Czy Piotr Cybula chce napytać sobe biedy?!

Na blogu prowadzonym przez drugiego znanego prawnoturystycznego blogera – Piotra Cybulę,  pojawił się dziś wpis personalnie atakujący Jego Ekscelencję Dyrektora TPN Piotra Skawińskiego. Podobnie jak ja ponad rok temu, bloger ten dopatruje się pewnego konfliktu interesów i niedwuznacznie sugeruje, że wydane niedawno zarządzenie o obowiązku przewodnickim może przynieść personalne korzyści środowisku przewodnickiemu do którego sam Pan Dyrektor należy. Jak tak można! Dyrektor Skawiński jest osobą krystalicznie czystą, uczciwą, i wolną od jakichkolwiek korupcyjnych podejrzeń. A jak ktoś publicznie twierdzi że jest inaczej, już mu się klan Skawińskich do skóry dobierze. I zacznie wysyłać pisma z pogróżkami, takie jak i ja dostałem w zeszłym roku, o czym później napisałem w tej notce. Proszę ostrzec P. Cybulę i zasugerować jak najszybsze usunięcie tej notki i zastąpienie jej przeprosinami. Ja nie mogę tego zrobić bo cenzuruje moje wpisy na swoim blogu i zablokował mi możliwość komentowania na facebookowej stronie, być może na żądanie swojego uczelnianego kolegi Z. Kruczka,  który przegrał ze mną walkę o deregulację.

Ideologizacja sporu czasem nie popłaca

Nie zauważyłem wśród pilocko-przewodnickiej braci jakiegoś wybuchu radości po wczorajszej dymisji Gowina. Nie ma to oczywiście żadnego wpływu na deregulację, która jest projektem rządowym i Prezydent Komorowski też już zapowiedział podpisanie ustawy.

Z mojej strony nawet pewna ulga, bo nie chciałbym aby ten ambitny projekt, w którym współdziałało mnóstwo osób i organizacji, był kojarzony wyłącznie z jego osobą. Ja wiem że w słusznych sprawach można podpisać pakt nawet z diabłem, ale tutaj czasem bywało niezręcznie… Nie rozumiem jak można łączyć ultraliberalne podejście do gospodarki z takim konserwatyzmem i nienowoczesnością w kwestiach społeczno-obyczajowych.

Okoliczności tej dymisji wzbudzają u mnie pewien uśmieszek. Obserwując zmagania przewodnickich lobbystów, zauważyłem jak wielką rolę w ich upartej walce odgrywa ani nie jakość usług, ani nawet nie kasa,  co ideologia. Jak przerażeni są faktem że z dnia na dzień przestaną być „funkcjonariuszami państwa” z orzełkiem i podpisem Marszałka, a zgodnie z rzeczywistością będą po prostu zwykłymi usługodawcami jak tysiące kelnerów, barmanów czy recepcjonistów.

Jadąc po tej ideologicznej linii wyciągali non stop swoje fantasmagoryczne argumenty o „niemieckich kierowcach” którzy będą opowiadali turystom o Wawelu jako siedzibie Hansa Franka, o polskich obozach koncentracyjnych itp. Gowin zbywał to, i nazywał tańczeniem na oświęcimskich grobach. Teraz, zaślepiony swoją ideologią w sprawach bioetyki uwierzył w historię o sprzedawanych do Niemiec zarodkach i padł ofiarą tej samej pułapki. Cześć jego pamięci!

Zarządzenie TPN w sprawie przymusu przewodnickiego jest nieważne

Jak najkrócej postaram się odnieść do niedawnych rewelacji spod Tatr, czyli jak to wspaniale dyrektorowi TPN udało się przywrócić przymus przewodnicki dla – cokolwiek miałoby to oznaczać „zorganizowanych wycieczek pieszych w których uczestniczy młodzież…” itd. Więcej tutaj.

Krótko, bo problem jest niewielki, jak już wcześniej wielokrotnie wyjaśniałem, takie wewnętrzne zarządzenie nie jest prawem państwowym, za którego złamanie grozi jakiś „mandat” (bzdura) tylko elementem umowy cywilnej między podmiotem świadczącym usługi publiczne (park narodowy) a konsumentem (turystą kupującym bilet).  I jest klauzulą niedozwoloną – podobnie jak tysiące innych klauzul w regulaminach biur, sklepów, klubów itp. których klient – jako z gruntu prawa nieważnych – nie musi przestrzegać.  Patrz np. tutaj.

