TPN nie może zmusić do wynajmowania przewodnika

Sprawa „przymusu przewodnickiego” w Tatrach wraca ponownie. Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego nie daje za wygraną i jak czytamy w dzisiejszym artykule Barbary Suchy zapowiada „zakazanie wycieczkom szkolnym ruszania w góry bez przewodnika”.
Na początku wielkie gratulacje dla Minister Edukacji Narodowej Krystyny Szumilas. Przypomnę że w październiku TPN wystąpił do niej z pismem (zniekształcając nazwisko) z prośbą o wydanie resortowego rozporządzenia zapewniającego łatwą kasę przewodnikom. Sam również interweniowałem w tej sprawie przysyłając do MEN obszerne dossier. W tej sprawie mamy sukces, bo odpowiedź Ministerstwa brzmi:

„istniejące przepisy są wystarczające, bo nakładają na organizatora wyjazdu obowiązek powierzenia dzieci pod opiekę specjaliście w danej dziedzinie”.

I koniec, kropka. Niestety, wbrew temu co czytamy w artykule, nie jest możliwe wydanie skutecznego prawnie zarządzenia o takiej treści, aby na wybraną grupę swoich klientów firma TPN nałożyła dodatkowe obciążenia za możliwość wędrówki po publicznie udostępnionych szlakach. Oczywiście że takie zapisy istnieją od lat w różnych regulaminach, a parki i przewodnicy tradycyjnie liczą na niską świadomość zwiedzających, i na to że organizatorzy „dla świętego spokoju” wynajmą i opłacą figuranta. Z tym jednak jest coraz lepiej ostatnio, o czym świadczą listy i telefony, które dostaję.

Nie istnieje możliwość zdefiniowania czym jest, a czym nie jest „wycieczka szkolna”. Regulamin TPN nie jest „prawem państwowym”, ale częścią umowy, jaką klient zawiera z zarządcą terenu kupując bilet. Jeżeli umowa taka zawiera niedozwolone postanowienia (a takim byłby wybiórczy przymus przewodnicki), nie ma obowiązku stosowania się do nich. Pisałem o tym tutaj, pisałem też tutaj o absurdalności nakładania dodatkowych obciążeń właśnie na młodzież. Z innymi absurdami wypowiadanymi przez Skawińskiego po raz chyba dziesiąty dyskutować nie zamierzam, jak kto ciekawy – niech sobie poszpera w archiwum bloga.

Muszę jednak wrócić do sprawy która wydawała się już zamknięta. W styczniu br. zasugerowałem że praktyki upartego przywracania przymusu przewodnickiego mogą wskazywać na korupcję – uleganie wpływom przewodników (korupcja z definicji niekoniecznie musi wiązać się z przyjmowaniem jakichś materialnych gratyfikacji) oraz niegospodarność, gdyż uzależnianie sprzedania usługi własnej (wstępu do TPN) od zakupu usługi w firmie zewnętrznej (od przewodnika)  naraża zarządzaną jednostkę na straty. Paweł Skawiński wielce obraził się na te insynuacje, i zażądał  ode mnie odwołania tych zarzutów i przeprosin. Wykazując się dobrą wolą (nie musiałem, gdyż uważam że mieściło się to w granicach dozwolonej krytyki osób publicznych – więcej o tym tutaj)  przeprosiny zamieściłem, licząc że krytykowany pójdzie po rozum do głowy i więcej nie wygłupi się podobnymi działaniami. Niestety – jak czytamy, nadal się ośmiesza, a jak jego działania są postrzegane, można przeczytać na forum pod artykułem.

6 Komentarze

  1. Jestem nauczycielką i organizuję wycieczkę dla 17-osobowej grupy szóstoklasistów. Pójdę w Tatry z przewodnikiem. Jaka jest jego rola? Czy w razie wypadku jestem zwolniona od odpowiedzialności?

  2. Z ujawionych w artykule planów wydania przez TPN nowego zarządzenia wynika zamiar dyskryminowania szkół jako organizatorów wycieczek oraz uczniów i ich rodziców, którzy powinni mieć prawo do decydowania komu powierzą prowadzenie wycieczki. W planach tych również zlekceważono społeczną kadrę stowarzyszeń zajmujących się programowo turystyką kwalifikowaną, a działających na terenie szkół bądź z nimi współpracujących jak m.in. ZHP czy PTTK. Dlaczego szkoły by miały przymusowo zatrudniać zawodowego przewodnika, a inni organizatorzy wycieczek z młodzieżą by nie musieli takowego zatrudniać?

