Agresja wrocławskich przewodników

Do sieci wypłynął niedawno wywiad Jarosława Gowina dla studenckiego pisma „Spectrum”. Jest na tyle ciekawy że warto go jak najszerzej cytować i powielać. Minister „pociągnięty za język” pozwolił sobie na nieco obszerniejszą opowieść o doświadczeniach deregulatora. Oto fragmenty odnoszące się do naszych „ulubieńców”:

- Czyli nie było żadnych momentów grozy, nikt Pana nie wyzywał, nikt Panu nie groził?
- Nie. (…) Zaskoczyła mnie też niezwykła aktywność przewodników turystycznych. Ze wszystkich grup zawodowych tylko ta posunęła się do agresji.

- Czyli jednak. Na czym polegała ta agresja?
- Na przerywaniu spotkań, wykrzykiwaniu pod moim adresem mało przyjemnych słów, a także  groźbach wobec ich własnych kolegów, którzy opowiadają za deregulacją.

- A nie obawia się Pan tego, że – na przykład –amatorzy będą oprowadzać turystów po Krakowie?
- Nie obawiam się dlatego, że jeśli to będą ludzie z pasją, zrobią to ciekawiej niż obecni przewodnicy. A jeżeli będą słabi, to po prostu nie znajdą klientów (…) jeżeli zderegulujemy ten zawód i spotkam się z Panem Redaktorem za trzy lata to będziemy mogli powiedzieć, iż ogólny poziom przewodnictwa turystycznego w Krakowie i w Polsce wyraźnie się podniósł.

- Miejmy nadzieję. A jakich argumentów, poza tymi agresywnymi, używali przewodnicy w trakcie swoich protestów ?
- Najbardziej poruszyło mnie to, że nagle wszyscy okazali się gorącymi patriotami, wręcz nacjonalistami. Przestrzegali przed tym, że jak ktoś inny, prócz nich, będzie oprowadzać turystów zagranicznych, to – przykładowo – na świecie zacznie się utrwalać nieprawdziwy stereotyp polskiego antysemityzmu. Ale to był nieuczciwy argument, bo przecież to nie jest tak, że każdy może oprowadzać po Auschwitz, że każdy może oprowadzać po Wawelu. Dostęp do danego zawodu powinien być maksymalnie otwarty, ale poszczególne instytucje np. obóz w Auschwitz czy muzeum na Wawelu mogą określać swoje kryteria, niezbędne by móc tam oprowadzać turystów.

- Mimo wszystko przewodnicy bronili swoich racji i to na wszelakie sposoby.
- Pamiętam zwłaszcza takie spotkanie we Wrocławiu, gdzie o mało nie doszło do rękoczynów pomiędzy przewodnikami turystycznymi, bo pojawili się tam też zwolennicy deregulacji. Szczególnie dobrze pamiętam wystąpienie właściciela biura turystycznego, który – słysząc bardzo ostre ataki na deregulacje – podniósł się, powiedział, że nie miał zamiaru zabierać głosu, ale tak go ci przewodnicy wyprowadzili z równowagi, że musi coś zrobić. Mówił, że czeka z utęsknieniem na deregulację, bo dzisiaj jest skazany na usługi tych, którzy na tej sali krzyczą, którzy są niekompetentni, a on jest w stanie przyjąć młodych ludzi, w krótkim czasie dobrze ich przeszkolić, aby mogli dużo lepiej oprowadzać turystów po Wrocławiu niż obecni przewodnicy turystyczni. Warto też spojrzeć na dane Polskiej Organizacji Turystycznej. Badania za rok 2011 pokazują, że Polska jest postrzegana przez turystów jako kraj atrakcyjny, ale fatalnie oceniane są dwie rzeczy: drogi i jakość usług świadczonych przez przewodników turystycznych. Opinia wystawiana przez klientów to jest najlepszy dowód na to, że trzeba otworzyć ten zawód.