Treść tego zarządzenia jest tak absurdalna, że została już na kilku forach skrytykowana i obśmiana. Ja dodam do tego dwie uwagi. Po pierwsze, dlaczego w zarządzeniu wymieniono tylko polskie instytucje edukacyjne? A jak przyjedzie grupa niemieckich wyrostków z jakiejś Realschule, to już temu obowiązkowi nie podlega? Straszne, młodzież polska poddawana jest większym szykanom i obowiązkom niż młodzież niemiecka… Czyli dyrektor TPN działa odwrotnie niż lobbyści z PiS, którzy to wrednych przyjezdnych Niemców chcą uczyć porządku i oskubywać ich z kasy na rzecz miejscowych słupów-figurantów.

Po drugie co gorsze, jak twierdzi Skawiński np. tutaj – wydał zarządzenie „w trosce o bezpieczeństwo turystów”. Dlaczego w takim razie naraża na ogromne niebezpieczeństwo pozostałych, czyli nie „młodzież” nie „uczącą się” i nie „w zorganizowanych grupach” skoro pozwala im wejść do Parku bez asysty przewodnika?! Jak myślicie, czy nie powinienem zgłosić tego do prokuratury?

To jest oczywiście drobiazg który wpisuje się w całą masę absurdów wymyślanych przed dyrekcje parków narodowych, które w przeciwieństwie do innych służb państwowych nie są traktowane poważnie i jak dotąd nie stały się obiektem większego zainteresowania instytucji kontrolnych typu UOKiK.  Ale zauważalny jest coraz większy opór społeczny, polecam np. ten artykuł, więc pewnie kiedyś i to zachwaszczone poletko zostanie gruntownie wypielone.

 

Głosowanie 108, czyli nasze zwycięstwo w Sejmie

Dziś – jak już wiecie – Sejm RP podczas plenarnego posiedzenia uchwalił ustawę deregulacyjną. Nie obyło się jednak bez nerwów. Szczególnie dramatyczny moment nastąpił ok. godz. 16:40 kiedy głosowano wniosek mniejszości – poprawki Posła PiS Tadeusza Dziuby, zakładające pozostawienie egzaminów na przewodnika i pilota. Byłoby to de facto wyłączeniem wszelkich zawodów turystycznych z deregulacji, nadal nie byłoby wolnego przewodnictwa, o które walczymy.

Wynik głosowania był zaskakujący – za zamknięciem zawodu opowiedział się cały obecny na sali klub PiS , cały SLD (co za koszmarny, antywolnościowy sojusz czarnych i czerwonych), pół PSL-u, i byłoby całkiem groźnie, głosów rządzącej PO mogłoby nie starczyć, gdyby za uwolnieniem przewodnictwa (w czym jednak przypisuję sobie pewną osobistą  zasługę) nie opowiedziało się jednogłośnie 35 posłów Ruchu Palikota. (Który to klub, o dziwo – później w finalnym głosowaniu, razem z SLD był za odrzuceniem ustawy deregulacyjnej). To był ten języczek u wagi, bez którego, jak napisał niedawno Tomek Dygała, deregulacja mogłaby pójść na drzewko. Potem jeszcze odrzucono poprawkę posła Dudy (też z PiS), zakładającą ograniczenie wolności w wybranych miastach.

I bardzo ciekawe – zarówno zbierający cięgi na tym blogu Wipler jak i Matusik-Lipiec… Nie głosowali! Więcej o głosowaniu tutaj.

Teraz jeszcze Senat, gdzie – choć to wydaje się koszmarne, ale lobbyści Kruczka nadal będą starali się coś ugrać (Matusik-Lipiec to zapowiada).  Co prawda Senat zapisał raz piękną deregulacyjną kartę – odrzucając ustawę o rzemiośle w 2007, PO ma tam sporą większość, SLDowców i PSLowców nie ma, niegdyś popierający przewodników senator Gorczyca nawrócił się na liberalizm ale kto wie – piłka ciągle jest w grze. Dopiero jak prezydent złoży podpis będziemy mogli odtańczyć triumfalne pogo na zrzucanych z szyi identyfikatorach – które – jak widzę przewodnicy na krakowskich ulicach wciąż komicznie noszą ze strachu przed łapankami.

