Ptak herbowy

Wielu z was zastanawiało się pewnie, cóż to za ptak symbolem naszej akcji. Ornitolodzy wiedzą, nieornitologów informuję – orlik krzykliwy. Autorem zdjęcia jest Łukasz Mazurek, a tak wygląda w całej okazałości:

Wiem, wciąż jestem winien obiecaną koszulkę setnej fance na naszej stronie fanowskiej – (nieustająco zachęcam do polubienia…) i obiecuję że jak tylko wrócę do Krakowa w połowie lipca – w końcu się za to zabiorę. Mało tego, jak już – to zrobię ich od razu kilka – jeśli ktoś jest jeszcze zainteresowany, niech napisze na akcja@wolnezawody.org oraz poda rozmiar i adres do wysyłki.    

Cisza i spokój

Ustały wszelkie dyskusje, trwa pracowity sezon a mnie nie będzie w kraju do połowy lipca. Kiedy wrócę – przyjrzymy się na jakim etapie są prace legislacyjne w Sejmie. W którymś momencie spróbuję przekonać polityków Ruchu Palikota aby – pamiętając o wyborczych obietnicach (patrz tutaj) złożyli własne poprawki do ustawy, postulujące całkowite i bezwarunkowe uwolnienie zawodu przewodnika, bez żadnych ustępstw na rzecz tzw. „przewodników górskich”.    

Przeglądając różne serwisy z zadowoleniem stwierdzam że – pomimo że formalnie nic się jeszcze nie zmieniło w prawie – brakuje typowych dla sezonu ogórkowego doniesień o łapankach i polowaniach na „nielegalnych przewodników”. A jeszcze rok temu – „pokaż papiery albo zamilcz” - ostrzegano na łamach kujawsko-pomorskich dzienników. 

Tymczasem część przewodników w Poznaniu, miasta gdzie pro-deregulacyjne mafijki są wyjątkowo wredne i krzykliwe, również – wzorem krakowskich wpadła na pomysł organizowania ‚free walking tours’. Tylko przyklasnąć.    

Jedni protestują, inni kombinują

Nadeszły dni kanikuły i każdy w branży turystycznej jest zapracowany, ja też, stąd mniej dyskusji i notek.

Dziś tylko krótka wzmianka – przeglądając witryny różnych stowarzyszeń pilockich trafiłem też na ciekawą informacje na strone Kujawsko-Pomorskiego Stowarzyszenia Guide. Organizacja ta była już bohaterem kilku moich notek, jako lekko (choć po cichu) dystansująca się od anty-deregulacyjnej kanonady protestów. I teraz, na stronie aktualności czytamy ciekawy anons:

„Po deregulacji zapraszamy pilotów i przewodników do nowego systemu certyfikacji!!!”

To chyba pierwszy przypadek, kiedy ktoś zapowiada wydawanie własnej – oczywiście dobrowolnej i fakultatywnej – licencji. To może być bardzo ciekawe, obserwujmy, bo podobne pomysły mogą mieć inni. Będą to śledził i komentował.

Póki co kierowana porzez Z. Kruczka firma szkoleniowa Proksenia zachęca do kursów pilockich następującymi argumentami: Biura podróży deklarują, że po ewentualnej deregulacji nie będą zatrudniać pilotów bez ważnych legitymacji i certyfikatów, gdyż za wszystkie zatrudnione podczas realizacji usługi osoby te ponoszą pełną, także finansową, odpowiedzialność. Fakt, że ktoś po odbyciu profesjonalnego kursu i zdaniu egzaminu państwowego otrzymał odpowiednie uprawnienia stwarza podstawy do domniemania (także w przypadku sporów przed sądem), że zatrudniono kompetentnego i świadomego swoich obowiązków fachowca.

Brzmi to bardzo to pokrętnie i bzdurnie. Po pierwsze „antyderegulatorzy” nie mogą się chyba ze sobą dogadać, bo inni w dziesiątkach protestów przekonywali że organizatorzy wręcz rzucą się do zatrudniania głównie krewnych, znajomych i tzw. „Felków spod budki piwem” byle tylko jak najdalej od swojego interesu trzymać pilotów z licencjami. A tu się okazuje, że kiedy chce się zarobić na szkoleniach – nagle rzeczywistość wygląda zgoła odmiennie. To po co w takim razie protesty przeciw deregulacji, skoro wszystko jest cacy?   

A co do meritum tego reklamowego przesłania – biuro odpowiada przed klientem za wywiązanie się z usług tak czy owak, a posiadanie licencji przez pilota który coś spieprzył w niczym sytuacji nie uratuje. Takie formuły jak powyższa świadczą o wyjątkowo topornej mentalności, ich autor sądzi że jedynie „batem przepisów” i sądowych gróźb a nie chęcią zapewnienia dobrego poziomu usług – można zmotywować przedsiębiorcę do zatrudniania fachowej kadry. Jak jest w rzeczywistości – niech każdy zainteresowany sprawdzi sam. 

