Deregulacja według neokomuchów z SLD

Jak przypomniał niedawno pokrewny blog, siłą polityczną najbardziej dla regulacji zawodów zasłużoną jest SLD, i to właśnie w kadencji Sejmu 1993-97 kiedy postkomuniści rządzili w koalicji z PSL powstała większość uciążliwych regulacji, także przewodnickich, z którymi walczymy. Obecnie resztkowy, miniaturowy klubik SLD, symbolizowany przez opuchłą gębę  Ryszarda Kalisza,  jako jedyny oficjalnie przeciwstawił się deregulacji.

Zabawnie na tym tle wygląda niedawne doniesienie, o tym jak SLD zaproponował nowemu szefowi PSL spotkanie w sprawie deregulacji aby odwieść ludowców od wspierania tego projektu. Panom zapewne marzy się powtórka z historii. Komuszki starają się być nowoczesne i założyły nawet własny kanał na youtube, na którym prezentują nagrania z różnych konferencji i działań. Oglądalność większości z nich nie przekracza  kilkudziesięciu wyświetleń.

A oto klip, nawiązujący do wspomnianej propozycji


Interesująca wypowiedź zaczyna się mniej więcej od 7 minuty. Dowiadujemy się, że klub SLD wystąpił z propozycją zmniejszenia ilości regulowanych zawodów, poprzez… Łączenie ich ze sobą. Bo – jak słyszymy „naprawdę nie potrzeba dzisiaj trzech przewodników chociażby, wystarczy dzisiaj zawód jednego przewodnika”

Aha. Pragnę w tym miejscu przypomnieć odpowiedź resortu sportu i turystyki na zapytanie posła Święcickiego, według której niemożliwe jest połączenie uprawnień przewodnika sudeckiego, beskidzkiego i tatrzańskiego w jeden uniwersalny zawód przewodnika górskiego, ponieważ taki delikwent  musiałby się uczyć trzy razy więcej i „w efekcie proces nabywania ujednoliconych uprawnień byłby droższy, dłuższy i trudniejszy niż do tej pory”. Oczywiście ani cienia refleksji na tym, jaki jest sens aby urząd państwowy badał tak drobiazgowo wiedzę chętnych do uprawiania tego zawodu. To świadczy o tym, jaka jest ciągle rozbieżność między oficjalną polityką Rządu (którego Minister chwali brak regulacji instruktora nurkowania) a funkcjonariuszami ministerstw, myślącymi i działającymi według starej, biurokratycznej sztampy.

Można sobie wyobrazić jaka byłaby odpowiedź na w/w propozycję SLD – taki uniwersalny przewodnik musiałby wiedzieć absolutnie wszystko, od historii Szczecina po technikę zdobywania Orlej Perci. Szkolenia trwałyby średnio 10 lat a opłata egzaminacyjna równowartość kilku miesięcznych pensji. A w ogóle to mam dla neokomuchów jeszcze dalej idącą propozycję: Żeby te wszystkie, bodajże 360 zawodów regulowanych połączyć w jeden zawód, o nazwie UZZP czyli Uniwersalny Zawód Zaufania Publicznego. I wszyscy będziemy szczęśliwi a kraj nasz zostanie absolutnym światowym rekordzistą liberalizmu.

Do zobaczenia w Warszawie

Organizatorzy Warszawskiego Forum otrzymując zapewne liczne protesty (notka o moim wyrzuceniu została – jak żadna inna -  wiele razy udostępniona na facebooku) ugięli się i w piątek wieczorem odwołali zakaz mojego uczestnictwa w imprezie.  Panowie P. Zubrzycki i J. Z. Rułowski  nie omieszkali dodać komentarzy i pouczeń – cytuję: „Dalej uważamy, że w wielu przypadkach Pański sposób prowadzenia dyskursu merytorycznego jest nie do przyjęcia i nie chodzi tu wcale o wyznawane przez Pana poglądy, które szanujemy choć się z nimi nie zgadzamy, ale właśnie o sposób ich prezentacji. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę rangę omawianych problemów a także fakt, że nie chcemy dać Panu pretekstu do formułowania zarzutów o dyskryminowaniu kogokolwiek – zgadzamy się na udział Pana w VIII Forum Pilotażu i Przewodnictwa. Rozumiemy, że Pana zobowiązanie, iż nie
zgłasza Pan” żadnych chęci prezentacji czegokolwiek, a bardziej zależy
Panu na posłuchaniu innych prelegentów” jest jak najbardziej aktualne.

Jest aktualne, bo nie zgłaszałem i nie zgłaszam żadnego referatu, wykładu itp. do prezentacji. Natomiast – żeby była jasność – nie życzę sobie, jako pełnoprawny uczestnik Forum abym był w jakikolwiek sposób traktowany gorzej niż inni np. poprzez zakaz zadawania pytań czy udziału w dyskusjach.

I całkiem serio mam – nadzieję że organizatorzy będą w stanie zapewnić mi bezpieczeństwo, a nie zostanę pobity, opluty czy obrzucony wulgarnymi odzywkami przez przeciwników deregulacji, gdyż z tego rodzaju „sposobem prezentacji” ich poglądów miałem już parę razy do czynienia.