupy profesji.

        • @Cezary Kamiński – to co wypisujesz to po prymitywne, kłamliwe manipulacje. W powszechnym rozumieniu zawód przewodnika czy pilota turystycznego jest zawodem zamkniętym w porównaniu z innymi zawodami otwartymi jak np. zawodem dziennikarza. Aby zostać przewodnikiem lub pilotem wycieczek nie wystarczy być wieloletnim regionalistą i posiadać szeroką wiedzę krajoznawczą i bogate doświadczenie turystyczne. Trzeba obowiązkowo odbyć drogi i czasochłonny kurs, a nie – jak tu kłamliwie sugerujesz – tylko zdać egzaminy przed państwową komisją. Jest to sytuacja o tyle absurdalna, że aby napisać ciekawy artykuł krajoznawczy czy przewodnik po jakiejś okolicy nie potrzeba żadnych kursów ani egzaminów. Ba, przeciętnego nabywcę zupełnie nie interesuje wykształcenie autora. I to on – jako klient, a nie urzędnik wydający licencje – decyduje czy kupi czasopismo z takimi artykułami albo przewodnik napisany przez nielicencjonowanego publicystę. Tak samo ja, jako turysta, chcę mieć pełne prawo decydowania, aby do oprowadzenia po jakimś terenie wynająć sobie np. owego publicystę, który wprawdzie nie posiada pliku papierów i pieczątek, ale za to ma wiedzę. Absurdem jest również to, że obecne regulacje nie zostały wprowadzone w interesie turysty, a pod dyktando grupy cwaniaków, którzy chcą za wszelką cenę utrzymać monopol na przekazywanie turystom w terenie informacji o charakterze przewodnikowym.

  3. jako administrator FP Federacji – czuję się wywołany do odpowiedzi
    Na początek serdeczne dzięki koledze za zwrócenie uwagi na małą liczbę fanów – faktycznie ostatnio ten kanał promocji jest przez nas zaniedbany.
    pragnę jednak zauważyć, że strona nie zajmuję się zupełnie sprawami regulacji zawodu przewodnika i pilota.
    Przywoływanie jednak FP jako wyznacznika popularności przewodników skupionych w Federacji nie przedstawia pełnego obrazu jej działalności (odsyłam na facebookowe strony stowarzyszeń które z nami współpracują) – w odpowiedzi mogę zaprezentować skan strony z działu deregulacja zrobiony przed chwilą ( 25 fanów )

    • Ale to nie ma nic do rzeczy. Ja nie zarzucam że jest mało fanów. Ja ukazuję proporcję.

  4. Coś M.Z. coraz bardziej nerwowy – co gruncik pali się pod nogami???
    Liczyłeś że zatrudnisz byle kogo za pół darmo, a tu jednak coraz więcej osób jest przeciw deregulacji. Już nawet sam Minister G. coraz rzadziej się na ten temat wypowiada. Witać jednak że rozsądek, wiedza i doświadczenie zwyciężą – nie zaś miernota i niedołężność, tych którzy nie mogąc zdać żadnego egzaminu śpiewają smętną pieśń o deregulacji – coraz cichszym i mniej słyszalnym głosem na szczęście.

    • A dziś, uważasz że nie mogę zatrudnić „byle kogo” za „pó darmo”? I co to jest „pół darmo” – ty masz w ogóle pojęcie co ja robię i kogo zatrudniam? Puknij się a mocno.

      • Byle kogo (przynajmniej jako przewodnika) to póki co zatrudnić nie możesz, a za pół darmo jak się ktoś zgodzi czemu nie – tylko że pewnie nikt z kwalifikacjami nie chce się zgodzić – stąd też Twój zacięty bój o deregulację. A co do pojęcia kogo i za ile zatrudniasz to pojęcie mam – parę lat w turystyce pracuję i swoje kontakty mam ;-)

        • Mogę zatrudniać kogo chcę i za tyle na ile obie strony się zgodzą. Ale oczywiście, deregulacja spowoduje że pojawi się jeszcze większa konkurencja i będę miał więcej oferentów do wyboru, a nie wyłącznie miernot i chamów-alkoholików którzy bronią swoich coraz bardziej dziś już iluzorycznych przywilejów. I nie ja, tylko każdy TURYSTA który korzysta z ich usług.

