Poseł Szejnfeld o przewodnikach turystycznych

Na spokojnie przejrzałem sobie stenogram posiedzenia Sejmu z 4 kwietnia. Myślę że warto przytoczyć dosłownie to co powiedział oponentom przewodniczący Nadzwyczajnej Komisji d/s Deregulacji, Adam Szejnfeld:

Podobnie dużo emocji, jak widzę, dzisiaj w dyskusji podczas drugiego czytania, ale także w trakcie obrad komisji, wywołały na przykład kwestie rozwiązań dotyczących właśnie przewodników. I znów wymienia się wiele takich hipotetycznych zagrożeń. Pomijam już argumenty, które nawet nie brzmią poważnie, np. jeżeli ktoś uważa i mówi, że zawód przewodnika to jest zawód z zakresu, nie wiem, oświaty czy edukacji, co miałoby znaczyć, że jak przy jedzie wycieczka na jeden czy dwa dni, to przewodnik jest od tego, żeby edukować tych ludzi o historii, tradycji Polski i wielu innych rzeczach. Jeżeli nawet chcielibyśmy, żeby był od tego – (…) – czy to znaczy, że w przypadku kogoś, kto się uczy, kształci 10, 15, 20 lat w szkołach na różnych poziomach, te dwa dni przesądzą o jego wiedzy lub niewiedzy o Polsce? Podawane były nawet tu na tej sali, ale też często na obradach komisji, przykłady braku wiedzy turystów w Polsce o Polsce. Te przy kłady miałyby dowodzić, że nie można dokonywać zmian w ustawie o usługach turystycznych. Drodzy państwo, bezsens tych zarzutów polega właśnie na dokonywaniu tych przykładów. Bo jeżeli dokonuje się tego w tym stanie prawnym, tej nadmiernej regulacji, to znaczy, że to wcale nie jest narzędzie osiągania jakichś takich efektów, o których mowa w odniesieniu do tych przykładów. Zresztą, jak podpowiada mi wiedza, takie kraje jak Niemcy, Wielka Brytania, Czechy, Słowacja, Chorwacja, Łotwa, Estonia, Holandia, Belgia – i to nie jest na pewno zamknięty katalog – mają regulacje dotyczące zawodów przewodników na o wiele niższym poziomie albo wcale ich nie mają. I jakoś trudno było mi sobie wyobrazić, żeby na przykład w Wielkiej Brytanii, państwie o tradycjach i historii przecież nie mniejszej niż w przypadku Polski, podobnie też w innych krajach, na przykład, nie wiem, na Łotwie czy w Estonii, krajach nadbałtyckich, które przeżyły w historii równie wiele lat cierpień i ucisku, jak nasz kraj, żeby akurat tamte władze nie martwiły o to, że ich przewodnicy turystyczni albo właśnie nie ich, że przewodnicy, których wynajmować będą czy wynajmują zagraniczne biura, nieodpowiednio informują turystów, bo już nie chcę
używać tego właśnie pojęcia – edukują turystów o losach ich narodów, dziejach społeczeństw i historii państw. To jest więc następny dowód na to, że jednak budujemy jakąś niepotrzebną fasadę, która ma zasłonić prawdziwe pewnie intencje wnioskodawców, żeby nie dokonywać tutaj zmian.

Jak widać, lektura bloga mogła się przydać. Porównanie do Anglii świetne. Tymczasem 17 kwietnia kolejne posiedzenie komisji.

Możliwość komentowania jest wyłączona.