Pani Dalbiak też może zameldować się z kochankiem

Dr. Cybula na swoim blogu zamieścił wczoraj otrzymany jeszcze w marcu 2012 list z Ministerstwa Środowiska, podpisany przez Agnieszkę Dalbiak. List nie wnosi nic nowego do dyskusji, powtarza jedynie wyświechtaną formułkę, że „wymóg konieczności poruszania się grup zorganizowanych wyłącznie z przewodnikiem jest w pełni uzasadniony”.   Żadnej próby analizy aktualnej sytuacji prawnej, na ile tego rodzaju obowiązek jest w ogóle możliwy do sprecyzowania i egzekwowania. Poza tym nie ma tam odpowiedzi na postawiony przez Dr Cybulę problem, i nasuwa się dalsze pytanie – skoro akurat jakieś „grupy zorganizowane” wymagają opieki przewodnika dla dobra ochrony przyrody i ich bezpieczeństwa, to z jakiej racji nie wymagają tego inni turyści?

Odpowiadam krótko – uzasadnione jest również zakładanie ciepłej odzieży zimą, ale przymusu takiego nie ma. Nie ma też żadnej prawnej definicji odróżniającej  „grupy zorganizowane” od „niegrup niezorganizowanych”. Formułka przytoczona przez Panią Dalbiak pochodzi z PRL-u, kiedy organizacja wszelkich imprez turystycznych była kontrolowana przez aparat państwowy, na równi z np. ogólną moralnością społeczeństwa. Na tej samej zasadzie grupy turystyczne musiały posiadać przewodników, jak – co czytamy w książce o życiu erotycznym w PRL-u -

Pokój dwuosobowy w hotelu mogło wynająć tylko małżeństwo. Para bez ślubu nie miała, co w nich liczyć na intymne spotkanie. Rozwiązanie z wynajęciem dwóch jednoosobowych pokoi i potajemne spotkanie się, w którymś z nich, przez parę kochanków nigdy nie gwarantowało spokojnego spędzenia upojnej nocy. Obsługa hotelu pilnie obserwowała czy jakiś Pan nie odwiedza jakieś Pani i czy wszyscy spędzają noc w tych pokojach, w których powinni.

Być może i dziś trafiłby się na prowincji jakiś pruderyjny właściciel pensjonatu, który zechciałby wprowadzić podobne reguły. Niestety, jakakolwiek próba wtrącania się w tak prywatne sprawy gości jest niedopuszczalna. Podobnie dyrektor czy strażnik parku narodowego nie ma prawa wymagać informacji, jak, przez kogo i czy w ogóle został „zorganizowany” wyjazd na teren  jego obiektu, i uzależniać od tego możliwość wstępu czy konieczność poniesienia dodatkowych obciążeń. Tyle na dziś w tym temacie.

1 Komentarz

  1. Tu napisałem co sądzę na temat tego listu > http://preview.tinyurl.com/a5hdzxc

    Dodam jeszcze, że po czeskiej stronie Karkonoszy ruch turystyczny jest nawet większy, obszar znacznie rozleglejszy, a zarządzający tamtejszym Krkonošským národním parkem nie widzą konieczności poruszania się grup zorganizowanych wyłącznie z przewodnikiem. To taka polska specyfika, znana już z pierwszych lat powojennych, kiedy w całym pasie przygranicznym grupy wycieczkowe mógł prowadzić wyłącznie upoważniony przewodnik PTT (Polskie Towarzystwo Tatrzańskie) lub PTK (Polskie Towarzystwo Krajoznawcze) w asyście żołnierza WOP z karabinem. Wyśmiewano to w prasie, m.in, w „Słowie Polskim” z 28 IV 1947 pt: Nóż w plecy turystyce dolnośląskiej: „Rygor oczywiście wojskowy. Godz. 10, dwuszereg, baczność, w lewo zwrot! w góry marsz! Powrót punktualnie przed 16. Ciekawe, co na takie zarządzenie powiedzą nasi cudzoziemscy goście i czy nie przejdą gremialnie do Czech, gdzie tysiące turystów spaceruje spokojnie samotnie i w grupach, jak się komu podoba, fotografując wszystkich i wszystko”.