Więcej komentarzy i informacji – na fanpage. A ja za chwilę żegnam na tydzień nasz gorący kraj, lecę prowadzić grupę przyrodników po śniegach Laponiii – tam mnie łapcie.

Parlamentarzyści, policzcie dla kogo pracujecie!

Popatrzcie na facebookową stronę Federacji Przewodnictwa i Pilotażu, głównej organizacji która pod kierownictwem Zygmunta Kruczka, prywatnego wydawcy skryptów szkoleniowych, najsilniej lobbuje za dalszym zamykaniem zawodów turystycznych. Ile liczy fanów? Zaledwie 67! Proszę więc nie wierzyć, że występują w imieniu jakiegoś wielkiego „środowiska”. Bronią własnych drobnych interesów.

Już nie mówię że strona mojego bloga ma 3 razy więcej fanów. Popatrzcie dla porównania ile osób skupia portal historia.org.pl, jednoczący fascynatów i hobbystów z których wielu chętnie znalazłoby zajęcie przy oprowadzaniu turystów i dzieleniu się swoją wiedzą, dlatego skrupulatnie komentują sejmowe prace – ponad 13 tysięcy. Proszę sobie przeliczyć te proporcje na głosy wyborców.

Choćby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość, pilotaż i przewodnictwo są i pozostaną zajęciem mocno sezonowym i rotacyjnym. Grono osób, np. w Krakowie, utrzymujących się z tego całorocznie jest garstką, wobec tysięcy pracujących przy obsłudze turystów przez krótki  czas, w okresie wakacji czy popularnych świąt. To dla nich tworzycie nowe prawo. I trudno porównywać sytuację np. notariusza który egzamin zdaje raz i pracuje w zawodzie pełnowymiarowo, z kimś, kto okazyjnie 2-3 razy w roku, np. w długi weekend jedzie z grupką do Budapesztu.

Oczywiście do waszych biur poselskich nie pukają, na komisjach nie lobbują: Ani nastoletni uczeń, ani chwilowy emigrant – barman z Londynu, ani inżynier, prywatnie miłośnik gór,  z zakładu w którym kiedyś mogą nastąpić redukcje. Ale każdy z nich  za lat kilka może zmierzyć się z wysmarowaną przez was rzeczywistością, kiedy chcąc spróbować sił w branży turystycznej, stanie przed nieznanymi w zachodniej Europie przeszkodami.

O deregulacji przewodnictwa, media powiedziały w ostatnim roku wystarczająco dużo, aby próba „ukręcenia lodów” przez jakąś sitwę pozostała niezauważona. Każdy będzie miał świadomość powszechnych w nowoczesnych państwach rozwiązań, nigdy nie będzie już można bezkarnie kłamać, że wszędzie na świecie stójkowi ganiają po centrach miast „nielegalnych przewodników”. Ludzie stawiani przed absurdalnymi barierami będą wściekli. A ja będę skrupulatnie notował wasze poczynania i przed wyborami przypomnę o nich.

Tyle mam do powiedzenia przed kolejnym (17 kwietnia) posiedzeniu komisji deregulacyjnej, posiedzeniem plenarnym 19 kwietnia i dalszymi pracami legislacyjnymi.

Aktualizacja 18.04: Na posiedzeniu komisji 17 kwietnia antywolnościowe poprawki PSL przepadły, przed nami jeszcze posiedzenie plenarne w piątek 19 kwietnia.

Łzy Dariusza Jońskiego

Orwellowską propagandę SLD-owców komentowałem już tutaj i tutaj, a dziś właśnie widzę że poseł Dariusz Joński dumnie zamieścił na swojej stronie mowę sejmową z 4 kwietnia, o tym jakie plagi egipskie spadną na nas po deregulacji. Twierdzi: „Teraz pojawią się osoby coś wiedzące, ale zupełnie niewtajemniczone, których weryfikacja na rynku pracy może być okupiona łzami wielu osób, ich klientów.” Normalnie aż zapłakałem z wzruszenia. Zastanawiam się ile razy płakał on sam, przecież w codziennym życiu na każdym kroku korzysta się z usług osób wykonujących odpowiedzialne, acz nieregulowane zawody. Nie śledzę jego prywatnego życia, nie wiem kiedy chodzi do mechanika albo masażysty, ale od tego mamy – odgrywające czasem całkiem pożyteczną rolę tabloidy. W październiku 2012 Super Ekspres relacjonował wizytę posła w Łódzkiej Manufakturze, gdzie wraz z żoną Kubanką pozwolił sobie na lunch w restauracji sushi. Panie pośle, stołuje się Pan w restauracjach, jak Pan może, przecież tak odpowiedzialne i ważne dla zdrowia Pana rodziny przygotowywanie  posiłków  może wykonywać, cytuje Pana słowa: „chuligan, któremu ledwie udało się w życiu skończyć podstawówkę, bo na więcej nie miał ochoty”.