Uwagę do Pana Ministra mam tylko jedną: Oczywiście – zawodowe oprowadzanie po muzeach – jak teren byłego obozu Auschwitz jest regulowane wewnętrznymi przepisami tych instytucji. Ale nie o to tutaj chodzi, tylko o ważniejszą zasadę – konstytucyjnego zakazu prewencyjnej cenzury. Z poważnym, a nie wyłącznie „dekorycyjnym”  traktowaniem zapisów konstytucyjnych są w naszym kraju bezustanne problemy, o czym świadczy choćby niedawna głośna historia Grzegorza Gilewicza.

Także z czystego rozsądku… Turyści przyjeżdżający do nas zza granicy, jeśli już są zainteresowani czymś więcej niż tanim piwem, zabawą  i zakupami – historię polskich Żydów, ich dawny folklor traktują jako jedną z atrakcji, odwiedzają synagogi i festiwale,  słuchają klezmerów. Ktoś chcący zarobić jako przewodnik musiałby upaść na głowę żeby głosić jakieś antysemickie czy inne radykalne poglądy.  Niestety problemy z głową i to solidne ma większość protestujących przeciw deregulacji „licencjonowanych krzykaczy”. Banda awanturników, która dopiero fatalnie reprezentuje nasz kraj. Na spotkaniach, na których ja miałem okazję, nawet >barczyści i krótko ostrzyżeni panowie< z korporacji taksówkarskich prezentowali większą kulturę. Szkoda że nie byłem na tym wrocławskim (12 marca) – może ktoś ma dokładniejsze relacje albo nagrania?

12 Komentarze

  1. Panie Macieju, jako, że Pan nie praktykuje przewodnictwo to brakuje Panu praktyki. W wątku antysemickim nie chodzi o to, że przewodnik zderegulowany będzie mówić antysemickie rzeczy. Tu chodzi o pytania od klientów, którzy często są po oglądnięciu filmu lub przeczytaniu książki typu liteatura Grossa albo jeszcze gorzej. To oni pytają o antysemityzm w Polsce, powołują się na zasłyszane fakty, przeczytane rzeczy. Brak wiedzy historycznej a także przygotowania do kontaktów powoduje, że po spotkaniu z przewodnikiem nie posiadającym merytorycznego przygotowania może pojawić się publikacja podobna po incydencie z taksówkarzem i córkami Józefa Bau. Czy Pan wie, że 90% przewodników, którzy wykazują się wiedzą na temat kultury żydowskiej jest pytanych przez obcokrajowców, czy są żydami? To pokazuje z jakim nastawieniem przyjeżdzają i czego oczekują po „nieżydowskich” przewodnikach. Ważne jest też co mówią na ten temat piloci spoza Polski, którzy z wielu powodów przeinaczają fakty, albo bezkrytycznie idą na fali krytyki Polaków za antysemityzm. Tak więc sprawa nie jest tak prosta jak przedstawia to Pan czy minister Gowin

    • Drogi mpk – niestety ale w naszych warunkach ustrojowych państwo nie ma i nie może mieć prawa na koncesjonowanie czy cenzurowanie opowiadania o historii. Dotyczy to również obcokrajowców legalnie przebywających na terenie naszego kraju. Tyle w tym temacie.

      • Panie Macieju, nie chodzi o cenzurę, ale by pozostała alternatywa dla innych „wersji” prezentowanych przez pilotów zagranicznych. Moja obawa idzie w tym kierunku, że biura zagraniczne będą przyjeżdzać, ze swoim opowiadaczem, jedynym i słusznym. Kilka lat „pracy organicznej” z ich strony i nic nas nie obroni od bycia uważanymi za największych antysemitów, którzy powinni z nawiązką zwrócić majątek żydowski, jako rekompensata za dziesięciolecia żerowania na nim. Nie obroni nas nic, przed opinią, że to nieodpowiedzialna polityka Mościckiego i Becka doprowadziła do wybuchu II wojny światowej, a III Rzesza nie miała wyboru tylko musiała podjąć wyzwanie…

        • Jaką alternatywę? Alternatywę ma każdy dobrowolnie – czy się uczy historii z rzetelnych źródeł czy ze szmatławców których wydawania i sprzedawania nie wolno zabraniać – jest wolność słowa. A to co mówi pilot zagraniczny swoim turystom to wyłącznie ich prywatna sprawa i nikomu nie wolno w to ingerować drogą jakiegoś administracyjnego przymusu. Tego w ogóle nie dotyczy polska ustawa turystyczna.

