Odpowiedź MEN

W sprawie prób przywrócenia obowiązku przewodnickiego w Tatrach (patrz notka z 20 listopada) Również i ja dostałem odpowiedź – oto skan listu…>

Dziękuję. Jak widzicie Państwo – sprawa jasna. Osoby odpowiedzialne za wycieczkę powinny być zainteresowane a nie zmuszone do wynajęcia usługodawców. A „górskie parki narodowe” które zarządcy uważają za pępek świata, nie są w żaden sposób uprzywilejowane względem innych terenów na których uprawia się sport, turystykę  czy rekreację.

15 Komentarze

  1. Zapraszam do dyskusji ale proszę powstrzymywać się od wulgaryzmów i sztubackich żartów z cudzego nazwiska (poprawiłem treść komentarza).

    Co do meritum to nie uważam żeby tu zadziałał jakiś przymus po prostu szkoła zleciła PTTK organizację imprezy. Natomiast niefachowość przewodnika jest oczywiście porażająca.

    • Przepraszam, pomyłka w nazwisku naprawdę niezamierzona. Dzięki za poprawkę- co przyjmuję z uznaniem.

      • Adwersarzu! Kryjesz się za anonimem i stąd ta odwaga w wypisywaniu kłamliwych bzdur na mój temat jakobym miał „typowy kompleks niedostępności do uprawnień”. Otóż przyjmij sobie do wiadomości, że zarówno jako przodownik turystyki górskiej PTTK jak i przewodnik GOT PTT miałem możliwość weryfikacji i uzyskania obligatoryjnie państwowych uprawnień przewodnickich (niektórzy z tego skorzystali), ale ja nie byłem i nie jestem tym zainteresowany.

        • No i na szczęście! To by dopiero bylo , jak za punkty do GOT można byłoby uzyskać uprawnienia przewodnika! Twój problem wynika przede wszystkim z tego, że odnosisz się b. krytycznie do wszystkich przewodników na podstawie pojedynczych prawdziwych, badz wymyslonych incydentów, nie mając samemu pojęcia o wielu aspektach tego zawodu, bo niby skąd? Wszak nie jesteś przewodnikiem. Doskonale wyszło to w tym wątku dyskusji, kiedy kłótliwie starałes się dowieść, że bez znaczenia dla przewodnika jest nagła zmiana celu wycieczki. Twoim zdaniem przewodnik stale winien być w pełnej gotowości (i niepewności), by w ostatniej chwili dowiedziec się, gdzie ma prowadzic grupę. Zapytam tak: czy jak Twoja partnerka ma nagle ochotę na seks, to jesteś natychmiast gotowy? Moze to przemówi do Twojej wyobrażni i zanim zaczniesz mądrzyć się, albo chwilę pomyśl, albo najlepiej nie zabieraj głosu na tematy, o których masz mgliste, bądz obiegowe pojęcie.

          • Widzę Adwersarzu, że się podniecasz i wypisujesz kolejne bzdury nie mając pojęcia o wymaganiach na przodownika turystyki górskiej PTTK. Otóż nie wystarczą punkty do GOT, a trzeba się wykazać się konkretnym doświadczeniem i wiedzą o górach.

            Polscy przewodnicy górscy, choć mają uprawnienia nadawane przez władze państwowe, są w większości tzw. „górskimi” i różnią się zasadniczo od przewodników z międzynarodowych organizacji przewodników górskich, którzy są szkoleni pod takim kątem by dać sobie radę w najtrudniejszych warunkach pogodowych i nie pobłądzić w każdych górach.

            W bardzo naiwny sposób szukasz usprawiedliwienia sytuacji, kiedy przewodnik, który powinien znać Sudety wraz z ich najwyższym pasmem, pobłądził bo nie znał jednego z głównych grzbietów Karkonoszy. Oczywiście za taką skandaliczną niekompetencję przypisujesz winę jego klientom, bo nie uzgodnili z nim wcześniej właściwej drogi (ha,ha!!!).