Tak, zawód kucharza jest w Polsce nieregulowany. Może go wykonywać każdy. Nikt nie wydaje państwowych certyfikatów kuchty z orzełkiem i podpisem Marszałka Województwa. Proszę więcej nie popełniać takich gaf. Ma Pan do wyboru: 1. Przestać chodzić do restauracji 2. Uregulować zawód kucharza (były próby w 2007, nie wyszło) 3. Wyemigrować do kraju gdzie jest to zawód regulowany. W Europie – sprawdziłem, niestety tylko do wyboru Węgry albo Islandia. Na Węgrzech rządzi Orban i jest strasznie. Na Islandii zimno i deszczowo, żonie Kubance się nie spodoba. To może jednak do ojczyzny teściów? Regulación o la muerte! Bilety mogę załatwić ja, właściciel biura podróży, “coś wiedzący ale zupełnie nie wtajemniczony”.

Katarzyno Matusik-Lipiec, jest Pani na mojej krótkiej liście

Szanowna Pani Poseł
Katarzyna Matusik-Lipiec

Jestem zbulwersowany Pani wypowiedziami na temat przewodników turystycznych, zarówno na posiedzeniu Sejmu w dniu 4 kwietnia (strona 171),  dla dziennika Rzeczpospolita, oraz na swoim internetowej fanpage  w rozmowie z redaktorem portalu historia.org.pl Wojciechem Duchem, gdzie zapowiada Pani dalszą walkę w Senacie RP o utrzymanie regulacji zawodu przewodnika.

Bardzo proszę Panią o podanie nazwisk krakowskich przewodników, w imieniu których wygłasza Pani swoje tyrady, w których poziom absurdalnych teorii na temat turystyki przyjazdowej przypomina te o pancernej brzozie i sztucznej mgle w Smoleńsku. Nie widzę tu przeciwwskazań formalnych – po pierwsze proces legislacyjny musi być przejrzysty, po drugie – ludzie o których pytam pod własnym nazwiskiem prowadzą publicznie działalność gospodarczą. A chcę wiedzieć bo sprawdzę poprzez moje znajomości w branży jaki jest poziom świadczonych przez nich usług, dlaczegóż to nie mogą sobie znaleźć pracy i przychodzą do Pani po prośbie, aby siłą ustawy zmusić turystów do opłacania ich asysty. Czy są to ludzie w stylu np. opisanej już raz przeze mnie Olgi Fendrych, która swoim partactwem wprowadziła moją firmę w spore kłopoty, a potem ganiała po krakowskim rynku, zaczepiała innych oprowadzających i robiła im awantury?

Jako touroperator sprowadzający do Polski turystów m.in. z Niemiec, wydający tysiące Euro na reklamę na zagranicznych targach – jak tu w Berlinie,