        • I jeszcze – ja powodów do nerwów żadnych nie mam, tylko ci co płaczą na komisji sejmowej że stracili pracę. I bardzo dobrze – tak rynek ocenił ich „licencjonowaną fachowość”. Żadne sztuczne przepisy im w tym nie pomogą, nikt dzisiaj po ulicach ani po górach nie kontroluje grup turystycznych, żadni organizatorzy nie są pod tym kątem sprawdzane – urzędy mają dość problemów z turystycznymi bankrutami. I po debacie deregulacyjnej na pewno pojawią się grupy odważnych ludzi chcących świadczyć usługi bez administracyjnej czapy i wygryzą sfrustrowanych lamusów.

  5. Czy MZ uważasz czytelników bloga za idiotów? Strona facebookowa federacji przewodnictwa została założona 17 listopada 2012 roku, czyli zaledwie kilka miesięcy temu, zaś portal historia 26 lipca 2009 roku. Zatem porównywanie ilości fanów i wyciąganie z tego daleko idących wniosków jest czystą manipulacją, która na szczęście znajduje akceptację tylko u nielicznej garstki Twoich zwolenników. Rozumiem Twoją nerwowość, wszak losy deregulacji nie są jeszcze przesądzone i cóż Ty poczniesz, jak jednak przyjdzie Ci współpracować z tymi, na których teraz tak plujesz?

    • Kolejny Anonimek się oburza. Z żadnymi partaczami ani miernotami nie współpracuję i współpracować nie będę. A to że strona federacji nie zdobyła nawet kilkuset fanów spośród tych rzekomo 30.000 których niby to reprezentuje przez te wiele miesięcy, o czymś chyba świadczy. Żal i rozpacz.

  6. Jakie manipulacje, jakie żonglowanie faktami??? Przecież wiadomo nie od dziś, że każda sztuczna regulacja rynku, każdy przymus prowadzi do zniszczenia wolnej konkurencji, a w efekcie – do spadku jakości usług. Ten wpis po prostu ukazuje fakt, że to środowisko łatwo nie odpuści, bo taka sytuacja zniesie monopol i przytnie łapki organizatorom wszelkich karkołomnych kursów, za które młodzi ludzie płacą sporą kasę, poświęcają cenny czas, a urzędnicy odfajkowują kolejne osoby „uwolnione od bezrobocia”. A że potem przez większość miesięcy w roku pracy dla nich nie ma, bo to zajęcie wybitnie dorywcze i sezonowe, to mało kogo obchodzi.

    Licencjonowani przewodnicy turystyczni niech sobie oczywiście istnieją, jednak bez przymusu ich wynajmowania. Jak zechcą, niech się łączą w stowarzyszenia określając wysokie progi przyznawania swoich licencji. Niech takich stowarzyszeń będzie kilka, a niezależnie od nich niech działają niezrzeszeni przewodnicy nielicencjonowani. I niech się różnią profilem usług i ceną. Wypadną z rynku patałachy z papierami (często „załatwionymi”) wciskani klientom na siłę (w poprzednich wpisach na tym blogu opisano tu przypadki takich patałachów). To tylko wyjdzie na korzyść turystom.

    • m kupę czasu kosztowało mnie to i pieniądze i wysiłek…a ty piszesz, ze ktoś z ulicy będzie lepszym przewodnikiem niż ktoś kto tym żyje, z tego żyje i jest to jego pasja…? Miałam grupy po takich pseudo…na początku nasłuchałam się niemiłych rzeczy…ale fajnie jak turysta mówi jednak licencjonowany to licencjonowany, nasłuchałam się też bzdur jakimi karmią turystę…wśród nas też jest przesiew i to ostry…bo życie, bo brak predyspozycji…a co do rzetelności wiedzy…to z dwudziestu osób na moim egzaminie przeszło pięć…taki jest przesiew wiedzy kandydatów…a ja życzę miłego zwiedzania z takim z wolnej łapanki…Pozdrawiam…

      • I następny anonimek, może się przedstawisz? Sprawdzę w branży jakie są opinie o twojej pracy.

      • @logika – Wydałaś sporo pieniędzy, bo je miałaś, poświęciłaś sporo czasu, bo go po prostu miałaś. Jednak pomyśl logiczne, że nie każdego na to wszystko stać. Wiedza krajoznawcza niekoniecznie musi być licencjonowana. Wielokrotnie miałem okazję przekonać się, że miejscowy regionalista, który nie posiada żadnych papierów przewodnika potrafił mnie zaciekawić informacjami o danym terenie dużo lepiej od tych licencjonowanych. Deregulacja da takim pasjonatom szansę na legalne świadczenie okazyjnie usług przewodnickich, a jednocześnie turystom zwiększy możliwości wyboru. Oby tak się stało jak najprędzej.

  7. No tak, podawanie faktów rzetelnych, bez żonglowania jest domeną anonimów, jak w XI wieku.