          Bezczelność krajowych przewodników polega na tym, że chcieliby aby zagraniczny pilot ZMUSZONY był do zapłacenia za usługi lokalnego opowiadacza który ma mu „naprostować” poglądy na historię. Jest to niedopuszczalne i ktoś kto to proponuje ma niepoukładane w głowie. I tym bardziej wskazuje na konieczność deregulacji, bo dotychczas funkcjonująca ekipa licencjonowanych przewodników zupełnie postradała zmysły, co było widać wielokrotnie podczas wcześniejszych dyskusji i co prezentuje komentator „mpk”. Proszę się już nie ośmieszać.

  2. @mafioso napisał: „A tak na marginesie, to nikt nie zmusza turystów do korzystania z usług przewodników. Turysta, jeśli chce, może zwiedzać sam.” Niezupełnie. Szykany stosowane nawet wobec osób pokazujących znajomym zabytki czy czytających fragmenty ilustrowanego przewodnika były jeszcze do niedawna pożywką dla mediów. W obliczu deregulacji przewodnickie klany widać wycofały się z takich mafijnych praktyk, bo już o takich przypadkach nie słychać. Jednak jak trzeba z deregulacją iść do przodu, bo jak mówią, licho nie śpi.

  3. Te „najniższe noty” to ponad 70 % zadowolonych bądź bardzo zadowolonych turystów. Faktycznie zatrważające! Ciekawe, co Pan Minister powiedziałby, gdyby jego partia dostała taki wynik w wyborach?

  4. Te „najniższe noty” to 70 procent zadowolonych turystów. Tabelki czyta się poziomo, a nie pionowo.

  5. Pisze Pan Minister: „warto też spojrzeć na raport POT”. Otóż spójrzmy, jest tutaj: http://www.pot/gov.pl/dane-i-wiedza/badania-i-analizy. Na stronie 31 jest tabelka: „Zadowolenie z różnych elementów wyjazdu. Turyści zagraniczni”. Wynika z niej, że z usług przewodników (oraz informacji turystycznej, jest to ujęte razem) bardzo niezadowolonych było 3%, niezadowolonych 8%, tak sobie 20%, zadowolonych było 42%, a bardzo zadowolonych 28% turystów.
    Jeśli przeliczymy to na typową 40-osobową grupę, to 1 turysta jest w nie bardzo niezadowolony z usług przewodnika, 3 niezadowolonych, 8 tak sobie, natomiast 17 zadowolonych i 11 bardzo zadowolonych.
    Pan Minister zna ten raport, bo wręczyła mu go na spotkaniu w G.W. w Warszawie jedna z oburzonych uczestniczek. Czyżby wierzył, że kłamstwo wielokrotnie powtarzane staje się prawdą?
    Czy wytłuścił Pan te kłamstwa celowo?

      • Mnie te żadne raporty nie interesują. Skoro przewodnicy są tacy wspaniali – to proszę, niech turyści korzystają z ich usług dobrowolnie. Ta sprawa w ogóle zresztą nie powinna odnosić się do deregulacji, bo zawieranie umów w zagranicznych biurach podróży nie podlega kontroli polskich urzędników, niech sobie wreszcie to ktoś raz na zawsze uświadomi.

        • No, jak zwykle wykręca Pan kota ogonem. Zamieszcza Pan wywiad podkreślając wytłuszczonym drukiem fałszywe tezy o rzekomo niskim poziomie usług przewodników, a gdy okazuje się że Pan Minister delikatnie mówiąc mija się z prawdą, to przestaje to Pana już interesować.
          A tak na marginesie, to nikt nie zmusza turystów do korzystania z usług przewodników. Turysta, jeśli chce, może zwiedzać sam.

          • No więc sprawdziłem na str. 31 i 38. Przewodnicy (a także informacja turystyczna – również w domenie państwowej czy samorządowej) dostają najniższe noty na tle innych usług. To jest zatrważające i pokazuję całkowitą klęskę polityki sztucznej regulacji.