Do Posła Wiplera i jego kolegów – opamiętajcie się!

Promował Pan mój blog, Panie Pośle Przemysławie Wipler,

na swoim fanpejdżu, nazywając mnie „wielkim krzyżowcem deregulacji” czy jakoś tak, zostałem zaproszony do Pana biura  trzy miesiące temu – usłyszałem komplementy, ile to on zawiera contentu, miałem współredagować jakąś akcję itp. Niestety, czytając Pana i pana partyjnego kolegi Dziuby popisy w stenogramach posiedzeń komisji z 24 stycznia i 7 lutego – włos się na głowie jeży, widać że nic z tego „contentu” nie przeczytaliście. Panów głosowanie za poprawkami do ustawy, wasz sprzeciw przeciw otwarciu zawodu przewodnika, w dziwacznej PiS-wsko-SLD-owskiej koalicji z posłem Jońskim, pod wpływem lobbingu manipulatorów mających prywatny interes w utrzymaniu kursów i egzaminów, to jakaś hucpa.

Słuchając przewodnickich mafijek usiłuje Pan wprowadzić regulacje, cytuję Pana słowa „która utrzyma zasadę, że przewodnicy z Krakowa, ci wyspecjalizowani w obsłudze podmiotów zagranicznych, które de facto, muszą korzystać z ich usług, nadal będą korzystać. Jest to pewnego rodzaju protekcjonizm, niemniej jednak w tym wypadku jednostronnie możemy dokonać zmiany i prezentu, i gestu, i polepszyć rentowność międzynarodowych biur operujących w wybranych miastach. Wybraliśmy miasta wpisane na listę pomników historii….”

Protekcjonizm – czyli usiłuje Pan dekretami zmuszać zagranicznych turystów aby kupowali usługi których nie chcą i których sobie nie życzą. To dlaczego by nie objąć tym „protekcjonizmem” innych np. sprzedawców koszmarnych pamiątek albo przeterminowanych precli, których towar jest równie „wartościowy” jak ględzenie na ulicy Pana protegowanych?  Pójdę dalej w PiS-owsko-narodową tromtadrację – niech turyści z krajów muzułmańskich kupują obowiązkowo modlitewniki i różańce, a co, niech się  bisurmani nawracają, skoro już przyjechali do katolickiego kraju.

W stenogramie z 7 lutego czytam już całą kakafonię bzdurnych lamentów o jakimś zagrożonym „interesie narodowym”, kłamstw i mitów, jak te wypowiadane przez Marka Gajewskiego, ze Stowarzyszenia Pilotów Wycieczek Zagranicznych: „Wystarczyła sama zapowiedź, sam sygnał, stosunek ministra sprawiedliwości, jego stanowisko w sprawie deregulacji, żeby w zeszłym sezonie turystycznym zaczęły wjeżdżać do Polski dziesiątki, setki autokarów z pilotami, z przewodnikami, którzy stwierdzili, że minister sprawiedliwości już nie pilnuje obowiązującego porządku, wypowiada się przeciwko niemu, w związku z czym hulaj dusza. Rzeczywiście, już straciliśmy pracę, piloci i przewodnicy. To już się stało”

Żałosne. Tylko współczuć. Choć z drugiej strony ciekawe, że nagle Pana partia tak się zainteresowała zagadnieniem turystyki przyjazdowej, organizacji wycieczek cudzoziemców do Polski. Tak się składa, że tą dziedziną zajmuję się zawodowo prowadząc biuro od 23 lat. Może pomóc Panu sprawdzić prawdziwość tych bredni? Może zadzwonimy razem, jeśli np. nie zna Pan języka, do jakiegoś biura w Niemczech i zapytamy, czy i dlaczego nie korzysta z usług polskich pilotów i przewodników? Wątpię, żeby ktokolwiek z tamtejszych touroperatorów słyszał coś o naszym ministrze. Również i dla moich moich powyżnych kolegów z branży, nie zainteresowanych polityką, temat deregulacji nie istnieje. Kręci się za to wokół waszej Komisji banda frustratów i drobnych załatwiaczy jak Zygmunt Kruczek, autor i wydawca skryptów egzaminacyjnych.