    Szkoły publiczne mają własne rozporządzenie MENiS z 2001 r. odnośnie organizowania krajoznawstwa i turystyki. Wśród osób o odpowiednich kwalifikacjach do prowadzenia takiej działaności, są wymienieni w tym rozporządzeniu m.in. przewodnicy, ale nie są oni jedymi uprawnionymi do prowadzenia wycieczek. To po pierwsze. Po drugie nie istnieje prawny przepis, które konkretnie tereny są uważane za góry z obowiązkowym przewodnikiem górskim dla wycieczek szkolnych, a które nie. Dyrektor TPN zaś nie jest od stanowienia w Polsce prawa.

    Kuratoria lub szkoły same powinny decydować, w zależności od stopnia trudności planowanej wycieczki czy powierzy się jej prowadzenie za kilkaset PLN dziennie zawodowemu przewodnikowi górskiemu czy wystarczy, że wycieczkę poprowadzi nauczyciel będący np. przodownikiem turystyki górskiej PTTK, o którym mowa w tym rozporządzeniu, a który nie będzie pobierał za to dodatkowego wynagrodzenia.

    Zarządzenie dyrektora TPN może co najwyżej określać, na których szlakach jest ZALECANE korzystanie z zawodowego przewodnika, a nie może narzucać go wybiórczo dla jakiegoś szczególnego typu wycieczek (nb. nie istniej prawna definicja określająca co to jest „wycieczka szkolna”). Na asfaltowej drodze do Morskiego Oka czy na Polanę Chochołowską takiej potrzeby co jest oczywiste, nie ma.

    Zapis generalny dotyczący całych Tatr jak i całych obszarów innych parków narodowych w górach by był rażąco sprzeczny z prawem a w dodatku bez sensu. Po prostu należy wymienić szlaki, na których będzie ZALECANY, ale nie obowiązkowy, przewodnik, ew. okresowo (sezon zimowy) wprowadzany zakaz wyjścia na jakieś szczególnie niebezpieczne szlaki itp.

  3. Jaki interes ma TPN w nabijaniu kieszeni przewodnikom?

    Po drugie jako turystka widziałam pewną grupę z siostrami zakonnymi, która w liczbie około 70 szła dol. Kościeliską. Rozciągnięta na długości 1 km i na całej szerokości drogi, wrzeszcząc i rzucając kamieniami gdzie popadnie. Moim zdaniem kontrole uprawnień osoby prowadzącej grupę nie powinny być robione wyrywkowo na szlaku, ale już przy zakupie biletu przy wejściu na szlak.
    Często idąc nauczycielki szły bez przewodnika i badały sobie a młodzież za nimi z papierochami, hałasując i mając cały świat w dupie. Jako turystka też chcę mieć radość z korzystania ze szlaków i widzę, że w tej sprawie przewodnicy się spisują. Swoją drogą na drodze do Morskiego to nie tylko grupom przydałby się taki przewodnik.
    Może adwokatem też niech będzie kto chce, w końcu też panuje opinia, iż jest to sfera zamknięta. A położną niech zostanie matka po zagrożonej ciąży i po porodzie, przecież ma wystarczające doświadczenia. Szkoda wymieniać dalej. Uwolnijmy wszystko.

    • @kobieto – nie histeryzuj. Takie incydentalne przypadki, że ktoś nie potrafi zachować porządku, nie mogą być podstawą do zmuszania innych do chodzenia w eskorcie wynajętego przewodnika. Wykorzystywanie takich przypadków do zapewnienia przewodnikom klientów jest głęboko nieetyczne, to nie jest żaden argument. Od pilnowania porządku są odpowiednie służby parkowe, a nie przewodnicy. Zresztą widywałem sytuacje, kiedy przewodnik prowadził grupę i nie miał żadnej kontroli nad tymi, którzy szli w tyle, a wyrzucali po drodze jakieś śmieci i to ja musiałem im zwracać uwagę.