a następnie zasilający skarb państwa i konta lokalnych usługodawców sumami idącymi w miliony złotych, mam już serdecznie dosyć tej ciągłej kakofonii oszczerstw, chamskiego określania mnie i moich klientów – ludzi pełnych sympatii do naszego kraju – mianem bandy nazistów i chuliganów, których nie interesuje nic innego jak głoszenie „kłamstw oświęcimskich”. Radzę też dokładnie wczytać się w treść nowelizowanej ustawy turystycznej – kogo ona dotyczy i jakie są jej intencje. Jest to prawo prokonsumenckie, jego celem jest ochrona dóbr klienta, a nie usługodawcy. Nie ma tam żadnych zapisów o przymusie zatrudniania przewodnika, a już w zupełności nie dotyczy ona touroperatorów zagranicznych, zawierających z klientami umowy za granicą według własnego prawa. Jest natomiast faktem, że przewodnicy i drobne biura przyjazdowe stosując „bazarowe sztuczki” z interpretacją zawiłych przepisów, usiłują wmawiać przyjezdnym istnienie takich regulacji i groźby problemów ze strony służb mundurowych. Każą opłacać się w charakterze tzw. słupów – przykrywek. Ale kłamstwo ma krótkie nogi i coraz rzadziej się to udaje. Zapewniam, że utrzymanie  regulacji nie spowoduje że ktokolwiek, kto dziś nie zatrudnia niechcianego polskiego figuranta – będzie to nagle robił. Bardzo chętnie zatrudni prawdziwego fachowca, bo jest to i wygodniejsze i tańsze niż przywożenie kogoś ze swojego kraju. Tacy pracę mają i mieć będą. A do Pani biura pukają nieudacznicy i pasożyty usiłujący nieuczciwie dorwać się do cudzych pieniędzy.

Unijna dyrektywa na którą się Pani powołuje nie dotyczy chwilowego, transgranicznego wykonywania jakichś czynności ale sytuacji gdy ktoś osiedla się w innym kraju na stałe i tam zawiera umowy. Tu przyznam że owszem – z deregulacji oprócz rzeszy obywateli polskich może skorzystać jakiś Niemiec czy Francuz otwierający w Krakowie biuro usług przewodnickich i ściągający ziomków ze swojego kraju. Tylko taki – po pierwsze będzie wykonywał niesamowicie pożyteczną robotę promocyjną, po drugie proszę sobie wbić to do głowy – będzie rejestrował działalność i płacił podatki w Polsce. Idę o zakład że znacznie skrupulatniej niż typowy polski przewodnik, który i krzyczy w niebogłosy o stratach fiskusa a sam kiedy tylko może go oszukuje i bierze za usługi „w łapę” bez wystawiania rachunków.

Czasem mam też wrażenie że nie wie Pani, że organizowanie wycieczek to nie jest jak za jakiegoś PRL-u działalność „państwowo-propagandowa”, ale umowy zawierane są pomiędzy prywatnymi podmiotami. W Pani sejmowym przemówieniu padły słowa o edukacji. Podobno to Pani branża. Czy nie wie Pani, że prywatna działalność edukacyjna może być w Polsce prowadzona bez jakiejkolwiek kontroli czy nadzoru państwa? Że działa w Polsce tysiące prywatnych szkół i szkółek np. językowych, do których założenia wystarczy zwykły wpis do ewidencji? Że żaden państwowy organ ich nie sprawdza ani nie wizytuje? Demonstruje Pani prymitywną, zaściankową ksenofobię wobec zagranicznych pilotów wycieczek a co począć z tysiącami obcokrajowców pracujących w tych szkołach? Nie prze dzień-dwa ale przez miesiące mogą swobodnie wykładać o polskich obozach koncentracyjnych, przecież to dla wszystkich dzisiaj najważniejsza kwestia. Proszę natychmiast coś z tym zrobić! Proszę utworzyć i opłacić z budżetu państwa w każdym powiecie placówki kontrolne. Są tysiące emerytowanych nauczycielek które z ochotą przyjmą stanowiska  w komisjach egzaminacyjnych i będą maglować kandydatów z posiadania właściwej fachowej wiedzy. Tak jak to dziś robią różne leciwe matrony w komisjach egzaminujących przewodników, gdzie także obcokrajowcy, oprowadzający turystów wyłącznie ze swoich krajów, muszą dukać egzamin po polsku.

Czekam  na odpowiedź, tymczasem wpisuję Panią – obok m.in. Skawińskiego i Kruczka, na swoją krótką listę osób, których żenujące publiczne poczynania będę skrupulatnie na tym blogu opisywał i komentował. W przyszłych wyborach liczy Pani na głosy krakowskich przewodników prawda? No, może będzie ich kilkaset. Ale może nie starczyć względem tysięcy tych którzy brzydzą się wspieraniem przez parlamentarzystów bezczelnych, korporacyjnych mafijek.