Owszem, pewna grupa pilotów traci pracę, tak jak tracili zbyt PRL-owscy prywaciarze, producenci wszelkiego barachła, po upadku komuny, umocnieniu waluty i otwarciu wolnego handlu z Zachodem. Tutaj proces jest nieco wolniejszy – przez wiele lat dość łatwo było zaistnieć na rynku, wystarczyło jako tako znać język, pojechać na targi zagraniczne, zdobyć parę kontaktów. Jeszcze 10-15 lat temu zagraniczni organizatorzy traktowali Polskę jako dziki kraj i woleli opłacać lokalnych pośredników i opiekunów. Do tego przewodnickie lobby załatwiło sobie wpisy w ustawie o VAT obligujące do ich zatrudniania. Po wejściu do Unii to źródełko fikcyjnych zleceń wyschło. Także dla biur przyjazdowych skończyły się łatwe czasy lukratywnego pośrednictwa w załatwianiu prostych usług. Hotel czy restaurację każdy może sobie z drugiego końca świata błyskawicznie zarezerwować przez internet. Utrzymać się mogą np. ci co oferują oryginalny, autorski produkt, jak moje sprzedawane na całym świecie wycieczki rowerowe po Krakowie i okolicach. Teraz Pan, pospołu  z posłem Dziubą, Jońskim i Rackim chcielibyście żebym przez wasz „protekcjonizm” zatrudniał przymusowo te wszystkie rozkrzyczane idiotki, których dobrowolnie – jak biadolą – już nikt zatrudnić nie chce, a których usługi są tym bardziej kiepskie, im więcej państwowych bumag  i pieczątek posiadają. Takiego wała!

Kolejną kosmiczną bzdurą, jest to co powiedział Poseł Dziuba, że „rynek usług przewodnickich dla wycieczek zagranicznych po deregulacji prawie, że w całości trafi w ręce obcokrajowców”.  Dziwne, jak już pisałem w Rzeczpospolitej – że w ręce np. Niemców, Brytyjczyków czy Włochów nie przechodzi rynek  usług barmańskich i kelnerskich w Polsce, skoro są to zawody otwarte. Usługi przewodnickie – tam gdzie jest sens ich świadczenia, są coraz bardziej przejmowane przez polskich fachowców, bo tak taniej i wygodniej  Sam prowadzę tego rodzaju outsourcing usług przewodnickich dla jednego z brytyjskich biur. W latach 90-tych normą było że z grupą przyjeżdżał pilot angielski, później z tego zrezygnowano, a teraz polscy piloci przejmują zlecenia prowadząc grupy brytyjskie także w krajach ościennych. W dniach 8-12 kwietnia organizuję dla nich szkolenie w Niedzicy, można przyjechać, zobaczyć. Jest praca dla entuzjastów i fachowców, nie ma jej dla miernot i frustratów, którzy jak hieny kręcą się wokół waszej komisji.

To, że takie zmiany na rynku zachodzą, że kompletnie nieuzasadnione jest trzymanie się sztywnego schematu zatrudniania osobnego pilota polskiego, zagranicznego, przewodnika lokalnego itp. jest konsekwencją, innych realiów ekonomicznych zmiany stylu podróżowania, postępu techniczno-komunikacyjnego, czy wreszcie ucywilizowania się Polski. I nie uważam że jest w Polskim interesie narodowym, cofanie tego rozwoju i wyprowadzanie na ulicę jakichś szpicli którzy będą kontrolować kto co do kogoś mówi  na ulicy. Uderzają Panowie w jakiś obrzydliwy, nacjonalistyczny ton. Przypominam że konstytucyjne prawo wolności słowa dotyczy także przebywających  na terytorium RP cudzoziemców, i jeśli któryś ma czas i ochotę coś swoim ziomkom opowiedzieć, nikt mu tego nie zabroni. Przed kilku laty, owszem, było kilka incydentów, skończyły się takim medialnym smrodem że nikt rozsądny nie odważy się tego kontynuować ani zaczepiać jakichś cudzoziemców, co przyznają po cichu pracownicy urzędów marszałkowskich. Zresztą niedawny wyrok sądu w Słubicach o którym wspomniałem także w kontropinii jest dowodem na bezprawność takich akcji.

Przypominam, że prace komisji dotyczą ustawy dla przedsiębiorców polskich, a nie mających siedziby za granicą. Turystyka przyjazdowa jest tylko niewielkim fragmentem rynku usług przewodnickich. Zapewniam Pana, że przez pozostawienie zapisów regulacyjnych, ci co nie dostosowali się do rynkowych realiów nie dostaną ani jednego zlecenia przewodnickiego więcej. Natomiast tysiące młodych ludzi którzy będą chcieli pilotować czy oprowadzać wycieczki, będą obciążeni anachronicznymi kursami i egzaminami, będą zmuszeni wykuwać dziesiątki do niczego nieprzydatnych teoretycznych formułek itp. A to oni stanowią przyszły elektorat.

