Walki na froncie niemiecko-włoskim

A propos zapowiedzianego na dziś „końca świata”. Pamiętam taki dowcip z czasów PRL-u, kiedy nasi rodacy masowo wozili po demoludach kontrabandę . „Nastąpił koniec świata… Żydzi prowadzą wojnę, Niemcy walczą o pokój, a Polacy handlują…” Niemcy (kajzerowskie) i Włochy (królewskie) przed niespełna stu laty walczyły po dwóch stronach barykady, ci ostatni znaleźli się potem w obozie zwycięskim. Oby tam razem stało się odwrotnie, kiedy też na froncie niemiecko-włoskim tyle że w Europarlamencie trwa zacięta walka. Kibicujmy dzielnym teutońskim lewicowym liberałom, żeby rozgromili mentalnych spadkobierców Mussoliniego.

DRV czyli największa niemiecka organizacja przedsiębiorców turystycznych – opublikowała właśnie na swoich stronach prezentację o najnowszych zagadnieniach  politycznych, w które jest zaangażowania. Wśród kilku najważniejszych jest walka o całkowitą wolność transgranicznego świadczenia usług pilocko-przewodnickich, co szczegółowo przedstawiono w tym artykule. Jest tam taka obrazowa grafika, którą przetłumaczę:

Chodzi w niej o to o czym pisałem w lutym – unowocześnienie doktryny uznaniowej 2005/36/WE. Jedynym bowiem sensem jej stosowania jest ochrona dóbr konsumenta (!!!) a nie miejscowego oferenta usług, a już tym bardziej nie jakaś polityczna cenzura treści. Chodzi więc o to, aby np. polski hydraulik który naprawia zlew Francuzowi nie zrobił fuszerki. Powyższa grafika właśnie przedstawia – to o czym też pisałem w poprzedniej notce: Przyjezdny pilot/przewodnik obsługuje wyłącznie swoich klientów w oparciu o umowę zawartą w swoim kraju i nie uczestniczy w lokalnym rynku usług, lokalny (włoski) konsument  w ogóle z jego usług nie korzysta (tak jak korzystałby np. z usług przyjezdnego hydraulika). Dlatego wymaganie potwierdzenia kwalifikacji wobec miejscowych urzędów jest kompletnie bez sensu. Jest natomiast wykorzystywane wbrew zjednoczeniowym europejskim ideom do szykan, kar albo nawet nie wpuszczania przyjezdnych do poszczególnych obiektów. I o to teraz trwa zażarta walka w Europarlamencie z posłami włoskimi.

Jak się w tym widzą nasi Europosłowie – podejrzewam że o niczym nie mają pojęcia albo nadal sympatyzują z komunofaszystami.  Można by ich o to zapytać. Pamiętacie żenującą interpelację Sonika? Tymczasem na wysłuchaniu publicznym w Sejmie sekretarz generalny PIT Tomasz Rosset

Po raz kolejny skompromitował swoją organizację wypowiedzią w której postulował wprowadzenie egzaminów i lokalnych licencji na oprowadzanie po terenach i obiektach w oparciu o dyrektywę… Szczerze mówiąc jest to taki bełkot, że nawet ja nie rozumiem o co w nim chodzi i co ma tutaj jedno z drugim wspólnego.

5 Komentarze

  1. @mafioso – są inne sposoby uświadamiania zwiedzających nas kraj o naszej historii, niż metody politycznej cenzury. Np. wręczanie zwiedzającym takie miejsca folderów wydanych w ich języku, wkalkulowanych w cenę biletu wstępu do danego obiektu.

  2. I nie widzi Pan żadnej różnicy między usługami przewodnika a fryzjera czy hydraulika? Nie pomyślał Pan o tym, że Ci przyjezdni piloto-przewodnicy nieraz fałszywie interpretują naszą historię czy kulturę?
    Aby dać przykład: siedzę sobie pod drzewkiem w Birkenau, bo upał niemiłosierny, moja grupa poszła sobie dalej z przewodnikiem.
    Wtedy podchodzi inna grupa, bez lokalnego przewodnika (o ile w Auschwitz jest obowiązkowy, to w Birkenau już nie) i ich pilot zaczyna wyjaśnienia od stwierdzenia, że głównym powodem zakładania obozów na terenie Polski był polski antysemityzm. Nie wiem skąd byli, mówili po francusku.
    No, niby każdy może gadać co chce, powie Pan…
    A z drugiej strony, skoro tak zaciekle broni Pan od lat interesów niemieckich biur podróży (nieważne czy bezinteresownie czy nie), to czemu są Panu obojętne „prześladowania” niemieckich urzędów wobec polskich fryzjerów czy piekarzy? Przecież tam, w kraju, z którego, Pana zdaniem, powinniśmy brać przykład, są to zawody regulowane.

    • 1. Treści przekazywane turystom nie może być poddawane prewencyjnej kontroli czy cenzury w żadnym demokratycznym kraju. To prywatna sprawa przyjezdnych.
      2. Interesów biur niemieckich bronić nie muszę – od tego mają swoje organizacje, posłów itp.
      3. Rzemieślnik polski może świadczyć usługi w Niemczech w oparciu 2005/36 jak ma problemy niech się zwróci do solvit http://www.mg.gov.pl/Wspieranie+przedsiebiorczosci/Instrumenty+rynku+wewnetrznego/Solvit

      • Pańska interpretacja w pkt1 praktycznie umożliwia bezkarne głoszenie nazizmu, komunizmu, bez szans na obrone

        • Nieprawda. Tego zabrania Art 256 K.K. Ale PUBLICZNEGO głoszenia. Rozmowy w zamkniętym gronie przyjeżdżającej grupy wycieczkowej to nie jest publiczne głoszenie. Oczywiście żadne komercyjne biuro turystyczne nie organizuje wycieczek pochwalających nazizm, to jakieś chore mrzonki „mafiozów” którzy powinni być pozbawieni prawa do wykonywania zawodu z racji niepoczytalności.