Przewodnik vs. uliczny grajek

Największe emocje powoli opadają, ale czujność trzeba zachować. Nie wiadomo co jeszcze wysmażą urzędnicy, a twórczość tychże bywa nieokiełznana. „Bierz pianino i graj na rynku” napisał dziś do mnie kolega, zwracając uwagę na obszerny List w sprawie gnębionych przez Straż Miejską ulicznych muzyków. Sporo głosów w dyskusji powtarza – po co deregulacja Gowina, skoro powstają kolejne licencyjne bariery.     

Napiszę tak – jest pewna istotna różnica. Tutaj nikt nie zamierza reglamentować zawodu muzyka na poziomie ustawowym, jest to regulacja porządkowa dotycząca pewnej części miasta. Dalej: pilot/przewodnik mówi tylko do swojej grupy, realizując wcześniej zakontraktowaną usługę, podczas gdy muzyk uliczny adresuje swoją „usługę” do wszystkich przechodniów, nie różniąc się tym formalnie od np. sprzedawcy precli. Jest więc – wiem, dziwnie to w moich ustach zabrzmi – ale zrozumiała intencja – chęci uporządkowania miejskiej przestrzeni. Oczywiście pomysł z licencjami i egzaminowaniem artystów uważam za chybiony i oby praktyka ta umarła śmiercią naturalną.              

A niezależnym, nie chcącym się poddawać urzędowej weryfikacji artystom proponuję występować dalej (prawna podstawa tych licencji jest bardzo wątpliwa) i napisać na kartce: „Niezłomnie walczę z Babilonem – proszę odwdzięczyć się bilonem” ;)

AWF-y, czyli wylęgarnie małych komuszków

Dziś mamy piękną rocznicę wyborów w 1989 r. Prawie bym o tym zapomniał, gdyby nie okolicznościowy wpis na facebookowym profilu Adama Wajraka. Chwali się tam kombatancką fotką, na której trzyma słynny solidarnościowy plakat „w samo południe” a obok stoi Jacek Kuroń. Swoich licznych fanów informuje, jak to dobrze że trafił nam się ten wolnościowy przełom a malkontentom wyjaśnia: „Za taką Puszczę, czy Rospudę w PRL byśmy z pierdla nie wychodzili!”

Wajrak podobnie jak ja i tysiące innych zaczynających wtedy pracę, swoją karierę zawdzięcza temu przełomowi. Dziś jest znanym dziennikarzem przyrodniczym, uznanym ekspertem od ekologii, a przecież nie skończył żadnych studiów w tym kierunku. Ani w ogóle żadnych studiów, nie wiem nawet czy ma maturę. Ale mógł skorzystać z dobrodziejstw systemu, który nagradza za rzeczywiste pasje i umiejętności a nie posiadany papier czy przyzwolenie  państwowego urzędnika. Podobnie mogą czynić jego następcy – zawód dziennikarza mimo licznych zamachów na jego wolność – nie został uregulowany. Inaczej w przypadku przewodników – tu do władzy znów wróciły dawne komuchy, i co prawda do pierdla nie sadzali, ale uprawiali swoje esbeckie praktyki – urządzając uliczne łapanki i strasząc mandatami. W znacznej części – jak zauważam – usadowili się na posadkach w uczelniach na tzw. wydziałach turystycznych.  

Przy okazji nasuwa się refleksja nad psikusami historii. Przed laty środowiska studenckie jak jeden mąż walczyły z komuną, dziś walczą… o zachowanie jej pozostałości, zachowanie władzy dawnych aparatczyków i funkcjonariuszy, którzy wydają młodym pozwolenia i licencje. Bo czy inaczej można nazwać anty-deregulacyjne strajki na kilku AWF-ach które odbyły się w połowie maja? Na przykład w Poznaniu.

W tym momencie zaczynam się zastanawiać, czy jest sens walczyć i piętnować takie zachowania? Z mojego prywatnego punktu widzenia na pewno nie. Sam żadnej uczelni turystycznej nie ukończyłem, kiedyś takich studiów w ogóle nie było, a mimo to jakoś sobie ze swoją firemką od tych 22 lat funkcjonuję. I w zasadzie, powinno mnie dawno nie być. Skoro co roku tysiące absolwentów kończą jakieś „studia turystyczne”, ze swoją wspaniałą i fachową wiedzą powinni zmieść z rynku takich amatorów jak ja. Ale póki AWF-y wychowują jedynie małe komusze móżdżki – jest cool. Zapierniczajcie komuszki na zmywakach, jako recepcjoniści czy barmani. Nam, dzieciom wolnościowej rewolucji zostawcie prowadzenie biznesu.    

Prezes MOT o deregulacji

Krótkie wyjaśnienia w sprawie przewodnickiego „lub czasopisma” przedostały się do mediów – obłędna propozycja samorządowych regulacji przewodnictwa wypłynęła z Ministerstwa Sportu, ale została odrzucona.

Tymczasem warto odnotować kolejny rozsądny głos w sprawie deregulacji, znów z regionu małopolskiego. „Touroperatorzy będą dbali o dobrą jakość przwodników i pilotów – o to jestem spokojny” – powiedział Prezes Małopolskiej Organizacji Turystycznej, Leszek Zegzda.

Więcej informacji tutaj. Zbiór innych newsów z ostatniego tygodnia znajdziesz na naszym fanpejdżu.