Maciej Zimowski
Koordynator Akcji „Wolne Przewodnictwo”

Poseł Szejnfeld o przewodnikach turystycznych

Na spokojnie przejrzałem sobie stenogram posiedzenia Sejmu z 4 kwietnia. Myślę że warto przytoczyć dosłownie to co powiedział oponentom przewodniczący Nadzwyczajnej Komisji d/s Deregulacji, Adam Szejnfeld:

Podobnie dużo emocji, jak widzę, dzisiaj w dyskusji podczas drugiego czytania, ale także w trakcie obrad komisji, wywołały na przykład kwestie rozwiązań dotyczących właśnie przewodników. I znów wymienia się wiele takich hipotetycznych zagrożeń. Pomijam już argumenty, które nawet nie brzmią poważnie, np. jeżeli ktoś uważa i mówi, że zawód przewodnika to jest zawód z zakresu, nie wiem, oświaty czy edukacji, co miałoby znaczyć, że jak przy jedzie wycieczka na jeden czy dwa dni, to przewodnik jest od tego, żeby edukować tych ludzi o historii, tradycji Polski i wielu innych rzeczach. Jeżeli nawet chcielibyśmy, żeby był od tego – (…) – czy to znaczy, że w przypadku kogoś, kto się uczy, kształci 10, 15, 20 lat w szkołach na różnych poziomach, te dwa dni przesądzą o jego wiedzy lub niewiedzy o Polsce? Podawane były nawet tu na tej sali, ale też często na obradach komisji, przykłady braku wiedzy turystów w Polsce o Polsce. Te przy kłady miałyby dowodzić, że nie można dokonywać zmian w ustawie o usługach turystycznych. Drodzy państwo, bezsens tych zarzutów polega właśnie na dokonywaniu tych przykładów. Bo jeżeli dokonuje się tego w tym stanie prawnym, tej nadmiernej regulacji, to znaczy, że to wcale nie jest narzędzie osiągania jakichś takich efektów, o których mowa w odniesieniu do tych przykładów. Zresztą, jak podpowiada mi wiedza, takie kraje jak Niemcy, Wielka Brytania, Czechy, Słowacja, Chorwacja, Łotwa, Estonia, Holandia, Belgia – i to nie jest na pewno zamknięty katalog – mają regulacje dotyczące zawodów przewodników na o wiele niższym poziomie albo wcale ich nie mają. I jakoś trudno było mi sobie wyobrazić, żeby na przykład w Wielkiej Brytanii, państwie o tradycjach i historii przecież nie mniejszej niż w przypadku Polski, podobnie też w innych krajach, na przykład, nie wiem, na Łotwie czy w Estonii, krajach nadbałtyckich, które przeżyły w historii równie wiele lat cierpień i ucisku, jak nasz kraj, żeby akurat tamte władze nie martwiły o to, że ich przewodnicy turystyczni albo właśnie nie ich, że przewodnicy, których wynajmować będą czy wynajmują zagraniczne biura, nieodpowiednio informują turystów, bo już nie chcę
używać tego właśnie pojęcia – edukują turystów o losach ich narodów, dziejach społeczeństw i historii państw. To jest więc następny dowód na to, że jednak budujemy jakąś niepotrzebną fasadę, która ma zasłonić prawdziwe pewnie intencje wnioskodawców, żeby nie dokonywać tutaj zmian.

Jak widać, lektura bloga mogła się przydać. Porównanie do Anglii świetne. Tymczasem 17 kwietnia kolejne posiedzenie komisji.

Weekend w Warszawie

Podobało mi się wczoraj, kiedy – tak jak po pewnej katastrofie zaroiło się od znawców zagadnień lotnictwa, tak teraz w Sejmie nagle pojawiło się tylu specjalistów od turystyki przyjazdowej. Najśmieszniejsze, kiedy ci sami posłowie PiSu, którzy  na co dzień  bronią wolności słowa i prawa do publikacji nawet najbardziej absurdalnych teorii o sztucznej mgle i pancernej brzozie, nagle żądają aby służby państwowe i samorządowe stały na straży głoszenia jedynej i słusznej wersji historii przez przewodników. W powietrzu fruwały oczywiście polskie obozy koncentracyjne, niemieckie sprzątaczki odbierające chleb naszym wspaniałym fachowcom,  i cała reszta kretyńsko-kołtuńskiego repertuaru. Prostowałem to wielokrotnie, więcej nie będę bo sezon za pasem i nie mam czasu. W przeciwieństwie do bezrobotnych miernot z licencjami, które żebrzą o posłuch w biurach poselskich i częstują deputowanych kolejnymi wersjami swojej bajdy-legendy.

