Katarzyno Matusik-Lipiec, jest Pani na mojej krótkiej liście

Szanowna Pani Poseł
Katarzyna Matusik-Lipiec

Jestem zbulwersowany Pani wypowiedziami na temat przewodników turystycznych, zarówno na posiedzeniu Sejmu w dniu 4 kwietnia (strona 171),  dla dziennika Rzeczpospolita, oraz na swoim internetowej fanpage  w rozmowie z redaktorem portalu historia.org.pl Wojciechem Duchem, gdzie zapowiada Pani dalszą walkę w Senacie RP o utrzymanie regulacji zawodu przewodnika.

Bardzo proszę Panią o podanie nazwisk krakowskich przewodników, w imieniu których wygłasza Pani swoje tyrady, w których poziom absurdalnych teorii na temat turystyki przyjazdowej przypomina te o pancernej brzozie i sztucznej mgle w Smoleńsku. Nie widzę tu przeciwwskazań formalnych – po pierwsze proces legislacyjny musi być przejrzysty, po drugie – ludzie o których pytam pod własnym nazwiskiem prowadzą publicznie działalność gospodarczą. A chcę wiedzieć bo sprawdzę poprzez moje znajomości w branży jaki jest poziom świadczonych przez nich usług, dlaczegóż to nie mogą sobie znaleźć pracy i przychodzą do Pani po prośbie, aby siłą ustawy zmusić turystów do opłacania ich asysty. Czy są to ludzie w stylu np. opisanej już raz przeze mnie Olgi Fendrych, która swoim partactwem wprowadziła moją firmę w spore kłopoty, a potem ganiała po krakowskim rynku, zaczepiała innych oprowadzających i robiła im awantury?

Jako touroperator sprowadzający do Polski turystów m.in. z Niemiec, wydający tysiące Euro na reklamę na zagranicznych targach – jak tu w Berlinie,

a następnie zasilający skarb państwa i konta lokalnych usługodawców sumami idącymi w miliony złotych, mam już serdecznie dosyć tej ciągłej kakofonii oszczerstw, chamskiego określania mnie i moich klientów – ludzi pełnych sympatii do naszego kraju – mianem bandy nazistów i chuliganów, których nie interesuje nic innego jak głoszenie „kłamstw oświęcimskich”. Radzę też dokładnie wczytać się w treść nowelizowanej ustawy turystycznej – kogo ona dotyczy i jakie są jej intencje. Jest to prawo prokonsumenckie, jego celem jest ochrona dóbr klienta, a nie usługodawcy. Nie ma tam żadnych zapisów o przymusie zatrudniania przewodnika, a już w zupełności nie dotyczy ona touroperatorów zagranicznych, zawierających z klientami umowy za granicą według własnego prawa. Jest natomiast faktem, że przewodnicy i drobne biura przyjazdowe stosując „bazarowe sztuczki” z interpretacją zawiłych przepisów, usiłują wmawiać przyjezdnym istnienie takich regulacji i groźby problemów ze strony służb mundurowych. Każą opłacać się w charakterze tzw. słupów – przykrywek. Ale kłamstwo ma krótkie nogi i coraz rzadziej się to udaje. Zapewniam, że utrzymanie  regulacji nie spowoduje że ktokolwiek, kto dziś nie zatrudnia niechcianego polskiego figuranta – będzie to nagle robił. Bardzo chętnie zatrudni prawdziwego fachowca, bo jest to i wygodniejsze i tańsze niż przywożenie kogoś ze swojego kraju. Tacy pracę mają i mieć będą. A do Pani biura pukają nieudacznicy i pasożyty usiłujący nieuczciwie dorwać się do cudzych pieniędzy.

Unijna dyrektywa na którą się Pani powołuje nie dotyczy chwilowego, transgranicznego wykonywania jakichś czynności ale sytuacji gdy ktoś osiedla się w innym kraju na stałe i tam zawiera umowy. Tu przyznam że owszem – z deregulacji oprócz rzeszy obywateli polskich może skorzystać jakiś Niemiec czy Francuz otwierający w Krakowie biuro usług przewodnickich i ściągający ziomków ze swojego kraju. Tylko taki – po pierwsze będzie wykonywał niesamowicie pożyteczną robotę promocyjną, po drugie proszę sobie wbić to do głowy – będzie rejestrował działalność i płacił podatki w Polsce. Idę o zakład że znacznie skrupulatniej niż typowy polski przewodnik, który i krzyczy w niebogłosy o stratach fiskusa a sam kiedy tylko może go oszukuje i bierze za usługi „w łapę” bez wystawiania rachunków.

Czasem mam też wrażenie że nie wie Pani, że organizowanie wycieczek to nie jest jak za jakiegoś PRL-u działalność „państwowo-propagandowa”, ale umowy zawierane są pomiędzy prywatnymi podmiotami. W Pani sejmowym przemówieniu padły słowa o edukacji. Podobno to Pani branża. Czy nie wie Pani, że prywatna działalność edukacyjna może być w Polsce prowadzona bez jakiejkolwiek kontroli czy nadzoru państwa? Że działa w Polsce tysiące prywatnych szkół i szkółek np. językowych, do których założenia wystarczy zwykły wpis do ewidencji? Że żaden państwowy organ ich nie sprawdza ani nie wizytuje? Demonstruje Pani prymitywną, zaściankową ksenofobię wobec zagranicznych pilotów wycieczek a co począć z tysiącami obcokrajowców pracujących w tych szkołach? Nie prze dzień-dwa ale przez miesiące mogą swobodnie wykładać o polskich obozach koncentracyjnych, przecież to dla wszystkich dzisiaj najważniejsza kwestia. Proszę natychmiast coś z tym zrobić! Proszę utworzyć i opłacić z budżetu państwa w każdym powiecie placówki kontrolne. Są tysiące emerytowanych nauczycielek które z ochotą przyjmą stanowiska  w komisjach egzaminacyjnych i będą maglować kandydatów z posiadania właściwej fachowej wiedzy. Tak jak to dziś robią różne leciwe matrony w komisjach egzaminujących przewodników, gdzie także obcokrajowcy, oprowadzający turystów wyłącznie ze swoich krajów, muszą dukać egzamin po polsku.

Czekam  na odpowiedź, tymczasem wpisuję Panią – obok m.in. Skawińskiego i Kruczka, na swoją krótką listę osób, których żenujące publiczne poczynania będę skrupulatnie na tym blogu opisywał i komentował. W przyszłych wyborach liczy Pani na głosy krakowskich przewodników prawda? No, może będzie ich kilkaset. Ale może nie starczyć względem tysięcy tych którzy brzydzą się wspieraniem przez parlamentarzystów bezczelnych, korporacyjnych mafijek.

Maciej Zimowski
Koordynator Akcji „Wolne Przewodnictwo”

1 Komentarz

  1. Powodzenia z akcją! Może nie ma wrażenia poparcia, ale ja i sporo innych osób śledzimy choć tylko biernie, ale popieramy. Nie ma żadnego normalnego powodu dla regulowania przewodnictwa i dziesiątek innych zawodów, które w Polsce pozostają w patologicznym środowiskowym zamknięciu. Pozdrowienia z Pekinu.