Czy Paweł Skawiński chce skończyć jak Zofia Springer?

Ponownie zabieram się do redagowania bloga. Na wstępie jestem winien czytelnikom nieco więcej wyjaśnień na temat notki z dnia 27. czerwca br.

Oto skan „listu radcowskiego” w której Dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego Paweł Skawiński, piórem swojego radcy prawnego Jakuba Skawińskiego (Czy to jakaś rodzina? Czy opłacana z kasy TPN?  W dobie licznych oskarżeń o nepotyzm chciałbym znać odpowiedź na te pytania) wyraża troskę o swoje „dobre imię i reputację” którym rzekomo szkodzą moje wypowiedzi na tym blogu z dnia 13 maja. Niestety, drodzy panowie, obawiam się że wasze działania póki co przynoszą skutek dokładnie odwrotny. Życzenie wyrażone w tym liście formalnie spełniłem, bo w czasie trwania sezonu turystycznego i licznych wyjazdów zagranicznych nie miałem czasu dokładnie sprawy przeanalizować. Z zamiarem szczegółowego sprawdzenia później, co właśnie czynię.

Mam prośbę do wszystkich obywatelskich blogerów o zapoznanie się z tym kuriozalnym pismem, nagłaśnianie sprawy i komentarze – moim zdaniem jest to podręcznikowy przykład arogancji władzy.

Najpierw taka drobna bezczelność „Powyższe czynności proszę wykonać w terminie 3 dni od dnia otrzymania niniejszego pisma”. Nawet nie trzech dni roboczych, w czasie których mógłbym zasięgnąć opinii jakiejś kancelarii. Gdybym pismo otrzymał np. w piątek, zostałby mi tylko jeden dzień roboczy na ewentualne czynności. Pozostawię to bez komentarza, za to z prośbą aby na listy ode mnie TPN odpowiadał teraz w równie ekspresowym tempie.

Bardziej szokujący jest inny fakt. Tatrzański Park Narodowy dotąd nie opublikował przejrzystego, rozsądnego regulaminu zwiedzania, ma problemy z formułowaniem zapisów na stronie tpn.pl, dyrektor gada w mediach bzdury (jak np. straszenie nieistniejącym sądem grodzkim) ale tu nie widzi zagrożenia dla swojego „dobrego imienia i reputacji”. Nie wynajmie fachowca do stworzenia porządnego regulaminu, za to korzysta z kancelarii aby założyć knebel blogerowi!

Co do pogróżek pod moim adresem, to bardzo chciałbym, aby każdy piastujący publiczne stanowisko, przed kolejną próbą zastraszenia mnie wpisał w google „bloger z Mosiny” i przeczytał sobie historię mojego krajana Łukasza Kasprowicza. Ów dziennikarz obywatelski krytykował poczynania Zofii Springer – burmistrz pewnego wielkopolskiego miasteczka, wyrażając się o niej w daleko bardziej dosadnych sformułowaniach. Został przez nią pozwany i po apelacji wygrał. Zyskał wsparcie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i ogólnokrajową sławę. W uzasadnieniu wyroku czytamy: „Sąd podkreślił, że swoboda wypowiedzi w obszarze debaty publicznej, w szczególności gdy odnosi się do osób piastujących funkcje publiczne, cieszy się szczególną ochroną i napotyka na daleko mniejsze ograniczenia. Każda osoba decydująca się na zajmowanie eksponowanego stanowiska musi liczyć się z ostrzejszą, a często również nadmierną i niesprawiedliwą krytyką swojego postępowania.” I teraz rzeczony blog puchnie od naigrywań:  „Dla pani burmistrz wyrok zapewne jest totalną, klęską .Wszystko przegrane.  Przynajmniej pani burmistrz wie, że w Mosinie Białorusi nie może uprawiać, że ludzie mają prawo krytykować władzę”. Cóż, warto aby ta wiedza dotarła również do Zakopanego.

Natomiast co do meritum naszej sprawy – pismo radcowskie nosi datę 22. czerwca. Dokładnie z tą samą datą ukazała się „Odpowiedź ministra sportu i turystyki na zapytanie nr 1115 w sprawie uregulowań prawnych dotyczących przewodników turystycznych górskich” w którym czytamy: „Jedyna sytuacja prawna nakładająca tzw. przymus przewodnicki dotyczy wycieczek (…) na obszarach parków narodowych (…) O ile takie wycieczki posiadają osobę je prowadzącą, tą osobą musi być górski przewodnik turystyczny”. Czyli jest to interpretacja zgodna z tym co przedstawiłem w swojej notce z 13 maja, a rzeczone rozporządzenie (które nota bene wyekspirowało ostatecznie tydzień temu) nie może być interpretowane jako konieczność wynajmowania przewodnika przez „każdą wycieczkę”.  Publikowanie takich informacji na stronie TPN, powtarzanie w mediach jest wprowadzaniem klientów w błąd.

