Przewodnik vs. uliczny grajek

Największe emocje powoli opadają, ale czujność trzeba zachować. Nie wiadomo co jeszcze wysmażą urzędnicy, a twórczość tychże bywa nieokiełznana. „Bierz pianino i graj na rynku” napisał dziś do mnie kolega, zwracając uwagę na obszerny List w sprawie gnębionych przez Straż Miejską ulicznych muzyków. Sporo głosów w dyskusji powtarza – po co deregulacja Gowina, skoro powstają kolejne licencyjne bariery.     

Napiszę tak – jest pewna istotna różnica. Tutaj nikt nie zamierza reglamentować zawodu muzyka na poziomie ustawowym, jest to regulacja porządkowa dotycząca pewnej części miasta. Dalej: pilot/przewodnik mówi tylko do swojej grupy, realizując wcześniej zakontraktowaną usługę, podczas gdy muzyk uliczny adresuje swoją „usługę” do wszystkich przechodniów, nie różniąc się tym formalnie od np. sprzedawcy precli. Jest więc – wiem, dziwnie to w moich ustach zabrzmi – ale zrozumiała intencja – chęci uporządkowania miejskiej przestrzeni. Oczywiście pomysł z licencjami i egzaminowaniem artystów uważam za chybiony i oby praktyka ta umarła śmiercią naturalną.              

A niezależnym, nie chcącym się poddawać urzędowej weryfikacji artystom proponuję występować dalej (prawna podstawa tych licencji jest bardzo wątpliwa) i napisać na kartce: „Niezłomnie walczę z Babilonem – proszę odwdzięczyć się bilonem” ;)

Możliwość komentowania jest wyłączona.