Do Instytutu Pamięci Narodowej

Szanowni Państwo

Podczas najbliższego posiedzenia Sejmu, w dniu 3 kwietnia 2013 kontynuowane będą prace nad ustawą deregulacyjną ministra Gowina. W ich trakcie głosowane będą poprawki wniosku mniejszości (druk sejmowy nr 1161) posła PiS Tadeusza Dziuby, postulujące utrzymanie licencji przewodników turystycznych, państwową reglamentację działalności polegającej m. in,. na opowiadaniu o historii i kulturze, czyli ograniczenie konstytucyjnej wolności słowa. Ze stenogramów sejmowych wynika także, że poprawki te popiera także poseł Przemysław Wipler.

Poprawki te zostały zgłoszone na skutek lobbingu osób czerpiących często osobiste, prywatne korzyści z istniejących regulacji, niejednokrotnie związanych z branżą turystyczną jeszcze przed 1990r.  Mechanizm ten został opisany w artykule  „Przewodnicy z bastionu  socjalizmu” (Rzeczpospolita z 5 maja 2012) w którym Dr Gontarczyk wskazał na ogromne upolitycznienie i obsadzenie agenturą kadr turystycznych w czasach PRL.

Wydaje mi się rzeczą kuriozalną, że do tych  tradycji nawiązują posłowie ugrupowania, na co dzień akcentującego swój antykomunistyczny i prolustracyjny charakter. Uważam że warto aby właśnie teraz, ponownie zabrać głos w tej sprawie, aby zwrócić parlamentarzystom uwagę na ewidentne faux pas, jakie popełniają, i nie dopuszczenie  do przegłosowania poprawek.

Chciałbym też zachęcić historyków z waszej instytucji do dogłębniejszego zbadania problemu i wydania publikacji na temat działania służb specjalnych wśród pilotów i przewodników turystycznych w czasach PRL. A także ujawnienia,  kto z obecnie działających lobbystów, działaczy PTTK, organizacji pilockich, pracowników urzędów marszałkowskich odpowiedzialnych za turystykę itp. ma agenturalną przeszłość. Bardzo pomogłoby to w debacie na temat deregulacji i naszej walce o wolność słowa i likwidowanie ostatnich reliktów komunizmu.

PS: Inny artykuł o agenturze wśród pilotów polecam tutaj…>

23 Komentarze

  1. Chyba nie wiesz co mówisz. Przewodnik i pilot powinien posiadać ogromną wiedzę i nie każdy nadaje się do oprowadzania. Co stoi na przeszkodzie panu Zimowskiemu, który tak bardzo lobbuje za otwarciem tego zawodu, żeby zdał egzamin. No cóż, ludzie na egzaminie plotą różne głupoty, to trudno się potem dziwić, że nie zdają egzaminu. Ciekaw jestem, czy pan Zimowski potrafiłby poprowadzić np. wycieczkę po Krakowie np. szlakiem powstania styczniowego, a zapewniam, że taki temat może pojawić się na egzaminie, zwłaszcza w roku 150 rocznicy powstania styczniowego. Pozdrawiam Krakus – przewodnik z kilkuletnim stażem

    • Te cwaniak, egzaminować to sobie możesz swoje chomiki. Ode mnie i moich turystów zabieraj swoje tłuste łapy precz.

  2. Zwolennicy utrzymania licencji zapewne zdają sobie sprawę jaka jest „zdawalność” na państwowych egzaminach na przewodnika? Otóż wynosi ona nie więcej jak 20% na przewodnika terenowego, a w przypadku przewodników miejskich pewnie nie przekracza 10%. To jest panowie ŻENADA! Administracyjne regulowanie tego segmentu rynku to pozostałość głębokiej komuny i czas najwyższy z tym skończyć! Przestańcie obłudnie martwić się o jakość usług! Zwiększenie konkurencji na tym rynku jest jak najbardziej wskazane, brakuje przewodników ze znajomością języków obcych! Nikt rozsądny z prowincji nie będzie uczestniczył w półrocznych kursach podróżując do większych miast gdzie są one organizowane, poświęcając weekendy bez najmniejszej gwarancji, że jakiś trep z komisji postanowi być mądrzejszy od egzaminowanego… chcecie szkoleń i egzaminów? Nic nie stoi na przeszkodzie aby szkolenia organizował np. PTTK i wydawał SWOJE certyfikaty udziału w takich dokształcających kursach.