Natomiast konkretnie do Pawła Skawińskiego mam sprawę następującą: Doprawdy, wzruszyły mnie Pana dylematy i bardzo zatroskany jestem o Pana dobre imię i reputację, mało tego – społecznie od wielu miesięcy staram się wskazywać na błędy i gafy które Pan popełnia. Jestem też zaszczycony że ma Pan ambicję współredagowania mojego bloga, dyktuje mi treści które mam tu wypisywać, bardzo chciałby zachować twarz wobec jego czytelników. Niestety – nie tędy droga. Być może na co dzień otoczony jest Pan służbistami dla których wszelkie słowa dyrektora to „świnto prawda” ale moi czytelnicy to ludzie myślący, i nawet jak zostanę zmuszony do napisania że „czarne jest białe” albo „2+2 =5″ nie uwierzą w to. Dam jednak Panu szansę i udostępnię strony tego bloga na sprostowanie wzgl. uzasadnienie swoich działań.

Pana Radca twierdzi, że nie podałem „żadnych faktów ani dowodów” które mogłyby uzasadnić podejrzenie korupcji – działania na rzecz prywatnych podmiotów świadczących usługi przewodnickie a na szkodę prowadzonego przez siebie państwowego przedsiębiorstwa. Więc wyjaśniam – w mojej opinii faktem i dowodem jest sformułowanie, dotąd widniejące na stronach TPN: „wszystkie wycieczki wchodzące na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego mają obowiązek znajdować się pod opieką przewodnika tatrzańskiego” a także wcześniejsze wypowiedzi w mediach świadczące o usilnym poszukiwaniu sposobu na zapewnienie przewodnikom wypełnionego grafika zleceń.

Spróbuję to wytłumaczyć najprościej jak potrafię. Wyobraźmy sobie że jestem właścicielem atrakcyjnie położonej restauracji. Zatrudniam do jej prowadzenia kierownika, a potem dowiaduję się że ten nie wpuszcza klientów, jeśli nie założą zielonego krawata. Skonsternowanym wskazuje butik, gdzie można ową garderobę nabyć. Sporo klientów rezygnuje. Jest to dla mnie oczywiste że działa na niekorzyść mojej firmy (restauracji) do której prowadzenia został zatrudniony a na korzyść właściciela tego butiku. Podobnie Pan, sugerując konieczność wykupienia prywatnych usług przewodnickich jako warunek zwiedzania TPN, umniejsza potencjalne wpływy z biletów.

Przykro mi, ale w podobny sposób pomyśli każdy inteligentny czytelnik. Jeśli więc tak bardzo zależy Panu na zachowaniu dobrego imienia proszę w ciągu trzech dni od ukazania się tej notki przysłać na adres akcja@wolnezawody.org  wyjaśnienia i sprostowania. W moim mniemaniu, jedynym ratunkiem dla Pana reputacji jest uznanie błędu, przeproszenie wprowadzanych w błąd gości Parku i usunięcie ze strony TPN cytowanych sformułowań.

1 Komentarz

  1. Pozdrawiam kolegę blogera. Pismo pana radcy, z całym szacunkiem, kiepskie. Gdyby radca był rozsądny, to odradziłby panu dyrektorowi pakowanie się w takie sprawy. Dyrektor TPN, to większa szycha niż nasza pani burmistrz, więc ewentualny dym i ostateczna kompromitacja dla dyrektora mogą być znacznie większe niż w mosińskim przypadku. Kto wie, co tam pichci pan dyrektor? Jeśliby sprawa się rozkręciła, to na pewno się dowiemy. Apel do pana dyrektora: Panie dyrektorze TPN, jako miłośnik gór zwracam się do pana o rozsądek. Bloger miał , i zapewne ma nadal wątpliwości, co do pana działań i po prostu o tym napisał. Niczego panu nie zarzucił. Wyraził tylko swoje zdanie- opinię będące efektem jego odczuć, bo przecież nie jakichś konkretnych dowodów. Pan robiąc sądowy ferment, zaszkodzi nie tylko sobie, ale i TPN-owi, straci pan kilka lat na procesy, a nawet gdyby udało się człowieka ukarać jakimś wyrokiem, to za tą niewinną opinię Europejski Trybunał znowu ukarze naszą ukochaną Polskę. Bloger dostanie kilka tysięcy Euro odszkodowania, które pokryją z nawiązką koszta procesu i niedogodności. Tego, jak mniemam, pan dyrektor chce raczej uniknąć. Bo bloger pana zdaniem nie może być górą. Pozdrawiam
    Pozdrawiam