W weekend 6-7 kwietnia jestem w Warszawie, zapraszam na moje stoisko na imprezie „Święto Rowerów” oraz wykład w sobotę o 14:50 na konferencji.

Apel do posłów Ruchu Palikota – POMÓŻ I TY!

Co prawda dziś jest 1 kwietnia, ale absolutnie nie ma nastroju do żartów. Pojutrze, 3 kwietnia rozpoczyna się posiedzenie Sejmu, na którym w trakcie głosowania, może dojść do zaprzepaszczenia planu deregulacji zawodów przewodnika i pilota – szczegóły w druku sejmowym nr 1166. Do Posłów PiS już napisałem w tej sprawie, ale jest w Sejmie jeszcze jedna ważna siła, która powinna nam sprzyjać – Ruch Palikota. Ich głosy mogą mieć znaczenie decydujące.

Niektórzy może pamiętają mój filmik z października 2011r. w którym zachęcałem do głosowania na Palikota (sam też głosowałem), bo obiecywał… no właśnie – oto przypomnienie ich programu:

Niestety czytając później wypowiedzi J. Palikota albo A. Rozenka, trudno było uwierzyć w szczerość tych obietnic. Nadchodzi więc odpowiedni moment kiedy wypada powiedzieć „sprawdzam”.

Napisałem apel, i apeluję – po raz pierwszy od 5 lat prowadzenia tej Akcji, o  dołączenie się innych sympatyków i rozsyłanie tego apelu we własnym imieniu. Wystarczy poświęcić minutę czasu i wysłać maila..

Na adres: biuro@ruchpalikota.org.pl

Temat wiadomości: Proszę nie dopuścić do regulacji zawodów turystycznych

Treść listu:

Drodzy Posłowie Ruchu Palikota

„Likwidacja koncesji, zezwoleń i licencji” było jednym z ważnych haseł, którym agitowaliście wyborców podczas ostatnich wyborów parlamentarnych. Zdobyliście dzięki temu głosy wielu wyborców, którzy docenili was nie jako politycznych happenerów, ale poważną siłę zainteresowaną  naprawą państwa.    

Niestety, wasze działania w tym zakresie rozczarowują. Postulowaną przez Was likwidację zbędnych licencji zawodowych, z determinacją realizuje Rząd i Platforma Obywatelska pod kierownictwem Jarosława Gowina. Ruch Palikota wykazuje w wyjątkową bierność, a – w niektórych wypowiedziach liderów – wręcz wrogość tej inicjatywie ustawodawczej.   

Bardzo proszę, aby poważnie potraktować swoje wyborcze hasło i podczas najbliższego posiedzenia Sejmu 3 kwietnia odrzucić poprawki, zgłoszone  jako wniosek mniejszości przez Posłów PiS Tadeusza Dziubę i Andrzeja Dudę (druk sejmowy nr 1166, str. 12-16).

Przyjęcie tych poprawek spowodowałoby praktyczne usunięcie z listy deregulacyjnej przewodnika turystycznego i pilota wycieczek, czyli tych zawodów, w których natężenie absurdów, utrudnień  i biurokracji nie ma sobie równych w żadnym europejskim kraju. Zostały one zgłoszone przez lobbystów, mających prywatny interes w ich utrzymywaniu, poparte fałszywymi, często ksenofobicznymi argumentami.

Od Was, drodzy posłowie, zależy los tysięcy ludzi, którzy w przyszłości – chcąc wykonać choćby prostą i sezonową pracę związaną z pilotażem turystycznym, będą musieli zmagać się z potworną i kosztowną biurokracją. Głosowanie za reglamentacją tych – we wszystkich najprężniejszych zachodnich gospodarkach – całkowicie wolnych i nieregulowanych zawodów, spowoduje że wasze hasło budowy nowoczesnego państwa stanie się jedynie pustym sloganem i ponurym żartem.

Podpis.

Będę też wdzięczny za rozpowszechnianie tego apelu innymi drogami, na przykład poprzez wklejanie ba facebookową stronę RP, strony poszczególnych posłów czy inne serwisy społecznościowe.  Czasu mamy niewiele!

Maciej Zimowski, Koordynator Akcji Społecznej Wolne Przewodnictwo.