    • Mieszkam przy granicy z Niemcami. U nas nawet dorożkarze poczuwają się do roli przewodnika turystycznego. Wioząc pasażerów często wskazują im palcem, gdzie kupić żółty ser i papierosy na przygranicznym targowisku … Tak więc, jeśli chodzi Ci o takiego przewodnika, to gratuluję.
      Jakie 20%, jakie 10%. Chyba sam Kolego byłeś w tej reszcie.
      Przewodników i pilotów „z papierami” jest o wiele więcej niż sobie to wyobrażasz. Nawet w ostatnich latach organizowane były kursy za pół ceny i za free, a wszystko za unijne pieniądze.
      Jeśli chcesz „palić głupa” podczas wycieczek z wykształconymi ludźmi, to masz drogę otwartą.

      W PTTK, a dokładniej mówiąc, w kole / klubie przewodników, pilotów, warto być. Dokształcanie odbywa się na bieżąco. Zapraszam na http://www.na-wyspach.pl do działu „Strefa klubowicza”, plan pracy na 201… rok.

      • Ależ niech organizują – nikt im nie będzie zabraniać. Przypominam że deregulacja nie na tym polega żeby zlikwidować szkolenia i egzaminy, tylko żeby zlikwidować ich obligatoryjność.

        • Dla mnie kontrolne państwowe/branżowe/religijne/BHP/Sanepidowskie egzaminy dla przewodników mogą być co kwartał ale chyba nie o to chodzi? Większość z przewodników prezentuje bardzo lub bardzo dobry poziom i ci nie muszą obawiać się konkurencji.

      • @Mirek – W Polsce przeciętna wycieczka organizowana przez polskie biuro może wynająć tylko licencjonowanego przewodnika, zwiedzają ze trzy obiekty na krzyż, a interesują się dokładnie tym samym, co może im wskazać pierwszy z brzegu taksówkarz – gdzie co ciekawego kupić. Mało kogo interesują drobiazgowe szczegóły, będące konikiem jakiegoś nawiedzonego starego działacza przewodnickiego z komisji egzaminacyjnej, który bazując na swoim koniku potrafi uwalić młodych, utalentowanych ludzi, znających języki obce i mających dużo większe predyspozycje do wykonywania zawodu przewodnika, niż ów egzaminator. Tak więc konieczność odbywania drogich i czasochłonnych kursów oraz zdawania karkołomnych egzaminów zamyka często drogę ludziom utalentowanym i ogranicza możliwości wyboru turystom korzystającym z takich usług.

        • Zatem chyba o to chodzi, aby nie oprowadzał ich „przewodnik” posiadający wiedzę porównywalną do owego taksówkarza? Tylko ktoś, kto będzie mógł opowiedzieć coś ciekawego i przykuć uwagę do rzeczy niekoniecznie związanych z McDonaldem… Ciekawe ilu taksowkarzy potrafiłoby pokazać piękne kamienice projektowane przez Talowskiego, albo opowiedzieć ciekawą historię…

    • Katarski inwestorze – cos mi się wydaje ze realia to Ty znasz ale w Katarze, a nie w Polsce. Zdawalność egzaminow państwowych jest znacznie wyższa – odsetek tych co nie zdali jest znacznie niższy i maksymalnie wynosi ok 20%. W przeciwieństwie do Ciebie posłużę się przykładami:
      egz na pilota wycieczek w Łodzi – rok 2006 -uczestników 35 – nie zdało 10 osób (wyjątkowo dużo ale nadal jest to poniżej 30 %)
      egz na przew beskidzkiego w Krakowie – rok 2008 – uczestnikow 30 – nie zdalo 3
      egz na przew po Łodzi – rok 2009 – uczestnikow około 30 – nie zdalo 5
      We wszystkich 3 egzaminach uczestniczyłem jak zdający i miałem wrażenie że komisje są liberalne – ja bym nie przepuścił znacznie więcej osób za brak umiejętności przekazania wiedzy , brak wiedzy i brak umiejetnosci przewodnickich.

      A co do rzekomych wysokich cen to z tym różnie bywa. Jakbyś sobie zadał trochę trudu pewnie byś znalazł programy aktywizacji obszarów wiejskich (np. Małopolski) które zakładają organizacje kursów przewodnickich dla miejscowej ludności. Ci ludzie ucza się o własnych okolicach i bez problemu zdaja egzaminy Panstwowe. W ostatnich latach odbyły się dziesiątki takich kursów np. w Pałopolsce i na Podkarpaciu.
      Tak wiec jak nie wiesz to nie pisz bzdur.
      poza tym czy każdy musi być przewodnikiem – jak ktoś nie chce przyswoić wiedzy, boi się egzaminów – niech spróbuje znaleźć swoje miejsce w innym zawodzie – z pożytkiem dla wszystkich