Na koniec, raz kolejny na tym blogu przypomnę słowa Dr. Piotra Gontarczyka z Instytutu Pamięci Narodowej:  Rynek usług turystycznych, zwłaszcza dla obcokrajowców, był w PRL pod ścisłym nadzorem komunistycznych służb specjalnych – kontrwywiadu i wywiadu, zarówno cywilnego, jak i wojskowego funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, którzy musieli odejść, lokowani byli jako agentura w Orbisie i innych firmach turystycznych. – Firmy takie obok central handlu zagranicznego, związków sportowych czy PZŁ to miejsca, w których wpływy funkcjonariuszy komunistycznych służb nadal są bardzo silne.

Zdaje sobie Pan sprawę, Panie Pośle w interesie jakich kręgów Pan działa, do jakich tradycji się Pan odwołuje? Przedstawiciel partii rzekomo antykomunistycznej i prolustracyjnej, narodowiec Wipler pod ramię z komuchem Jońskim głosują za poprawkami podpowiedzianymi przez byłych esbeków, którzy kiedyś  rewidowali turystów z zachodu i odbierali im przedwojenne mapy. Ha ha ha! Dobre, Nie przepuszczę żadnej okazji żeby na różnych forach o tym Panu i Pana sympatykom przypominać. Latami będą się Panu ci przewodnicy odbijać zgniłą czkawką.

W świetle powyższym, skoro co innego Pan mówi a co innego czyni – proszę o jasną odpowiedź, czy debata deregulacyjna jest tylko pretekstem do jakiegoś obłędnego ksenofobicznego happeningu, czy traktuje Pan hasło otwarcia zawodów poważnie. Jeśli to drugie, bardzo proszę zrewidować i poszerzyć swoją wiedzę na temat realiów rynku usług przewodnickich i konsekwencji pozostawienia anachronicznych przepisów. Proszę przyczynić się do zaniechania zgłaszania dalszych poprawek, które postuluje poseł Dziuba. W trosce także o to, aby nie narażać waszej partii na ośmieszenie.

Maciej Zimowski

4 Komentarze

  1. Jako przewoźnik autokarowy mogę najwięcej napisać na temat pracy przewodników… DEREGULACJA tego zawodu JEST POTRZEBNA, a nawet NIEZBĘDNA. Dość tych chorych układów i układzików! I tak większość z Was licencjonowanych przewodników to MIERNOTY!

  2. „Wybraliśmy miasta wpisane na listę pomników historii…”
    - Co za bzdura! W żadnym razie całe miasta, ba, nawet całe centra miast, gdzie zabytki mieszają się z elementami na wskroś nowoczesnymi, nie mającymi żadnej wartości historycznej, nie mogą być uznane za pomniki historii. To stanowczo za duży obszar i myślenie o takim wyborze jest po prostu kompletnie chore.

    • hmmm,
      Cos mi się wydaje, że Szanownemu MZ grunt się pali pod nogami. Miała być, hucznie już odtrąbiona, deregulacja – a tu się okazuje, że niektórzy Posłowie przeglądają na oczy. Owszem ich wypowiedzi są niezdarne, „podbite” narodowym podtekstem – ale nawet już oni zauważyli, że z fachowością, wiedzą i doświadczeniem LICENCJONOWANYCH PRZEWODNIKÓW nie ma co walczyć. Walczyć należy z brakiem fachowości i miernotą tych, którzy wiedzę mają za nic. Którym się już wydawało, że w roli liderów wycieczek (trudno wszak nazwać taką osobę przewodnikiem) może wystąpić Pan Zdzichu „za przysłowiową flaszkę”. Ciekaw jestem tego szkolenia MZ, tak jak ciekaw jestem, czy prowadzący je będzie odróżniał Niedzicę od Nidzicy, a Dunaj od Dunajca.

      • Mi się grunt nie pali pod nogami, bo jako organizator mam prawo zatrudnić kogo chcę, także Pana Zdzicha. To ja decyduję i rynek a nie urzędnik. A o tym że deregulacja nie jest jeszcze przesądzona, na bieżąco informuję, chciałbym aby spór wokół przewodnictwa wylał się poza wąski branżowy krąg.