            Takie są właśnie skutki państwowych regulacji, że – zamiast na bezpieczeństwo – kładzie się główny nacisk na wtłoczenie kandydatom na przewodników górskich drobiazgowej wiedzy na tematy zupełnie nie związane z górami podczas przesadnie rozciągniętych w czasie wg programu ustalonego przez przepisy państwowe, kilkuletnich kursach przewodnickich. Dzieje się tak dlatego, że te kursy służą głównie wyciągnięciu kasy od kursantów – im dłużej trwa kurs, im więcej materiałów szkoleniowych dla kursantów – tym więcej pewni ludzie na tym zarabiają. A potem o wyborze usługodawcy nie decydują praktyczne umiejętności sprawdzone w ramach konkurencji na wolnym rynku usług, a legitymacja i identyfikator z pieczątką z orzełkiem i podpisem urzędnika.

    • Tu zadziałało inne zjawisko – szkodliwość państwowej regulacji zawodu przewodnika. Otóż komisje egzaminacyjne dość często przepychają osoby którym brakuje umiejętności zapanowania nad bezpieczeństwem grupy, a przywiązują szczególną wagę do drobiazgowej znajomości drogorzędnych szczegółów, zupełnie nieistotnych dla uczestników wycieczek. Niestety nadal egzamin praktyczny na przewodnika górskiego polega przede wszystkim na sprawdzeniu umiejętności przysłowiowego „lania wody” w autokarze i podczas postoju w jakimś obiekcie zabytkowym

    • Coż to, zapadłeś w sen zimowy, jak niedzwiedzie z Twojego ulubionego parku?
      Kto przejmie sztandar deregulacji z waszej dwuosobowej akcji „społecznej”? Niedoszły przewodnik sudecki Rugała? Tylko nie mów, że jesteś zajęty, bo to chyba nie sezon na rowery!

    • Drogi Anonimie,
      Wypadek miał miejsce w Lubawce, w terenie gdzie nie istnieje żaden „obowiązek przewodnicki”, więc przewodnik był wynajęty przez nauczyciela dobrowolnie, w dobrej wierze że jest fachowcem, który właściwie poprowadzi imprezę. I skoro do takiego wypadku doszło to najlepszy dowód na to, że żadne „uprawnienia państwowe” nie dają gwarancji fachowości.

        • To była wycieczka w terenie, który trudno w ogóle określić jako „górski”. Niewysokie Góry Krucze i Wzgórza Bramy Lubawskiej nawet nie podpadały pod nie obowiązujące już rozporządzenie o 1000 m n.p.m. A podobna skocznia, jak ta gdzie zaistniał ten wypadek, została kiedyś wybudowana w Czarnkowie na zboczu jednego ze wzgórz nad Doliną Noteci w północnej części Wielkopolski. Wynajmując przewodnika mylnie zasugerowano się tym, o czym wszem i wobec trąbi lobby przewodników na temat uprawnień państwowych dających rzekomo gwarancję bezpieczeństwa. Obecność przewodnika prowadzącego tą wycieczkę uśpiła tylko czujność nauczycielki, która w oczywisty sposób zawierzyła temu głoszonemu wszem i wobec samochwalstwu.

          Podobna sytuacja zdarzyła się przed kilku laty mojej znajomej nauczycielce, która wynajęła przewodnika dla szkolnej wycieczki, bo to było powyżej 1000 m n.p.m. Wycieczkę prowadził przewodnik i oczywiście nie zwracała uwagi czy idą właściwą trasą. Dopiero po jakimś czasie, kiedy okazało się, że przewodnik pobłądził i wprowadził ich w jakieś chaszcze, przejęła inicjatywę i dzięki jej dobrej orientacji w terenie, a nie przewodnika, powrócili na szlak i dotarli do schroniska, niestety omijając szczyt i nie oglądając widoków, które były głównym celem tej wycieczki.

          • Witam „po latach” ostatnich ( i pewnie jedynych) Mohikaninów tzw wolnego przewodnictwa. Troche czasu mnie nie było i po powrocie stwierdzam, że już Zimowskiemu i Rugale brakuje wyrażnie argumentów. A co najwazniejsze brakuje im wsparcia. Należy cieszyc się, że poznali się na nich oprócz zainteresowanego srodowiska, także dziennikarze i rózne komisje deregulacyjne. Co to za reprezentacja, co to za ruch społeczny, który skupia garstkę osób? A Rugała wręcz ma chorobliwą awersję do przewodników, tłumaczyłem kiedyś dlaczego- typowy kompleks niedostępności do uprawnień i zżerająca go zawiść. Odpuśc sobie stary…