      • Ponieważ w poprzednim moim poście pojawiły się błędy wklejam ponownie
        Katarski inwestorze – coś mi się wydaje ze realia to Ty znasz, ale w Katarze, a nie w Polsce. Zdawalność egzaminów państwowych jest znacznie wyższa – odsetek tych co nie zdali jest znacznie niższy i maksymalnie wynosi ok 20-25%. W przeciwieństwie do Ciebie posłużę się przykładami:
        egz na pilota wycieczek w Łodzi – rok 2006 -uczestników 35 – nie zdało 10 osób (wyjątkowo dużo ale nadal jest to poniżej 30 %)
        egz na przew beskidzkiego w Krakowie – rok 2008 – uczestników 30 – nie zdalo 3
        egz na przew po Łodzi – rok 2009 – uczestników około 30 – nie zdało 5
        We wszystkich 3 egzaminach uczestniczyłem jako zdający i miałem wrażenie że komisje są liberalne – ja bym nie przepuścił znacznie więcej osób za brak umiejętności przekazania wiedzy , brak wiedzy i brak umiejętności przewodnickich.

        A co do rzekomych wysokich cen to z tym różnie bywa. Jakbyś sobie zadał trochę trudu pewnie byś znalazł programy aktywizacji obszarów wiejskich (np. Małopolski) które zakładają organizację kursów przewodnickich dla miejscowej ludności. Ci ludzie uczą się o własnych okolicach i bez problemu zdają egzaminy Panstwowe. W ostatnich latach odbyły się dziesiątki takich kursów np. w Małopolsce i na Podkarpaciu.
        Tak wiec jak nie wiesz to nie pisz bzdur.
        poza tym czy każdy musi być przewodnikiem – jak ktoś nie chce przyswoić wiedzy, boi się egzaminów – niech spróbuje znaleźć swoje miejsce w innym zawodzie – z pożytkiem dla wszystkich

  3. Dotychczas byłem przekonany, że klimakterium dotyczy tylko kobiet, ale przykład MZ utwierdza mnie coraz bardziej w przekonaniu, że są wyjątki. Bo czymże wytłumaczyć te histeryczne jego wpisy na blogu, bez ładu i składu- na zasadzie kojarzenia wszystkiego z jednym… Curiosum stanowi powołanie się na artykuł „Przewodnicy z bastionu socjalizmu” (Rzeczpospolita z 5 maja 2012). Nie bedę oceniał artykułu- wystarczy poczytać liczne komentarze, wszystkie negatywne wobec autora, znanego z doszukiwania się wszędzie działań agenturalnych. Zaś Panu MZ po raz kolejny należy uświadomić, że żaden z urzedników Urzędu Marszałkowskiego nie ma najmniejszego wpływu na to, czy ktoś zaliczy egzamin na pilota lub przewodnika. Po prostu sekretarz komisji z ramienia UM wykonuje tylko czynności administracyjne, nie ma prawa układać ani zadawać pytań, ani tym bardziej oceniać wyników, nie uczestniczy też w decyzji komisji odnośnie zaliczenia egzaminu. Ale to trzeba wiedzieć, by podejmować merytoryczną dyskusję, której w wykonaniu Pana MZ trudno tu się doszukać. Co do Pana LR, to juz dawno pisałem z czego wynikają jego historyczne żale, spuśćmy zatem na tym kurtynę milczenia, dajmy mu cieszyć się na emeryturze wędrówkami górskimi, co prawda bez „blachy” przewodnickiej, ale to już jego problem

    • Odpowiem jak poprzednio. Gdyby przeciwko deregulacji występowałby Kościół, szukał bym argumentów w Biblii i katechiźmie. Ten tekst skierowany jest do PiSowców więc używam ich języka i ich retoryki. I naprawdę nieważne jak szczegółowo wyglądają egzaminy w urzędach. To nie jest dyskusja merytoryczna tylko walka o głosy. Proszę przeczytać stenogramy komisji jakich argumentów używają lobbyści – „że licencje ma Grecja i Cypr” więc też powiniśmy. Więc proszę mi to pierdół nie wciskać. Za komuny były egzaminy i komisje dla piosenkarzy estradowych. To jest nawiązanie do tych tradycji.

  4. Nie ulega wątpliwości, że autor tego bloga, w przeciwieństwie do większości działających obecnie na rynku przewodników, był związany z branżą turystyczną przed 1990 rokiem. I również nie ulega wątpliwości, że jako właściciel biura podróży oraz niemiecki lobbysta będzie beneficjentem ewentualnej deregulacji.
    Może więc IPN powinien zacząć lustrację branży właśnie od niego?

    • Autor tego bloga rozpoczął działalność w 1990 r. przedtem był studentem i żadnych kontaktów z bezpieką nie miał. To raz. Dwa – obecny stan regulacji nie przeszkadza ani mojej firmie ani niemieckim organizatorom. Natomiast nie cierpię mafiozów i ten blog to jest krucjata przeciwko nim.

