Teatr upiorów ze starej szafy

„Jesteśmy na scenie, ale pilot i przewodnik jest trochę jak aktor” – tymi słowy zagajono obrady warszawskiego VIII Forum Pilotażu i Przewodnictwa.

Widowisko, który potem nastąpiło można zaliczyć do kategorii horrorów buffo klasy C. Jednak kilka dobrych humorystycznych gagów było, i na nich, jako największej wartości spektaklu, skupmy się najpierw.

Do rękoczynów na szczęście nie doszło, ale po raz kolejny musiałem znosić zaczepki i wykrzykiwanie pod moim adresem odzywek żebym „zdał egzaminy” – nie wiem za bardzo z czego, i przed kim a wykrzykiwały je osoby, których wiedza o społeczeństwie, polityce i zasadach demokracji była na poziomie przedszkolnym. Zabawny był moment na końcu, kiedy proponowano zrobić głosowanie „kto jest za deregulacją” i zapisać je w protokole. Ja bym raczej zrobił ankietę kto na jakie partie głosował rok temu. Jedna z zaczepiających mnie pań przewodniczek warszawskich zapytana przyznała, że na PiS. No i bardzo dobrze, bo deregulacja to przede wszystkim ich inicjatywa. To Pan Prezes tej partii najgłośniej i najkonkretniej mówił przed wyborami o konieczności otwierania dalszych zawodów. NB dziękuję za zaproszenie do biura Posła Wiplera, będziemy współpracować przy redagowaniu materiałów informacyjnych w ramach akcji „Otwórz system”.

Okazało się też, że środowisko które tak przestrzega przed rozrostem szarej strefy, same niezwykle ochoczo tę strefę tworzy. Padały wzajemne oskarżenia, o to że przewodnicy jeśli tylko mogą unikają wystawiania rachunków. Sam typowych przewodników miejskich zatrudniam rzadko, ale też się z tym spotykam, np. tłumaczenie „nie wystawię bo zawiesiłem działalność” itp.

Tomasz Herdzin, pilot z Torunia i współorganizator poprzedniego Forum (z którego materiały – ocenzurowane z mojego referatu! – zostały rozdane uczestnikom) skonsternował salę opowieścią o swojej niedawnej zawodowej przygodzie. Pilotował wycieczkę krajoznawczą, na którą prywatnie, incognito z żoną wybrał się… wiceminister gowinowskiego Ministerstwa Sprawiedliwości. Praca pilota została oceniona dobrze, ale przewodnicy których mu przydzielono byli – jak się krygująco wyraził „co najwyżej przeciętni…” co utwierdziło przedstawiciela Rządu w przeświadczeniu o konieczności otwarcia zawodu.

Reportażyk z Forum autorstwa Anny Kłossowskiej ukazał się w Rzeczpospolitej. Zostałem w nim przedstawiony jako właściciel biura, czego nie lubię, bo oddzielam sprawy Akcji W.P. od spraw biznesu. Ale inaczej się nie dało. Kiedy przedstawiłem się jako „działacz wolnościowy i dziennikarz  obywatelski” otrzymałem ostrą ripostę „dziennikarzem to tu jestem JA!!!”. No tak, kontynuuję, jest to zawód nieregulowany, każdy może nim być. „Ale ja mam dyplom renomowanej szkoły dziennikarskiej” po czym nastąpił wykład, jak to rynek powoduje spsienie mediów.  Oczywiście o tym że przedstawiciele zawodów wolnych na przykład fotografowie ślubni też chcą być „państwowo regulowani”, wiemy nie od dziś. Moja  uwaga, że wielu anty-deregulatorów których kariery wywodzą się  z PRL-u może mieć niezbyt ciekawą przeszłość agenturalną, została nazwana „naruszeniem zbiorowego wizerunku” (hihi, o „wizerunkowych” kuriozach w Warszawie będzie zaraz druga notka…). Sorry, ale na łamach Rz zrobił to wcześniej Dr Gontarczyk z IPN, przypominam tekst „Przewodnicy z bastionu socjalizmu”.  Ale reportaż jest rzetelny, dobrze oddaje poziom prezentowanego oszołomstwa „Gdy każemy szewcowi upiec chleb, co z tego wyjdzie?” nie wiem ile razy trzeba tłumaczyć zakutym łbom, że zawody rzemieślnicze nie potrzebują dziś państwowej pieczątki identyfikatora z orzełkiem (to jest pilocki gadżet-talizman otaczany niemal religijną czcią).

A teraz krótko o największym zaskoczeniu na plus. Ciekaw byłem referatu „Ocena skutków deregulacji dla przewodnictwa  górskiego”. Jego autor Stanisław Kawęcki, wcześniej  na stronie przewodnicy.pttk.pl publikował chyba najbardziej ekstremalne bogoojczyźniano-hurrapatriotyczne bonmoty. Spodziewałem się czegoś podobnego.

Tymczasem usłyszałem wykład zawierający potwierdzenia wielu moich tez z wpisów na forach turystyki górskiej albo w tej opinii: Utrzymanie enklawy regulacyjnej dla „przewodników górskich” tworzy niezliczone absurdy i stawia ich samych w bardzo niekorzystnej sytuacji wobec kolegów z miast czy województw „nizinnych”. O tym nagram niedługo instruktażowy flmik na youtube.

Tymczasem przewodnicko-pilocki cyrk na kółkach przenosi się do Sejmu na wysłuchanie publiczne 10. i 11. grudnia – śledźcie i słuchajcie, to może być ciekawe.

3 Komentarze

    • Panie Żebrowski. Od „zostały zaproponowane w trakcie wysłuchania publicznego” do „zapowiadają się” jest bardzo daleka droga. Ale to nie pierwszy raz środowisko ma problem ze zrozumieniem procesu legislacyjnego.

      Pomysł nadawania lokalnych licencji przez samorządy pojawił się gdzieś tam kiedyś w prasie i został szybko zdementowany, byłby to koszmar jeszcze większy niż dziś. Pisałem o tym http://wolneprzewodnictwo.blog.pl/2012/05/22/gowin-buduje-druga-rosje/

  1. „Przedstawiciele przewodników, jak np. pan Stanisław Sikora z PTTK straszyli zebranych możliwością najazdu Polski przez niewykształconych przewodników zza granicy, co ich zdaniem pogorszyłoby stan budżetu państwa oraz spadek poziomu edukacji pozaszkolnej.” Więcej o absurdalnych argumentach obrońców status quo obecnego systemu w artykule pt. „Wysłuchanie publiczne – dzień pierwszy” na stronie > http://deregulacja.org/2012/12/10/wysluchanie-publiczne-dzien-pierwszy/