Jedni protestują, inni kombinują

Nadeszły dni kanikuły i każdy w branży turystycznej jest zapracowany, ja też, stąd mniej dyskusji i notek.

Dziś tylko krótka wzmianka – przeglądając witryny różnych stowarzyszeń pilockich trafiłem też na ciekawą informacje na strone Kujawsko-Pomorskiego Stowarzyszenia Guide. Organizacja ta była już bohaterem kilku moich notek, jako lekko (choć po cichu) dystansująca się od anty-deregulacyjnej kanonady protestów. I teraz, na stronie aktualności czytamy ciekawy anons:

„Po deregulacji zapraszamy pilotów i przewodników do nowego systemu certyfikacji!!!”

To chyba pierwszy przypadek, kiedy ktoś zapowiada wydawanie własnej – oczywiście dobrowolnej i fakultatywnej – licencji. To może być bardzo ciekawe, obserwujmy, bo podobne pomysły mogą mieć inni. Będą to śledził i komentował.

Póki co kierowana porzez Z. Kruczka firma szkoleniowa Proksenia zachęca do kursów pilockich następującymi argumentami: Biura podróży deklarują, że po ewentualnej deregulacji nie będą zatrudniać pilotów bez ważnych legitymacji i certyfikatów, gdyż za wszystkie zatrudnione podczas realizacji usługi osoby te ponoszą pełną, także finansową, odpowiedzialność. Fakt, że ktoś po odbyciu profesjonalnego kursu i zdaniu egzaminu państwowego otrzymał odpowiednie uprawnienia stwarza podstawy do domniemania (także w przypadku sporów przed sądem), że zatrudniono kompetentnego i świadomego swoich obowiązków fachowca.

Brzmi to bardzo to pokrętnie i bzdurnie. Po pierwsze „antyderegulatorzy” nie mogą się chyba ze sobą dogadać, bo inni w dziesiątkach protestów przekonywali że organizatorzy wręcz rzucą się do zatrudniania głównie krewnych, znajomych i tzw. „Felków spod budki piwem” byle tylko jak najdalej od swojego interesu trzymać pilotów z licencjami. A tu się okazuje, że kiedy chce się zarobić na szkoleniach – nagle rzeczywistość wygląda zgoła odmiennie. To po co w takim razie protesty przeciw deregulacji, skoro wszystko jest cacy?   

A co do meritum tego reklamowego przesłania – biuro odpowiada przed klientem za wywiązanie się z usług tak czy owak, a posiadanie licencji przez pilota który coś spieprzył w niczym sytuacji nie uratuje. Takie formuły jak powyższa świadczą o wyjątkowo topornej mentalności, ich autor sądzi że jedynie „batem przepisów” i sądowych gróźb a nie chęcią zapewnienia dobrego poziomu usług – można zmotywować przedsiębiorcę do zatrudniania fachowej kadry. Jak jest w rzeczywistości – niech każdy zainteresowany sprawdzi sam. 

3 Komentarze

  1. Kursy pana Kruczka, tak jak wszyskie kursy tej masci, to m. in. wyklady o hsitorii turystyki, a takze o tym czym jest turystyka i kim jest turysta. Oprocz tego pan, ktory wykladal prawo turystyczne opowiadal o tym, jak nalezy klientom „wciskac scieme” (nazwiska nie pamietam, jakis doktorek z KSW).
    Kruczek jest naczelnym jakiegos stowarzyszenia pilotazu, jakas banda jeden z drugim.

    Pilot musi myslec i miec oczy dookola glowy. Zadne teoretyczne kursy nie naucza pilota praktycznych umiejetnosci potrzebnych do prowadzenia grupy.

    Kruczek zyje z kursow wiec opowiada takie bajki na swojej stronie.

  2. Jeżeli główną zachętą do udziału w kursie ma być jakieś pokrętne „danie organizatorowi glejtu” na wypadek ewentualnego procesu w sądzie, to – proszę wybaczyć, może Pani nie widzi w tym absurdu, ale ja tak.

    Są tacy szkoleniowcy, którzy czekają na deregulację jak na zbawienie, bo odciąży ich od spełniania wielu niepotrzebnych formalnych wymogów pozwalając skupić się na uczeniu konkretów. I pewnie to oni przejmą rynek, a nie ci, co będą wyszukiwać kolejne paragrafy czy kruczki (przez małe k).

  3. Ale co Pan Kruczek napisał w anonsie złego lub nieprawidłowego? Jego kursy pilockie są prowadzone na wysokim poziomie!Szuka Pan dziury w całym, Panie Macieju.