  5. Przewodnictwo turystyczne, mimo wszystko, powinno być w jakiś sposób nie tyle koncesjonowane, co powinno się od przewodników wymagać podstawowej znajomości historii. To jednak awykonalne, niemożliwe do jakiegokolwiek wyegzekwowania. Deregulacja więc niczego w tym zakresie nie zepsuje.

    • Za wycieczkę płaci klient a ten niekoniecznie musi się interesować historią. Tak że sorry.

  6. Muszę przyznać ze tym razem sprawdziłeś się MZ jako rasowy kabareciarz.
    Pozwolisz ze zacytuję: „Poprawki te zostały zgłoszone na skutek lobbingu osób czerpiących często osobiste, prywatne korzyści z istniejących regulacji, niejednokrotnie związanych z branżą turystyczną jeszcze przed 1909r.” – czyżbyś myślał, że wpływ na Komisję mają metafizycy i ezoterycy, którzy przywołują duchy Bachledy i Chałubińskiego? Jasne to jest doskonałe pole dla IPN – Chałubiński był z pewnością carskim TW w Galicji, a Janowski na pewno współpracował z SDKPiL. :-) Do tego jeszcze powoływanie się na artykuł jeszcze nie opublikowany – wszak 5 maja 2013 dopiero za ponad miesiąc – czyżbyś wzorem bohaterów Bareji antycypował, wyprzedził swoją epokę??? Ciekawe co jeszcze usłyszymy od szanownego MZ – na razie w kategorii baśniopisarstwo wyprzedza Andersena :-)

    • Przecież to zwykłe literówki, wystarczyło krótko zwrócić uwagę a nie pisać baśni. Już poprawiłem.

  7. Co za bzdura! Gro, gro przewodników z czasami komuny ma tyle wspólnego, że urodzili się pod koniec tego okresu. Jeśli ktoś używa takich argumentów to tak jakby …”tonący brzytwy się chwyta”… Jeśli deregulacji poddać wszystkie zawody, które za komunizmu były regulowane przez „służby”, to w Polsce nie zostanie żaden. Dla broniących się przed kursem i egzaminem przewodnickim mam tylko słowo. Do roboty i nauki i tyle.

    • „Gro gro..” owszem. Ale ci co majstrują przy ustawie mają kariery sięgające głębokiego PRL-u. Poza tym proszę czytać ze zrozumieniem – to jest skierowane do posłów PiS, pisane ich językiem. Innych w ten sposób przekonywać nie trzeba. A tonącymi którzy się brzytwy chwytają to ci co płaczą na komisji że potracili zlecenia. ja to tylko dziennikarsko-blogersko relacjonuję.

    • @szczypak – Wielu przewodników może i faktycznie nie ma nic wspólnego z czasami komuny, bo się za późno urodzili. Jednak faktem jest, że podlegają takim samym państwowym regulacjom i państwowej kontroli jak za czasów PRL-u. Warto, aby ci młodsi starali się poznać prawdę o historii swojej profesji i spojrzeli krytycznym okiem na absurdalne regulacje, którym podlegają.

  8. Sam pamiętam czasy, kiedy w latach 80-tych egzaminy na przewodników organizowane były wprawdzie przez PTTK, ale w każdej komisji egzaminacyjnej zasiadał „politruk” z Zarządu Wojewódzkiego PTTK, „demokratycznie wybrany” na tę funkcję z nadania PZPR. Od jego opinii ostatecznie zależało czy dana osoba otrzyma legitymację z pieczątką z orzełkiem (wtedy bez korony) czy nie. Różnica między tamtymi a obecnymi czasami jest niewielka, bo obecnie taką funkcję pełni przedstawiciel Urzędu Marszałkowskiego. Wracając do czasów PRL-u, to z relacji osób wtedy egzaminowanych dowiedziałem się, że np. we Wrocławiu taką rolę politruka pełnił niejaki Jan Szewczyk. Sam miałem wątpliwą przyjemność być przepytywany przez tego pana, nie będąc jeszcze wtedy świadomym jego roli i zadań jakie wtedy wykonywał. Potem dotarły do mnie wieści, że ów pan oblał też kandydatkę, która odmówiła uzasadniania wprowadzenia stanu wojennego, a która w ten sposób nie została przewodnikiem. A dziś ta pani jest szanowaną profesor jednej z wrocławskich uczelni, zaś o tym panu słuch zaginął. Obecne uprawnienia państwowe to nic innego jak spuścizna po PRL-u. Bardzo słuszną inicjatywą jest zwrócenie na to uwagi IPN.

    • @ Adwersarz – w swym zacietrzewieniu nawet nie zauważyłeś, że autorem artykułu „Przewodnicy z bastionu socjalizmu” jest Cezary Gmyz, pod którym kilka komentarzy zamieścili podobnie zacietrzewieni adwersarze i mafiozi.