Niemiecka lewica walczy z regulacjami zawodów, polska je chce zaostrzać!

„Deregulujmy, ale te zawody, które są zderegulowane w całej Unii Europejskiej. Tymczasem minister chce zderegulować w Polsce zawody, które gdzie indziej, nie bez powodu, są regulowane.” Powiedział rzecznik SLD Dariusz Joński. Świetnie. W takim razie nie zderegulujemy żadnego, bo dla każdego z obecnie otwieranych zawodów da się znaleźć jakiś przykład jednego czy kilku unijnych krajów, w którym się go reglamentuje. Rozwijając tę filozofię, skoro z jakiegoś niewątpliwie ważnego powodu regulowany jest np. zawód pszczelarza w Słowenii, dziennikarza we Włoszech albo organisty w Finlandii to uregulujmy go i u nas. Będziemy mieć ponad 1000 regulowanych zawodów (bo tyle mniej więcej figuruje w regulated professions database) i zapanuje powszechna szczęśliwość i bezpieczeństwo.

Pan Joński troszczy się  przewodników pisząc że nasz przewodnik, który pojedzie do Austrii, Hiszpanii czy Portugalii i będzie chciał oprowadzać, na przykład, po Wiedniu, zostanie natychmiast powstrzymany. W takich miastach nie można prowadzić wycieczki bez stosownych uprawnień! - Jakbym słyszał dowcip z radia Erewań. Przypomnę, że Sejm RP tworzy prawo na terenie Polski a nie np. Austrii. Krótkoterminowe transgraniczne wykonywanie czynności przewodnickich celem realizacji umowy zawartej w Polsce powinno być dozwolone w każdym publicznym miejscu na terenie Unii i posiadanie formalnych polskich „uprawnień” nie ma tu nic do rzeczy. Problem w tym, że w kilku miejscach Europy prawo to jest nagminnie łamane. W Wiedniu – przez klikę miejscowych polskojęzycznych przewodniczek, które donoszą na rodaków magistrackim służbom. Ale to jest anomalia, z którą intensywnie walczą politycy… z czerwonymi krawatami. Tyle że nie nasi – a ci zza Odry.

Cieszę się, panie Dariuszu że Pan podjął temat i mam nadzieję że polityk tej klasy – nawet jeżeli pozwolił się wprowadzić w błąd, czym prędzej go sprostuje. Wokół problemu oprowadzania turystów za granicą i rzekomej  konkurencji zagranicznych przewodników narosło już tyle mitów i „miejskich legend” że aż głowa pęka. Najlepiej zasięgnąć wiedzy u niezależnych ekspertów. Przeczytałem, że w czerwcu spotkał się Pan z liderem niemieckiej lewicy, szefem SPD, Sigmarem Gabrielem i zadeklarował „chęć wymieniania się doświadczeniami i pomysłami”. W takim razie bardzo proszę skontaktować się z rzecznikiem do spraw polityki turystycznej (jest taki!) SPD Panem Hansem-Joachimem Hackerem. W marcu 2010 złożył on – wraz z kilkoma innymi posłami lewicowego skrzydła partii- m.in. Iris Gleicke i Andreą Nahles

Zapytanie do rządu federalnego jakie środki planuje podjąć przeciwko szykanowaniu niemieckich przewodników we Włoszech i Hiszpanii. Nie ma tam bynajmniej żadnych sugestii żeby uregulować ten zawód w Niemczech, ale przywołać do porządku krnąbrnych południowców i wymusić na nich poszanowanie unijnych wolności. W efekcie ich lobbingu trwają prace nad unowocześnieniem dyrektywy uznaniowej, w tym kierunku aby świadczenie usług takich jak przewodnickie nie było niczym skrępowane ani nie wymagało żadnych „uprawnień”. Szczegółowo pisałem o tym tutaj.

O obciachowości SLD-owskiej, antyderegulacyjnej batalii pisałem już kilka dni temu, pisze też dziś o tym pokrewny blog.

No i wciąż jestem ciekaw, kiedy coś na ten temat oznajmi Krytyka Polityczna.

1 Komentarz

  1. Również jestem za deregulacją jak największej ilości zawodów (w tym przewodników). Niech na tym polu panuje wolnorynkowa konkurencja.